Za rządów Donalda Tuska Kancelaria Premiera wydała setki tysięcy złotych na luksusowe alkohole i gadżety. Jakby tego było mało, z Kancelarii ukradziono 416 sztuk mebli i 43 komputery. Rozrzutność połączona ze zwykłym złodziejstwem okazała się najlepszym podsumowaniem 8-letnich rządów PO. A pieniądze podatników „tajną kasą zapomogową Platformy” do realizowania absurdalnych zachcianek i wspomagania zaprzyjaźnionych firm.

W ubiegłym tygodniu mogliśmy poznać szczegóły związane z wynikami przeprowadzonego audytu wydatków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) w czasach gdy premierami byli Donald Tusk i Ewa Kopacz. Jak wyliczyli audytorzy, Tusk i Kopacz wydali z budżetu KPRM prawie 755 tys. złotych. Tylko w roku 2015 r. zakupiono m.in. 200 filiżanek porcelanowych za 37 tys. zł, 700 kubków z logo KPRM za 6 tys. zł, 81 sztuk wyrobów galanterii skórzanej za 11 tys. zł. Wśród zakupionych rzeczy były też etui na dokumenty, paski i portfele. Zakupów dokonywano nawet pomimo tego, że były one całkowicie zbędne. Oto bowiem okazało się, że na dzień 1 stycznia 2015 r. w magazynie KPRM podobnych „gadżetów” było całe mnóstwo – aż 5563 sztuki, a ich łączna wartość szacowana była na ponad 550 tys. zł. Nikomu to jednak nie przeszkadzało, aby dokonać zakupu kolejnych 5960 sztuk tego rodzaju „upominków”, których wartość wyniosła 205,5 tys. zł.

Ale nie tylko kupowano całkowicie zbędne „gadżety” z pieniędzy Kancelarii. Jak ustalili audytorzy, z magazynu KPRM ginęły bardziej wartościowe rzeczy. Okazało się bowiem, że w lipcu 2013 r. zginęły 4 sztuki dobrej klasy sprzętu fotograficznego, natomiast w maju 2014 r. zniknęło 416 sztuk mebli i 43 komputery. Audytorzy nie zdołali jednak ustalić, kto je „zsocjalizował”. Tak naprawdę, wyniki audytu w KPRM nie różnią się wiele od wyników audytu w Kancelarii Prezydenta, z której w czasach Bronisława Komorowskiego również ginęły aparaty, laptopy, ale także czajniki i zastawy obiadowe. To dobrze pokazuje, jak w czasach rządów PO traktowano publiczne pieniądze.

Luksusy za nasze pieniądze

Początkowo drogie garnitury, wina i kolacje fundował Tuskowi Mirosław Drzewiecki, który w 2007 r., gdy PO wygrała wybory, został ministrem sportu w jego rządzie. Jednak gdy w październiku 2009 r. wybuchła afera hazardowa, kariera Drzewieckiego w rządzie dobiegła końca i został on przez Tuska zdymisjonowany, popadając coraz bardziej w polityczny niebyt. Rozżalony Drzewiecki w jednej ze swoich telefonicznych rozmów uwiecznionych przez CBA, wyrzucił wówczas z siebie swoje żale do Tuska słowami: To ja mu k… załatwiałem, przynosiłem pieniądze walizkami, ja go k… ubierałem, poiłem winem, a on mnie wywala, to sk…n!. Gdy zabrakło Mira Drzewieckiego w rządzie, Tusk zaczął już bez żadnych zahamowań korzystać z pieniędzy, jakimi dysponowała jego Kancelaria, oczywiście wyłącznie na swoje osobiste potrzeby. Były wówczas drogie garnitury, alkohole, upominki dla przyjaciół i nie skąpiono pieniędzy na hotele i przeloty samolotem, które zawsze musiały być dla Tuska absolutnie z najwyższej półki. Tylko w 2013 r. na ekskluzywne ubrania i alkohole dla premiera wydano łącznie prawie 40 tys. złotych. Z kolei hotele, z których korzystał w 2013 r., kosztowały aż 115 tys. zł.

