Różne są drogi podejmowania przez wyborców decyzji na kogo oddać swój głos. Ci, którzy na bieżąco śledzą wydarzenia polityczne, nie mają zwykle z tym problemu i kierują się wcześniej ustalonymi preferencjami politycznymi. Wielu do końca się waha, zwłaszcza gdy w ich mniemaniu trzeba podjąć ryzyko i wybrać mniejsze zło, bo żaden wariant ich nie przekonuje, w każdym widzą głównie zagrożenia. Są też tacy, którzy głosują na złość innym i tacy, których bawi brak powagi, więc głosowaliby na małpę, gdyby znalazła się na liście kandydatów.

Większość próbuje jednak przemyśleć sprawy i podejmuje decyzje, wybierając taki wariant, który ich zdaniem najlepiej służy Polsce, a w konsekwencji także im samym przynosi korzyści. Nie zawsze dotychczasowa sytuacja pozwalała na jednoznaczne wyróżnienie takiego wariantu, ale tym razem tak jest w najbliższych prezydenckich wyborach, 28 czerwca 2020 roku.
Mieliśmy już raz do czynienia z tak jednoznaczną sytuacją. Było to w czerwcowych wyborach 1989 roku, gdy dla większości Polaków przekaz był prosty i jasny: trzeba odrzucić wszystkich kandydatów znienawidzonej władzy PRL. Odrzucono, a to, że wolę społeczeństwa całkowicie zignorowano, pozwoliło już wtedy patrzeć z wielką rezerwą na wszystko to, co potem nastąpiło.
Dzisiaj też wszystko jest jasne i przejrzyste, dlatego wynik wyborów pokaże prawdę, w jakiej jesteśmy kondycji jako Naród, czy zasługujemy na Polskę, czy nasza Ojczyzna jest dla nas jeszcze ważna. Dotąd podejmowanie decyzji wyborczych nie było oczywiste, bo to co działo się przez ćwierć wieku po 1989 roku było w znacznym stopniu zagmatwane, ogarnięte wątpliwościami, niejasnościami, a rozczarowania, których dostarczały działania wielu polityków utrudniały budowę zaufania do większości z nich. Dzisiaj jest całkiem inaczej, a pytania: „Czyja, i jaka będzie Polska?”, „Czy Polska w ogóle przetrwa?” stanęły w dramatycznej jednoznaczności. Nigdy wcześniej nie stanęliśmy w tak jasnej sytuacji, gdy głosem wyborczym będziemy decydować, czy Polska ma trwać i rozwijać się, czy ma w szybkim tempie zanikać. Każde dotychczasowe wybory w jakiejś mierze przyczyniały się do biegu spraw w jedną, lub w drugą stronę, ale nigdy nie było jaśniej, niż jest dzisiaj, a to oznacza, że 28 czerwca będzie dla Narodu momentem decyzji.
Nie ma potrzeby przywoływania szczegółowych argumentów, wystarczy porównać Polskę 2015 roku, z Polską, którą mamy teraz w roku 2020. W 2015 Polska w zasadzie dogorywała, a należałoby raczej powiedzieć, że naród dogorywał i tracił kontrolę nad tym, co się z nim dzieje. Bezsilni i spauperyzowani Polacy w swoim własnym kraju zostali wtłoczeni w neokolonialne realia, w których wzrost PKB w ogóle nie przekładał się na poprawę poziomu życia. Polacy coraz ciężej pracowali, a dochody były z kraju wyprowadzane, rozkradane, ogarniając coraz więcej dziedzin mafijnymi układami i korupcją, które zablokowały normalny rozwój także najbardziej odpornym, uczciwym przedsiębiorcom. To wszystko narastało przez całe 25 lat, ale w 2015-tym doszło do kresu, po którym dalszy bieg spraw musiał oznaczać kres Polski. Zapewne stałoby się to na drodze przekształcenia Unii Europejskiej w państwo, które nie nazywałoby się Niemcy, ale fatycznie byłoby tą Rzeszą, jaką Niemcy próbowali wcześniej budować środkami najbardziej okrutnej wojny.
Ten okres z pewnością będzie kiedyś szczegółowo opisany i podsumowany, wraz z tłem zaprogramowanego i ciągłego procesu demoralizacji narodu, oswajania go z coraz bardziej aroganckim kłamstwem i osaczania pedagogiką wstydu. Przemysł pogardy, brutalnie rozwijany i stosowany wobec Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego był w istocie symbolem pogardy dla Polski, a zamach smoleński, był zapowiedzią jej losu. Tak jak symbolicznymi znakami upadku Polski w 2015 roku były miliony Polaków emigrujące z Polski za chlebem, głodujące dzieci, obniżany poziom edukacji, bezprawie wspierane przez prawniczą kastę, agonia polskiej armii, cała seria mrożących krew w żyłach afer, oszustw finansowych, aż po znaki nie pozostawiające żadnych wątpliwości, że chodzi o likwidację państwa- przerwanie połączeń komunikacyjnych, zamykanie urzędów pocztowych i komisariatów policji, zamiar oddania pod młotek przedsiębiorstwa LOT. Zadłużenie kraju rosło w szybkim tempie, spółki państwowe regularnie wykazywały deficyt, szpitale likwidowano, lub prywatyzowano i na nic nie było „pieniędzy”, więc wydłużono Polakom przedemerytalny nakaz pracy.
