Moją uwagę zwróciła wydawałoby się prosta informacja, iż oto Magistrat nie wierzy w wyniki pomiarów jakości powietrza w Krakowie podawane przez służby Wojewody (i firmę przezeń akceptowaną, która wykonała badania) i zleca innej firmie wykonanie tych badań dla swej wiedzy. Do tego motywacja. Wydajemy spore środki na likwidację pieców, musimy mieć pewność, że to dobrze postawiona diagnoza. Racja wydaje się być dość oczywista. I tej, by było jasne - nie zaprzeczam.

To niby dlaczego ta informacja mnie skłania do refleksj.i

Prawo Ochrony Środowiska (w brzmieniu z 17.03.2016) zajmuje się sprawą jakości powietrza (art. 85- 96) i w art. 88 mówi, że badania dokonuje się w ramach państwowego monitoringu powietrza, a także podaje jakie są wartości maksymalnych dopuszczalnych wartości poszczególnych parametrów. I rzeczywiście od samego początku zainteresowania Państwa sprawami środowiska – po to została powołana Inspekcja – dziś jako WIOŚ – wyposażona w prerogatywy, laboratoria i w funkcje podawania Państwu – informacji o środowisku Tu powstaje już pierwsze pytanie – po co więc Wojewodzie zewnętrzna firma – sił własnych nie starcza czy aparatury? Dobrze, zatrudnił, zlecił – Jego sprawa. Uznaje wynik – tu już można się zastanowić – czy za akceptacją WIOŚ ? Chyba tak, To więc jest przyznanie się do istnienia barier wykonawczych. A sprawa nie jest wszak incydentalna – to problem trwający. I tak wiecznie będzie to zlecane na zewnątrz? Pytam jako podatnik.

Tak więc mierzyć może sobie każdy co chce i jak chce – tyle, że jednak moc wiążącą prawnie – rozjemczą, obowiązującą, mają wedle Ustawy - wyniki podane przez WIOŚ Ten ma obowiązek nie tylko certyfikowania i atestowania swej aparatury – lecz także ma obowiązek podawać Wojewodzie bieżącą (i tą na żądanie) informację o stanie środowiska w różnych aspektach tej sprawy.

Magistratowi – z jakiś powodów – zostawmy to na boku i nie musi być to chyba podawane do publicznej wiadomości, jako, że mówimy o kwestiach szczegółowych i fachowych - te wyniki się nie podobają. Mnie powiedzmy, że też – i co z tego? . Ważne jest to, że kwestionowany wynik dostarczony Wojewodzie (tak naprawdę od jednej firmy) ma być zestawiony z wynikiem uzyskanym przez drugą firmę. Otwiera się pole czego? Dyskusji? Nad wiarygodnością wyniku. Życzę owocnych obrad z prawem Wojewody powiedzenia – tak jest i już. Powiedzmy, że nawet pomiary, te dla Miasta, będą również uzyskiwane w atestowanej metodyce i takiej też aparaturze. Będziemy mieli dwa wyniki – powiedzmy różne

Naturalną reakcją jest rozpoczęcie rozmowy o metodyce i warunkach prowadzenia testów, a gdy i te będą identyczne – to co? Sąd? Ten z litery prawa – uzna, bo uznać musi, za wiarygodne wyniki podpisane przez WIOŚ. Nie kwestionuję potrzeby weryfikowania badań podawanych jako niewzruszalne, jako prawnie obowiązująca prawda. Lecz jak dziś taki dyskurs prowadzić skutecznie zbliżając się do obiektywnej prawdy. Taka rozmowa może prowadzić do jakiś konstruktywnych wniosków co do metodyki czy spraw aparaturowych. Lecz czy Wojewodę i Jego służby będzie interesowało przyznanie się do błędu i chęci korekty? .Wyraźmy to pobożne życzenie.

Powstaje też naturalne pytanie o kryteria zlecenia dublowanych pomiarów. Jedna strona będzie np. dysponowała aparatem A, a WIOŚ jako druga strona - ma aparat B – to przecież i tak nie dojdzie się do rozstrzygnięć

Podejdźmy do sprawy inaczej.

Każdy większy zakład przemysłowy mający wpływ na środowisko – nie czeka na kontrolę WIOŚ – a prowadzi swój monitoring i czyni to w porozumieniu z tymże. Ma swe służby w tym zakresie. Można powiedzieć, że otrzymuje jakby afiliację swojego systemu monitorowania od jednostki prawnie upoważnionej do kontroli stanu środowiska. Dla takiego zakładu jest to ważne rozwiązanie, jako że pozwala mu na zobowiązujące i wyprzedzające pozyskiwanie informacji. Zakład nie jest zaskakiwany wynikami kontroli, a pozyskuje już wcześniej informację o np. wadliwości, która wystąpiła w ciągu technologicznym. Wie też dokładnie na jakich warunkach i w jakich granicach może korzystać ze środowiska – i co ma mu zwrócić w postaci opłat, inwestycji lub rekompensat i czy grożą mu jakieś kary.

