Początkowo nie chciałem sprawy komentować czy oceniać. Liczba Kandydatów, rodzaj pytań, z których każde w istocie należałby porządnie omówić, złożone z ograniczeniem czasu, swoje zrobiły. Nie da się rzetelnie zobaczyć jakie w istocie każdy kandydat ma pojęcie na dany temat. Oczywiście czas dany Kandydatom – tworzyły raczej źródło szumu a nie informacji.
Zaoszczędzę sobie więc oceny który z kandydatów – jak dla mnie ewidentnie lewitował, który jak i czym manipulował, a w końcu który ma o danej sprawie pojęcie.


Zgadzam się z tym, że Prezydent nie musi wcale znać się na detalach i być ekspertem w konkretnych dziedzinach – to też i debata jak dla mnie jako wyborcy, z warstwy merytorycznej nic nie wniosła w odniesieniu do poszczególnych kandydatów. Za to wyskoki - bo i te się zdarzyły -  podjęte tylko po to by wnieść element skandalu i .. zwrócenia na siebie uwagi dały mi jedną informację – owi autorzy nieszczęsnych odzywek wyraźnie powiedzieli - żywcem inaczej nie umiem – trudno, to może tak mnie zapamiętasz wyborco.
Z drugiej strony każdy widzi, że urzędujący Prezydent opłotkami i różnymi metodami używa atrybutów swej władzy do kampanii. Faktycznie – z tego towarzystwa z 16 - tu lat swych przecież rządów i posiadania źródłowej informacji od podległych sobie urzędników miał najlepszą pozycję do ostrzału lecz skala – jak ktoś pamięta - obietnic z poprzednich kadencji i dzisiejsze mantry aż dziw jak są zbieżne. Czy ktoś to kupi? Może. Koncepcja i rutyna ta sama. Inna jazda – czy chcecie oddać Kraków Kaczyńskiemu ociera się o śmieszność przywoływania szarańczy, gnomów i tłustych much. O czym tu mowa – tylko o klasyce zerowej wiedzy w temacie i szarży na oślep – byle walić.
Dla mnie wyborcy i Krakowianina – były jednak ważne dwa elementy, które usiłowałem wyłuskać z debaty. Czy osoba kandydująca będzie umiała współpracować w obrębie zasad, jakie rzeczy widzi w mieście ponad standard powtarzany przez innych kontrkandydatów i na czym tak naprawdę chce opierać rozwój miasta. Innymi słowy – jaką mi daje rękojmię zmiany – bo stan obecnej rutyny zarządzania jest w mojej ocenie po prostu stagnacją. Umiejętność nazwijmy to delikatnie powodowania ludźmi (co zresztą też słyszymy z ostatnich taśm – a ja znam z autopsji) – to sztuka w wykonaniu prof. J. Majchrowskiego. Do posiadania lejców –może i dobre ale  trudno w tym widzieć objaw zajmowania się systemowym myśleniem o mieście. Za to stało się widoczne, że Pan Łukasz Gibała odrobił lekcję ataku i mowy z szybkością karabinu maszynowego. Rzeczywiście – parcie na stołek i siła wieloletniego i co tu nie mówić – kosztownego prowadzenia kampanii negatywnej – nawet obojętnie przeciw komu – jest dla mnie dużym ostrzeżeniem.
Proszę zauważyć – w całej stawce kandydatów tylko Pani Małgorzata Wassermann – mówiła spokojnie, bez emocji, bez agresji wykazując, że ma swoje osądy na każdą z poruszanych spraw. I dysponuje wiedzą jaka jest dostępna bez sięgania w zakamarki Urzędu.  Pokazała też konieczność poszukania innego profilu turysty – tu zobaczyłem jak bez pojęcia o sprawie jest osoba która to potrafiła przerobić na zamiar dyskryminacji biednego turysty. Położenie nacisku na turystę kwalifikowanego raczej odwrotnie – otwiera drogę do innego jakościowo przyjęcia turysty uboższego, nie przybywającego do Krakowa samolotem na trzydniową popijawę – mówiąc brutalnie - co dodaję od siebie.. Rozsądek wobec powtarzanych haseł z przedrostkiem eko, w tym i spraw smogu i  transportu, z których powinno się zdjąć odium wręcz nowej wiary, a które musi się postawić na zasadach prawa i poszukiwania wygody mieszkańców wykazał – że zmiana w Krakowie może być zrealizowana przez tą właśnie osobę czyli Panią  Wassermann .
Jawnie mówię – jestem zwolennikiem, ale nie członkiem PiS –Można więc twierdzić, ze moje oceny potencjalnych możliwości Pani M. Wassermann są z mojej strony nieobiektywne. Wcale nie wykluczam niemniej zachęcam w takim razie do sięgnięcia po zapis telewizyjny debaty i na własne oczy i uszy się przekonać czy nie mam racji. Proszę tylko z fonii sobie odfiltrować chyba zorganizowane reakcje buczenia na Panią Wassermann i entuzjazmu dla Pana Gibały i obecnego Prezydenta. To też mi swoje powiedziało. Bo tylko Ona była obdarowywana takimi reakcjami. To powinno być w efekcie kontr skuteczne.
Każdy chce podejść do smogu, transportu, zieleni czy turystyki.
Można sobie z tych rzeczy robić koncert życzeń zwłaszcza jak się wie, że nie będzie się miało w ogóle presji jego wypełnienia lub świadomości branej z dotychczasowej praktyki wyborczej, że nawet ograniczone ich wypełnienie i tak nie będzie zbyt negatywnie oceniane bo obietnice nie będą pamiętane. Można puszczać wodze fantazji Samo parcie na fotel dla mnie jako mieszkańca uważam za groźne, Na tym tle ostrożność deklaracji i pokazanie, że kontynuacja nie będzie prowadziła do rozwoju miasta jest jak sądzę wystarczająco przekonywująca.
Zresztą – debata w takim rozmiarze i w takiej konwencji, jak sądzę, nie była w stanie wnieść wiele innego niż tu opisałem. A każdy swój rozum ma. Tym tekstem tylko proponuję to co sam zauważyłem.
A doktrynalnej agresji – nie sądzę by należało premiować.
To tak ku zdrowotności na przyszłość.