Komuna mówiła o opozycji konstruktywnej – czyli swojakach z ustawki i o opozycji działającej na zlecenie CIA czyli sabotażystach – co kto woli. Schemat ten powtarzała ostatnimi laty postkomuna. Kto kochał Okrągły Stół i dokonany przy nim podział ról i co tu nie mówić - łupów oraz stref wpływów – ten był konstruktywny – a właściwie – postępowy. Ten kto pokazywał na czym ta zmiana warty polegała – zostawał oszołomem i moherem – wstecznikiem, hamulcowym postępu.

Postępu - dawniej – budowy nowego człowieka – teraz – też nowego, bo opartego o odrzucenie Boga, z krokiem dalej, w kierunku podejścia Gender i wolności mylonej z dowolnością ujętą w ramy poprawności politycznej. Pokazujący prawdę zostaje już może nie kryminalistą – ale na pewno ma być człowiekiem niegodnym poważnego słuchania i co ważniejsze rozważania podawanych informacji. To przydatne jako idealny parasol gwarantujący oswobodzenie rąk do tego, co dziś owocuje wysypem afer.

Teraz pamiętając owe etykietki, bywa, wstrzymujemy się od wskazywania niewłaściwych poczynań władzy, którą identyfikujemy jako naszą, tą akceptowaną, której propozycje zmian i ruchy idą w kierunku uznanym przez nas za zasadniczo dobry. Bo jak tu dostarczać paliwa destruktorom zmian. Niemniej, zaniechanie mówienia prawdy, wyrażania swego osądu, podawania argumentacji – nie ma innej możliwości - musi być liczne nie inaczej jak tylko zagłaskiwanie kota. Niestety na śmierć.

Rzeczywistością jest potężny atak wszystkich tych, dla których zmiana polityczna jest realnym zagrożeniem i to nie tylko biznesowym. Sprowadza się on do wiecznej i totalnej negacji, wybrzydzania, wyszydzania i ośmieszania każdego bez wyjątki czynu nowej ekipy. W tej sytuacji, wskazywanie na cokolwiek, co w subiektywnym oglądzie człowieka utożsamiającego się z ideą zmian, stanowi jednak jakąś dysfunkcję – musi być widziane jako pomoc w owej totalnej obstrukcji.

I tak źle i tak niedobrze.

Nie ulega wątpliwości. Wobec takiego stanu rzeczy – obowiązek szukania równowagi pomiędzy determinacją do prowadzenia remontu Państwa i życia społecznego z rzetelną, niezależną, a nastawioną pozytywnie - krytyczną analizą czynów rządzących, leży niestety po Ich stronie. To trudność, w której szczególnie, jak zawsze zresztą, odmowa wiedzy, na każdym szczeblu i w każdej sprawie, jest ważąca. Przeradza się w barierę. której pokonanie – to warunek sukcesu. Zachłyśnięcie się sukcesem – udławi. Pycha – zabije.

Niestety

Tym bardziej szukam odpowiedzi jak tu znaleźć równowagę, rozróżnienie, pomiędzy krytyką pomocną a krytykanctwem. Jak je rozróżnić, w jaki sposób reagować.

Zadałem sobie to pytanie szczególnie ostro po przeczytaniu tekstu Pana Pasierbiewicza „Sorry, ale PiS chce jak najszybciej oddać władzę” (Salon24 i www.krakowska.biz)

Z jednej strony mamy zostawioną przez poprzednie rządy – stajnię do sprzątania i to w każdej bez wyjątku dziedzinie. Nie wiadomo w co ręce włożyć. Na dodatek sprzątanie, to nie taka praca, na której wystarczy się skupić. Jak sobie powiedzieliśmy - gdzie i jak się da, działa opozycja totalna. Kij w szprychy i sławetna pompka S.Królaka to jedyne co precyzuje uwarunkowania oferowane przez opozycję. Kusi nie oglądanie się na nic i używanie miotły. Tak, lecz zauważmy, że na identyczne motywacje powoływali się rewolucjoniści każdej maści – co stawało się źródłem nieszczęścia. Nie tędy droga, której początki – wykonywane przyznajmy z konieczności – już niestety widać. To pośrednia, ale jednakm realizacja celu uprzejmie ich nazywając – opozycji.

Ślepota a właściwie zaślepienie pychą jest groźne podobnie jak motywacja – szef ma rację, a winne są jedynie wypaczenia.

