Byłem gotów złożyć urząd prezesa NIK. Z przykrością stwierdziłem jednak, że moja osoba stała się przedmiotem brutalnej gry politycznej - oświadczył prezes NIK Marian Banaś. Trudno słowom szefa NIK zaprzeczyć, bo nie znajduję w pamięci równie intensywnej nagonki wobec kogokolwiek innego. Ale samą nagonkę można by jakoś przeboleć - gorzej, że na szefa NIK wydano wyrok ( a właściwie dokonano linczu) na podstawie wiadomości medialnych, tak naprawdę nie potwierdzonych żadnymi oficjalnymi zarzutami. Lincz na Banasiu nie pozostawił jemu marginesu do obrony, która siłą rzeczy ograniczyła się jedynie do dosyć lakonicznych oświadczeń.

Prawo do obrony, czy raczej prawo do domniemanej niewinności, dopóki nie zapadnie wyrok sądowy, to jedno z fundamentalnych praw człowieka. To prawo - w przypadku Mariana Banasia - było systematycznie deptane. Przykre, że w szarganiu prawa do obrony wpisało się także Prawo i Sprawiedliwość, które finalnie od Banasia odwróciło się plecami. Ten krok PiS chyba nie do końca przemyślało, wpędzając się tym samym w kłopotliwy problem, który ciężko  będzie rozwiązać .

"Wyrażamy stanowczy protest przeciw publicznemu szkalowaniu i linczowaniu człowieka bez wyroku sądowego i prawa do obrony” – czytamy w liście byłych opozycjonistów krakowskich w sprawie Mariana Banasia. Protest jest efektem przepełnienia czary goryczy postępowaniem Prawa i Sprawiedliwości wobec Mariana Banasia, które postawiło szefowi NIK pewnego rodzaju ultimatum, domagając się jego dobrowolnej dymisji. Musi bowiem dziwić i wywoływać oburzenie stanowisko PiS w tej sprawie, które w rzeczy samej przyjmuje narrację "Superwizjera" i tendencyjny reportaż, od którego wszystko się zaczęło. O to, czy szef NIK stanowi "duży problem" dla Prawa i Sprawiedliwości, wiceprezes partii, Adam Lipiński został zapytany w Radiu Wrocław. "Jest to problem oczywiście, to jest pytanie retoryczne. Tylko, że bardzo trudno to skorygować, bo musiałby się sam podać do dymisji, albo zrobić coś, co rozwiązałoby tę kwestię" - powiedział polityk PiS.

Słowa Lipińskiego potwierdzają - niestety - tezę o klęsce PiS w tym temacie. PiS płaci słoną cenę, za bierność i nieporadność wobec ataków na ludzi Nowogrodzkiej w ogóle. W zestawieniu z jeszcze większą biernością i nieporadnością przy postępowaniach karnych prowadzonych przeciwko ludziom opozycji, a także brakiem twardej reakcji na ewidentne naruszenia prawa, z których przeciw opozycji można sporządzić długą listę, pozycja partii Kaczyńskiego jest najsłabsza od wielu lat - i to także z uwzględnieniem tzw. "żelaznego elektoratu". PiS oddało zupełnie kontrolę nad narracją w przestrzeni publicznej, chociaż teoretycznie posiada wszystkie instrumenty, wszystkie narzędzia, żeby kreować przekaz medialny, narzucać swoją narrację i własną interpretację wydarzeń. Nie potrafię zdiagnozować, z czego wynika ta chora impotencja - z głupoty, nieporadności czy z  powodów, o których aż strach myśleć. W moim głębokim przekonaniu, ultimatum postawione Banasiowi jest czynnikiem dodatkowo PiS pogrążające. Nie znam rzecz jasna treści raportu CBA w sprawie Banasia, ale nie sądzę, żeby prokuratura miała "bułkę z masłem" w kwestii postawienia szefowi NIK zarzutów. A co, jeżeli prokuratura takich zarzutów nie będzie w stanie postawić, albo okażą się one błahe i łatwe do obalenia przed sądem?

Z punktu widzenia Nowogrodzkiej, ewentualne zarzuty postawione Banasiowi nabierają kluczowego znaczenia, ponieważ jest to na teraz jedyna droga do odwołania szefa NIK. Byłem pewien, że Banaś nie złoży dymisji, tym bardziej, że posługiwanie się szantażem polegającym na wzięciu zakładnika, czyli zwolnieniu jego syna, Jakuba Banasia z banku Pekao SA, mogło zrodzić się tylko w głowie pisowskiego desperata, który finalnie okazuje się sabotażystą. Co dalej? "Grzebanie" przy ustawie o NIK, nie mówiąc już o Konstytucji, to samodzielne założenie sobie stryczka na szyję. Nie przypadkiem zatem Lipiński mówi, że "bardzo trudno to skorygować". Ująłbym to jeszcze inaczej: PiS jest w pozycji szachisty, który wpędził się w szachowane pola i ma bardzo ograniczone pola manewru. Poświęcenie piona (Banaś) okazało się przeciwskuteczne - co więcej - pion sam z siebie staje się szachujący, bo ruszyć jego nie można, chociaż przeszkadza. Wniosek?Niech figura pionkiem nigdy nie pomiata, czasem zwykły pionek da królowi mata.

