Rzecz się nadaje do szerokiego omówienia w stylu i metodologii jakie są pokazywane w „Kulisach Manipulacji” W audycji tej emitowanej przez TV Republika znajdujemy ilustrowane przykładami techniki używania w celach propagandowych zbitek pojęciowych, utartych propagandowo poglądów, przeinaczania znaczeń słów i nazw dla wtłoczenia nawet jawnych kłamstw jako prawdy.

Pan red P.Rąpalski (G.K. 09.06.16) wydaje się być w tym zakresie pojętnym i co ważne usłużnym uczniem dostarczycieli materiału do podobnych rozważań, choć do elementarza warsztatu dziennikarza należy przyglądnięcie się przynajmniej różnym aspektom opisywanej sprawy. Swoje zdanie czy raczej przekonanie do jakiejś racji można mieć i prezentować je jak najbardziej należy – ale nie jako wyroku. Koniecznie też trzeba to robić bez uprzedzeń, by nie rzec ksenofobii, pokazując różne argumenty. Mało tego, nawet w Sądzie – niedopuszczenie do wysłuchania argumentów – podważa wyrok tego Sądu i nadaje sprawie tryb odwoławczy. Dziennikarz więc tym bardziej nie może uważać się za końcową wyrocznię. Jest tylko - i aż – sprawozdawcą sprawy. Inaczej należy wprost mówić o medialnej nagonce na jedną ze stron i o braku elementarnej rzetelności. Nagonka i lawina nierzetelności w jednostronnym pokazywaniu sprawy – nawet nie argumentów - w przypadku Domu im J. Piłsudskiego trwa już lata. Te– jak w wielu sprawach – są w systemach komunistycznym i postkomunistycznym – uważane za rodzaj oczywistego narzędzia walki. I nawet dziennikarze jakoś z tym już się obyli, jak z czymś należącym do warsztatu i naturalnego sposobu oddziaływania na czytelnika.

Dobre samopoczucie bycia czwartą – jeśli nie pierwszą władzą, ponad podległe obróbce społeczeństwo – panuje jako relikt komuny a rozpanoszyło się w postkomunie. Tyle że ośrodek na Mysiej zmienił się w nadzór właścicielski danego medium – a dowodem niech będzie wściekłość sprzeciwu tych środowisk wobec propozycji Ustawy Medialnej.

Właśnie należy zapytać – i w tym przypadku – mówimy o walce - o co? .

I to pytanie zadaję jako pierwsze, a kontekst okazujący skalę kłamstwa – należy wyprowadzać w odwołaniu się do samej myśli założycielskiej Związku Legionistów Polskich. Tych, którzy w 1918 r powoływali do życia Związek, Tych którzy pomyśleli o konieczności budowy i to całego kompleksu z myślą o utrwaleniu dla potomnych czynu Legionowego, Tych którzy wykładali pieniądze i budowali ten pierwszy gmach z tego założenia, i którzy przez lata okupacji i neookupacji przenieśli Związek jako ideę żyjącą w sercach Legionistów i Ich kontynuatorów. Legioniści byli, żyli i do ostatniego – tworzyli ten Związek. Wraz z rodzinami i całym kręgiem ludzi ich idei. I to jest fakt niezaprzeczalny, który jest nie do zlekceważenia.

O co więc chodzi wykonującym napór?

W sferze materialnej – jest dość oczywistym, że chodzi o budynek w znakomitej lokalizacji – nawet, a zwłaszcza - biznesowej.

Ideowo – też nie potrzeba zgadywać. To też wydaje się być dość oczywiste.

Przeciwnicy każdej idei, zwłaszcza więżącej się z dziś szczególnie wrażej dla postępowców triady Bóg Honor i Ojczyzna – rzadko kiedy powiedzą wprost; mamy żywą niechęć do Ojczyny, Boga uważamy za fikcję i balast w skutecznym działaniu, a Honor jest tylko funkcją interesów. Nie są ważne deklaracje, a czyny – przeto każdy byt, który uosabia sobą cokolwiek niechcianego – był i jest zwalczany a/ przez fizyczne zniszczenie b/ podstawienie doń kreta dla rozbicia danego działania od wewnątrz, lub w razie niepowodzenia tych akcji następuje c/ założenie bytu równoległego – o formalnie tożsamych celach. Takowy – popierany, mając środki i równoczesne zapewnione odcinanie od podstaw bytowych konkurenta – zaczyna w powszechnym, obiegowym, przekonaniu funkcjonować jako ten jeden, jedyny właściwy. Ten pierwszy, zasadniczy – jest pokazywany jako uzurpacja. Klasyka wywracania kota ogonem i po prostu najzwyklejszej manipulacji. Skutecznej – i to nawet wśród ludzi życzliwych samej zasadniczej idei. W końcu ten byt nr 2 jest skuteczny a nr 1 to jakieś uparte osły – oszołomy. I tak wśród samych przyjaciół ….. jak wieszcz przewidział. To już jest wynikiem etapu impregnacji na argumenty – odmowy wiedzy.