Po tym wstępnie, mimo wszystko mam wciąż nadzieję, iż cały czas nie mówimy o zagrywkach wizerunkowych i faktycznie obowiązującej metodzie pracy opartej o odrzucanie wiedzy i informacji. Doświadczając równocześnie niestety objawów głuchoty w próbach docieraniem z rzeczową refleksją do Tych, którzy są lokalnymi decydentami, spróbuję jednak swoje powiedzieć.

Czy utożsamiam się w pełni z Panem Pasierbiewiczem? Niestety – w dużej części tak. Sytuacja jest na tyle groźna, że tym razem powrót starego może być trwały, a upadek w ludziach wiary co do rzetelności elit, zniszczy nie tylko tą ekipę, a społeczność jako wspólnotę. Jak ktoś tego nie widzi i jest głuchy na argumenty – nie jest godny wspierania. Pomagać można i należy komuś, kto tego chce choć troska o przyszłość jest nakazem. Najbliższą przyszłością, obok głównej, cynicznie postawionej i umacnianej barykady obrony tego co było, są na pewno wybory samorządowe. W sprawie pierwszej – to Trybunał Konstytucyjny. Świadectwem wagi tego problemu wcale nie są tylko wyczyny współczesnej targowicy i mrzonki Komisji Europejskiej co do jej legalności i sił sprawczej w tych kwestiach, ale i to, czym zajmował się ku swej społecznej hańbie – Zjazd Adwokatury. Nie ukrywajmy - uznanie za niegodne zajmowania się sprawą – wyczynów adwokatów w sprawach prywatyzacyjnych, uznanie wielkiej „wartości” zachowania Prezesa TK, Sędziego i polityka (czyżby adwokaci i tego na wszelki wypadek – nie zauważali?) w jednej osobie Pana Rzeplińskiego mówi wszystko o stanie tego zawodu. Nic dodać nic ująć i lata upłyną zanim odzyska on jakiekolwiek poważanie społeczne ponad widzenie ich roli jako papug.

Przykre ale prawdziwe.

Przyszłość słabo zależy od rządzących, lecz jak i KOD, z braku realnego poparcia społecznego ten odłam adwokatury powinien się wypalić. Nie z powodów, które sobie wyobraził prof. A.Strzembosz a z braku skuteczności – co pośrednio już może zależeć od rządzących. Chyba, że na utrzymanie status quo pójdzie duża, wiele większa, kasa. Jednak nie ma takiej kasy, która przy oporze społecznym i głosowaniu nogami by się nie skończyła.

O wiele ważniejszą bo bliższą a przyszłościową perspektywą są wybory samorządowe.

W tej sprawie głuchota i pycha zostaną srogo ukarane i to niebytem bo brakiem możliwości realizacji każdego ze słusznych posunięć.

O tej sprawie trudno mówić ogólnikami, a konkret – problem przybliży.

Pierwszym niech będzie przykład Krakowa.

Cokolwiek by nie mówić o ideowych (tak to nazwijmy) podstawach działań Pana Łukasza Gibały – to Jego punktowanie rządów J. Majchrowskiego trudno uznać za chybione. Osobiście, obok spraw gospodarowania mieniem, przeróżnych kontraktów i takich rzeczy jak infrastruktura – jako fundamentalne dla tego Miasta i jego roli, dodałbym do listy Pana Ł.Gibały traktowanie pojęć promocja (super bar i maket czy nośnik patriotyzmu i dziedzictwa) i wykorzystywanie własnego potencjału kulturowego i gospodarczego miasta. Pytam – gdzie w tych sprawach są ludzie z Klubu Radnych PiS?

Czy Pan Gibała – daje rozwiązania stawianych problemów? W sferze deklaracji – tak. Lecz realnie - czy jest w stanie (pomijając sfery, o których powyżej napisałem bo o nich praktycznie tak nie mówi) te deklaracje wypełnić? Nie sądzę. Czy ludzie to wiedzą? Duża niepewność. Liczba zebranych podpisów pod wnioskiem o referendum, nawet przyjmując potencjalnie możliwe ruchy przy zielonym stoliku – nie pozwala być tu pewnym.

