Witold Bańka to jedyny minister, który po czterech latach rządów PiS-u może mieć poczucie dobrze wykonanego zadania.

Mijająca kadencja rządów Prawa i Sprawiedliwości upłynęła pod znakiem partyjnych wojenek, wzajemnych oskarżeń o psucie demokracji z jednej strony i o reprezentowanie obcych interesów z drugiej. Podczas tych groteskowych wydarzeń, przeplatanych większymi i mniejszymi aferami, jeden z resortów pracował w ciszy, robił swoje i wychylał się tylko wtedy, gdy chciał się pochwalić kolejnym sukcesem. Mowa o Ministerstwie Sportu i Turystyki (MSiT) – największym (pozytywnym) zaskoczeniu minionych czterech lat. Powołanie na szefa tego resortu Witolda Bańki było strzałem w dziesiątkę. Dzięki jego reformom wiele obszarów polskiego sportu przeszło prawdziwą rewolucję.

Tam, gdzie brakowało pieniędzy, zostały skierowane dodatkowe środki. Tam, gdzie panoszyła się patologia i korupcja, odcięto kroplówkę z państwową kasą.

Program Team 100
Jednym z największych sukcesów Witolda Bańki było skierowanie strumienia z państwową kasą na odpowiednie tory. Jego poprzednicy z PO i PSL przekazywali pieniądze do poszczególnych związków sportowych, nie interesując się zbytnio tym, w jaki sposób zostaną one później wykorzystane. Jak powszechnie wiadomo, większość polskich związków sportowych to siedlisko wszelakiej patologii, począwszy od korupcji, skończywszy na skandalach obyczajowych. Działacze w nich zasiadający to zazwyczaj osoby niemające żadnej wizji co do rozwoju dyscyplin, które reprezentują. Zamiast jednak reformować same związki, Bańka odebrał im kasę, sprawiając, że obecnie środki z budżetu państwa płyną bezpośrednio na konta poszczególnych sportowców, wyróżniających się w swoich konkurencjach i mających realną szansę na międzynarodowy sukces. Udało się to osiągnąć za sprawą programu Team 100, w którym 250 sportowców dyscyplin olimpijskich oraz paraolimpijskich w wieku od 18 do 23 lat, wytypowanych przez ekspertów z Instytutu Sportu, otrzymuje roczne stypendium w kwocie 40 tys. zł od Polskiej Fundacji Narodowej (czyli de facto od państwowych spółek).

„Chcemy sprawdzić skuteczność modelu, który eliminuje zbędnych pośredników w dystrybucji środków i nauczyć młodych zawodników efektywnego inwestowania we własną karierę” – wyjaśniał Witold Bańka. Celem tego programu – jak czytamy na stronach MsiT – jest również wsparcie w dziedzinach pozasportowych, związanych z edukacją oraz podnoszeniem kwalifikacji zawodowych. Dzięki programowi Team 100 resortowi udało się zatem upiec jednocześnie dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony skorzystali na tym sami sportowcy, z drugiej zaś bezpośrednie dofinansowanie zawodników pozwoliło na ominięcie związków sportowych jako pośredników w redystrybucji państwowych pieniędzy. W ten sposób niektóre federacje zostały zupełnie zmarginalizowane (hokej, kolarstwo, curling), co błyskawicznie przełożyło się na poprawę atmosfery wśród sportowców oraz ich trenerów, dotychczas uzależnionych od decyzji niekompetentnych działaczy, nierzadko piastujących swoje stanowiska od wielu lat. Już pierwsze miesiące funkcjonowania Team 100 pokazały, że wprowadzenie tego programu było krokiem w dobrą stronę. Na stronie Instytutu Sportu znajdziemy listę kilkudziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy odnieśli sukcesy na arenie międzynarodowej. Przykłady? Aż pięcioro uczestników Team 100 wywalczyło medale podczas mistrzostw Europy 2017 r. w kolarstwie torowym, rozegranych w Berlinie. Niespełna rok później 18-letnia panczenistka Karolina Bosiek zajęła drugie miejsce w biegu masowym rozegranym podczas mistrzostw świata juniorów w Salt Lake City. W tym samym okresie 20-letni Szymon Sajnok, dzięki wsparciu z Team 100, mógł profesjonalnie przygotować się do mistrzostw świata w kolarstwie torowym w holenderskim Apeldoorn, na których zdobył złoto.