Argumenty? Po co komu one – przecież wiadomo powszechnie jak jest. A jak tak samo pisze GW, GP i GK – to już pewnik. I tak jest w sprawie Oleandrów.

Wiele lat potyczek w drastycznie nierównej walki machiny profesjonalnych prawników, używania możliwości władzy – w starciu z grupą działającą w pamięci o idei, ale tylko w oparciu o swe topniejące możliwości – zawsze powinno dawać efekty i znieczulenie na argumenty. I niestety daje. Argumenty – wręcz - zaczynają nie mieć znaczenia. Doświadczamy tego na przykład dziś jako Polska – w działaniach wszelkich de facto uzurpatorskich prawnie Komisji Europejskich. Rzekome łamanie prawa i swobód – nie mówiąc o wspaniałym ich rozkwicie przez ostatnie 8 lat PO/PSL - funkcjonuje jako rzeczywistość. Że wirtualna? Jakie to ma znaczenie. Jak to świadczy o tych Ciałach ubranych w togi speców od demokracji? Trybunał Konstytucyjny w politycznie zdominowanym składzie 14:1 to ma być dobrze – w składzie poprawionym na rzecz Tych, którzy wygrali wybory, ale nadal z pozostawioną znaczącą przewagą PO/PSL – już jest źle – i niedemokratycznie.

Jak u Orwella – cztery nogi dobrze – dwie nogi źle. Orwell Sowietów doświadczył, UE – nie przewidział.  

W skrócie można powiedzieć, że cała ta operacja wobec ZLP, dla chcących faktycznie zwalczyć ideę Związku Legionistów Polskich tak, by przeflancować ją na rodzaj neo ZBOWiD –u – ma znaczenie trzeciego z wcześniej wymienionych kroków technik zwalczania niechcianych bytów. W przypadku ZLP - dwa pierwsze kroki się nie udały. Fizycznie Legionistów nie zniszczono, a byt pozostał jako całość – w sercach, podstawienie się też nie udało – przeto przyszedł czas na przejęcie i wtłoczenie tej idei w jeden szereg – najlepiej z ideą niepodległości pod skrzydłami Wielkiego Brata. Oczywiście pod ścisłą kontrolą urzędniczą rodem z UMK – by nie było, że ideologiczną. Bo jak wiadomo – kapitał i władza lokalna nie czują narodowości i polityki. Po Bankach –odczuwamy działanie tego mitu.

Pamiętajmy – manipulacja opinią – dziś ma głównie znaczenie biznesowe i ideowe.

Stąd nie tylko ta ogólna refleksja, ale i uznanie za konieczne rzucenie światła informacji po które jakoś nie sięgnął „dziennikarz” we wspomnianym tekście – aż się prosi powiedzieć propagandowym paszkwilu wyprodukowanym pod założoną tezę.

Tezę tę można sformułować następująco;

Niejaki K. Waksmundzki watażka, uzurpator, zrobił sobie prywatny folwark z świętości narodowej, którą doprowadza z zimną krwią do ruiny. Do słowa uzurpator bywa dodawane – agent UB – choć ma przyznany przez IPN – status pokrzywdzonego. Przekaz ma być jasny; ratunek leży tylko w przejęciu tego budynku (i chyba Związku) przez Miasto. Ciąg dalszy już nie jest ujawniany – niech ludzie wiedzą tylko to, co mają wiedzieć. Następuje bohaterskie ratowanie. Kogo i przed kim – to inna sprawa. Co Miasto z tym zrobi – nie wydaje się być tajemnicą patrząc na nasze różne prywatyzacje i ciekawe kontrakty Miasta - na których zresztą opiera się obecna akcja Radnego Ł. Gibały. Ciąg dalszy po przejęciu, łatwo można sobie dośpiewać – a mechanizm przejmowania łatwo wpisać w to, co wcześniej napisałem o metodach zwalczania niechcianych bytów.

