Przy okazji poszerzenia programu 500+, 13tej emerytury i całej reszyt obietnic PiSu można zauważyć, że wcale nie dało to uniwersalnego poparcia tej partii. Głosy oburzenia na te propozycje są stale obecne i coraz głośniejsze. Nie są być może na tyle liczne by cokolwiek zmienić, ale wskazują na pewien problem, który PiSowi jak się zdaje - umyka. Bo to samo, co powoduje głosy oburzenia na "rozdawnictwo" powoduje że jednocześnie strajkiem grożą nauczyciele domagający się podwyżek.

PiSowi wydaje się, że rozdając pieniądze publiczne "przyklepie" sobie zwycięstwo w wyborach do UE oraz krajowych. Teoretycznie to sprytne, w praktyce jednak już niekoniecznie. To stary błąd powielany przez rządzących jak daleko tylko sięga historia - kupowanie wpływów i poparcia minimalnym kosztem, celując w grupy które chcemy skaptować. 

Kiedy Francja wtaczała się w oświecenie jej władcy od stuleci dążyli do zwiększenia cenralizacji władzy. Centralizację tą jednak osiągnęli w sposób, który ich upragnioną władzę absolutną ograniczył. W praktyce bowiem król nie był w stanie przeprowadzić skutecznie niemal żadnej zmiany w państwie i był pozbawiony grosu dochodów. Jak to możliwe? 

Królowie Francji by uzyskać potrzebne wpływy aby stać się "słońcem" musieli coś odpalać "planetom" by się na to zgodziły.W praktyce królowie rozdali więc ogromną część swoich perogatyw przeróżnym grupom, jednostkom i instytucjom. Po kilku stuleciach tego każdy urząd był poza zasięgiem króla, podobnie jak polityka podatkowa; wszystko było zdecentralizowane, pofragmentowane i niesterowne. Mimo, iż władza polityczna skupiona została w rękach króla to jej zakres był dosyć mikry. By uzyskać pozwolenie na jej arbitralność, król oddawał jej kawałki, tak więc stopień jego władzy się zwiększał ale kosztem jej zakresu. Francja, choć teoretycznie absolutystyczna, w praktyce byla kompletnie niezborna. Było to państwo, które... istniało tylko teoretycznie. 

W rezultacie tego wybuchła w końcu rewolucja francuska. To co wygadywano na jej temat w PRLu to są kompletne i wierutne bzdury, nie były to żaden bunt wyzyskiwanego chłopstwa ani sprytnego mieszczaństwa. To był bunt każdej warstwy społecznej. Z jednej strony przeciwko władzy centralnej, a z drugiej przeciwko kretyńskiemu systemowi przez nią firmowanemu, który bez ładu i składu dzielił wszystkich na grupy uprzywilejowane i dyskryminowane, przy czym każdy był jednocześnie i jednym i drugim w zależności od sytuacji. Stulecia zmierzania do absolutyzu nałożyły się na feudalizm, dając to jako rezultat. Dokuczał brak merytokracji czy konieczność nieustannego pytania się o pozwolenie każdego o wszystko. Dokuczało to zarówno klerowi, arystokracji jak i chłopstwu. W pierwszej fazie rewolucji wkurzenie na ten głupi jak stado gwoździ bez łepków system wyraziło się w zniesieniu wszystkich przywilejów, podziału na stany, odblokowaniu zawodów, uwolnieniu umów i zaprowadzeniu równości podatkowej wszystkich obywateli. Potem poszło już w odwrotną stronę, ale to inna historia, bo jak się leje krew to niekoniecznie wszystko kończy się tak, jak zaczyna. 

Tym, co wywołało rewolucję francuską było nierówne traktowanie ludzi, dzielenie ich, rozdawanie fruktów każdemu na zasadzie przekupstwa. "Zgódź się by poprzeć moje dążenia to dam ci X". Wszystkie te przywileje nakładały się przez wiele stuleci, tworząc absurdalny gąszcz krępujacy w idiotyczny sposob każdą inicjatywę ludzką - króla także. Zidiocenie było domeną państwa francuskiego, a jego kosztem - miliony ludzi żyjących w niewypowiedzianej biedzie. Wystarczyła seria gorszych zbiorów, by zdesperowani tą sytuacją ludzie wzięli sprawy w swoje ręce.   

