Tarcia w diasporze

Nadzieja Izraelczyków na to, że zostaną obronieni przez USA, które powrócą do izolacji, jest tak samo złudna jak oczekiwania Polaków.

Waszyngton jest rozczarowany politycznym chaosem w Jerozolimie. Amerykańscy Żydzi nie zgadzają się ze swoimi rodakami w Izraelu. Trump nie lubi już Netanjahu. Jakie są przyczyny coraz poważniejszego kryzysu między sojusznikami?

Nie lubię nieudaczników
Od czasu wyborów parlamentarnych w Izraelu Biały Dom śle Jerozolimie sygnały dezaprobaty. według portalu Ynet źródła w amerykańskiej administracji informują, że w Waszyngtonie „rośnie frustracja przedłużającym się kryzysem politycznym w Izraelu, który uniemożliwia przedstawienie najważniejszej części »transakcji wieku«”, czyli pokojowego zakończenia konfliktu palestyńskiego. w kwietniu formalnie zwycięzcą wyborów okazała się prawicowa koalicja Likud premiera Binjamina Netanjahu. Jej przewaga była jednak na tyle nieznaczna, że spowodowała fiasko rozmów koalicyjnych. Jedynym wyjściem było samorozwiązanie Knesetu i wyznaczenie daty kolejnych wyborów. tym razem Likud przegrał jednak jednym mandatem z centrową koalicją Niebiesko-Biali Beni Ganca. Po nieudanej próbie porozumienia obydwu liderów, Netanjahu zrezygnował z formowania gabinetu, przekazując pałeczkę konkurentowi. Jednak Niebiesko-Biali, którzy nie mają wystarczającej liczby posłów, są skazani na równie niepewne rozmowy z religijnymi ortodoksami.

Drugim biegunem negocjacji jest laickie ugrupowanie imigrantów z byłego ZSRR. Słowem polityczna kwadratura koła gwarantująca, że w Izraelu długo nie będzie spójnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Jak komentuje izraelski portal Detaly: „Amerykanie już nie są rozczarowani. Są wściekli, że ich wysiłki mediacyjne w sporze izraelsko- palestyńskim pójdą na marne”. Na kiepski stan relacji z pewnością wpływają osobiste pretensje Donalda Trumpa do Netanjahu. Prezydent USA długo stawiał na izraelskiego premiera, często sprawiając mu kosztowne „prezenty”, jak choćby uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela, co znacząco osłabiło pozycję USA w świecie arabskim. Bezpośrednio przed kwietniowymi wyborami do Knesetu Trump przyjął Netanjahu w Białym Domu i wbrew rezolucjom ONZ uznał suwerenność Jerozolimy nad syryjskimi wzgórzami Golan. W tym samym czasie zięć prezydenta Jared Kushner próbował ratować „transakcję wieku”, negocjując wahadłowo w arabskich stolicach. Polityczna wirtuozeria Netanjahu skrywana za osobistym urokiem sprawiła, że Trump był pewien jego wyborczego zwycięstwa. Dziś z Białego Domu słychać zjadliwe: „Prezydent nie zadaje się z nieudacznikami”. za prezydenckim zwrotem stali z pewnością trzeźwi doradcy. Były już szef departamentu stanu Rex Tillerson przyznał: „Netanjahu próbował oszukać nas kilka razy, przedstawiając nieścisłe informacje. Żeby dać sobie z nim radę, potrzebna była spora doza sceptycyzmu”. Czy Tillerson miał na myśli weryfikację danych izraelskiego wywiadu o zagrożeniu irańską bronią atomową? A może chodzi o przyjacielskie relacje Netanjahu z Putinem? Wreszcie czy Izrael jest naprawdę gotowy do zrewanżowania się USA w regionie?

Z pewnością ogromnym zaskoczeniem była zgoda Jerozolimy na ingerencję Pekinu w strategiczny sojusz ze Stanami zjednoczonymi. Jednym z filarów polityki USA jest zobowiązanie do obrony Izraela, dlatego amerykańska VI flota uzyskała bazę w Hajfie. tymczasem rząd Netanjahu zawarł umowę oddającą Chińczykom zarząd strategicznego portu na 25 lat. Pentagon nie krył tutaj swojego rozczarowania, podobnie jak w przypadku nieuzgodnionych nalotów izraelskiego lotnictwa na Irak, w którym działają proirańskie bojówki. W tym kraju stacjonuje przecież amerykańska armia, która po sojuszniczych bombardowaniach stała się pierwszym celem odwetu Teheranu. od dawna cieniem na wzajemnych relacjach kładzie się wywiadowcza penetracja USA przez Izrael. Sam Trump wielokrotnie odpierał medialne zarzuty, tłumacząc na Twitterze: „Nasi izraelscy przyjaciele są poza wszelkimi podejrzeniami”. Innego zdania jest lewicowy intelektualista Noam Chomsky, który twierdzi, że „w wybory, które dały zwycięstwo Trumpowi, najsilniej ingerował Izrael, a nie Rosja”.