Kraków jako – też organizm gospodarczy – również prawnie zobowiązany do dbałości o jakość środowiska – miałby działać za pośrednictwem firmy nie posiadającej podobnej afiliacji? To w takim razie – co służby miejskie mają zamiar zrobić z tym ewentualnie różniącym się wynikiem? Od lat ten sposób myślenia o działaniu spraw ochrony środowiska w mieście jakoś nie znajduje akceptacji, ba! nawet zrozumienia. . Dobre pytanie – dlaczego. Tym razem – zleca się firmie badanie. I dobrze – tylko z jakim celem.

Może by tak skorzystać z rozwiązania stosowanego w przemyśle?

Pomijam tu na razie w samej sprawie takie techniczne czysto rzeczy jak rozmieszczenie punktów pomiarowych (onegdaj było ich jak pamiętam 11, miały być jeszcze mobilne – jest 6) czy szansa na prowadzenie badań symultatywnie – bo o powtórzeniu badań porównawczych z przeszłości nie może być przecież mowy. To są jednak już – można powiedzieć – w pewnym sensie poboczne sprawy do tej zasadniczej kwestii – co się chce osiągnąć tymi badaniami.

Nad tym proponuję się zastanowić w dalszej perspektywie.

I kwesta druga – ta również była niegdyś stawiana.

Wydaje się duże pieniądze na walkę ze smogiem, a tu nagle się okazuje, iż nawet podstawa decyzji wydatkowania tych pieniędzy może być kwestionowana. Dopiero chce się osiągnąć pewność, że diagnoza jest słuszna.

Moim zdaniem – powinna. Wiara w to, że zakaz używania nie tylko węgla ale i nawet drewna czy brykietów – i to bez względu na technikę i jakość spalania doprowadzi do likwidacji smogu – mnie wzrusza. I tu wątpliwości co do niedoszacowania roli transportu są oczywiste i wymagają dobrej dokumentacji badawczej. Jest przecież kompletnie wziętym z sufitu i właśnie bez podstaw pomiarowych – założenie, ze za smog odpowiedzialne są np. kominki. Ileż ich jest w Krakowie? Same pomiary z al., Krasińskiego – jakby jeszcze uwzględnić rozkład dobowy - od jednego do drugiego szczytu transportowego, każą zweryfikować pogląd, że tylko samo palenie jest winne. Za to, jak postępowo brzmi taka uchwała o zakazie i jak dobrze wygląda pijarowo położenie uszu przed stosownym NGO Samo miodzio – Europo – podziwiaj. Mamy mówić o racjonalności decyzji gospodarczych w relacji – działalność człowieka – środowisko. Prawo to też ujmuje a te zasady przez wszelkie Europejskie NGO – są przecież wręcz taktowane bałwochwalczo. Tyle, że najwyraźniej z pominięciem istoty zasad, na których to prawo się opiera,

Też i tu mamy swego rodzaju paradoks – EC Łęg jakoś jest spod tej restrykcji zakazu palenia węglem – jakby nie było paliwem stałym - wyjęty. Paląc węglem, że aż hej – a na dodatek będąc hurtowym monopolistą produkcji ciepła. Że inna technika, rodzaj i opanowanie zanieczyszczeń? Wszak przyjęta w Krakowie uchwała tego nie widzi – tak jak nie rozróżnia pieca, kotłowni wiekowej i nowoczesnej, kominka otwartego i takiego z kontrolą spalania Ów paradoks jest konieczny – jako, że jedynie w tym jednym zakresie sprowadza działania podejmowane z hukiem, a w swej istocie propagandowe i pod hasłowo słusznymi postulatami – na ziemię realiów

Chciałbym się dowiedzieć – cóż Magistrat chce z pozyskanym wynikiem zrobić i czy przypadkiem nie wpadnie na pomysł – że może warto zainteresować się skutecznością mechanicznie wprowadzanego zakazu palenia paliwem stałym, a trochę pieniędzy skierować na szersze rozpoznanie i rzetelną analizę źródeł smogu I modyfikować stosownie do tego prawo lokalne.

Trzeba reagować - bo smog jest.

Podpowiem – że jest nie tylko w Krakowie – a pomocniczo warto oglądnąć sobie mapy zanieczyszczeń płynących na Kraków od Śląska. Nie wiem – może zakaz palenia w kominkach w Krakowie i to ma uzdrowić?