Można pisać opasłe tomy uzasadniające reformę sądownictwa, można do znudzenia podawać mnożące się przykłady z Niemiec, gdzie politycy zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym, gdzie zasiadają w sądach, można pisać błyskotliwe felietony na ten temat to i tak nic przy jednej wypowiedzi Bronisława Komorowskiego, który opisał patologię stanu sądownictwa dwoma słowami. „Rozgrzany sędzia”. Prostota geniusza. Geniusz prostoty. Rozszerzając ten przypadek do liczby mnogiej otrzymujemy stan, który jedna z sędziarek (uwaga nowy feminityw!) określiła równie genialnie i prosto: „kasta!”. Reszta won!

No właśnie. Wszelkie próby złamania monopolu kasty i dopuszczenie świeżej konkurencyjnej krwi spoza Rodziny kończyły się ostrym sprzeciwem z jej strony. „Bo to obniży jakość usług”. No panie, przecież jest zupełnie odwrotnie. Brak konkurencji i rozmnażanie wsobne znane jest z biologii i ekonomii. Kończy się to spadkiem jakości w populacji i brakiem odporności na zagrożenia płynące z otaczającego świata. Każdy czytelnik mojej notki ma zna pewnie ze swego doświadczenia historie życiowe młodych absolwentów prawa, którzy bezskutecznie starali się o aplikacje radcowskie lub sędziowski. Ale wszystko nagle się zmieniało gdy ten ktoś „wżenił się” lub „pojął był” potomka kasty. Wtedy nagle błyskawiczna kariera. Można? Można!

Pani prezeska SN raczyła była zauważyć, że wyroków sądów i wyroków boskich się nie komentuje. No jak nie. Przecież sprawa może przechodzić z instancji do instancji i w czasie tej drogi możne się wynik sprawy diametralnie zmienić. A co do wyroków boskich to lewica permanentnie je jawnie lekceważy. Proszę jeszcze pamiętać o wyrokach wydawanych „za komuny”, których rehabilitacji skazani nie doczekali.

Wszystko to zmusza do postawienia pytania. W obecnie kasta kapłanów sądowniczych jest poza wszelką kontrolą społeczną. To co wyprawiają oni np. w sprawach sądowych celebrytów woła o pomstę do nieba. Donald Tusk nie komentuje tych wyroków. Dlaczego? Bo mu pasują. Bo sądy bronią ludzi antypisu nawet na polach, które z politycznością nie mają ani grama styczności, które stricte są wręcz kryminalne. Bronią wbrew elementarnemu poczuciu sprawiedliwości. W takiej sytuacji nawoływanie ich samych o „niezależność” przypomina sytuację kogoś, kto regularnie wrzeszczy: „Pożar!!!, Pali się!!!”. Po czym wszyscy przekonują się, ze on sobie z nich kpi. Ale gdy pożar rzeczywiście wybuchnie wtedy nikt nawet nie kiwnie palcem. Także tego, szanowni państwo, czas na zmiany. Czas na „plan Balcerowicza” dla was. Myśmy tamten przeżyli, wy też przeżyjecie. Jeśli nie jako sędziowie to może jako taksówkarze lub kelnerzy.

No dobrze, kasta wrzeszczy, że nie ma niezależności sędziów. W związku z tym należy postawić sobie pytanie. Czy jest jakiś probierz niezależności sędziowskiej? Czy sędziowie negując leganie ustanowione prawo przez leganie wybrane władze ustawodawcze są niezależni czy zależni. Gdyby byli niezależni to by nadal funkcjonowali tak jak do tej pory. Ponieważ nie chcą funkcjonować w nowych warunkach i brzmią w tym jednym głosem z opozycją to dają o sobie jednoznaczne świadectwo, że są zależni politycznie. Ich zadaniem nie jest dyskutować o prawie a je wdrażać w praktyce sądowej. Na tym przecież polega rozłączność władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Nieprawdaż?