Żałośnie to proste. Przy posiadaniu władzy – niestety skuteczne. Wręcz aż dziw, że ZLP do tej pory tak skutecznie się broni

Zacznijmy od tytułów (ma być odpowiednia siła rażenia - przypomnę - G.K. 09.06.16) Chce przejąć Oleandry bo się tam … zasiedział, i podtytuł Krystian Waksmundzki znalazł nowy kruczek w walce o Dom im Piłsudskiego i dalej tytuł następny walący po oczach – Jak z Domu im, Piłsudskiego zrobić prywatny folwark. W sprawie porządkowej - warto może na wstępie, tylko odnośnie tych tytułów - przypomnieć Panu Redaktorowi, tak zatroskanemu o tradycję i godność pamięci, że Marszałek miał swoje imię i pozycję. Józef Mu było na imię i był Marszałkiem. Trudne może dla postępowców na służbie, ale po prosu prawdziwe. To nie był koleś do poklepywania po ramieniu, choć dziś taka moda – niby fraternizacji. Ważne jest jednak w stosowanej tu manipulacji sprowadzenie problemu do poziomu personalnego. Z imienia i nazwiska konkretna osoba K. Waksmundzki jest „oczywiście” uzurpatorem. Takie to pewne?

Żadnej sprawy nie oceni się w prawdzie, gdy w miejsce rzeczowych argumentów wciska się emocjonalne, i co jeszcze gorzej – nie oparte o dokumenty, a o podane do wierzenia – utarte zbitki i osądy. W takim razie może by tak się zastanowić?

Miejsce historyczne. Tak bardzo niby otaczane troską decyzjami władz, że w obrębie pierwotnego zamiaru projektowego całego kompleksu, który był podporządkowany uczczeniu czynu legionowego, dziś jest stawiany potężny gmach wręcz prawie fizycznie dotykający głównego, reprezentacyjnego wejścia do obecnego budynku. Reprezentacyjne wejście – z … murów? To nie przeszkadza. Trwająca właśnie budowa z użyciem ciężkiego sprzętu, na każdym z wcześniejszych etapów jej realizacji powodująca drgania niszczące budynek Domu im. J. Piłsudskiego – jest też zapewne wyrazem specjalnej troski tak podnoszonej przez „dziennikarza” On dba, troszczy się, niepokoi. Spoko. Mimo to Dom jeszcze stoi. Można przyjść i zobaczyć, a nawet jakby się chciało to i zwiedzić.

Budynek się rozpada – częściowo więc wiemy też dlaczego. W końcu Pan K. Waksmundzki nie ma siły młotów pneumatycznych, kafarów i urządzeń burzących – a te były i są w użyciu.

I dalej - nie mają na ogrzewanie – pandemonium. Fakt – nie mają, ale dlaczego? Dziennikarza już to nie obchodzi. Czyżby rozrzutność ZLP spowodowała biedę? Wydawali wielkie fundusze na ośmiorniczki i markowe wina? Tylko marna część takich pieniędzy dawno by uratowała pamięć – której chyba ma nie być. I to jest problem, którego Pan dziennikarz nie zauważa. Bo nie takie miał chyba zadanie.

To może by jednak tak się zainteresować tym, jak to było naprawdę.

Związek Legionistów Polskich przejął budynek jako swą własność – jeszcze za życia autentycznych Legionistów. W stanie zdewastowanym i bez wyposażenia, po latach od nowości, użytkowania najpierw przez okupanta, a potem przez kolejne instytucje Państwa, które skazało to miejsce na zapomnienie, zduszenie, uniemożliwienie na przyszłość realizacji całego pierwotnego założenia projektu A.Szyszko - Bohusza. Zamiar blokady został zresztą do dziś zrealizowany i jest nadal kontynuowany. O pierwotnym założeniu już nie może być mowy. Podobnie zresztą – onegdaj Kopiec upamiętniający to wraże imię Marszałka chciano wydać na destrukcyjne działanie przyrody. I prawie się udało – gdyby nie ten właśnie ZLP. Po wojnie bowiem Członkowie Związku w tym Legioniści, formalnie zdelegalizowani – istnieli – jak Państwo Podziemne, w tym - poprzez swą agendę – Obywatelski Komitet Opieki nad Kopcem im. J. Piłsudskiego i podjęli obywatelską walkę o ocalenie Kopca

Po tzw. przemianie roku 1989 – uznano widać jednak istnienie Związku, skoro Związek – wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Krakowie -Wydział I Cywilny z 3.08.1990 sygn akt Ns Rej St 96/90 postanowił wpisać do rejestru Stowarzyszeń, Stowarzyszenia pod nazwą Związek Legionistów Polskich jako kontynuacji Związku istniejącego od 30. Maja 1918 r z siedzibą w Krakowie al. 3 Maja 7 z zastrzeżeniem wyłączności nazwy.

