Nie ma jeszcze powyborczych owoców ( daleko jeszcze do pierwszych posiedzeń nowego Sejmu i Senatu), a już można przeżyć klasyczne déjà vu. Mam na myśli zachowanie tzw. opozycji wobec wygrania wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość. Scenariusz jaki zarysowuje się po wyborach 2019 idealnie przypomina ten z 2015, tyle że bardziej. U cywilizowanych ludzi, którzy potrafią zdefiniować pojęcie honoru i godności, przegrany przyjmuje porażkę z pokorą i zwykle gratuluje zwycięzcom. Barbarzyńcy natomiast umniejszają  osiągnięcie zwycięzcy, szukają zemsty, łakną rewanżu i gotowi są podpisać cyrograf z diabłem, byle coś zmienić w swojej klęsce.

Wystarczy być średnio inteligentnym szympansem, żeby na polskiej scenie politycznej dostrzec oczywiste analogie z barbarzyńcami. Podobnie jak cztery lata temu, hordy barbarzyńców ruszają do boju na pierwszą linię antypisowskiego frontu. Od pożalsięboże celebrytów, poprzez "ałtorytety" z tytułami profesorskimi i lokalnych dresiarzy - kacyków, po pierwszy garnitur polityczny opozycyjno- postkomunistycznych facjat znanych z mediów - wszyscy, jeden przez drugiego prześcigają się w antypisowskim amoku. Jedni idą wewnętrznie emigrować, drudzy bredzą, że wygrali, inni już idą na kolanach do Brukseli i Berlina ( Gersdorf do Oslo) z jękami : help, help, hilfe, help, hilfe... gotowi sprzedać każdą polską wartość i dobro w zamian za pomoc z obaleniu znienawidzonych rządów. Parlament za chwilę zamieni się w dżunglę obstrukcji i niekończącego się festiwalu oskarżeń, bredni, populizmu i ględzenia o tym, jak to tragicznie jest pod rządami PiS.

W 2015 roku zwycięstwo PiS odebrane zostało jako wypadek przy pracy, który nie miał prawa się wydarzyć i jego skutki należy jak najprędzej naprawić. Władzy PiS dawano najpierw trzy miesiące, później pół roku, no najwyżej rok. I tak właściwie do końca kadencji termin ważności rządu był przesuwany o kolejne miesiące, z założeniem, że to już, teraz lub za chwilę dosłownie, stanie się to, co nieuchronne -  wszystko wróci do normy i będzie tak jak było. Ale stał się cud - rząd Prawa i Sprawiedliwości przetrwał całą kadencję, mimo bezprecedensowego ataku - napiszę wprost - antypolskich sił politycznych wewnątrz Polski i bezczelnej agresji ważnych organów Unii Europejskiej, które uosabiały postacie Franza Timmermansa i Guya Verhofstadta. Konia z rzędem temu, kto wyliczy, ile szkody Polsce wyrządziła wewnętrzna, totalna opozycja i ci unijni polakożercy. Szkód niewymiernych, bo szkodzących wizerunkowi i prestiżowi Polski, relacjom międzynarodowym i hamujących reformy wewnętrzne służące naprawie państwa. Ale też szkód całkiem wymiernych, bo sejmowa obstrukcja to konkretne pieniądze - podobnie zresztą jak "ratowanie" "nieżywego" Diduszki, ochrona zwykłych ulicznych bandytów czy zboczeńców z elgebete. Przykłady można mnożyć w nieskończoność - a to moje m.in. pieniądze zmarnowane na łachudrów, którzy postanowili sobie obalić legalnie i demokratycznie wybrany rząd. W normalnych, cywilizowanych państwach o ugruntowanej demokracji, takich łachudrów się sądzi i skazuje na więzienie, jako wywrotowców i zdrajców godzących w fundamenty państwa. I nikogo to nie dziwi.

W Polsce PiS za wszelką cenę chciało uniknąć konfrontacji i unijnej nagonki za "łamanie praw człowieka". To zrozumiałe, ale nadmierne pobłażanie spowodowało u opozycji absolutne poczucie bezkarności, a łagodność organów i służb państwa została odczytana jako przejaw słabości. To nakręcało opozycję na tyle, że nie da się już zliczyć wszystkich incydentów podlegających pod takie paragrafy Kodeksu Karnego jak:
- Art. 129. Zdrada dyplomatyczna
- Art. 133. Znieważenie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej
- Art. 135. Czynna napaść lub znieważenie Prezydenta RP
- Art. 137. Publiczne znieważenie znaku lub symbolu państwa
.... że wspomnę tylko o tych najbardziej istotnych.