Ale luksusowe „towary” musieli zapewniać Tuskowi także i inni w jego rządzie. Przodował w tym ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski, który dokładał starań, aby jego szef miał wszystko „co potrzeba”. Z uwiecznionej przez kelnerów warszawskiej restauracji „Sowa i Przyjaciele” rozmowy Sikorskiego z ministrem finansów Janem Vincentem Rostowskim mogliśmy się dowiedzieć, że szef MSZ sprowadzał dla Tuska specjalną przesyłką dyplomatyczną luksusowe kubańskie cygara, które, jak się potem okazało, nie bardzo mu smakowały. We wspomnianej rozmowie mowa była również o zakupie ekskluzywnego Armagnaca rocznik 1957, który szef MSZ chciał nabyć tylko po to, aby wręczyć go Tuskowi na imieniny. Jednak do końca nie jest wiadome, kto za niego ostatecznie zapłacił. Ale jeśli szef MSZ płacił za kolacje z Rostowskim służbową kartą, to i zapewne za Armagnaca dla Tuska również nią zapłacił. Tusk lubił luksus i ten luksus musiał być mu dostarczany, gdy był premierem. Ale zawsze płacił za to polski podatnik!

Dzieci bez pieniędzy

Gdy Tusk był premierem, wiele razy mogliśmy usłyszeć z jego strony słowa o tym, że polski budżet nie ma pieniędzy, aby zaspakajać potrzeby Polaków. Takich wypowiedzi Tuska było naprawdę wiele w okresie jego rządów. Ale jedna z nich zasługuje na to, aby jeszcze raz ją przytoczyć, z uwagi na kontekst, w jakim padła. W marcu 2014 r. w gmachu sejmu doszło do protestu okupacyjnego opiekunów i rodziców niepełnosprawnych dzieci. Na ekranach telewizorów mogliśmy obserwować ich umęczone twarze. Domagali się wówczas od rządu przeniesienia świadczenia pielęgnacyjnego do ZUS i jego waloryzacji, zlikwidowania kryteriów do zasiłków rodzinnych, ponieważ, jak tłumaczyli, aż 80 proc. świadczeniobiorców w ogóle nie może otrzymać dodatku z tytułu rehabilitacji. Domagali się także od premiera szczególnej pomocy państwa w przypadku kiedy w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko niepełnosprawne. Chcieli również darmowych leków podtrzymujących życie i środków zapewniających pielęgnację dziecka niepełnosprawnego, bez kolejkowego dostępu do lekarzy specjalistów, a także bezpłatnych przejazdów z dzieckiem celem leczenia i diagnozowania w specjalistycznych klinikach i szpitalach. Postulowali, aby kwota zasiłku pielęgnacyjnego z 860 zł została podniesiona do 1680 zł. Z ust protestujących rodziców i opiekunów niepełnosprawnych dzieci w czasie spotkania z Tuskiem padały wówczas słowa, że przecież wielokrotnie obiecywał im załatwienie tego problemu. Jedna z kobiet dramatycznym głosem powiedziała wówczas: Jest pan kłamcą, panie premierze! Tusk z rozbrajającą nonszalancją, przed włączonymi kamerami odpowiedział wówczas, że nie ma pieniędzy na to, aby podnieść wysokość zasiłku pielęgnacyjnego do kwoty, jaką postulują protestujący. Była w tych słowach nie tylko jakaś trudna do zrozumienia niesprawiedliwość i krzywda, ale także niesamowita buta i arogancja oraz kompletne nieliczenie się z potrzebami ludzi, na co dzień dźwigających ogromny ciężar związany z losem niepełnosprawnych dzieci, za które są odpowiedzialni. Dzisiaj tamta wypowiedź Donalda Tuska, w zestawieniu z wynikami audytu przeprowadzonego w KPRM mówi znacznie więcej o charakterze byłego polskiego premiera.

 

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta 6 czerwca 2016r