Sprawa Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Mariana Banasia, zalicza się niewątpliwie do tych, które można określić mianem poważnych. Gatunkowo, dla rządu i Państwa, jest to problem "wagi ciężkiej", bowiem, przynajmniej z definicji, szef tejże instytucji powinien być niczym przysłowiowa "żona Cezara". Nie rozsądzając natury rzeczy, gdyż jak wiadomo łatwo jest popełnić omyłkę w przypadku gdy nie mamy pojęcia o samej istocie zagadnienia, oczekując na końcowy wynik śledztwa CBA, należy zaznaczyć jednakże kilka ciekawych zjawisk. 

To co już z pewnością wszyscy zdołali zauważyć - afery się PiSu nie imają. Pomimo, iż opozycja zaciekle atakuje partię rządzącą, wciąż nowymi to przypadkami, słupki sondażowe dla tej ani drgną w dół, często jadąc nawet w górę. Czymże można tłumaczyć ten, bezprecedensowy przecież dla naszego kraju, fenomen?

Mamy za sobą niewątpliwie bardzo dobre cztery lata, choć Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego ludziom nie udało się załatwić wielu, często bardzo trudnych dla naszego kraju, problemów. Przed wyborami, w roku 2015, partia obiecywała chociażby poprawę katastrofalnego stanu publicznej służby zdrowia - dziś już wiadomo, iż się po raz kolejny nie udało, a kłopot jaki mamy od blisko już trzydziestu lat, nadal pozostaje palącym problemem społeczeństwa. Być może należy poszukać w tym przypadku innych, bardziej innowacyjnych, rozwiązań, a może wręcz radykalnych, ponieważ sprawa ta, na tą chwilę, wydaje się być istnym "węzłem gordyjskim", którego nie da się już rozwiązać. To z pewnością najtrudniejsze z zadań dla przyszłego rządu, sytuacja z jaką mierzy się w tym względzie Polska, jest być może jednym z największych problemów w historii naszego kraju i wymaga pilnych działań.

Porażkę poniesiono także w przypadku wojska. I choć PiS bardzo się starał - powiedzmy sobie szczerze - że naprawa naszej armii, której degrengolada i degradowanie znaczenia trwały latami, potrwa bardzo długo. Być może ktoś powie, że zmieniły się zasady gry i dziś nie można polegać tylko na sobie i swojej sile, dodając, iż mamy potężnych sojuszników, ale faktem pozostaje, iż na dzień dzisiejszy Polska jest krajem bezbronnym. Nadmienić należy, iż silnie mylące jest powszechnie panujące przekonanie o prawdziwości twierdzenia mówiącego "wojna już nigdy się nie zdarzy i armia nie jest nam potrzebna". Wystarczy bowiem spojrzeć na dzieje ludzkości, by z całą pewnością móc powiedzieć, iż takich głupców, sądzących podobnie, pełno jest na kartach podręczników w roli tych, którzy przegrali losy swoje i swoich narodów. Wojna jest naturalną dla ludzi, nie pytajmy czy kiedykolwiek wybuchnie, ale kiedy to nastąpi - świat nie znajduje się jeszcze na tym etapie rozwoju byśmy mogli z całą pewnością stwierdzić, iż to koniec walk zbrojnych na zawsze. Na tą chwilę Polska nie jest krajem gotowym do przyjęcia konfliktu zbrojnego i w przypadku wojny zginie ona w mgnieniu oka.

Porażek i rzeczy, których nie udało się Prawu i Sprawiedliwości zrealizować jest oczywiście znacznie więcej. Ale uczciwie trzeba przyznać, i robię to jak gospodarczy liberał beznamiętnie zakochany w szkole austriackiej i teoriach Hayka, iż rządy PiS były najlepszymi rządami jakie zdarzyły się Polsce w minionym trzydziestoleciu, a pewnie także i w ogóle po wojnie. Opinię wystawiam taką przede wszystkim dlatego, iż jest to pierwsza od lat władza, która naprawdę działa na rzecz obywatela i poprawy losów kraju. Dotychczas Polska jedynie "trwała", niesiona wiatrem historii tam gdzie ją rzucili inni. Kraj nasz głównie egzystował na mapie, nie mając żadnego znaczenia ani dla nas, ani dla świata. Był jedynie miejscem w którym się urodziliśmy, geograficznym punktem na globusie. Nie jest dla mnie, osoby posiadającej poglądy skrajnie liberalne w dziedzinie gospodarki, problemem przyznanie, iż istnieją inne drogi, które mogą wieść do sukcesu ekonomicznego Państwa i jego obywateli. PiS wybrał ścieżkę solidaryzmu i z ciekawością obserwuję jak nią podążą, szczerze życząc mu sukcesu - w końcu Polska to nasz dom, jesteśmy jego mieszkańcami i im lepiej on funkcjonuje, tym bardziej znośne się staje życie w nim. Nie będę, wzorem opozycji, negował wszystkiego tylko dlatego, iż się w tym punkcie z Prawem i Sprawiedliwością nie zgadzam. Zwłaszcza, że póki co udaje im się naprawdę nieźle - w tym punkcie prosiłbym aby żaden troll nie bił tu tekstów o pietruszce, inflacji i drożeniu produktów - jestem biegły z ekonomii i slogany do mnie nie trafiają, także podziękuję za taką lekcję. 