Emocje ludzkie nie biorą się znikąd, i nie są czymś przeciwnym do racjonalności, ale jej częścią. Są skrótem, który natura w toku ewolucji wdrukowała w ludzką psychikę. Gdybyśmy zastanawiali się nad każdym aspektem naszych działań, kalkulując i rozważając - nigdy nie przeżylibyśmy więcej niż kilka dni. To niewydajny sposób podejmowania decyzji. Ekonomiści nazywają ten problem kosztami transakcyjnymi. Emocje zaś od razu informuja nas, że coś jest dobre lub że coś jest nie takie jak powinno. Minusem jednak emocji jest to, że bardzo trudno jest nam je zrozumieć, i nie jest jasne dlaczego decydujemy się na ich podstawie zrobić coś tak a nie inaczej. Rozgryzaniem tego problemu zajmuje się psychologia i nauki pokrewne. Nam wystarczy tu wskazać, że emocje są generowane przez realne problemy, i służą ich rozwiązaniu, ale nie zawsze człowiek im poddany jest w stanie naprawdę wyjaśnić, dlaczego uważa to, co uważa. Zamiast tego racjonalizuje uczucia. Przeważnie jednak zachowuje się w dany sposób z zupełnie innego powodu niż ten, który racjonalnie ogłasza. Robimy to stale i nieświadomie, wychodzi to z natury skrótu, jakim dla umysłu są emocje. Rozgryzienie zachowań ludzkich, które są w wiekszości powodowane emocjami - jest niesamowicie trudne. Ale nie niemożliwe. 

Rewolucja francuska i to co widzimy dzisiaj jeśli chodzi o reakcje na programy PiS ma wspólny ze sobą mianownik: nierówne traktowanie ludzi oraz emocjonalne reakcje tychże na takie traktowanie.  

PiS jest jak królowie Francji - by utrzymać się u władzy myśli, że w sprytny sposób kupi sobie głosy poparcia. Problem w tym, że PiS, podobnie jak król - nie ma nic. Bo przecież nie ma żadnej wielkiej skrzyni z odziedziczonymi pieniędzmi. PiS tak jak królowie Francji ma jednak władzę polityczną, czyli tworzenia norm dla społeczności, a ta daje możliwość przekierowywania przywilejów i zasobów z jednej kieszeni do drugiej. 

I tu właśnie jest pies pogrzebany. "Z jednej kieszeni do drugiej". By komuś dać, trzeba komuś innemu zabrać. Można to sobie nazywać jak się chce, argumentować że to strategicznie zaplanowane, że chodzi o rozwiązanie problemu z demografią czy czymkolwiek innym, eksperci mogą sie zgadzać że to ma sens i powinno się udać - ale to nie ma znaczenia bo nie o to chodzi. Gatunek ludzki bardzo ale to bardzo nie lubi bycia traktowanym nierówno. 

Nasze mózgi, a wraz z nimi emocje i zdolność do współpracy społecznej ewoluowały tak jak każda inna część ciała i jego produkt. Nie jesteśmy jedynym organizmem który ma skomplikowane zachowania społeczne. Nasi małpi krewni też je mają. Badania nad ich zachowaniami pozwalają zrozumieć jak daleko sięgaja ewolucyjne korzenie naszych zachowań i jak bardzo są niezależne od naszej o nich opinii. Gdy badano zachowania szympansów próbując nauczyć je wykonywania prostych czynności w zamian za jedzenie wszystko działało świetnie doputy, dopóki każdy szympans otrzymywał to samo jako nagrodę. W momencie gdy badacze pokazali małpom, które za wykonanie zadania dostawały kawałek ogórka, że inne otrzymują owoce - ta pierwsze zbuntowały się i zaczęły tymi ogórkami ciskać na lewo i prawo, odmawiając robienia czegokolwiek. Ogórek nadal smakował tak samo i był tak samo pożywny, mimo to układ "rypsnął się" w wyniku poczucia niesprawiedliwości. "Skoro oni dostają owoce, dlaczego nam wciskacie ogórki?!" 

Dokładnie tym właśnie są obecne jadowite słowa o "rozdawnictwie" czy problem z protestującymi nauczycielami. Jest nieuchronne, że ktoś podniesie ręke i powie: chwileczke, a dlaczego ja nie mogę dostać podwyżki? Gdzie jest kąsek dla mnie? Dlaczego oni dostają owoce a ja ogórki? 

Z jednej strony więc mamy ludzi których szlag trafia, bo "zabieracie mi kasę i dajecie komuś innemu. Wy świnie!", a z drugiej "dajecie kasę tamtym, a nam nie... Wy świnie!". I jedno i drugie ma podłoże w tym samym i jest emocjonalna reakcją na dokładnie ten sam problem. Tylko, że u jednych ludzi zapali się lampka "daj" a innym "wara ode mnie!". I jednych i drugich jednak napędza zawiść, która jest spowodowana...niesprawiedliwym traktowaniem. 

I nie ma tu znaczenia że dany program może być powodowany chęcią pomocy innym, że nie stać nas na większą chojność, że odblokowuje to jakieś strategiczne możliwości. Bo efektem i tak jest niesprawiedliwość. Kogo to obchodzi, że dzieci urodziło się w Polsce dzięki 500 plus więcej? Że spadła bieda? Nikogo. Tak samo jak nikogo w Francji przedrewolucyjnej nie obchodziło, że poprzednia dekada była rekordowa jeśli chodzi o wzrost. Kompletnie to nie miało znaczenia, bo najważniejsze było to, że ludzie byli arbitralnie traktowani w zupełnie różny sposób. Jednemu tak a drugiemu tak. Tobie ogórek a jemu owoc. I ludzie zaczęli ciskać ogórkami w rozdającego.  

