Das Deutsche Reich is ein Freistaat.  

Der Regierung ist dem Fūhre und Reichskanzler verantwortlich.

Aktorka Gal Gadot wraz ze swoim mężem zamierza wyprodukować film o Irenie Sendlerowej. Wraz z informacją o tej produkcji, w świat poszła informacja o Polsce pod „polską nazistowską okupacją”! To oburzające kłamstwo w w swoim tekście opublikował serwis deadline.com, a za nim podał ją Forbes. Po interwencji ambasadora Marka Magierowskiego autor artykułu w serwisie deadline.com wprowadził do swojego tekstu poprawki.

Najpierw jednak w artykule „polsko nazistowską okupację” poprawiono na „okupację Polski przez nazistów”, a dopiero później na „okupację Polski przez niemieckich nazistów”. Jak poinformował na Twitterze Marek Magierowski, również Forbes poprawił błąd.

Niestety, w świat poszła informacja o „polsko nazistowskiej okupacji”. Nikt tego nie weryfikuje; rządzi opcja kopiuj-wklej.

„Polska nazistowska okupacja” w „Business Standard”

W "Jerusalem Post" jest wersja "nazistowska okupacja Polski". Oczywiście narodowości nazistów nie podano. Nie podano również nazwy "Żegota". Mamy "działaczy", którzy wykupili Sendlerową. Nie podano informacji, ze Irena Sendler była Polką.   https://www.jpost.com/Israel-News/Culture/Gal-Gadot-will-star-as-Warsaw-Ghetto-heroine-604436

I w końcu wersja ostateczna, czyli „opór kobiety wobec niemieckiej nazistowskiej okupacji Polski”.  

Ta ostatnia, skomplikowana formuła jest też fałszowaniem historii.

W dniu 1 września 1939 roku agresji na polskie państwo dokonała Rzesza Niemiecka, która była su-werennym państwem stworzonym przez Niemców w celu realizowania niemieckiej racji stanu. Agresji na Polskę nie dokonała jakaś nieokreslona zbiorowość hitlerowców, czyli zwolenników Hitlera, ani też nazistów (narodowych socjalistów), czyli członków NSDAP lub zwoleników tej ideologii. To była operacja realizowana wobec państwa polskiego przez państwo niemieckie. Nie wszyscy obywatele państwa niemieckiego przyodziani w mundury Wehrmachtu, służb policyjnych byli „nazistami”. Ale wszyscy byli narzędziem realizacji polityki swojego państwa.

Większość z nich służyła Rzeszy Niemieckiej nie mając w kieszeni legitymacji NSDAP. Kiedy wysyłano ich na front lub do nadzorowania okupowanej Polski, nie byli pytani o poglądy polityczne ani o indywidualne upodobania. Więcej – nie mamy pewności, czy wszyscy członkowie NSDAP (czyli formalnie rzecz biorąc „naziści”) byli autentycznymi wyznawcami tej ideologii. Można podejrzewać, ze spora ich liczba była koniunkturalistami.

Żołnierzy z plutonów egzekucyjnych rozstrzeliwujących Polaków, Żydów, Romów też nikt nie pytał o poglądy polityczne. Nie wiemy jak określali swoja przynależność narodową. Jednak bez względu na ich poglądy polityczne czy narodowość, jako umundurowani funkcjonariusze lub żołnierze sił zbrojnych Rzeszy Niemieckiej byli narzędziem zbrodni niemieckiego państwa. Dokonujący masowych rozstrzeliwań członkowie Einsatzgruppen realizowali politykę niemieckiego państwa.

Określanie działalności Ireny Sendlerowej jako „oporu kobiety wobec niemieckiej nazistowskiej okupacji Polski”, jest również manipulacją, prowadzącą do fałszowania historii. Irena Sendlerowa (nazwisko rodowe Krzyżanowska), podczas II wojny światowej była urzędnikiem polskiego państwa podziemnego - kierowniczką referatu dziecięcego Rady Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu na Kraj („Żegoty”). Jej działalność była finansowana przez polskie państwo podziemne, które było integralną częścią struktur państwowych Rzeczpospolitej.