Sęk właśnie w tym, że PiSowi, a co za tym idzie również i Polsce - się powodzi. Nareszcie! nastał ten czas kiedy Polacy przestali kupować "hasła", stwierdzając iż są nic nie warte, a ich cena jest kosmicznie niewspółmierna do realnych potrzeb i zysków. To właśnie ten moment, gdy nasi rodacy uświadomili sobie, że za patetycznymi słowami i frazesami, takimi jak demokracja, praworządność, tolerancja i Bóg wie co jeszcze - nie kryje się zupełnie nic, to całkowicie puste i bezwartościowe slogany dla naiwnych dzieci, które wierzą w bajki opowiadane przez mamę. Demokracja na świecie jest równie prawdziwa jak święty Mikołaj, Dziadek Mróz, Elfy i Krasnoludki - co prawda istnieją gdzieś tam na kartach bajek, ale w realnym życiu nikt ich nie widział, bowiem de facto, no może poza świętym Mikołajem z Miry,  nigdy nie istnieli, tak jak i ona. Przez całe cztery lata opozycja zarzucała PiS, iż ten łamie demokrację, nie dotarło wszakże do nich iż Polacy obserwują ich wrzaski i pokrzykiwania z politowaniem i niedowierzaniem, zadając sobie pytanie: "O czym oni właściwie mówią?". Gdyby zapytać bowiem przeciętnego, niezaangażowanego specjalnie w politykę, Polaka w jakim ustroju żyje - ten odpowiedziałby, że "chyba demokracja", jednakże kiedy już wejść z nim w głębszą i dłuższą dyskusję to doda, że "niby jest demokracja, ale". Bo my i nie tylko my, mamy na świecie taką niby-demokrację właśnie, w rzeczywistości będącą przedziwną hybrydą tyranii z oligarchią i możliwością wybrania sobie "Pana". Opozycja krzycząc całą kadencję o łamaniu demokracji, dotarła wyłącznie do wierzących w bajeczki dzieci, których chór może być co prawda bardzo głośny, ale w rzeczywistości to mały piesek, który szczeka grubym głosem - widok zaiste komiczny. Polacy zrozumieli, iż demokracja to tylko slogan za którym nie kryje się nic, puste słowo bez żadnego znaczenia i zaczęli, DZIĘKI BOGU, nareszcie głosować WŁASNYM PORTFELEM - jeżeli żyje im się lepiej to dobrze, jeżeli gorzej - to źle, i na tej podstawie wybiorą odpowiednią partię do rządu. A ponieważ PiS przez cztery lata radził sobie w tym względzie fenomenalnie - to znaczy poziom życia zwykłych ludzi podniósł się znacznie - dostanie kredyt zaufania na kolejne lata. dentycznie jest z praworządnością i sądami - niemalże każdy kto miał do czynienia z sądami, wie jak one w Polsce wyglądają - to kapitalnie śmieszne, iż Polakom, mającym świadomość o katastrofalnym stanie naszego sądownictwa, próbuje wmówić się, że nastał jakiś "atak" na niezależność sądów, które tak przy okazji - zawsze były zależne. Przez trzydzieści lat nie zrobiono nic by środowisko oczyścić, sami urzędnicy mieli całe lata by naprawić wymiar sprawiedliwości, ale nie uczyniono kompletnie nic. Gdy natomiast PiS doszedł do władzy nagle okazało się, iż sędziowie "mieli pomysł" na naprawę sądów, szkoda tylko że przez trzy dekady nie udało im się go wdrożyć - widać reforma szła w tak ekspresowym tempie jak i wydawanie wyroków w sprawach. I teraz ten wstrętny, zły PiS im te możliwość zmian zabrał, a przecież zabrakło ledwie trzydziestu kolejnych lat i może by coś ruszyło, już byli na półmetku prawie! W dodatku Zbigniew Ziobro odspawał od stołków sędziów-weteranów, zaczynających pracę często gdy jeszcze wymiar walczył, w (nie)słusznej sprawie, przeciw reakcyjnym bandom podziemia, w okularach ze szkłami, z racji wieku, jak denka od butelek, którzy szybciej by czytali akta "brajlem". A gdy już zad takiego podniesiono, okazywało się, iż mebel jest podpisany - "Sędzia Iksiński i Syn" - Ci, którzy mają znajomych, bądź sami pracują w wymiarze, doskonale wiedzą, iż na zostanie sędzią czeka się latami, niektórzy wymiękają, no chyba że jest się córką/synem/wnuczkiem/wnuczką/krewnym/krewną jakiejś tuzy i wówczas wszyscy tylko mówią "to pewnie po tatusiu/mamusi/dziadziusiu/babci taki zdolny, trzeba mu jakieś stanowisko dać, niech się nie marnuje dziecina, taki talent wrodzony genetycznie". Tak, Ziobro zastąpił ich swoimi, ale czyimi miał zastąpić, skoro szukanie prawdziwie niezależnych sędziów w środowisku, to patrzenie za igłą w stogu siana - co nie znaczy, że tacy nie istnieją.  