To jest fakt zamazywany po dziś dzień, kolejnymi wygibasami prawnymi. Siła władzy i korporacji – ma swe rażenie dla prawdy. Niemniej to temu Związkowi, a nie komu innemu zwrócono budynek i z nim byli związani wszyscy żyjący wtedy jeszcze Legioniści. Było to uznanie – i tak to przyjmuję – stanu faktycznego. I jak sądzę – to jest niezaprzeczalna prawda, której kolejnymi rundami odbijania prawnej piłeczki – nie da się zaprzeczyć

Legioniści nie wtargnęli tam siłą, uznano że wracają do siebie. Trudne – ale prawdziwe.

Bez tego, ZLP – tam by nie było – pomimo wszelkich forteli i nacisków prawnych.

Może by sprawę zobaczyć w końcu z tej perspektywy? Wstawione okna, wyposażenie, zbiory, gabloty – duszki poniosły te nakłady? Pan dziennikarz uważa chyba, że to zrobiły krasnale. A to kosztowało. Są protokoły odbioru budynku i można zobaczyć co zostało wniesione. Faktem jest, ze siły administracyjne ZLP – wobec machiny jaką dysponują Mu nieprzychylni – są dysproporcjonalne, a lawina spraw koniecznych do reagowania – sprowadza się do wywołania mechanizmu zaćwiczenia na śmierć i niemożliwości funkcjonowania. Takie pierwsze z brzegu, a co zostało podniesione jako niesprawność ZLP –zaległości. Dochody z parkingu i sklepu sportowego pomagały w płaceniu rachunków za media. Odcięcie tych dochodów - jest faktem, który administracyjnie morduje byt. Proste? Gdzie podjęto te działania odcinające i gdzie leżą nitki decyzji. Czyżby w ZLP? Faktycznie, przynajmniej ta zima – nad wyraz łaskawa – przeszła przy odciętym ogrzewaniu. Też bez skutków – i przez kogo zawinionych?

Skąd te metody są znane? Gdzie jak gdzie – ale w Krakowie nie są one tajemnicą – a są wręcz techniką – stosowaną powszechnie, w razie potrzeby opróżnienia lokalu.

To już zatroskanego i oburzonego nie obchodzi

Warto też ocenić sobie jakie wobec ZLP stosowano metody z wcześniej opisanego katalogu i w ich świetle należy zobaczyć i usytuować Oświadczenie wydane przez mjr Stefana Migdała z 06.06. 1987 (czyli jeszcze przed tzw. przełomem!) jako Komendanta ZLP i jeszcze wtedy żyjącego Legionisty, mówiące o decyzji Walnego Zebrania Obywatelskiego Komitetu Opieki nad Kopcem wykluczającego J. Bukowskiego z tegoż gremium z opisem powodów tej decyzji i pełnej jej akceptacji przez ZLP . Czy Pan dziennikarz może zapoznał się z tym oświadczeniem i z decyzją Walnego Zebrania Obywatelskiego Komitetu Opieki nad Kopcem Marszałka J. Piłsudskiego, gdy ocenia relacje bytu powstałego równolegle po tej decyzji – z ZLP, co tworzy istotny kontekst całej sprawy Domu im J. Piłsudskiego? Ta nie zaczęła się przecież zaraz po uznaniu ciągłości Związku. Zaczęto od kwestionowania wszystkiego co się da i od blokady możliwości działania. Zaiste wielka to była troska kolejnych władz co do miejsca ważnego dla tradycji i myśli Marszałka

Czyż to nie wyjaśnia późniejszego tańca prawnych wygibasów ?

Nikt w nich szybko się nie połapie – lecz jedno jest pewne – nie wolno mówić o jakiejkolwiek uzurpacji i to Związku, w którym od początku byli – nie myśląc o tworzeniu czegoś innego – autentyczni Legioniści, który po przejęciu budynku – w miarę swych możliwości i z pomocą Polonii i Władz Rzeczpospolitej go przywracali do funkcjonalności. Konsekwentnie obcinane możliwości pozyskiwania środków - w tym nawet tych dochodów z parkingu i sklepu sportowego – rzeczywiście doprowadziły do zaległości płatniczych nawet za ogrzewanie To klasyka znana z wykurzania niechcianych lokatorów.

Tylko czy lokatorów?

