Stać ich na dużo więcej!
Do napisania niniejszej notki zainspirował mnie wstępniak Jacka (a może Michała, nigdy ich nie rozpoznaję) Karnowskiego, w którym nie bez racji twierdzi, że skoro Rosjan stać było na atak na Gruzję, aneksję części Ukrainie, otrucie i zastrzelenie przeciwników politycznych Władymira Putina, to trzeba być piramidalnie naiwnym aby twierdzić, że nie stać ich było na zamordowanie polskiego prezydenta i całej delegacji lecącej do Smoleńska.

Skoro Władymirowi Putinowi nie było żal swoich obywateli, których ponad trzystu zginęło podczas inspirowanych przez FSB zamachów na budynki mieszkalne w Rosji, które to zamachy miały usprawiedliwić wkroczenie Rosjan do Dagestanu i wywołanie II wojny czeczeńskiej, to czy miałby jakieś skrupuły aby nie zamordować Polaków?
Dzisiaj, wszystkie drogi prowadzą do stwierdzenia, że tak właśnie się stało. Narracja obozu pancernej brzozy, całego tego środowiska, które zasłania oczy, uszy i usta na logiczne wnioski, że przyczyna Tragedii Smoleńskiej mogła być tylko jedna, staje się tak wiarygodna jak piramida finansowa Bernarda Madoffa, zaś uporczywe trzymanie się jej świadczyć może albo o agenturze wpływu, albo syndromie wyparcia jej wyznawców.
Nachalne lansowanie tezy, że za śmierć polskiego prezydenta i towarzyszących mu osób stoi nieszczęsny zbieg okoliczności i błędy pilotów świadczy moim zdaniem o obu tych przypadłościach. Pewna grupa ludzi, Polaków z sobie tylko wiadomych przyczyn, wiedząc, że to Putin ma smoleńską krew na rękach zaprzecza temu z determinacją zagonionego do kąta szczura. Druga grupa, znacznie większa, wiedząc, albo podejrzewając to samo, wypiera ten fakt jak dziewczyna zgwałcona przez bandę dewiantów zaczyna wierzyć, że coś takiego nigdy ją nie miało miejsca.
Postawy te to konglomerat najgorszych cech społecznych - konformizmu, tchórzostwa i zaprzaństwa. Pomijam tych, co świadomie zaprzedali się Moskwie w imię, nie wiem, politycznych korzyści, pozbycia się "sejmowych szkodników" czy też wykonywali zadania zlecone im przez rosyjskich oficerów prowadzących. Bardziej chodzi mi o tych z syndromem wyparcia, tchórzących w zetknięciu z prawdą i chowających głowy w piach na myśl, co trzeba by zrobić, co zrobiłoby prawdziwe państwo, posiadające swoją własną, granitową rację stanu zderzające się z tak bandycką napaścią. Świadomie piszę bandycką napaścią, bo czymś takim właśnie było zniszczenie polskiego samolotu i zamordowanie najważniejszych przedstawicieli polskiego państwa.
Co trzeba byłoby zrobić wiedziały ówczesne prorządowe media, którym jak pączkom w maśle albo rodzynkom w cieście było w tamtejszej III rzeczpospolitej ( świadomie pisanej z małej litery) Media wiedziały, że tak słodkie i intratne status quo w przypadku zachowania się Polskich władz jak należy już się nie powtórzy, a polskie władze wiedziały jak intratnym stał się dla nich fakt zaistnienia tego zamachu nazywanego na potrzeby "bezrozumnego plebsu" tragedią. Robiły więc wszystko te media aby naród zbić z pantałyku, oszwabić i ocyganić wmawiając im to, co dla normalnego Polaka było krwawym kłamstwem. Pamiętam tych wszystkich podłych dziennikarzy z Lisem na czele z Wołkiem i Żakowskim z całym tym pitawalem z Wyborczej z niesławnej pamięci nieżyjącą już Janiną Paradowską, która tym swoim przepełnionym pretensją, terkocącym jak kopiejka w słoiku głosem, odsądzała od czci i wiary tych, co sądzili inaczej.
Owi polscy dziennikarze stający po stronie Putina to temat na odrębną i dogłębną analizę polityczną i psychologiczną dokonaną najlepiej na zlecenie prokuratury i sądów bowiem oprócz owej antypolskiej i prorosyjskiej agitacji mamy tu do czynienia z kryminalnym zaprzaństwem i w innych czasach los tych ludzi potoczyłby się z pewności inaczej niż w czasach dzisiejszych kiedy wszystko stoi na głowie.
Ówczesne władze z człowiekiem stojącym na ich czele, nazywanym przez Moskwę - naszym człowiekiem w Warszawie, który świadomie oddał śledztwo w ręce największych wrogów Polskich to ewenement na skalę światową, podtrzymujący stereotyp o polnische wirtschaft oraz nasuwający mocno umotywowane podejrzenie o współudział w tej zbrodni, a jeśli nie współudział to cichą zgodę. Człowiek ten - Donald Tusk dla którego już dawno polskość jawiła się jako nienormalność zamiast rozliczenia i potępienia w kontekście jego osobistej deklaracji o wzięciu pełnej odpowiedzialności za Smoleńsk, zamiast sczeźnięcia w więzieniu albo choćby u ludzi w morzu pogardy, awansował w europejskiej hierarchii do roli "prezydenta Europy" . Wbrew zapowiedziom, uciekł z Polski aby prezydentować Europie i do końca swojej kadencji szkodzić własnej ojczyźnie.