To może chociaż ta Konstytucja ma jakiś sens? Legendarna, słynna, druga na świecie - tak widział ją Ryszard Petru, nie mając zielonego pojęcia, iż w Polsce nie obowiązuje wcale Konstytucja 3 maja. Komiczny ten bój o skrawek papieru, nędzną książeczkę, którą każdy może interpretować jak chce - z czego PiS skwapliwie korzysta - to istna groteska. Święta, napisana w 1997 roku przez "Kwaśniewski i Co.", stała się symbolem walki uciemiężonych pod rządami Kaczora-dyktatora Polaków, dając im nadzieję w te mroczne dni...Dobra, bez żartów, my mamy w to uwierzyć? Takich "jaj", że tak wyrażę się nieparlamentarnie, nie oglądałem nawet w ulubionych "Kosmicznych Jajach" Mela Brooksa. Oto czyni się z książeczki, która ledwie przeszła referendum, sacrum, mityczny znak walki o wolność, zupełnie jakbyśmy mówili nie o źle napisanej Konstytucji RP AD 1997, ale o doskonałej Konstytucji Amerykańskiej, która ma już ponad 230 lat. Dodam, iż gdybym był Amerykaniniem i znał oba akty, to obraziłoby mnie porównywanie ich, stawianie na jednym poziomie, a to właśnie czynią zwolennicy opozycji nadając naszej legendarne znaczenie i pochodzenie.  Więc pozostaną te europejskie, zachodnie wartości - tolerancja, słynne "wolność, równość i braterstwo". Piękne, wyniosłe słowa, kolejne do słownika pojęć, które nie skrywają za sobą niczego oprócz śmieszności i wypaczeń. Bo czymże dziś jest w istocie Europa i jej wartości? To dom istny wariatów, nie uwłaczając chorym psychicznie, sterowany przez ludzi, których się powinno przymusowo leczyć w kaftanach i pokojach bez klamek. Europa to dziś goły facet paradujący z penisem po ulicy, razem ze swoim partnerem prowadzonym na smyczy w stroju psa. To adopcja dzieci przez pary homoseksualne, przyzwolenie na nią mimo braku wiarygodnych badań, które by stwierdziły, że dzieci w takich rodzinach wychowują się tak samo jak w tych "normalnych" - są za to takie, które udowodniły, iż "potomstwo" w homoseksualnych związkach nie chowa się równie dobrze co w rodzinie złożonej z ojca i matki. To przyzwolenie na eutanazję, na aborcję "na życzenie" - jest wpadka jest problem, nie ma płodu nie ma problemu, czy wreszcie odzieranie dzieci z ich dzieciństwa poprzez promowanie seksualizacji najmłodszych. To wypaczona poprawność polityczna, którą knebluje się usta tych o odmiennych poglądach, nakazująca zniesienie słowa "mama" i "tata" na rzecz "partner" nawet w bajkach dla dzieci, czarna "Mała Syrenka", afroamerykańska lesbijka jako agent 007, czy wreszcie - to tandetna kultura, promująca bezwartościowy chłam, odmóżdżającą papkę, którą syci mózgi swoich obywateli hołdując najprymitywniejszym, najniższym instynktom. Gdzie są dziś takie filmy jak "Braveheart", "Ojciec Chrzestny", "Lot nad Kukułczym Gniazdem", "Tańczący z Wilkami", "Forrest Gump", "Taksówkarz", "Łowca Jeleni" i setki innych, gdzie jest kino pełne wartościowych, mądrych filmów? W przeszłości. Gdzie są piękne piosenki, gdzie "The Beatles", "Modern Talking", "Pink Floyd", "Scorpions", gdzie Bruce Springsteen, Elvis Presley, Sting i inni? W przeszłości. Co mamy dziś? Tandetne filmy o superbohaterach, najeżone nieprawdopodobnymi efektami specjalnymi, które w założeniu mają czynić film wielkim, choć nie posiada on żadnej głębi ani treści, programy o "dymaniu" na żywo, wymiotowaniu na imprezach, idiotyczne piosenki, których rytm brzmi "bum, bum, bum", wyśpiewywane przez roznegliżowane "ikony popkultury", nie niosące za sobą żadnej treści i wartości, a tym bardziej piękna. Sztuka? Sztuka to finezyjnie ułożona kupa w klozecie, to obrazoburcze, kretyńskie spektakle w stylu "Klątwy" (miałem okazję widzieć, to tak jakby ktoś pytał). Takie wartości powinienem podzielać? O to mam walczyć? Św. Antoni Pustelnik, żyjący na przełomie III i IV w. napisał niegdyś:

Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i jeśli kogoś zobaczą przy zdrowych zmysłach, to powstaną przeciw niemu, mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny -
Obawiam się, że nadeszły. 

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 25 wrzesnia 2019r