Mecz Świątek z Halep to mecz poezja. Rodzaj symfonii tenisowej, gdzie jedyną solistką była nasza Iga, zaś Halep, turniejowa jedynka, tylko coś tam brzdąkała sobie na rakiecie.
Iga Świątek triumf woli i kunsztu tenisowego.
Nie chce już więcej o Świątek pisać, pewnie inni zrobią to lepiej. Ja chciałbym powiedzieć kilka słów do rodziców, którzy pewnie by chcieli, aby ich dzieci grały tak jak nasza Iga czy nawet Hubert. Tenis to kawał żelaznego chleba i nie jednemu w gardle stanął.

W tenisie nie ma remisu, i nawet przy stanie 6: 0 i 5: 0, 40/0, trzeba grać do ostatniej piłki i tą piłkę – wygrać. W tenisie gra się z przeciwnikiem, ale najgorszym twoim wrogiem, jesteś ty sam.
Kiedy najlepiej zacząć przygodę z tenisem? A szczególnie wtedy, gdy marzy się nam kariera zawodnicza? Odpowiedz jest tylko jedna. Jak najwcześniej. 6 – 8 lat. To wiek idealny. Nie znam tenisistę zawodowego, który zacząłby trenować tenis, powiedzmy w wieku 10 – 12 lat. A jeżeli tacy są, to można ich policzyć na jednej dłoni. Tenis w tym wieku jest trudny, ponieważ tenis jest sportem super technicznym i wymaga mozolnego treningu. Najpierw trzeba odbić, dosłownie, miliony forhendów i bekhendów, złapać timing, i równowagę ciała, sposób poruszania się, aby mieć jakąkolwiek szanse na wygranie meczu w turniejach. I to takich, powiedzmy – średniej rangi. Po czym można poznać źle przygotowanego młodego chłopaka czy dziewczyny? Po tym, że po korcie „ człapie”, gdy tenisista powinien fruwać lekko na palcach. I nisko schodzić ma nogach. Paradoksalnie w tenisie nie ręce są ważne a nogi. No i potem – głowa. Taka ciekawostka. Ojciec Bartoli ( zwyciężczyni wielkoszlemowego Wimbledonu 2013) zamówił córce specjalne buty, można nawet powiedzieć, specjalne koturny, aby w ten sposób nauczyć córkę grać na palcach. Dziewczynie krwawiły stopy, ale mimo to, tak trenowała i oduczyła się „ człapać”.
Prawdopodobnie, aby trenować tenis trzeba być świrniętym. A także trzeba mieć kasę, bo to sport drogi, i raczej się do niego dokłada, niż się wyjmuje. Chyba, że ktoś jest w pierwszej setce WTA, czy ATP. W Polsce PZT trochę dokłada, ale tyle, co kot napłakał. Może to kot Kaczyńskiego? Antypisy się zdziwią, ale ostatnio mamy pewien postęp. Np., ostanie Mistrzowska Polski Seniorów i Seniorek, miały duży budżet na nagrody i także owe Mistrzostwa były transmitowane przez telewizję. Ma powstać także, a może już powstała Akademia Tenisowa, zasilana z budżetu państwa. Może mało kto wie, ale nie ma w Polsce klubu tenisowego, w którym jest sekcja. Darmowa sekcja. Za wszystko bulą rodzice i bogaci dziadkowie.
Powróćmy jednak do treningów.
Najpierw jest to coś w rodzaju przedszkola tenisowego. 4 – 6 godzin tygodniowo, ale już od 9 – 10 roku życia, potrzebny jest trening indywidualny. Wstajemy rano i zasuwamy. Wieczorem zasuwamy. Plus delikatne treningi ogólnorozwojowe. I powoli staje się już tak, że młody tenisista, nie chodzi do „ normalnej” szkoły. Po prostu. Na tym etapie mamy dramatyczny wybór. Albo – albo. Albo edukacja albo tenis? Kompromis nie jest możliwy. Nawet dlatego, ze rano są tańsze korty i trenerzy dostępni. A potem, przychodzi piątek sobota niedziela, a jak się dojdzie się do finału, to i poniedziałek. Potem znowu trening. A w wakacje czas na obozy. I tak w kółko
Tak, aby dobrze grać w tenisa trzeba być świrniętym wariatem. Ale może zawsze tak jest, aby cokolwiek dobrze zrobić świrniętym trzeba być i basta. Proszę sobie wyobrazić, ze Halep ( przeciwniczka naszej Świątek) miała zbyt duży biust i ten biust jej przeszkadzał, gdy fruwała po korcie... wiec co zrobiła? Zmniejszyła go sobie... Dziwne, co? Na świecie są dziewczyny, które kombinują, jakby tu sobie powiększyć piersi, a tym czasem Halep zrobiła sobie „ ciach”