Rzeczpospolita Polska była państwem, które od początku do końca wojny pozostawało podmiotem prawa międzynarodowego, utrzymując stosunki dyplomatyczne z innymi państwami na wszystkich kontynentach. RP było stroną wojującą, członkiem koalicji alianckiej reprezentowanym przez prezydenta Władysława Raczkiewicza i powoływanych przez niego premierów. RP była państwem zachowującym ciągłość państwowo- prawną i konstytucyjną od 1918 roku, posiadającym zdolność zawierania traktatów międzynarodowych.

Sprowadzanie pomocy udzielanej przez Irenę Sendlerową do prywatnej inicjatywy jednej kobiety jest fałszowaniem historii Polski.

W 2005 roku w Parlamencie Europejskim podczas dyskusji nad projektem uchwały w sprawie uczczenia 60. rocznicy wkroczenia wojsk sowieckich na teren KL Auschwitz, polski eurodeputowany Bogusław Sonik zglosił wniosek aby wpisać do projektu że KL Auschwitz był obozem zbudowanym przez Niemców. Przeciwko temu wnioskowi sprzeciw zgłosiła sprzeciw brytyjska eurodeputowana Sara Ludford i zażądala sprecyzowania że chodzi o „niemieckich nazistów”. Jej zdaniem bowiem „Nie wszyscy naziści byli niemieccy i nie wszyscy Niemcy byli nazistami”. Przy okazji pouczyła posła Sonika, ze „otwiera dyskusję na temat odpowiedzialności Polaków za Shoah”. Ta wypowiedź Sary Ludford jest typowa dla nowej narracji historycznej obecnie obowiązującej na Zachodzie. O Polakach Sara Ludford mówiła bez niuansowania czegokolwiek; uznała widocznie, ze w tym przypadku można mówić o wszystkich Polakach – w odróżnieniu od Niemców.

Rok później Polska podjęła starania aby w dokumentach UNESCO zmienić oficjalna nazwę muzeum „Obóz Koncentracyjny Auschwitz” na „Były Nazistowski Niemiecki Obóz Koncentracyjny Auschwitz”. Chodziło o podkreślenie, że obóz został wybudowany przez państwo niemieckie, konkretne państwo o własnej podmiotowości. Przymiotnik „nazistowski” miał kompromisowo podkreślać, że były to „inne Niemcy”, niż te dzisiejsze. W tej sprawie zaprotestowała gazeta „Berliner Zeitung”, stwierdzając, że „zmiana nazwy jest próba zredukowania Auschwitz do niemieckiego wydarzenia w latach 1940 – 1945.” Tymczasem zdaniem niemieckiego dziennikarza „Auschwitz przypomina o systematycznej zagładzie Żydów i pokazuje nam, do czego zdolni są ludzie, do czego zawsze byli zdolni w przeszłości. Ludobójstwo nie było wynalazkiem nazistów i nie umarło wraz z nimi.” Trudno nie dostrzec w tej wypowiedzi manipulacji - zamiast konkretnego państwa, wykonującego konkretne działania, są bliżej nieokreśleni „ludzie”. Rzesza Niemiecka została usunięta z roli organizatora masowych zbrodni, a  Endlösung der Judenfrage straciło swoją wyjątkowość.

W tej sprawie zabrał również głos Maram Stern, zastępca sekretarza generalnego Światowego Kongresu Żydów, który uznał, że „Polacy poprzez zmianę nazwy chcą na nowo definiować historię. Rząd w Warszawie chce historię Auschwitz, który jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, odseparować od polskiej historii i dać jasno do zrozumienia, że Polska nie była zamieszana w ten obóz śmierci.”

KL Auschwitz został stworzony w wyniku decyzji urzędników Rzeszy Niemieckiej dla realizacji państwowych interesów tejże Rzeszy. Rzesza zapewniła możliwość jego budowy na zaanektowanym terytorium sąsiedniego państwa, zapewniła kadry do obsługi, organizację funkcjonowania obozu, kontynentalną siec transportu więźniów. O tym Maram Stern zapomina, usilnie starając się wykazać instytucjonalna współpracę Rzeczypospolitej Polskiej i Rzeszy Niemieckiej przy realizacji Holocaustu. Tymczasem nikt takiej współpracy nie może wskazać. Nikt nie może wskazać działań konkretnych instytucji państwowych Rzeczypospolitej Polskiej, bo państwo polskie z Niemcami nie współpracowało ani w tej, ani w innych sprawach. To były dwie przeciwstawne strony barykady.