Zgadnijmy możliwy scenariusz, po pogłębieniu się wśród ludzi oczekujących realnych zmian, zobojętnienia co do wpływu wyborów samorządowych na realia. Jaki może być też rezultat wyborów samorządowych w Krakowie? Tfu! Na psa urok

Drugi przykład, do którego - jak sądzę - znając bliżej realia mam jak sądzę podstawy sięgać. To przykład Dobczyc. Odnoszę wrażenie, że moje doświadczenie i obserwacje są godne zauważenia z punktu widzenia zbliżających się wyborów samorządowych.

Choć jestem mieszkańcem Krakowa, lecz od ponad 20 –tu lat jestem związany z wymienioną okolicą jako wręcz pół – mieszkaniec. Jeszcze w latach 90-tych podejmowałem z ramienia PKE i Fundacji „Ekorozwój” pewne działania lokalne związane ze staraniami o czystość Zbiornika, byłem naocznym świadkiem powstawania tam samorządu i w miarę upływu czasu utwierdzam się w swoim widzeniu, niewykorzystywania możliwości tych okolic i na techniki sprawowania tu władzy

Powiem wprost i dosadnie

Jeśli w tym terenie a/ nie zostanie zmienione podejście do uprawiania polityki lokalnej i b/ nie nastąpi realne zarysowanie postaw PiS – u w stosunku do – jak ludziom się dziś wydaje – wszechogarniającego porozumienia w interesach, nie rozróżniającego barw i deklaracji partyjnych c/ nie zostanie wyartykułowany pogląd o fikcyjności obecnie założonych podstaw rozwoju Gminy (a to dalszego dopływu pieniędzy Unijnych. udostępnienia zbiornika do celów rekreacji i turystyki, nacisku na rozwój działalności przemysłowej) I w związku z tym d / nie zostanie publicznie, głośno i prosto wyrażony inny od obecnie narzucanego propagandowo pogląd na możliwości podjęcia działań zaradczych, na realne problemy Gminy

To sukces wyborczy PiS w wyborach samorządowych uważam za poważnie zagrożony

Poza tym, co to znaczy sukces – gdy trwają koniunkturalne podchody w kierunku zbliżenia się do PiS, pieczołowicie wykonywane przez ludzi rządzących w terenie od lat z ramienia PO i mających solidne podstawy do obaw, co do zachowania stanu posiadania po wyborach. Czy PiS będzie rozsądnie odporny na te – w istocie przecież właśnie koniunkturalne - umizgi? One przecież grożą, nawet przy formalnej wygranej – faktycznym oddaniem władzy, w realizacji hasła „by było jak było” To też spore niebezpieczeństwo.

By nie być gołosłownym konkretnie w Myślenicach sytuacja wytworzona przez Burmistrza i Radę (PO) wokół tzw. Domu Greckiego, poprzez eliminację dobrze i w przemyślany sposób działającego a spełniającego inne kulturotwórcze funkcje Muzeum Regionalnego na rzecz powołania Muzeum Niepodległości, ma takie cechy. Nie ma miejsca na to by rzecz omawiać tu szczegółowo. Suma jest jednak taka, że na zderzeniu dwóch inicjatyw, z których każda jest godna przecież ze wszech miar poparcia – z tym że jedna istnieje a druga dopiero ma powstać, jest erygowany pozorny konflikt, a na jego zażegnaniu zbierze zasługi i zyska poparcie PiS –u, rządzący od lat układ rodem z PO. Politycznie rzecz widząc – klincz, na który nie powinien się nikt nabrać. Choć i uratowanie (bo i tym mówimy) cenionego Muzeum Regionalnego i założenie Muzeum Niepodległości są ważne i godne poparcia. Niech frukty tej gry, a pozornego konfliktu spadną po właściwej i czytelnej stronie. A nie by było jak było.

W omawianej tu ogólnie sprawie nie sposób nie poruszyć dowodu z doświadczenia – wzrostu w ostatnich latach poparcia dla postaw i bełkotu lewako-różowego. W tradycyjnie prawicowo nastawionym terenie ma on już posłuch. Dlaczego? Warto powiedzieć strukturom PiS – sprawdzam. To nie fikcja. Kraków jest już silnie opanowany retoryką lewacką. Tam dopiero to narasta. Kraków praktycznej lewicy - Miasto św. Jana Pawła II, w którym tereny umożliwiające rozwój Centrum Jego imienia i Sanktuarium Miłosierdzia mające zasięg kultu światowego – oddaje się na … pola golfowe. To nie żarty. Nie mówmy nawet o wierze a o biznesie.Czas do reakcji nie jest duży