Po zmianie władzy w 2015 roku byliśmy świadkami i uczestnikami prawdziwego cudu. Od początku było jasne, że nowe władze przystąpią do odzyskiwania i naprawy Polski, natomiast tempo w jakim to się działo, a zwłaszcza kolejne, imponujące i zdecydowanie trwałe osiągnięcia musiały wszystkich zadziwić. Po pięciu latach rządów, całkowicie różnych od tych poprzednich, niezwykle kompetentnych, rozumiejących i realizujących interes narodu, Polska jest całkiem innym krajem. Nagle okazało się, że przed Polską otwarły się zupełnie nowe perspektywy, przywrócono narodowi godność, zapewniono mu bezpieczeństwo, poziom życia zdecydowanie wzrósł i objął praktycznie całe społeczeństwo. Rozwój objął praktycznie cały kraj, jest planowany z klarowną wizją przyszłości, a nadzwyczajny test zdolności do podejmowania optymalnych decyzji pokazał, że nawet tak poważny kryzys, jaki wywołała pandemia coronawirusa, udało się wziąć pod kontrolę lepiej, niż w wielu innych krajach. Rośnie także pozycja Polski w świecie, a wizja tego, że z Polski wyjdzie iskra, która zmieni i uratuje zagubiony świat staje się coraz wyraźniejsza i bardziej realna. Jeśli uświadomić sobie i przypomnieć w jak trudnych warunkach wypracowano tę zmianę, gdy niezwykle mocne siły opozycji wewnętrznej, wspierane przez nieprzyjazne środowiska z zewnątrz, hamowały, a często blokowały naprawę naszej Ojczyzny, to nie trzeba wielkiej wyobraźni, by dostrzec zagrożenie jakie stawiają przed Polską ci, którzy mają zamiar głosować tak, by zatrzymać dobrą zmianę. Dywersja przeciw Polsce organizowana przez polskich euro-posłów i byłego premiera, to chyba najbardziej obrzydliwe akty zdrady dokonywane przez wewnętrznych przeciwników naprawy Polski.
Jaśniej już nigdy nie będzie! Nikt, kto jest zdolny do myślenia i potrafi uczciwie zestawić stan Polski z roku 2015 i 2020, nie może udawać, że głosuje za Polską, gdy oddaje swój głos na któregokolwiek z kontrkandydatów Prezydenta Andrzeja Dudy. Stawka jest zbyt poważna, by igrać z zagrożeniem, co więcej, wygrana Andrzeja Dudy w pierwszej turze dałaby niesamowity impuls do zakończenia trwającej już trzy dekady zmagań o istnienie Polski. Taki głos narodu powinien wygrać Polskę już w pierwszej turze.
Wiem, że na wielu głosujących ten tekst nie zrobi wrażenia. Z góry mogę też na podstawie wielu doświadczeń przyjąć, że żadnymi argumentami nie da się przekonać przekonanych, choćby błądzili. Jednak można ich przynajmniej nazwać, a raczej rozróżnić kategorie, do jakich należą.
Jest więc najpierw ta stosunkowo nieliczna grupa ludzi, którzy ideologicznie i programowo darzą Polskę, a w szczególności Kościół Katolicki, żywiołową nienawiścią, która przed 2015 rokiem wytyczała drogę Polski ku przepaści. Grupa nieliczna, ale niezwykle wpływowa dzięki nieuczciwemu przejęciu mediów po 1989 roku, dzisiaj skupiona jest w środowiskach Gazety Wyborczej, telewizji TVN, radia TokFM i innych współbrzmiących mediów. Jest ich mało, intelektualnie nie stanowią już wyzwania i to nie ich głosy się liczą w nadchodzącej batalii, ale ich wpływ na decyzje wielu wyborców wciąż jest znaczący.
Druga kategoria, to ludzie mocno związani politycznie i różnorodnymi układami z tymi, którzy decydowali o rządzeniu Polską przed 2015 rokiem. Dla wielu z nich to związanie nie jest w żaden sposób sformalizowane, a sprowadza się do wspólnej akceptacji stanu, w którym chaos, korupcja, bezprawie i bezkarność przynoszą łatwe korzyści. Zatem ci ludzie zawsze oddadzą głos przeciw Prezydentowi Dudzie, bo w ich interesie jest, by było tak, jak dotąd było.
W trzeciej kategorii zamieściłbym ludzi, którzy w ogóle nie stawiają sobie pytań o Polskę. W istocie polityką interesują się bardzo powierzchownie, jednak starają się płynąć z prądem w stadzie, którego chcą być udziałowcami. Dobrze się czują w środowiskach, które są prowadzone przez sztucznie wypromowane autorytety, a skłonność do ulegania narzucanym przez nich poglądom, daje komfort jednomyślności i zwalnia z głębszych rozważań. Często jest to przejaw głębokich kompleksów ludzi, którzy przypadkowo zostali zakwalifikowani jako elita. Jeśli znane przypadki ze świata muzyki, filmu, czy teatru budzą raczej politowanie, postawy licznych środowisk akademickich, a także szerokich rzesz polskich prawników są prawdziwym powodem do zmartwienia.
W czwartej grupie trzeba zamieścić ludzi, którzy wciąż nie dojrzeli do udziału w życiu politycznym i nie są w stanie docenić skutków swoich osobistych decyzji wyborczych. Najczęściej chodzi tu o ludzi młodych, którzy dają się porwać prostym i nośnym hasłom, ale nie podejmują rozważenia ich prawdziwej wartości, możliwości realizacji i dalekosiężnych skutków. Tutaj stan przedwyborczego chaosu w Konfederacji, który poprzedziło doświadczenie z ruchem Kukiz15, obrazuje łatwość, z jaką te grupy wyborców można wodzić za nos. W tej grupie także mieszczą się wyborcy, którzy nie są już młodzieżą, ale równie beztrosko i niedojrzale traktują swoje decyzje wyborcze.
Wreszcie piątą grupę mogą stanowić ludzie zagubieni, dla których wszelkie próby zrozumienia sytuacji jedynie pogłębiają chaos poznawczy, z premedytacją kreowany przez przeciwników kontynuacji naprawy Polski. Dla tych ludzi prawie każde kłamstwo, każda manipulacja, czy fałszywe oskarżenie może być przyjęte jako prawda, bo z różnych powodów nie potrafili dotąd ustalić, kto jest wiarygodny w tym co mówi, a kto jest notorycznym kłamcą.
Jaśniej, niż dzisiaj, już nie będzie! Stoimy więc przed kolejną wielką próbą dla polskiego narodu. Kolejną, bo takie sytuacje już były i warto wrócić do polskich Wieszczów:
Zygmunt Krasiński:


Niczym Sybir – niczym knuty I cielesnych tortur król! Lecz narodu duch otruty – To dopiero bólów ból!


Tego bólu nie rodzą ludzie z dwóch pierwszych kategorii, tacy zawsze w Polsce byli i można ich uznać za ów nieunikniony, przysłowiowy „gorszy sort”. Trzy dalsze kategorie wyborców natomiast, ukazują, czym jest „otruty duch narodu” i tutaj można poszukiwać nadziei, w którą prowadzi nas inny Wieszcz:
Adam Mickiewicz:


Naród nasz jak lawa/ z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa/ Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi/ Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi” –

Już wcześniej wyjawiłem moje marzenie precyzujące wynik wyborów prezydenckich w pierwszej turze 28 czerwca 2020. Powtórzę go teraz i podkreślę, że nie jest to prognoza, a jedynie moje osobiste marzenie o Narodzie, który znalazł odtrutkę, zstąpił do głębi i wydobył ogień.

Duda - 53.5%
Trzaskowski - 17.2%
Hołownia - 9.5%
Kosiniak-Kamysz - 7.3%
Bosak - 4.2%
Biedroń - 4.2%
Jakubiak - 2.2%
Piotrowski - 0.2%Tanajno - 0.1%
Witkowski- 0.1% Żółtek - 0.1%
głosy nieważne - 1.5%
Frekwencja 72.5%

Tekst ukazał się na Salon24.pl  18 czerwca 2020,

 

Pin It