Rzeczpospolita Polska w czasie wojny nie brała udziału w żadnym ludobójstwie, w żadnych zbrodniach Holocaustu, natomiast zabiegała o potępienie zbrodni ludobójstwa, której ofiarą byli jej żydowscy obywatele. W wyniku tych zabiegów kilkanaście rządów sprzymierzonych państw ogłosiło 17. grudnia 1942 r. deklarację, w której oficjalnie potępiono „bestialską politykę z zimna krwią przeprowadzonej zagłady" oraz zadeklarowano wolę aby sprawcy zbrodni nie uniknęli kary.

Po 74 latach od zakończenia WW II musimy przypominać, że Rzeczpospolita Polska nie przekazała Rzeszy Niemieckiej ani jednej swojej słuzby, ani jednego obywatela. Jako państwo alianckie Rzeczpospolita przez całą wojnę aktywnie walczyła z Rzeszą Niemiecką, natomiast nigdy nie współpracowała w zbrodniczych działaniach Rzeszy. Nigdy nie brała udziału w żadnym z aspektów Holocaustu. Takiego stwierdzenia nie może wygłosić żadne sąsiadujące z Polską państwo. Nie może takiego stwierdzenia wygłosić Francja, ani żadne współpracujące z Rzeszą Niemiecką państwo w Europie.

***

W ostatnim dwudziestoleciu mamy do czynienia z wysypem publikacji historycznych, których autorzy usilnie starają się pomniejszyć role i znaczenie Rzeszy Niemieckiej w wydarzeniach które miały miejsce na terytoriach zaanektowanych przez Rzeszę. Głównie chodzi o opis „stosunków polsko – żydowskich” w czasie wojny. W licznych publikacjach historycy, zwykle „światowej sławy” powtarzają tezę, że w czasie wojny w Polsce były trzy kategorie osób: wykonawcy: „naziści” (w żadnym razie Niemcy), ofiary (wyłącznie Żydzi) i ci, którzy biernie patrzyli (tzw. „bystanders”). Autorzy tych publikacji nie są tylko zgodni co do liczebności grupy owych „bystanders”, natomiast wszyscy zgodnie pomijają realia panujące w Polsce w latach 1939 – 1945. Milczeniem pomijają fakt, że na ulicach opolskich miast wisiały obwieszczenia, podpisane przez niemieckich urzędników, w których mowa jest o karze śmierci za pomoc Żydom. W publikacjach tych historyków "światowej sławy" nie ma mowy o tym, kto wprowadził przepisy określające nowe zasady życia w społeczeństwie posegregowanym według kryteriów ustaw norymberskich i kto wysyłał służby policyjne do bezwzględnego egzekwowania zarządzeń. Trzeba więc przypominać autorom takim jak Jan Grabowski lub Barbara Engelking, że to

  • • Rzesza Niemiecka wprowadziła przepisy prawne odmawiające Żydom prawa do istnienia,
  • • funkcjonariusze i urzędnicy Trzeciej Rzeszy byli podpisani na obwieszczeniach grożących karą śmierci za udzielenie pomocy Żydom ,

Rzesza Niemiecka groziła śmiercią Żydom za przyjęcie Żyda do domu lub podanie mu żywności,

  • • Rzesza Niemiecka wysyłała uzbrojonych funkcjonariuszy do mordowania niewinnych ludzi.

Jeżeli sugeruje czytelnikom, ze historia dotyczy tylko relacji między Żydami i Polakami (motywowanymi antysemityzmem), natomiast pomija się niemiecki terror, to dokonuje się fałszerstwa historycznego. A ludzie w warunkach terroru zachowują się różnie – są bandyci, są bohaterowie, są kanalie wykorzystujący ludzkie nieszczęście aby się dorobić albo przetrwać cudzym kosztem. I jest największa grupa ludzi, dla których najważniejszym celem jest przetrwanie wojny wraz z rodziną, nie szkodząc innym, ale też nie narażając dla nich swojego życia.

