Motto: W podupadającym lupanarze należy wymienić panienki, a nie łóżka.

Szanowny Panie Redaktorze, W ostatnim "PlusMinus" z 2 lutego 2019  w artykule pt. „Michał Szułdrzyński: Epitafium dla blogerów” – vide: https://www.rp.pl/Plus-Minus/302289916-Michal-Szuldrzynski-Epitafium-dla-blogerow.html&cid=44&template=restricted z nieskrywaną radością oznajmił Pan wszem i wobec: „We wtorek media informowały o decyzji wielkiego polskiego portalu, który postanowił zamknąć jeden z najważniejszych w kraju serwisów blogowych. Blogerzy mają jeszcze parę miesięcy, by zachować albo przenieść gdzieś swoje archiwalne wpisy, później zostaną skasowane.

Podobnie było rok temu, kiedy zamknięto drugą popularną w Polsce stronę z blogami obsługiwaną przez inny duży portal. W ten sposób powoli do przeszłości przechodzi idea blogowania, ale też coś więcej – popularne kilkanaście lat temu przekonanie, że dziennikarstwo profesjonalne zostanie zastąpione przez dziennikarstwo obywatelskie, a aktywiści będą właśnie na blogach publikować wyniki swych śledztw demaskujących nieprawidłowości na zapleczu władzy. W zapomnienie poszło również inne marzenie związane z blogami – wszak to one miały doprowadzić do prawdziwej debaty. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu założyciel działającej wciąż platformy blogowej – wtedy znany dziennikarz, a dziś wzięty specjalista od PR-u – przekonywał publicystów do zakładania blogów. I przez pewien czas rzeczywiście kwitła tam dyskusja, powstawały sążniste teksty i ciekawe polemiki. Każdy mógł założyć bloga, każdy mógł napisać polemikę – dzięki temu pojawiło się w zamkniętym środowisku komentatorskim trochę świeżego powietrza…

Zacznę tedy od dyskretnej uwagi, że profesjonalny dziennikarz powinien był napisać: „każdy mógł założyć blog”, a nie jak Pan Redaktor raczył zademonstrować w swoim artykule: „ każdy mógł założyć bloga”, - co jest, choć z pozoru drobnym, to jednak symptomatycznym świadectwem postępującej degradacji dzisiejszego dziennikarstwa zawodowego. Wyrażam również nadzieję, że Szanowny Pan Redaktor nie zaprzeczy faktowi, iż nasi zawodowi "gazeciarze" ostatnimi laty zdeptali publicystyczny obyczaj, wyzbyli się poczucia wstydu, zaś w piśmienniczej młócce hołdują zasadom: - kto bardziej pyskaty ten lepszy, prostak prostaka pogania, kłamstwo na kłamstwie jedzie, intryga goni intrygę… i tak dalej. Zaś takie przymioty, jak dziennikarska rzetelność, wykwint pisanego słowa i jakość publicystycznego warsztatu to już według nich tylko fanaberie dla frajerów.

A teraz do rzeczy.

Doczekaliśmy czasu, że już na palcach można policzyć prawdziwych zawodowych dziennikarzy prasowych. A dzieje się tak, dlatego, że zastąpili ich pismacy, których w znakomitej większości przypadków cechuje: niedouczenie, językowe niechlujstwo, zawstydzająca spolegliwość wobec naczelnych redaktorów oraz rodzaj intelektualnej cofki, - o czym każdy może łatwo się przekonać wertując obecną prasę krajową. O tabloidach i brukowcach nawet nie wspominam. Jest Pan człowiekiem młodym, więc być może nie wie, że nawet za komuny polskie dziennikarstwo prasowe stało na o niebo wyższym poziomie niż dzisiaj i mam nadzieję, że się Pan na mnie nie obrazi jak powiem, że jakość dzisiejszego „dziennikarstwa” zawodowego ma się tak do żurnalistyki z czasów komuny, jak polska piłkarska Liga Okręgowa do Europejskiej Champions Ligue.

Zaś analiza składów redakcyjnych oraz podległej im dziennikarskiej kadry wskazuje, iż dzisiejsze dziennikarstwo prasowe obsługują od lat ci sami wysługujący się określonym opcjom politycznym, bądź biznesowym, - ludzie tworzący zamknięte klany na zasadzie zasiedzenia. Tak. Tak. Szanowny Panie Redaktorze. Obecni zawodowi dziennikarze, publicyści i różnego sortu opiniotwórczy element to od wielu lat ten sam skostniały monolit, który jak Częstochowy broni swego coraz bardziej wątpliwego prestiżu, który już od dawna podupada.  A im, ktoś z zewnątrz zdolniejszy, im lepiej pisze, im więcej ma do powiedzenia i im bardziej ma otwartą głowę, tym zajadlej jest niszczony przez dzisiejszą dziennikarską klikę. I to właśnie dotyka wolnych i niezależnych blogerów, mam oczywiście na myśli blogerów poważnych, a nie aspirantów do rangi blogera. I niestety wygląda na to, że mamy tu do czynienia z taktyką cichej zmowy profesjonalnych dziennikarzy mającą na celu bezwzględne zdeprecjonowanie ogromnego potencjału blogosfery. I to właśnie, dlatego Szanowny Panie Redaktorze zawodowi dziennikarze tak nie lubią blogerów. Więc czas już najwyższy otwarcie powiedzieć, że dziennikarze nie lubią blogerów ze strachu o własną przyszłość zawodową. Bo wyższość publicystyki blogerskiej nad dziennikarską polega przede wszystkim na tym, że bloger jest panem samego siebie i nie ma nad sobą bata wszelkiej maści naczelnych redaktorów, którzy go zmuszają do ulegania terrorowi poprawności politycznej, jakiej ci redaktorzy służą. A pisanie na zamówienie nigdy nie jest autentyczne.