Wygrana wojna z PZKol-em
Symbolem tej pozytywnej zmiany jest sposób, w jaki resort sportu rozprawił się z Polskim Związkiem Kolarstwa (PZKol), a więc jedną z najbardziej skompromitowanych organizacji w polskim sporcie, przez którą w ostatnich latach przetoczyło się szereg afer, łącznie z molestowaniem nieletnich zawodniczek oraz podawaniem im dopingu. Udało się to osiągnąć dzięki wspomnianemu programowi Team 100 oraz specjalnemu projektowi dofinansowania szkolenia najlepszych kolarzy, funkcjonującym pod nazwą „MSiT – MTB, SZOSA i TOR”, w ramach którego łączna kwota wsparcia wyniosła w zeszłym roku 4 mln zł. Jak czytamy na stronach resortu sportu, program ten ma zapewnić pomoc finansową „z pominięciem niewydolnego organizacyjnie i finansowo Polskiego Związku Kolarskiego”. Dodatkową zasługą Bańki było skutecznie wymuszenie zmian w zarządzie PZKol-u. Gdyby nie jego naciski w związku nadal zasiadaliby działacze ze starego rozdania, umoczeni po uszy w skandale o charakterze korupcyjno-obyczajowym, które zostały ujawnione w połowie 2017 r. Nie oznacza to jednak, że Bańka rozprawił się ze wszystkimi problemami polskiego kolarstwa. Związek wciąż boryka się z wielomilionowymi długami, komornikiem na karku oraz fatalnym pijarem, który odstrasza potencjalnych sponsorów. Pomimo wymiany całego zarządu i rzekomego „nowego otwarcia” minister nie zamierza przeznaczyć ani złotówki na pomoc dla PZKol-u.
„Tym ludziom nie powinno się powierzać składek na komitet rodzicielski w szkole, a co dopiero zarządzania taką instytucją” – stwierdził pod koniec września br. szef resortu sportu w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Sukces nr 4: akademie piłkarskie
Kolejną zasługą resortu sportu było uruchomienie, wspólnie z Polskim Związkiem Piłki Nożnej ( PZPN), programu certyfikacji akademii piłkarskich, którego głównym celem jest przeznaczenie publicznych pieniędzy na profesjonalne szkolenie następców Roberta Lewandowskiego i spółki. Program ten jest efektem trwającej kilkanaście miesięcy dyskusji w trójkącie: ministerstwo sportu, resort finansów oraz PZPN. Najpierw MF dało zielone światło na skierowanie 130 mln zł na akademie, później minister Bańka dogadał się ze Zbigniewem Bońkiem co do szczegółów programu. Finał tego procesu nastąpił w połowie br., gdy związek ogłosił, że w następnym roku do szkółek i akademii trafi 35 mln zł, a w kolejnych dwóch latach odpowiednio: 45 oraz 50 mln zł. Dzięki temu ośrodki spełniające określone kryteria (np. w zakresie kwalifikacji trenerów oraz jakości infrastruktury sportowej) otrzymają określoną sumę na szkolenie dzieci w wieku od 6 do 13 lat. Pierwsze certyfikaty zostały przyznane we wrześniu i będą obowiązywały przez dwa sezony piłkarskie, czyli do czerwca 2021 r. Po tym okresie ruszy kolejna tura naborów do programu. Mimo iż jego perspektywa sięga tylko trzech lat, to minister Bańka zapowiedział, że rząd jest otwarty na kontynuowanie tego projektu.

Sukces nr 5: Wsparcie dla niepełnosprawnych
W ostatnich czterech latach resort sportu nie szczędził również publicznych pieniędzy na paraolimpijczyków, którzy za poprzednich rządów często musieli organizować publiczne zbiórki, żeby wyjechać na igrzyska olimpijskie. Za sprawą nacisków ministra Bańki w 2018 r. rząd znalazł ok. 60 mln zł na sportowców z niepełnosprawnościami, z czego 40 mln zł przeznaczono na dyscypliny wyczynowe, pozostałe 19 mln zł zaś na sport powszechny. Ułatwiono również procedurę składania wniosków o stypendium, co automatycznie przełożyło się na wzrost liczby stypendystów do ponad trzystu. Przełom w tej sprawie nastąpił w 2017 r., kiedy minister Bańka zmienił rozporządzenie MSiT, które wcześniej uzależniało przyznawanie stypendiów od absurdalnych kryteriów, jak chociażby od ilości zawodników startujących w określonej konkurencji. Ofiarą tych przepisów padła m.in. Renata Kałuża, która pomimo zdobycia złotego medalu na mistrzostwach świata w 2014 r. w parakolarstwie, decyzją ówczesnego szefa resortu Andrzeja Biernata nie otrzymała stypendium, ponieważ w jej konkurencji wystartowało za mało zawodniczek. Nawet Naczelny Sąd Administracyjny nie miał wątpliwości, że „rozporządzenie MSiT w sprawie stypendiów sportowych dla członków kadr narodowej jest dyskryminujące zawodników niepełnosprawnych”. Mimo iż problem ten był znany od wielu lat, dopiero minister Bańka zajął się nim na poważnie.
„Traktujemy na równi sportowców pełnosprawnych i tych z niepełnosprawnościami. Reguły są takie same. To pokazuje, że podchodzimy do tego z wielką powagą i wielkim szacunkiem” – podsumował kilka miesięcy temu swoją politykę względem dyscyplin paraolimpijskich.

Tekst ukazał się na łamach Gazety Finansowej w dniu 10 października 2019r

Pin It