felekW pewnym filmie dokumentalnym produkcji Niemieckiej, który zdarzyło mi się zobaczyć w TV bodaj – Kultura, Niemiecki historyk opowiadając o początku wojny – o polskim wrześniu, z pozycji „obiektywnego i dobrze poinformowanego źródłowo” naukowca, zaprezentował taki oto obraz. Tak, w pierwszych dniach września 1939 r były palenia całych wsi i rozstrzeliwanie niewinnych ludzi, ale to były tylko incydenty, wynikające z - nie zgadniecie Państwo – strachu i z reakcji zestresowanych niemieckich żołnierzy.

Ci znaleźli się na terytorium wroga – wojsko Polskie zwiało (czyli – uwaga – oporu nie było!) – i czasem przypadkowy strzał jakiego niemieckiego żołnierza zaczynał bratobójczą wymianę ognia. Niemcy byli przekonani, że to partyzanci – i ze strachu i w amoku bebeszyli i mordowali całe wsie.
Proste?
Czyżby ten Pan nie wiedział, że był Wieluń – tam były naloty a nie walka z cicniem na ziemi - widać nie zna (?) rozkazu Hitlera o niszczeniu Polskiej szlachty, naukowców, kleru, urzędników ogólnie narodu a w pierwszej kolejności elit? Widać nie wie, nie zna, ale znalazł źródłową info. I podaje z pozycji naukowca historyka takie coś, że Niemcy mordowali i niszczyli, ale nie z innego powodu, a z jakiegoś strachu. Nie czynili tego metodycznie oraz ochoczo wypełniając rozkazy. To zupełnie inna jakość walki i dlatego ludzie zachodu nie są w stanie tego pojąć do dziś. Jak to? Niemcy ludzie europejskiej kultury, z kraju Beethovena, Mozarta wspaniałych poetów, nie mogli przecież się tak zachowywać. Czerwona tłuszcza ze stepów – to co innego – tej w końcu zachód doświadczył. Jeszcze jeden krok – któż rozróżni jakiegoś tam Polaka od gościa ze stepów o mentalności wschodniego lekceważenia życia i człowieka.
Tu nie chodzi o tego jednego za przeproszeniem historyka, a o metodę usprawiedliwiania tego co wyrabiali europejscy ludzie głębokiej kultury. A wyrabiali – nie tylko w obozach. Na ulicach i w domach też. Zresztą jakie są możliwości osób tej zachodniej kultury widzimy i dziś w odpryskach świadczących tylko o realnym poziomie kulturowym, w czasie ich turystyczno – nocnych pobytów w Krakowie. To oczywiście tylko dziś tylko ilustracja pokazująca gdzie w tych głowach ma miejsce Mozart, Bethowen, wynalazcy i kultura.
Nie mówmy o jednym wyskoku historyka, rozmawiajmy o metodzie podejścia i powszechnej akceptacji (pamiętajmy uwielbienie dla Hitlera - mesjasza prawie) myśli o ostatecznym rozwiązaniu sprawy istnienia ludności na terenach, których Niemcy potrzebują i ze względów rasowych i dla przestrzeni życiowej. Tej Niemcy nie upatrywali na zachodzie. Rozmawiamy więc po prostu elemencie polityki historycznej, a nie o rzetelnym historyku – i tak należy do tego podejść i stosownie reagować. Podkreślam - sama walka z tym gościem nie ma sensu, bo takie podejście znajduje akceptację – jest formą wytłumaczenia – czegoś co na zdrowy rozum pozornie wydaje się niemożliwe. Lekarstwo na złe być może – samopoczucie. A my mamy i znamy fakty. I nimi trzeba operować i to nie ad personam, a w sferze polityki historycznej. Tu tylko pokazuję jeden z elementów do poruszenia w tym ogólniejszym a koniecznym nurcie. Niech świat się dowie co warta jest wiedza i rozum takich historyków jak ten – pokazany w filmie jako obiektywny badacz relacjonujący fakty a w rzeczywistości funkcjonariusz kłamliwej polityki historycznej Niemiec.
Człowiek na zachodzie ma zobaczyć skalę kłamstwa i niekompetencji takich „historyków” Nim się zajmować nie ma po co i jeszcze takich dowartościowywać.
Rozmawiać trzeba na płaszczyźnie faktów a nie propagandy.
Tak więc oczekuję, że Polskie siły Państwowe tego Pana a właściwie Niemców dokształcą - również poprzez dokumentacją dotyczącą informacji, że demolka Polski odbywała się na rozkaz ochoczo i metodycznie. Mało tego, była prowadzona z Niemiecką dokładnością i po uprzednim przedwojennym rozpoznani. Tego akurat nie da się Niemcom odmówić a też można udokumentować. Wcześniej przecież „zwiedzali” Polskie muzea, przemysł i zakłady naukowe, fachowcy, którzy potem się pojawili w mundurach z wysokimi dystynkcjami. Niemczy mieli dobre rozeznanie, eliminowali ludność, przejmowali materię. Partyzantka swoją drogą, była i to silna ale nie w pierwszych chwilach po agresji a działała dopiero potem.
Poza tym – niesubordynacja i strzelanie bez rozkazu – w Niemieckim wojsku?
Nie do pomyślenia
Mowa o niemieckiej polityce historycznej i o sanacji samopoczucia na gruncie kłamstwa. Tym można i trzeba przeciwstawić caly front Polskich działań.
Gdyby tak np. Prof., Andrzej Nowak zgodził się zostać szefem MSZ i w końcu nastąpiło by oczyszczenie Polskiej dyplomacji z czcicieli PR, III RP Kanciastego Stołu i sztucznej zgody na gruncie kłamstwa.
Rozmarzyłem się.