Dla ogółu mieszkańców hasło jak hasło – bawią się politycy w swoje klocki. Dla tzw ekologów – brzmi pięknie. Emisja, zasiarczenie, CO2 – globalne ocieplenie – w sumie ratunek przed hekatombą.

Dla gospodarki – bardzo poważne i niestety realne zagrożenie – ale ogół mieszkańców – tych z początku tej wyliczanki dowie się na końcu. Dyskusje i przerzucanie się argumentami – tez i tymi z piekła i agresji rodem – czyli z arsenału nowoczesnej broni ekonomicznej zastępującej czołgi i bomby – mogą trwać tyle długo co bezskutecznie. Bo Unia zdecydowała i już.

W tej sprawie argumenty – uważam – mają znaczenie narzędzi, a nie podstaw do racjonalnych decyzji.

Na tym tle można się tylko dziwić dlaczego do obiegu informacji wokół tej sprawy nie są dopuszczane czy nie są używane dwa proste stwierdzenia

  1. Założyciele, a właściwie ojcowie tego czegoś co dziś nazywa się Unią Europejską – mieli oczywiście swoje poglądy i wskazywali na wagę zasad gospodarczego i społecznego współżycia. Nie na darmo jeden z Nich jest kandydatem na ołtarze – co dla dzisiejszych euro – tęczowców musi być odczuwane jak kropienie święconą wodą. Niemniej ta przez Nich proponowana i zakładana nazwijmy ją PraUnia – nazywała się jak?

Wspólnotą WĘGLA i STALI !

To było przedsięwzięcie gospodarcze bo wszyscy wtedy myśleli o przedsięwzięciu gospodarczym. To że zostało ono przekabacone na broń ekonomiczną i co gorsze ideologiczną – to o tyle fatalnie – że oznacza niechęć do czerpania z doświadczeń Sowietów. Tam też ideologia stała się ważniejsza od realiów gospodarczych

Tu mamy jedną różnicę – nie ma Gułagów, ale są już za to wykluczenia i Komisja Europejska jako twór czysto administracyjny zaczynający panować nad ciałem wybieralnym czyli Parlamentem. Taki rodzaj pałki dowolnie używanej. Patrząc na chwiejącego się gościa podtrzymywanego przez pomocników  i podawaczy marynarki – z można myśleć - walnym udziałem trunków 

To już nie są żarty.

  1. Unia Europejska wręcz czci – jeśli mówimy o relacji gospodarka – środowisko, jako fundament dwie reguły ze sobą koegzystujące.

Jedna to Zasada Zrównoważonego Rozwoju  - to już widzimy jako wyginany dowolnie element nowomowy poprawnościowej. W istocie jest ona co do samej swej konstrukcji prosta – choć trudna w wykonaniu. Najkrócej – mamy równoważyć interesy środowiska i gospodarki tak by żadne z nich nie było bezwzględną dominantą i mamy to robić na gruncie nalepszej osiągalnej techniki i wiedzy tak – by zachować zasoby i energię dla przyszłych pokoleń.

Druga reguła – to też powtarzane jak mantra przez tzw Ekologów a w szczególności w wersji Zielonych – to hasło

„myśl globalnie – działaj lokalnie”

Połączenie ze sobą obu wspomnianych filarów istotnych dla prowadzenia działań gospodarczych bez dewastacji środowiska – czyli podcinania gałęzi na której się siedzi – prowadzi wprost do nie tyle powiedzenia, co wręcz postawienia wymogu, by działania gospodarcze prowadzić zgodnie z ZZR w oparciu o to, czym się lokalnie dysponuje. Bratnia pomoc i zewnętrzne źródła są potrzebne gdy brakuje własnych zasobów.

Proste?

Nie wskazuje to wprost jak dyktat dekarbonizacji narusza nasze szanse na prowadzenie gospodarki zgodnie z literą prawa tak podnoszoną przez UE – jako owa ZZR i w oparciu o wykorzystanie możliwości lokalnych przy myśleniu globalnym?

Trzeba wyraźniejszego dowodu na to, że cała dekarbonizacja to sprawa niezgodna z wymienionymi a tak ukochanymi przez UE zasadami? – Wszak to kontynuacja akcji dążenia do niwelacji porozumienia Paryskiego. Wedle niego ładunek CO2 emitowany przez dany kraj miał być liczony z uwzględnieniem tego ile dany kraj potrafi unieszkodliwić z tego ładunku. Można tu mówić o przetwarzaniu CO2 dowolną technologią w tym działalnością lasów – „połykających” CO2 a dających w zamian ożywczy tlen.