Przed dziesiątki lat sędziowie doprowadzili do powstania owej słynnej kasty. Zamkniętej dla osób spoza niej. Broniącej swoich wyjątkowych praw jak nie przymierzając cech kowali w średniowiecznym mieście. Metody jakimi bronią swoich przywilejów, w tym stawianie sprawy, że to oni są jedynymi obrońcami niezależności są zaiste śmieszne, ponieważ wielu z nich jawnie deklaruje swoje sympatie polityczne i niejednokrotnie dawało temu wyraz w swoim „rozgrzaniu”.

Sprawa jest dla mnie prosta. Masz jednoznaczne przekonania polityczne, które będą dla ciebie przeszkodą w pełnieniu funkcji bezstronnego sędziego to zawieść swoją togę sędziowską na wieszaku i zostań politykiem. Jesteś strachliwym królikiem, który poszedł w sądy bo liczył, że to dobrze płatna praca bez większej odpowiedzialności praca, na łeb się nie leje i z zimna się nie marznie to oddaj swoją togę i zajmij się pracą we własnej budce z warzywami. Czasami będzie zimno, na łeb się poleje, ale będziesz niezależny.

Sędziowie wyszli na ulicę. Jak łódzkie prządki w ostatnich latach PRL-u. Czy bronią niezależności sądów? Nie, bronią swoich warsztatów pracy. A nie tak miało być. Mieli żyć na Olimpie. Stworzyli państwo prawników, które nazwali rządami państwa prawa. Wykorzystali moment zmiany ustroju, aby być na topie. Nie raz wybuchali śmiechem nad krzywdą wyrządzona prostemu człowiekowi. Wyglądało na to, że ten stan będzie wieczny. Żyli w bezpiecznym kloszu. Niektórym aż za bezpiecznym, w związku z tym potrzebowali dreszczyku emocji, drobnej kradzieży rzeczy, której mogliby kupić na pęczki. Ale nie o to chodziło. Chodziło o nieco adrenaliny w tym nader bezpiecznym życiu. To coś jak syndrom społeczeństwa żyjącego w powieści Lema „Powrót z gwiazd”.

III RP miała być bezpieczna dla nowej elity władzy. Wyciągnięto wnioski z PRL-u. W czym tkwiła jej słabość? W klasie robotniczej wielkich zakładów przemysłowych. Zlikwidowano więc ją. Siła, która wyniosła ich na szczyty została zupełnie rozbrojona. Nie da się powtórzyć Sierpnia, a już na pewno nikt nie zrobi tego dla tych tłustych leniwych kotów. Nikt nie słucha lamentów kasty sędziowskiej. Nikt nie będzie za nich strajkował, nikt nie będzie za nich drukował i rozrzucał ulotek. Sami też tego nie zrobią.

Jak oceniam ich protesty? Cienko. Jaką mam na to metodę poznawczą? Zaglądam na największy polskojęzyczny portal informacyjny. Patrzę na jakim miejscu jest informacja o wydarzeniu antyrządowym. Jak nie na nagłówku to jest cienko. Jak w drugim lub trzecim wierszu, z małym zdjęciem mu towarzyszącym to jest bardzo cienko. I tak było także tym razem.

Nie stanął za nimi murem żaden zakłada produkcyjny, kasjerki w hipermarketach też normalnie pracowały co jakiś czas zmieniając sobie papmersa, byli pracownicy wielkich zakładów przemysłowych a obecnie prowadzący sprzedaż obwoźną „mydło, widło i powidło” jak co dzień wczesnym rankiem pojechali w trasę po okolicznych wsiach. Normalny dzień.

Prawdę mówiąc ten czarny sabat budzi moje politowanie. No ale z Najsztubem jako obrońcą niezależności sędziowskiej to już przesadziliście…

Opublikowano: na Salon24.pl 12 stycznia 2020r

Pin It