No dobrze...Pauza.
Bardzo trudno znaleźć w Polsce dobrych trenerów tenisowych. A tym bardziej w tenisie na poziomie ponad amatorskim. Wynika to braku wyszkolenia, ale także z tego, że takim trenerom nie chce się jechać na turnieje. Co jest jakoś obiektywnie uzasadnione. Co roku w Polsce zaczyna przygodę z tenisem setki młodych adeptów i nie każdy z nich, awansuje ( chociażby) do pierwszej 20- tki listy juniorskiej PZT. Młodzi tenisiści wykruszają się. I to z tysiąca powodów. Jednak dobry trener musi jechać na mecze. I to po całej Polsce. Bo co innego trening, a co innego mecz. Na treningu możemy grać świetnie, piłeczki „chodzą jak z nut” a na meczu dostaniemy, tzw. rowerka. Czyli 6;0 6;0. Trener powinien także prowadzić statystykę. Ponieważ tenis to statystyka. Statystyka i jeszcze raz statystyka. Statystka prawdę ci powie... Także o typie i osobowości zawodnika. O sposobie gry. I także określi nam plan treningowy. Co mamy złego? A na czym możemy zdobywać punkty? Np., co z tego, gdy mamy 10 bardzo widowiskowych winerów, gdy - w tym samym meczu - mamy 15 błędów przy uderzeniu kończącym. Musimy wiec coś zmienić. To oczywiste. Może jesteśmy zawodnikiem defensywnym? A tacy też są, i tacy także wygrywają.
Inny przykład. Wygrywamy punkt, gdy gramy powiedzmy, więcej niż, 4- 5 wymian. Wtedy unikamy pośpiesznych rozwiązań. Trzymajmy piłkę. To będzie nasz styl. Nasz atut. Chociaż – z drugiej strony - ten atut jest niewiele wart na twardych kortach, gdzie piłki są szybsze.
Co powoduje, że w końcu tenisista gra jak Iga światek? Oczywiście talent. Tylko, co to jest talent w tenisie? Odpowiedz na to, to osobna notka, z tysiącem odpowiedzi. Jeszcze kilka lat temu, w tenisie kadecko – juniorskim, były dwie świetne dziewczyny. Chwalińska i Świątek. Równolatki. I nawet było tak, że Świątek przegrywała z Chwalińską. ( o ile mnie pamięć nie myli) Ale coś takiego się stało, w rozwoju tenisowym, czy osobowoścowym, że to właśnie Świątek, wygalała z jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Ta druga, jest około 200 - tna w WTA. Tak dla sprawiedliwości należy powiedzieć, że miejsce 200 - tne w WTA, do doskonale miejsce i z pewnością dziewiętnastoletnią Chwalińską stać na więcej. Chociaż to niska dziewczyna, co już w nowoczesnym a zarazem siłowym tenisie jest pewnym utrudnieniem. Z drugiej strony jest, a raczej było, kilka niskich Włoszek, które świetnie sobie radziły na korcie. Grając właśnie defensywnie, i ten styl dopracowując do perfekcji.
Taki Diego Schwartzman, Argentyńczyk, ( 170 cm w butach) myślałem, że to jakiś niemiecki potomek hodowców bydła, a jak się okazało, jego dziadek to Polak, i ów Diego - krasnoludek. Jest w tej chwili 17 na świecie. Pięknie gra z głębi kortu i pięknie serwuje i jeszcze piękniej fruwa po korcie.
Można? Można.
Coś na otarcie łez. Nie każda tenisistka czy tenisista zostanie Świątek czy Hurkaczem. I nawet zajmując 10 – 20 miejsce w juniorskim rankingu PZT, ma się szansę na stypendium w dobrej amerykańskiej uczelni. To nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocznie. Nauka. Jedzenie, Akademik. Plus oczywiście gra w drużynie uczelnianej. Więc jakoś można się odkuć, odzyskać poniesione koszty i wyrzeczenia. Oczywiście to propozycja dla tych, którzy chcą jechać na lewackie uczelnie amerykańskie, aby tam rzucać piłeczkami... och, przepraszam, raczej pomidorami w profesorów.

PS. Kochana Administracjo moja ostatnia notka o seksedukatorce była na chwile w nocy ” pod zdjęciem” potem ktoś, o brzasku ją wywalił do kosza. Wiem tenis jest fajny, ale seks jeszcze fajniejszy.

 tekst ukazał się na Salon24.pl 4 października 2020r

Pin It