Dziś zanosi się na "powtórkę z rozrywki". Tylko bardziej - jak już napisałem. Dowolne wydarzenie - byle tylko dotyczyło PiS ( np. protest wyborczy) - uzyskuje rangę teorii spiskowej, jakoby w Polsce istniał zawiązany przez "Kaczora Dyktatora" tajemniczy pakt przeciwko demokracji w Polsce. Pakt z kibolami, z ciemnym ludem pisowskim kupionym za 500 plus, z grupami rekonstrukcji historycznej, z internetowymi trollami oraz Episkopatem. Czasem ten antydemokratyczny spisek jest łączony z " siłami" i "wpływem" z zagranicy - patrz Władimir Putin. Sądy, chociaż wciąż sprzyjają "starym" układom, wydając gorszące i absurdalne wyroki, są rzecz jasna "ziobrowskie" i "skrajnie upolitycznione". W Polsce panuje oczywiście "postępująca dyktatura", "kobiety nie mają gdzie rodzić". naród trawi choroba ksenofobii, homofobii i nacjonalizmu. Ba - można spotkać opinie, że w peerelu w sumie było klawo jak cholera, Kiszczak z Jaruzelskim to byli demokratyczni mężowie stanu, a teraz dopiero - w państwie PiS - są opresje i ograniczenie wolności. Tymczasem pezetpeerowskie dinozaury zasiadają w fotelach parlamentu i europarlamentu, a najważniejszą sprawą dla Polski jest to, żeby seksedukatorzy mogli uczyć polskie dzieci.

To jest nowoczesne barbarzyństwo - od półnagich dzikusów, tych współczesnych różni jedynie ubiór i oręż. Tak jak ich przodkowie, są tak samo tępi intelektualnie i odporni na siłę argumentów - uznają jedynie argument siły. Barbarzyństwo przejawia się w mediach, które permenentnie grają na emocjach, zaburzają perspektywę wydarzeń, budują negatywne skojarzenia i zmieniają znaczenie pojęć - a to tylko niektóre z technik manipulacyjnych, którymi przeciętny widz tefałenu jest zasypywany. Mam tych barbarzyńców dość, nie mogę już na nich patrzeć, ani ich słuchać, chociaż bardziej są komiczni niż straszni. Ale niosą ze sobą nienawiść i wzniecają pożogę, która trawi podstawowe wartości humanistyczne, trawi normalność życia w normalnym kraju, trawi relacje ludzkie i społeczne. Niszczy demokrację parlamentarną, prawa większości, polskie tradycje i charakter. Czas zatem najwyższy, żeby państwo wreszcie pokazało pazur i udowodniło, że "tymkrajem" nie rządzą popierdółki, którymi można pomiatać. Dla jasności:  w żadnym razie nie nawołuję do minimalnych choćby represji - nawołuję do egzekwowania istniejącego prawa z Rozdziału XVII Kodeksu Karnego- Przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, oraz innych, adekwatnych do konkretnych sytuacji. Nawołuję do publicznego obnażania kłamstw i manipulacji stosowanych w mediach, łącznie z kierowaniem stosownych pozwów sądowych. Nawołuję rząd Prawa i Sprawiedliwości do ukrócenia smyczy pobłażliwości graniczącej z nieporadnością, wobec jawnych wichrzycieli i wywrotowców, wobec sędziów robiących sobie kpiny z prawa, państwa i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, wobec wszystkich, którzy w amoku rzekomej "walki o demokrację", posługując się kłamstwem i manipulacją, szkodzą Polsce i polskiej państwowości.

Tak dalej być nie może! Barbarzyństwo w Polsce musi się skończyć. Dwukrotne uzyskanie w demokratycznych wyborach samodzielnej większości - niebywała rzecz w Europie ( poza partią Fidesz na Węgrzech) - to podwójna legitymacja od społeczeństwa, ale także podwójna odpowiedzialność za przywrócenie normalności w Polsce. I tego od rządu PiS oczekuję przede wszystkim - inaczej ten rząd też uznam za barbarzyński.

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 23 października 2019r

 

Pin It