PiS w tej sytuacji ma dwa realne wyjścia: 1) czekać, aż prokuratura postawi Banasiowi konkretne zarzuty, pozbawić immunitetu i znów czekać na wyrok sądu. I to wyrok skazujący, co wcale pewne nie jest. Zatem jest to droga długa i niepewna co do skutku. 2) zaakceptować aktualną sytuację, w której oficjalnie Banaś pozostaje na stanowisku szefa NIK, ale nie jest już człowiekiem Zjednoczonej Prawicy. I niech się dzieje wola nieba ( czy może raczej sądów) - "bandyta" ( Czarzasty o Banasiu w TVN) jest już wolnym strzelcem, jest niezależny i samodzielny pod każdym względem: prywatnym, politycznym i urzędniczym. Wygodne rozwiązanie? Bardzo! Oficjalnie dla PiS Banaś nie istnieje, ale przecież nie da się w jednej chwili wymazać całej przeszłości Banasia, który z PiS jest związany tak, jak frankowicz ze swoim bankiem. Jeżeli tak jest w istocie, to Jarosław Kaczyński jest geniuszem większym, niż myślałem, chociaż jest w tym fortelu poważny skutek uboczny: PiS będzie grillowany za "bandytę" długo i na wszystkie sposoby, co bez wątpienia odbije się w sondażowniach i kolejny raz przedłuży niecny żywot konającej Platformy Obywatelskiej. Czy sprawa odbije się na Andrzeju Dudzie w kontekście wyborów prezydenckich? Może, ale wcale nie musi. Duda ma chyba pierwszą dużą szansę "odskoczyć" od pisowskiego peletonu i na Banasiu zbić własny i całkiem spory polityczny kapitał.

Ale zejdźmy zna ziemię. Asymetria w postrzeganiu czarnych owiec w swoich szeregach i u przeciwników, związana z tym dwulicowość i nieporadność, która objawiła się w sprawie Banasia, to "specjalność zakładu" z Nowogrodzkiej. Bardzo negatywna "specjalność", która  - póki co - prowadzi PiS na skraj przepaści. Bo PiS ma dużo poważniejszy ból głowy niż odwołanie ( albo nie) Banasia - sędziowski rokosz i postępującą anarchię z udziałem "nadzwyczajnej kasty". Znowu kłania się nie nadążanie za biegiem wydarzeń i to tam, gdzie należałoby być przynajmniej krok do przodu. Zachodzę w głowę, dlaczego rząd Morawieckiego, dzień po ogłoszeniu wyroku TSUE, nie wydał stosownego oświadczenia wiążącego "kastę"  i wykluczającego dowolne interpretacje wyroku typu Juszczyszyn. Można było zrobić wszystko - łącznie z oficjalnym odesłaniem wyroku TSUE do Trybunału Konstytucyjnego -  ale nie:  z olimpijskim spokojem pozwolono Iustiti, totalsom i Gersdorf przejąć inicjatywę interpretacyjną i pozwolić sobie grać na nosie i być kopanym po kostkach - przez prowincjonalnego sędziego delegowanego do sądu okręgowego. Gdzie, pod jaką szerokością i długością geograficzną jest drugie państwo, które dysponując większością parlamentarną i całym kompletnym instrumentarium aparatu państwa, pozwoli sobie na pomiatanie przez szeregowego sędziego? Gdzie jeszcze jest tak, że jeden, czy też kilku sędziów, obowiązującemu wciąż w tym państwie systemowi prawnemu - wypowiada wojnę? Odwołanie Juszczyszyna z delegacji do sądu okręgowego i tępa "napierdalanka" w TVP INFO, to kpina z państwowości, zdrowego rozsądku i... wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Słabość rządzących przekłada się na słabość państwa, co jest nie do zaakceptowania, jest zupełnie niezrozumiałe i nie do usprawiedliwienia. Zarówno w sprawie Banasia, jak i buntu sędziów, owa słabość, przejawiająca się w braku jednolitego i jednoznacznego przekazu, jest właściwie dyskwalifikująca. Narzuca się śmieszne pytanie z absurdalnej komedii: hej, czy leci z nami pilot?

To bodaj moja najbardziej ostra notka, krytykująca rząd i władze PiS. Bo - szczerze pisząc - jestem zmęczony tępymi potakiwaczami prezesa Kaczyńskiego, którzy bez niego nie są w stanie policzyć, ile to dwa dodać dwa. Potakiwacze - won, dziękuję za to czego dokonaliście, ale wasz czas właśnie minął - nadajecie się tylko do tarcia chrzanu, czesania niedźwiedzi, lub jak kto woli - "Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”. Pogrzebaliście swoją głupotą "dobrą zmianę" i entuzjazm rządu (także społeczeństwa) Pani Beaty Szydło - najlepszej premier w powojennej Polsce. Nikt poważny wam tego nie wybaczy.  Całą nadzieję pokładam zatem w prezydencie Dudzie, który - głęboko w to wierzę - tak walnie pięścią w stół, że na Nowogrodzkiej filiżanki i talerzyki pospadają z zakurzonych półek i stołów. Głowy też. Wszyscy won!

  1. Brawo, panie Prezesie NIK - tak trzymać!

TEKST UKAZAŁ SIĘ NA SALON24.PL W DNIU 5 GRUDNIA 2019R

Pin It