W tekście omawianego artykułu można znaleźć i pomówienie. Muzeum jest, istnieje i wbrew temu co kłamliwe podaje Pan P. Rąpalski – zwiedza je każdy kto chce – tyle – że po wcześniejszym uprzedzeniu. Barierą jest tu tylko brak stałego dyżuru przewodnickiego. przewodnickiego – co zresztą funkcjonuje w wielu innych Muzeach z Collegium Maius na czele czy Muzeum Farmacji – o ile wiem.

Wbrew pomówieniu – w Muzeum na Oleandrach nie ma wyboru zwiedzających, co zostało bezpodstawnie zarzucone jego kierownictwu. Czym innym jest jednak – konieczna w dzisiejszych czasach, dbałość o ochronę zbiorów przed osobami już ukształtowanymi w atmosferze „miłości” generowanej przez szczujnię – podobnej do tej, która dała sprawę z Łodzi. Ta była drastyczna – ale – ton artykułów takich jak ten. powtarzających kalumnie bez sprawdzenia faktów – nakazuje myśleć i o takich sprawach.

Nie dziwię się też, że w tej sytuacji koniecznością jest rozmowa z dziennikarzem w obecności osób trzecich i nagraniem przebiegu rozmowy To nie to samo co sugeruje – znów kłamliwie – dziennikarz – piszący o odmowie rozmowy. Pofatygował się? Zobaczył? Nie, wie z góry . Rasowy reporter.

Sądzę, iż tym tekstem przybliżyłem problem – prawnie już tak zagmatwany, że ten splot już działa jak pętla, na której rządzący Krakowem z użyciem wszelkich dostępnych Im środków chcą po prostu zniszczyć samą ideę To twierdzę jest priorytet

A budynek – oczywiście też się przyda. Na co?

Deklarować można wszystko, lecz z tego, co do dnia dzisiejszego mamy podawane oficjalnie do wiadomości – nie ma jakoś w zamiarach i programie idei założycielskiej Domu poświęconego konkretnie czynowi legionowemu.

Choć ten jest tu fundamentem i czego usuwać się nie godzi. Bo dom nie był budowany dla innych celów i z funduszy składkowych. Inne jego przeznaczenie – to byłby po prostu rabunek donatorów.

Ciekaw jestem też, jak się czuli co i czy myśleli - wielcy oficjele w 100 – lecie Wymarszu Kadrówki, którzy w politycznej poprawności, jaką - jak wierzę - Im wciśnięto, przechodzili koło tego Domu odwracając głowy. Na Oleandrach – miejscu darowanym dawno temu, jeszcze przed wojną przez Miasto na konkretny cel i konkretnemu podmiotowi. Teraz nagle niby się Miastu odwidziało?

To ma być znów wina ZLP? Wina oszołomstwa osoby, jednej osoby? Pierwszego dopiero Komendanta ZLP , który nie jest oryginalnym legionistą.

W tej sprawie używano też niegdyś i tego wyjątkowo podłego argumentu, że ZLP rzekomo nie istnieje – bo już nie żyją Legioniści Fakt – czas Ich wykruszył, lecz gdyby przyjąć takie podejście – jaki byt prawny by się ostał i miał tradycję ponad jedno pokolenie? Wyjątkowo perfidne. Wszak do dziś widać jest aktualne proste powiedzenie Marszałka skierowane do konkretnego sortu polityków powołujących się, a jakże, na piękne ideały i dobro wspólne

To Wileńskie – lokalne – Wam kury szczać wyprowadzać - a nie politykę robić.

Czy Dom ulegnie zniszczeniu?

To nie zależy w żadnym razie od Tych, który dbają o myśl i pamięć czynu Marszałka a od tych, których będzie stać na rzetelny obrachunek z argumentami.

Tu powołam się na wspaniałą lekcję dbałości o dobro wspólne i o sprawiedliwość oraz prawdę – którą dał w swym inauguracyjnym wystąpieniu Marszałek Senior obecnego Sejmu. W zastosowanym w tych zapasach nelsonie, powinno ono dać dużo do myślenia. Ludziom – bo ani na Władze, ani na Sądy w dzisiejszym kształcie produkującym takie węzły – nie liczę. Najwyraźniej owo wystąpienie zadziałało na władze lokalne jako zachęta do akceleracji działań. By zdążyć z osiągnięciem celu Wystąpienie Marszałka Seniora, było aż nazbyt dobitne w powiedzeniu prawdy.

Na to mi wygląda, prasa najwyraźniej jest zupełnie niezależna.