Jeśli PiS chce naprawdę zdobyć popularność i naprawdę wygrać wybory, a nie trząść tyłkiem ze strachu czy "manewr z kasą się uda", to powinien wziąść sobie to do serca. Tak jak każda inna władza. Chcesz ją utrzymać? Traktuj ludzi sprawiedliwie. A więc jak chcesz rozdać kasę - która nie jest twoja, tylko narodu - to rozdaj WSZYSTKIM i to TAK SAMO. Chcesz rozdać 30 miliardów złotych? Rozdaj wszystkim obywatelom tak samo. Chesz podwyższyć jakieś podatki? Podwyż wszystkim tak samo. Masz 20 miliardów na obniżki? Obniż wszsystkim tak samo. Nie "komuś". Nie "najbardziej potrzebującym" Nie "firmom innowacyjnym" Wszystkim.  

Tym co wyniosło PiS do władzy w 2015 roku jest właśnie to: uznanie godności człowieka. PiS wygrał wtedy nie dlatego, bo faktycznie miał coś do zaoferowania i ludzie w to uwierzyli, ale dlatego bo zagrał (świadomie lub nie) na emocji poniżenia, jakie Polacy odczuwali coraz bardziej powszechnie w wyniku rządów PO. Rosło odczucie, że dostajemy ogórki, podczas gdy oni żrą owoce. To dlatego sławetne "ośmiorniczki" tak bardzo skupiały zanitersowanie opinii publicznej, nie zaś abstrakcyjne afery korupcyjne. Te stały się ważne dopiero po "ośmiorniczkach". Ludzie czuli się poniżeni przez poprzednią władzę. Więc wybrali kogoś, kto w odwecie poniży ją (PiS był unawany za niegodnego w oczach PO, przegrana z kimś niegodnym jest poniżająca). 

  •  

Ale tym, co ludzi oburzyło nie były "przywileje" władzy. Ani korupcja. Korupcja nikogo nie obchodzi jeśli wszyscy żrą ogórki, albo dostają owoce. Zaczyna wnerwiać gdy jedni dostają co innego niż drudzy. Ale PiSowi się wydaje, że wyniosła ich do władzy obietnica walki z korupcją i nie widzą, że popełniają ten sam błąd co PO. Nie ma znaczenia, że nie zgarniają owoców dla siebie. Chodzi o fakt, że nadal jedni dostają co innego niż drudzy. 

A sprawiedliwość to układ z rodzaju wszystko albo nic. Albo jest głos wyborczy albo go nie ma. Albo wszyscy jesteśmy takimi samymi obywatelami albo nie. Albo jesteśmy przez państwo traktowani tak samo albo nie. Albo wszyscy dostają ogórki albo owoce. 

Dlatego należałoby wprowadzić tą zasadę do konstytucji. Jak rząd chce rozdać pieniądze z budżetu to musi rozdać każdemu obywatelowi w taki sam sposób w tym samym czasie. Jeśli chce obniżyć podatki lub je podwyższyć, musi to zrobić wszystkim obywatelom w taki sam sposób w tym samym czasie. Dostawaliście 100 złotych socjalu na miesiąc? Teraz rząd chce podwyższyć? OK, ale musi podwyższyć wszystkim w taki sam sposób do tego samego poziomu. Płaciliście 15% dochodów fiskusowi? Teraz rząd chce podwyższyć? Ok, ale nie może wybrać sobie docelowej grupy która będzie płacić więcej, podwyższyć musi wszystkim. A, chce obniżyć? Świetnie, ale nie może sobie wybrać że tylko bogatym czy tylko biednym - musi obniżyć wszystkim o tyle samo. 

I skończy się wtedy babci sranie z absurdami, będą takie same zasady dla wszystkich na wskroś całego państwa. I jakby PiS faktycznie był mądrzejszy od PO, to by postępował wedle tego schematu, zamiast tego kombinuje komu dać i ile tak, by dać jak najmniej a głosy żeby spłynęły do urny. Tak się nie da. PO też tak kombinowało, tak samo jak każda inna władza. Efektem ich postępowań jest to, że władzy i tak nie mają, a feudalny burdel prowadzący do rewolucji i ścięcia króla rośnie. Prezydent Francji elegancko się o tym ostatnio przekonał. I nie ma żadnego znaczenia że próbował zreformować kraj na lepsze, to właśnie reforma wkurzyła ludzi bo Macronik chciał to zrobić "inteligentnie" czyli tu uszczknąć, tam popchnąć. Tak się nie da. Czy jesteś królem Francji czy przedstawicielem stanów generalnych - musisz myśleć na sposób rewolucyjny. 

Wszystko won. Wszystko równo.  

Sulfur.

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 25 marca 2019r

  •  
  •  
Pin It