Zrzucenie winy na pilotów było potrzebne, żeby Bronisław Komorowski, rząd Ewy Kopacz oraz PO mogli straszyć wyborców wojną z Rosją, jeśli Andrzej Duda i PiS wygrają wybory. Przedstawienie odegrane przez prokuraturę wojskową nie jest przypadkowe ani co do terminu, ani treści, ani tego, co tak naprawdę ten teatr oznacza. Winni są polscy piloci, ale żeby takie uzasadnienie nie wyglądało jako sformułowane absolutnie na rympał, do aktu oskarżenia dołączono jeszcze zarzuty wobec dwóch rosyjskich kontrolerów.

Samym przedstawieniem zajmuje się już dostatecznie wiele osób, także na portalu wPolityce.pl, dlatego mnie interesuje szerszy kontekst teatru odegranego przez prokuraturę. Formalnie niezależną oczywiście od władzy wykonawczej, ale takimi dowcipami jak niezależność wojskowej prokuratury nawet nie warto się zajmować.

Szerszy kontekst odegranego spektaklu to straszenie wojną z Rosją. Dodajmy, cyniczne, kłamliwe i nastawione na wyborczy zysk straszenie wojną. Tyle że Polacy realnie się tego boją, więc wojenna histeria się nakręca, ale to dla rządzących nie ma żadnego znaczenia. Ważny jest dla nich cel i dlatego ta histeria jest eskalowana. Prokuratura odegrała tę część przedstawienia, w której tragedia smoleńska obarcza Rosjan w minimalnym stopniu, w dodatku nieistotnym. Ot, dziadostwo i brak profesjonalizmu dwóch ludzi na wieży kontroli lotów, a właściwie w szopie przystosowanej do tej funkcji. Czyli nie ma żadnej zasadniczej winy Rosjan, dlatego wszelkie szersze hipotezy, łącznie z hipotezą zamachu, są nieodpowiedzialne. W dodatku są działaniem, które jątrzy i pcha do wojny z Rosją.

Kluczem do tego, co się ostatnio dzieje, a co ma jakikolwiek związek z bezpieczeństwem Polski jest straszenie wojną z Rosją w kontekście kampanii wyborczej. Z licznych badań opinii wynika, że Polacy bardzo poważnie obawiają się agresji Putina na nasz kraj. A Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz (a wcześniej robił to Donald Tusk) i PO straszą zwykłych Polaków, że wojna, owszem, jest realna, ale tylko wtedy, gdy do władzy dojdzie PiS, a Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie. Bronisław Komorowski oraz Platforma Obywatelska są po prostu gwarantami pokoju z Rosją, nawet jeśli Putin prowadzi wojnę na Ukrainie, co zagraża też Polsce. Ale do wojny nie dojdzie, jeśli Komorowski zostanie wybrany na drugą kadencję i PO wygra wybory parlamentarne, a przynajmniej będzie w stanie stworzyć koalicję utrzymującą ją u władzy.

PiS prze do wojny z Rosją - niedawno otwarcie stwierdziła to premier Ewa Kopacz. Powodów podaje się wiele, a jednym z nich jest zemsta za Smoleńsk. Teatr w wydaniu prokuratury wojskowej nieprzypadkowo został odegrany w sercu kampanii prezydenckiej. Chodziło o to, żeby Bronisław Komorowski, rząd i PO mogły to wykorzystać w straszeniu wojną z Rosją. Komunikat jest taki: nie ma żadnego obiektywnego powodu do zaostrzania relacji z Rosją, a PiS będzie to mimo wszystko robiło, bo jest opętane hipotezą zamachu. I wskutek tego opętania doprowadzi do wojny z Rosją. Wniosek: za żadne skarby nie wolno dopuścić do wygranej Andrzeja Dudy, a potem PiS, bo to oznacza wojnę.

I obecny prezydent, i rząd, i PO mają gdzieś to, że ich strategia straszenia wojną, gdyby wygrał Duda i PiS doszło do władzy, jest totalną bzdurą. Że jest tak ordynarnym „przegięciem”, iż obraża zdrowy rozsądek. Że ta strategia jest absolutnie niemoralna, bo ludzie realnie się boją. I wielu zastanawia się nad emigracją, przeniesieniem oszczędności w bezpieczne miejsce, ocaleniem dorobku życia. Wielu Polaków myśli i mówi o wojnie, bo strach jest prawdziwy, a przeciętni ludzie nie orientują się w rzeczywistej skali zagrożenia. Mało tego, przeciętni ludzie nie przypuszczają, że władza PO oraz prezydent Komorowski mogliby być tak cyniczni i zdemoralizowani, że straszenie wojną jest im potrzebne wyłącznie w kampanii wyborczej.

Realnie prezydent Komorowski i rząd PO nie robią nic, aby poprawić bezpieczeństwo Polaków czy pozytywnie ich mobilizować na rzecz obronności. Ale nie o to chodzi, lecz wyłącznie o wybory, co jest niewyobrażalnie obrzydliwe moralnie. Ale to jeszcze byłoby pół biedy. Najgorsze jest to, że igra się losem milionów Polaków, wpływa na ich plany i wybory życiowe. Tylko dlatego, że takie są potrzeby kampanii wyborczej. Przy okazji przykrywa się rzeczywiste winy Bronisława Komorowskiego. Donalda Tuska, Ewy Kopacz, Radosława Sikorskiego. Bogdana Klicha i innych polityków PO, którzy bezpośrednio i bardzo konkretnie odpowiadają za rozzuchwalenie Putina i jego kolejne agresywne posunięcia. Bo gdyby nie bratali się z Putinem po smoleńskiej tragedii, nie robili farsy pojednania i nie oddawali w ręce rosyjskiego dyktatora wszystkich narzędzi dochodzenia do prawdy, obecny prezydent Rosji miałby znacznie trudniej.

To politycy PO odpowiadają za niebywałe obniżenie rangi wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu osobistości 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu, co w prosty sposób wpłynęło na bezpieczeństwo tej wizyty. To oni odpowiadają za dogadywanie się z władzami obcego państwa przeciw własnemu prezydentowi. To oni odpowiadają za katastrofę śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej, w tym katastrofę spowodowana nieudolnością wojskowej prokuratury albo jej działaniem zgodnym z życzeniami rządzących. Nie dziwi, że po pięciu latach beznadziejnego i składającego się z samych błędów oraz zaniechań postępowania, prokuratura przyjmuje wersję, która te koszmarne błędy przykrywa. Metoda przykrywkowa ma zresztą znacznie szersze zastosowanie. To wszystko, w czym zawinili w polityce bezpieczeństwa, w tym w polityce wobec Rosji, prezydent Komorowski, rządy PO i cała ta partia musi zostać czymś przykryte. A najlepiej można to przykryć uderzając z grubej rury, czyli strasząc wojną z Rosją, jaką ma rozpętać PiS. Udział wojskowej prokuratury w tym obrzydliwym cyrku nie dziwi, choć jest absolutnie nie do przyjęcia.

Tekst ukazał się na portalu:wPolityce 27 marca 2015r