Na okupowanych terytoriach Rzesza Niemiecka wykorzystywała do popełniania zbrodni obywateli podbitych państw. Różnymi sposobami rekrutowano kolaborantów, jawnych i tajnych współpracowników, agentów Gestapo, którzy pomagali Niemcom w działaniach przeciw swoim współobywatelom, także w realizacji zagłady Żydów. Jednak ten fakt nie zmienia odpowiedzialności Rzeszy Niemieckiej za te zbrodnie.

Plagą okupacji było donosicielstwo, dotyczące wszystkich sfer działalności niezgodnej z niemieckimi zarządzeniami. Było ono wsparciem dla okupantów zarówno w niemieckiej, jak i sowieckiej strefie okupacyjnej w latach 1939 – 1941. Tak było w kolejnych latach pod okupacją niemiecka, i potem po wkroczeniu armii Czerwonej. Donosy przyczyniały się do aresztowań i śmierci, nie tylko uciekinierów z gett. Donosiciele byli wśród ludzi wszystkich narodowości. Zarówno wśród Polaków jaki wśród Żydów byli ludzie którzy incydentalnie ujawnili informacje ważne dla Niemców. Byli też ludzie, którzy z donoszenia zrobili sposób na życie. I była też znaczna grupa ludzi zmuszonych do wydawania innych, gdyż na terytorium okupowanej Polski Niemcy nie tylko stworzyli cały system denuncjacji, ale uczynili donosicielstwo obowiązkiem pod groźbą surowych kar.

Szef policji i SS w Generalnym Gubernatorstwie Friedrich Wilhelm Kruger wydał specjalne rozporządzenie, którego 8 paragraf mówił, ze „każdy kto zbiegłym Żydom udzieli schronienia lub im pomoże w inny sposób (np. dostarczy żywności) podlega karze śmierci". Takie ogłoszenia i rozporządzenia rozlepiano we wszystkich wsiach i miasteczkach okupowanej Polski. Jednocześnie wszyscy sołtysi byli zmuszeni podpisać zobowiązanie, że „wszyscy pojawiający się Żydzi zostaną zatrzymani i odstawieni do najbliższego posterunku żandarmerii lub policji” oraz, że „mają wiedzę, iż są odpowiedzialni za wywiązanie się z tego zobowiązania, a za niewłaściwe wywiązanie się ponoszą pełna odpowiedzialność.” Pod okupacją niemiecką "pełna odpowiedzialność" oznaczała stryczek albo kulkę w łeb. Czasami gdy delikwent miał dużo szczęścia, a Niemiec dobry humor - deportację do Auschwitz.

Niemcy dbali o to, by świadomość konsekwencji udzielenia pomocy Żydom była powszechna, a życiowe doświadczenie i znajomość natury ludzkiej, jak też nagłaśniane przez okupanta fakty represji, generowały strach przed donosem i nakazywały zachowanie ostrożności. Ale powszechność strachu przed donosem nie jest równoznaczna z tym, że w okupowanej Polsce więcej niż ułamek procenta społeczeństwa parał się donosicielstwem. Jeden procent przedwojennej populacji Polski to ok. 300 tys. ludzi. Jak dotąd nikt nie dostarczył dowodów, że w Polsce lat okupacji było 300 tys. donosicieli. Było ich więc najpewniej mniej niż 1 %. Ułamek procenta to − moim zdaniem − za mało, by czynić ogół społeczeństwa odpowiedzialnym za to zjawisko.

   Przy pisaniu notki autorka korzystała z publikacji:

  • • Maciej Korkuć, Państwo, wojna, odpowiedzialność, Arcana, nr 148, 2019, s. 6-33,
  • • Bogdan Musiał, Prowokacja, podwójne standardy i zakłamanie, „Uważam Rze”, nr 2,2011, s. 38-41,
  • Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 13 października 2019r
Pin It