Tarcia w diasporze
Jak spekulują media, jedną z głównych przyczyn zwrotu Trumpa są zbliżające się wybory prezydenckie w USA. Po krytycznych wobec Izraela wypowiedziach dwóch parlamentarzystek muzułmańskiego pochodzenia, prezydent zarzucił Partii Demokratycznej antysemityzm. Przy okazji jednak wypomniał amerykańskim Żydom niewdzięczność. wyjaśnienie kryje się w upodobaniu trumpa do studiowania sondaży własnej popularności. A ta wśród amerykańskiej diaspory nie jest najwyższa. zgodnie bowiem z badaniami ośrodka Pew prezydenta popiera 22 proc. Amerykanów żydowskiego pochodzenia, podczas gdy średnia krajowa wynosi 42 proc. Co więcej, mimo gestów pod adresem Netanjahu poparcie diaspory nie rośnie i pozostaje na niezmiennym poziomie. o takiej rezerwie decydują ideologiczne preferencje amerykańskich Żydów. z hasłami Partii Demokratycznej identyfikuje się 65 proc. diaspory, podczas gdy protrumpowskich republikanów popiera tylko 20 proc. żydowskich wyborców.

Jak ocenia Instytut Gallupa: „większość amerykańskiej diaspory jest przeciwna prezydentowi i jego marzenie, że proizraelska polityka będzie »kluczem otwierającym demokratyczny zamek« okazała się iluzją”. Dlaczego? Większość amerykańskich Żydów o liberalnych i lewicowych przekonaniach ma za złe Trumpowi, że hasłem „Ameryka przede wszystkim” obudził ducha szowinizmu, a więc antysemityzmu. Dowodem były rasistowskie rozruchy w Charlottesville i morderstwo wiernych w pittsburskiej synagodze dokonane przez białego neofaszystę. w każdym razie ze statystyk FBI wynika, że od 2017 r. ilość antysemickich ataków w USA wzrosła dwukrotnie. Fiasko próby wyborczego pozyskania diaspory bezwzględnym poparciem Izraela wywołało u Trumpa frustrację zakończoną twitterowym wpisem: „Każdy Żyd głosujący na demokratów wykazuje się kompletnym brakiem rozsądku lub świadczy to o jego podwójnej lojalności”.

Z drugiej strony trudno mówić o pełnej zgodności amerykańskich Żydów z rodakami w biblijnej ojczyźnie. Choć dziewięciu z dziesięciu jest nastawionych proizraelsko, kością niezgody jest ostry skręt Likudu w prawo za sprawą coraz silniejszego wpływu religijnych ortodoksów na scenę polityczną. w efekcie, jak zauważa „The washington Post”, Netanjahu stał się jednym z symboli antyliberalnego odwrotu na świecie. Także bliskie związki Likudu z węgierskim Fideszem czy polskim PiS budzą sprzeciw diaspory. Dla amerykańskich Żydów gwarancją bezpieczeństwa Izraela jest silne osadzenie w międzynarodowej wspólnocie państw demokratycznych. Ponadto diaspora widzi rozwiązanie problemu palestyńskiego w formule „dwóch państw”, a nie państwa „uprzywilejowanych Izraelczyków i mieszkańców drugiej kategorii”. Dowodem jest program osadnictwa na arabskich terytoriach okupowanych, realizowany przez Netanjahu i wspierany dotychczas przez Trumpa. tymczasem „Nadzieja Izraelczyków na to, że zostaną obronieni przez USA, które powrócą do izolacji, jest tak samo złudna jak oczekiwania Polaków” – nie bez racji pisze dziennikarz „The Washington Post”, Robert Kagan.

Natomiast izraelscy Żydzi mają za złe amerykańskim rodakom przyspieszoną asymilację, która pozbawia ich religijnej, a więc narodowej odrębności. Tegoroczna konferencja Agencji Żydowskiej Na Rzecz Izraela (Sochnut), której zadaniem jest propagowanie powrotów do historycznej ojczyzny, wyraziła zaniepokojenie. „Powinniśmy pomóc Żydom świata pozostać Żydami” – głosi specjalny apel. Dziennik „Haaretz” z kolei grzmi: „Setki gmin diaspory znajdują się w głębokim upadku. Liczba mieszanych małżeństw dochodzi do 90 proc. to proces, który wywołuje erozję judaizmu, burząc wyjątkowość żydostwa jako narodu”. Tyle że wszystkiemu jest winien Netanjahu, który lekceważył dotychczas znaczenie globalnej społeczności rodaków jako najcenniejszego aktywu. „Żydzi diaspory włożyli w nasze państwo miliardy dolarów, pora więc, aby zasobny już Izrael okazał im realną pomoc. zacząć trzeba od wzmocnienia żydowskiej edukacji”. Tak brzmi apel Sochnutu, który ma stać się receptą na zasypanie podziałów między Izraelczykami i ich rodakami. Czy taki program zagwarantuje poprawę relacji z USA? Donald Trump jest wciąż prezydentem i ma ogromne szanse na reelekcję.

Tekst ukazał się na łamach Gazety Finansowej w dniu 30 listopada 2019r

Pin It