Powiem więcej, uważny czytelnik z łatwością zauważy, że w tekstach prasowych i wypowiedziach medialnych dziennikarzy zawodowych coraz częściej można znaleźć frazy, ba, wręcz całe akapity zerżnięte żywcem z blogosfery, a jeszcze nigdy nie udało mi się przeczytać, bądź usłyszeć, by jakiś profesjonalny dziennikarz podał źródło skąd tę frazę, bądź akapit splagiatował. A tym, co wielu zawodowych dziennikarzy potrafi naprawdę dobrze robić jest ograbianie blogosfery z intelektualnej myśli, żeby ją potem ogłosić jako swoją. Bo po prawdzie nie znam żadnego przypadku, żeby zawodowy dziennikarz choćby jednym słowem powołał się na to, co wyczytał w blogosferze. Słowem profesjonalni dziennikarze sferę blogosfery z premedytacją ignorują okrywając ją swoistym ostracyzmem i zmową milczenia, co musi Pan Redaktor przyznać stoi w jawnej sprzeczności z dziennikarskim etosem i zawodowym obyczajem. Bo chyba Pan Redaktor nie zaprzeczy, iż ruch blogerski także jest dziennikarstwem tyle, że obywatelskim, albo jak to się teraz mówi społecznościowym. I znowu proszę się na mnie nie obrazić jak Panu powiem, że przykładowo, u śp. blogera Seawolfa i innych tego formatu blogerów Szanowny Pan Redaktor mógłby ewentualnie terminować. To samo się tyczy wielu Pańskich kolegów.

Nasuwa się tedy pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Otóż zaryzykuję tezę, iż zawodowi dziennikarze roszczą sobie prawo do wiekuistego monopolu na zbieranie, upublicznianie i komentowanie określonych informacji i opinii, - i nie przebierając w środkach, jak oka w głowie strzegą owej wyłączności traktując z buta każdego, kto w ich mniemaniu mógłby stanowić dla nich konkurencję. Chodzi tu także o aspekt merkantylny, bo zawodowi dziennikarze piszą za pieniądze, zaś blogerzy publikują swoje teksty za darmo. Powiem jeszcze więcej. Siła ruchu blogerskiego polega na tym, że w przeciwieństwie do dziennikarzy zawodowych, blogerzy oraz ich komentatorzy mogą swobodnie wymieniać miedzy sobą poglądy i opinie niejako ponad głowami polityków i służących tym politykom gazet. To jest właśnie ten komfort blogerów, którzy mogą głośno myśleć i odważnie komentować to, na co żaden etatowy dziennikarz się nie odważy. Tego właśnie zazdroszczą blogerom dziennikarze, ba, tego się jak ognia boją.  

Dlatego Szanowny Panie Redaktorze uważam, że Pańskie epitafium dla ruchu blogerskiego wsparte jakże złudnym przeświadczeniem, iż rzekomo „Idea blogowania powoli przechodzi do przeszłości”, - to modelowy przykład myślenia życzeniowego (ang. wishful thinking), a także nieuczciwa próba zdeprecjonowania wagi ruchu blogerskiego w oczach społeczeństwa wynikająca ze strachu przed konkurencją.  

Bo prawda jest taka, Szanowny Panie Redaktorze, że prasę drukowaną czytają, a publicystykę telewizyjną oglądają, - już tylko ludzie starzy i bardzo starzy, którzy w postępie geometrycznym odchodzą, zaś młodzi i bardzo młodzi już dawno się na Was wyznali i dlatego wyłącznie Internet ich interesuje. Pan o tym wie i stąd właśnie Pańska panika. Ale: „Too late honey! Pański artykuł mający na celu zdeprecjonowanie blogosfery to już „podrygi zdychającej ostrygi”, gdyż do przeszłości odchodzi nie idea blogowania, jak Pan Redaktor w swoim artykule sugeruje, lecz anachroniczna formuła uprawiania dziennikarstwa, która się już bezpowrotnie przeżyła.

Z poważaniem,

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezawisły bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Post Scriptum

Notka wisi już ponad trzy godziny, a komentarzy jak kot napłakał. Więc chciałbym nieśmiało spytać słowami piosenki Danuty Rin:

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? - Jeeeee!

Dookoła jeden z drugim jak nie nerwus, to histeryk,
drobny cwaniak, skrzętna mrówa, niepoważne to, nieszczere.
Jak bezwolne manekiny przestawiane i kopane,
gęby pełne wazeliny, oczka stale rozbiegane.
Bez godności, bez honoru, zakłamane swoje racje
wykrzykuje taki w domu śmiesznym szeptem po kolacji,
śmiesznym szeptem po kolacji, śmiesznym szeptem po kolacji...

Gdzie ci mężczyźni …

Bojownicy spraw ogromnych, owładnięci ideami
o znaczeniu wiekopomnym, i wejrzeniu, jak ze stali.
Gdzie umysły epokowe, protoplaści czynów większych,
niż pokątne, zarobkowe kombinacje tuż przed pierwszym.
Nieprzekupni, prości,…

Gdzie ci mężczyźni …

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 6 marca 2019r

  •  
  •  
Pin It

R E K L A M A

Fantasy Nails
Paznokcie z fantazją

Adres:
ul. Krowoderska 21, 31-141 Kraków

Telefon:
Tel: 698 673 516

Więcej informacji:
http://fantasynails.pl/

Godziny otwarcia:
poniedziałek – piątek: 10 – 18
sobota: 10 – 14

Zadbamy kompleksowo o Twoje dłonie i paznokcie. Wymagającym oferujemy fantazyjne, modne stylizacje paznokci metodą żelową.
Najlepszy salon paznokci w Krakowie.