Trwają ostatnie przygotowania do niedzielnych wyborów. Kandydaci na prezydenta jeżdżą po kraju i namawiają wyborców, by na nich głosowali. Wysłuchujemy obietnic, które w znacznej większości nie będą spełnione, a o niektórych z nich, z góry to wiemy, są całkowicie nierealne, np. obietnica R.Trzaskowskiego, że dla 50 tys. studentów będzie wypłacane stypendium po 1000 zł/m-c.

Dlaczego akurat dla 50 tys. studentów, dlaczego po 1000 zł i wg jakich kryteriów? Szczegółów brak, a potem, być może, okaże się to taką samą prawdą, jak to, co R.T. powiedział o rzekomym wzroście bezrobocia spowodowanego korona wirusem, gdzie pomylił się o skromne 80%. Ktoś powie, że niektóre typy tak mają, że nie bawią się szczegóły, ale, jeżeli tak, to wg jakich kryteriów mają być oceniani, kiedy będziemy rozważali ich predyspozycje do bycia prezydentem naszego kraju? Czy wg tego, co obiecują i jak sami się przedstawiają, czy raczej wg tego, czego już dokonali i jak do tej pory żyli?
Może na początek zdefiniuję, co rozumiem przez to, może nawet nieco dziwne określenie, co to znaczy, że prezydent powinien być „polsko-normatywny”? Ale, skoro ostatnio tak często używa się określenia, że ktoś jest hetero-normatywny i niehetero-normatywny, to, dlaczego by nie używać określenia polskości na ten sam wzór?
Główną zaletą prezydenta państwa powinno być jego życzliwe nastawienie do współpracy z rządem, ponieważ bardzo trudna jest koegzystencja dwóch ważnych ośrodków władzy państwowej, które nieustannie ze sobą walczą. Czym skutkuje brak takiej pozytywnej współpracy, pokazuje nam obecna sytuacja w naszym parlamencie, w którym większość w sejmie ma PiS, a w senacie szeroko rozumiana opozycja. Każda ustawa rodzi się teraz w ciężkich bólach, a, kiedy jeszcze nowo wybrany prezydent ustawi się w opozycji do rządu, może to doprowadzić do niebywałego chaosu i do paraliżu funkcjonowania władzy państwowej. Który z obecnych kandydatów na prezydenta spełnia w/w kryterium pozytywnej współpracy z rządem? Odpowiedź jest na tyle jasna, że ja już nie muszę jej udzielać, ale mogę, a nawet powinienem zasygnalizować, że najmniejsze szanse na dobrą współpracę rokuje kandydatura R.Trzaskowskiego.
Następną ważną, „polsko-normatywną” cechą potencjalnego prezydenta wydają się być jego predyspozycje do właściwej dbałości o niezależność, suwerenność i bezpieczeństwo polskiego państwa. Obecny prezydent i obecny rząd takie predyspozycje ciągle prezentują, kiedy domagają się, chociażby od UE, poszanowania polskiej niezależności i niezawisłości, kiedy wzmacniają nasze znaczenie w NATO-wskim sojuszu, a także, kiedy wzmacniają nasze kontakty z najsilniejszym mocarstwem współczesnego świata, z USA. Opozycja naśmiewa się z ostatniej wizyty naszego prezydenta w Ameryce Północnej, pewnie wyłącznie z powodu zazdrości, choć niejeden z jej przedstawicieli może tylko pomarzyć o podobnym zaproszeniu, by kiedykolwiek mu się przytrafiło. Obecny prezydent i rząd nie mają też żadnych oporów, by domagać się od naszego wschodniego sąsiada, Rosji, poszanowania naszej niezależności. Skutecznie walczyli z nierównoprawną umową na dostawy gazu do naszego kraju, która podpisał rząd PO-PSL, by po 5 latach sadowego sporu doczekać się wyroku, który przyznał Polsce wysokie odszkodowanie od Rosji, a które Rosja, po długiej zwłoce, zdecydowała się uznać. Można, można, ale, ani poprzednia koalicja, ani wywodzący się z niej prezydent penie by nawet nie zaczęli takiej batalii, która przyniesie Polsce dodatkowe miliardy zł do budżetu.
”Polsko-normatywna” cecha, to także polski katolicyzm, patriotyzm, polska tradycja i kultura. Główny kandydat opozycji na prezydenta, ani środowisko, z którego się wywodzi nie cenią takich wartości. Dla większości polityków z PO i Lewicy, a także dla części pozostałych, katolicyzm, to zacofanie, patriotyzm, to nienormalność, a tradycja to tak stare dzieje, że nie ma co o nich pamiętać. Dla nich liczy się iluzoryczna „nowoczesność”, czyli niczym nieokiełznana wolność, swoiste „róbta, co chce ta”, choć to prowadzi do upadku tej „nowoczesnej Europy”, jaką pokazują nam ostatnie lata. Wszyscy mówią, nie tylko w Polsce, że UE wymaga pilnej naprawy, ale brną dalej w ślepą uliczkę, z której coraz trudniej będzie się wydostać.
No i na koniec, choć pewnie niejedno jeszcze by można było dodać, „polsko-normatywna” cecha, to także dbanie o polski interes, ten w biznesowym rozumieniu. Poprzedni rząd i poprzedni prezydenci, z wyjątkiem tych, wywodzących się z PiS-u, bardziej byli nastawieni na zadowolenie naszych partnerów w interesach, m.in. wspomniana umowa gazowa, ale też wiele innych, chociażby handel wielkopowierzchniowy przynoszący ogromne zyski, ale nie dla naszego państwa. Można to było zmienić? Można było i nagle się okazało, że dziesiątki dodatkowych miliardów zasilają nasz budżet, a rząd stać na finansowanie różnych społecznych programów, a które wcześniej nie było stać polskiego państwa, bo „piniendzy nie ma i nie będzie”.
Jeżeli są jeszcze wśród nas tacy, którzy nie wiedzą, jak zagłosować w niedzielę, to niech się zastanowią, który z kandydatów jest najbardziej „polsko-normatywny”, bo to ważna i pożądana cecha, którą najważniejsza osoba w państwie powinna bezwzględnie mieć. Na tych kandydatów, którzy „polsko-normatywnych” cech nie mają, albo posiadają je w minimalnym stopniu, nie ma co liczyć, że o Polskę i jej obywateli należycie zadbają.

Opublikowano:na Salon24.pl  25 czerwca 2020,

 

Pin It