Ci którzy na niego głosowali, owe lemingi podniecające się własną europejskością czują, jak to się mówi, przez siuśki jak to na prawdę było z tym Smoleńskiem i choć gwałtownie nawet zbyt gwałtownie przyjmują opcję pancernej brzozy, gdzieś tam w środku drżą, że prawda wyjdzie na jaw, a oni będą musieli stanąć w tej prawdzie i odpowiedzieć dla czego zachowali się jak tchórze. Już dziś gdzieś tam na różnych forach podejmowane są próby usprawiedliwiania takich postaw i tłumaczenia tchórzostwa. "A co, mieliśmy Rosji wypowiedzieć wojnę?" padają usprawiedliwienia, albo "marzyło się wam aby uderzyć z szabelką na Moskwę?" lub " chcielibyście Polskę skąpać w krwi". We wszystkich tych wypowiedziach niczym strach tłuściocha złapanego przez ludożerców, przebija obawa o te wszystkie małe stabilizacje, które zadziały się na polskiej ziemi -kulawe i cwaniackie, szemrane, będące własnością tych wszystkich Polaków, którzy goniąc za groszem zapomnieli o ojczyźnie. "Jak to", zapytało się w duchu miliony mężczyzn nie znających wojny i z trudem rozróżniających gdzie karabin ma lufę, a gdzie kolbę " mielibyśmy teraz iść na wojnę i ryzykować życie w konfrontacji z bezwzględnym ruskiem? Lepiej udajmy, że nic się nie stało, że ofiary smoleńskie to nie cały naród, zaś Kopacz w hołdzie dla ofiar, a właściwie głupców nieodpowiedzialnie wlatujących w mgle przekopała smoleńską ziemię na metr w głąb żeby znaleźć wszystkie szczątki, a w ogóle to musiało się tak skończył bo kaczor kazał lądować, a gen. Błasik był pijany". Ta obrzydliwa narracja zagonionym lemingom załatwia sprawę, a potem już tylko grill i zimny browar w upalny dzień i powrót do bąbla jakże bezpiecznej codzienności.
Bo aby odpowiedzieć adekwatnie, wtedy gdy stał się ten mord, aby dać ruskom po mordzie i zrobić chryję na cały świat, a może i wypowiedzieć wojnę, rządem musiałby kierować mąż stanu, dla którego polskość to zaszczyt i duma, a nie nienormalność, zaś Polacy, przynajmniej ich większość okazać by się musieli patriotami, a nie potomkami nomenklatury i wnukami chciwych chłopów folwarcznych, awansowanymi na młodych, wykształconych z wielkich miast.
Taka jest prawda.

 Tekst ukazał się na Salon 24.pl 25 sierpnia 2020r

Pin It