Polska posiada węgiel – surowiec, którego zasobność – w odróżnieniu od innych nośników jest  nawet globalnie wielokrotnie większa. Dziś mamy wojny – pod różnymi pretekstami – ale te dziś już się toczą o dostęp do surowców i zasobów energetycznych. Nie na darmo Rosjanie prawem kaduka (a przy faktycznej obojętności reszty świata) zajmują sobie tereny Arktyczne gdzie można się spodziewać dużych zasobów i nie tylko ropy. Pamiętamy ich gwałtowną i wręcz niespodziewanie silną reakcję na działania statku Greanpeace w tym rejonie? Afera i społeczność międzynarodowa usankcjonowała pozycję zajętą przez ten kraj. Dziś – bardzo mnie z tej perspektywy dziwi, że podnosi się larum z  powodu zakupu jakiejś działki na dnie morza, w której można zasadnie oczekiwać jakiś zasobów. Głęboko – ale technologie postępują a te prawa mogą swą wartością znacznie poszybować. Nie martwi mnie tak aż bardzo zniechęcenie inwestorów do eksploatacji polskich łupków – bo dziś technologię mają tylko Stany ale kiedyś to tylko Chińczycy wiedzieli jak produkować papier. Co jeden wymyślił to i drugi to też potrafi. Taką Enigmę – chyba było łatwiej zrobić niż złamać. A się dało. Ten zakup działki może  i niesie za sobą ryzyko – ale opłacalne. 

To rozumiejąc, mogę też przyjąć, iż owe sprzeczne z ogólnymi regułami – na co wskazałem – decyzje w sprawie dekarbonizacji, są po prostu elementem metodycznej bitwy gospodarczej prowadzonej z powołaniem się na doktryny ekologiczne i z faulami w zakresie równego traktowania i rozsądku (łamanie ustaleń Paryskich). Obok jednak tego utyskiwania proponowałbym Decydentom i strategom gospodarczym rozważenie czy owa dekarbonizacja też nie jest elementem szerszej i to nawet przyszłej wojny o zasoby. Ropa wcześniej czy później zacznie się wyczerpywać, inne zasoby energetyczne z tych nieodnawialnych będą coraz szczuplejsze - i jeszcze ze względu na wielkość zasobów zostanie węgiel. Siłą będzie umiejętność jego pozyskiwania nie tylko do spalenia – co z punktu widzenia rozsądku jest czystą stratą i działaniem nierozsądnym, rozrzutnym. Traci się bezpowrotnie z dymem i szkodami środowiskowymi o wiele więcej z tego co węgla można wycisnąć. Dziś nieopłacalnie? Popatrzmy do przodu. Może by tak ową doktrynalnie wduszaną  dekarbonizację potraktować jako okazję do natychmiastowej akceleracji prac nad innymi technologiami przetwarzania węgla. Fantazja? O tych sprawach już się dowiedziałem zaczynając studia w Akademii Górniczo – Hutniczej we wczesnych – wstyd się przyznać – latach 60 tych. Już wtedy żyła – i wcale nie jako nowa - myśl idąca w tym kierunku. Nawet i wcześniej – Niemcy w okresie wojny też przetwarzali węgiel na paliwo płynne. Opłacalność dziś i jutro to mogą być zupełnie różne rzeczy

Wnioski są z tego dwa

A/ dekarbonizacja jest niezgodna z zasadami ukochanymi rzekomo przez Unię Europejską – i na dziś jest ważnym elementem wojny konkurencyjnej w gospodarce zwłaszcza, że w UE są równi i równiejsi I nie widzę powodów by z tą sytuacją rodem z „Folwarku Zwierzęcego” się godzić w imię świętego  spokoju. Z takiej postawy wiecznego szukania świętego spokoju bez jasnej obrony własnych interesów i własnego zdania - zawsze rodzą się nieszczęścia

B/ Warto by było potraktować ową dekarbonizację jako sygnał do pilnego zajęcia się innymi metodami nie wydobycia a wykorzystania węgla.

Zakładam oczywiście, że prace w tym kierunku trwają  i byłoby dziwne gdyby było inaczej – niemniej zwiększenie tych wysiłków i to z inwestowaniem w Naukę – prowadzoną przez naukowców a nie speców od pozyskiwania grantów – należy uznać za niezbędne. Tu, ciężka choroba organizacyjna Nauki choć jest przeszkodą – to jej ominięcie będzie podstawą sukcesu w przyszłości. II RP wykazała, że takie zebranie sił – jest możliwe i działa skuteczne 

Innymi słowy – może tak podejść pozytywnie – nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.