Warszawski Sąd Apelacyjny wydał wyrok uchylający decyzję Komisji Weryfikacyjnej ws prywatyzacji warszawskiej kamienicy przy ul. Nabielaka 9, w której m.in. mieszkała nieżyjąca już pani Jolanta Brzeska. W/w kamienica została sprywatyzowana z wyraźnym naruszeniem prawa, a człowiek mający kłopoty z prawem, za śmieszne pieniądze, stał się współwłaścicielem tej kamienicy. Wobec mieszkających tam lokatorów komunalnych zaczęto stosować różne szykany, a pani Brzeska, najprawdopodobniej za opór wobec tych szykan, zapłaciła własnym życiem.

KW te decyzje o prywatyzacji uchyliła i nakazała współwłaścicielowi zwrócić miastu ok. 3,0 mln zł, które uzyskał ze sprzedaży mieszkań, z których wcześniej usunął mieszkających tam po kilkadziesiąt lat lokatorów. Te pieniądze mogły posłużyć do wypłaty odszkodowań byłym lokatorom usuniętych siłą ze wspomnianych mieszkań. Władze Warszawy, w których jest również Paweł Rabiej, były członek KW, a obecny wiceprezydent Warszawy, złożyły do sądu odwołanie od decyzji KW, sądy sprawę rozpatrzyły, jak rozpatrzyły, miasto nie otrzyma 3,0 mln zł, ani nie odzyska kamienicy. Pan Rabiej nie czuje się współwinnym w sprawie, choć jako członek KW, tak, jak zresztą i poseł PO, Robert Kropiwnicki, głosował za decyzją KW. Sędzia WSA ogłaszający wyrok w sprawie śmiał się z protestu córki pani Brzeskiej, kiedy ta wychodziła z sali podczas ogłaszania wyroku.

W mijającym tygodniu zdarzył się w Warszawie tragiczny wypadek, w którym doszło do  śmiertelnego potracenia pieszego na oznakowanym przejściu dla pieszych. To potrącenie otrącenia spowodował kierowca jadący samochodem z prędkością 130 km/godz. Ze zdziwieniem trzeba odebrać decyzję sądu, który nie dopatrzył się konieczności zatrzymania w areszcie tego kierowcy. Sprawca tego zdarzenia jest zagrożony karą wieloletniego więzienia i już chociażby z tego powodu należało uwzględnić wniosek prokuratora o tymczasowy areszt dla wspomnianego kierowcy.
Powyższa sprawa już mniej dziwi, kiedy przywoła się głośne ostatnio wyroki uniewinniające innych kierowców, którzy również spowodowali potrącenia pieszych na oznakowanych przejściach. Wspomniane uniewinnienia dotyczyły: znanego dziennikarza liberalnej rozgłośni radiowej, którego sprawa ciągnęła się parę lat, byłego premiera kojarzonego z lewicą, który szczęśliwie wylądował teraz w PE, a także znanego polityka z PO. Pierwszych dwóch panów prowadziło swoje pojazdy, które nie miały ważnych badań technicznych, ani obowiązkowego ubezpieczenia OC, a pierwszy z nich nawet nie posiadał ważnego prawa jazdy, które przed laty mu zatrzymano. Przeciętny człowiek pewnie poniósłby surowe konsekwencje swoich czynów, ale najwyraźniej nie wszystkich obywateli takie zasady dotyczą.

W ostatnich dniach nagłaśniano sprawę poznańskiej sędzi, pani M.F, która nałogowo opóźnia wydawanie uzasadnień do zasądzonych przez siebie wyroków, a naliczono jej ok. 170 takich przypadków. Przeterminowania uzasadnień wahają się od 21 do 111dni. Powszechnie jest wiadome, że w polskich sądach sprawy ciągną się niemiłosiernie, a nawet, jak już zapadną sądowe wyroki, wcale nie oznacza to jeszcze końca sprawy. Dla stron to ogromna komplikacja, przegrani nie mogą złożyć odwołania od wyroku, a wygrani nie mogą domagać się jego wykonania. Pani sędzia usprawiedliwia się, że nie ma czasu pisać uzasadnień, bo głównie zajmuje się orzekaniem wyroków. Przełożeni pani sędzi wiedzą o jej karygodnych poczynaniach, ale bardzo opornie idzie postępowanie dyscyplinarne przeciwko tej ślamazarnej pani. Ale, jak takie postępowania mają iść sprawniej, kiedy czołowy sędzia przynależny do tzw nadzwyczajnej kasty, były rzecznik KRS, postawiony przed sądem w sprawie dyscyplinarnej, od paru miesięcy wykręca się przy pomocy sztuczek prawnych od rozpoczęcia sprawy, a wspomagają go w tym inni prawnicy, zapewne zwolennicy absolutnej niezależności sędziów od czegokolwiek.
Sędziowska kasta wspiera się nawzajem, niezależnie do okoliczności, które powinny podpowiadać inne zachowanie. Dowodzą tego przypadki sędziów oskarżanych o pospolite przestępstwa, których inni sędziowie, mimo jasnych dowodów dokonania przestępstwa, uwalniali od winy.

Sądownictwo wymaga pilnych reform, przyznaje to również opozycja, ale wszystko robi, by te reformy sabotować. Czy mamy mieć takie sądy, jakie mamy obecnie, bo tak chce opozycja i "zagranica", w tym KE i TSUE?

 

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 26 października 2019r

Pin It