Gdy umiera człowiek w wieku 98 lat – rutynowo się mówi – tak, piękny wiek. Jednak zamknięcie życia na ziemi – pogrzebem, też swoje do tego dodaje.  Czy sam wiek jest wystarczającym powodem do zamknięcia i powiedzenia – zmarł bo już miał swój wiek? Gdy umiera czy ginie ktoś młody – mówi się – umarł za wcześnie. Lecz co powiedzieć gdy umiera człowiek w zaawansowanym wieku ale młody duchem, usposobieniem i energią pełen koncepcji pomysłów na dalszą perspektywę? Naprawdę i bez przesady – młody duchem.

To słabością obecnych czasów jest nieumiejętność czerpania z doświadczeń, wyciągania wniosków i podejmowania dzieł - w odwołaniu się do konkretnych projektów ludzi już nawet wiekowych. Co z tego, że wiekowych ale właśnie z tego co przeżyli – wiedzących do mówią. Przez wieki z tego korzystano. Dziś mamy Wuja Google – i wystarczy. Nie wystarczy – każdy kto cokolwiek kiedykolwiek zrobił to wie jaka to bujda. Dziś wiek nie stanowi przyczynku do koncentracji uwagi, skłonności do głębszej analizy i powodu do przejmowania myśli ludzi starych. Ze starości czyni się raczej cechę przydatną do kpin nabijania się z sytuacji i bywa – z demencji. Na pewno są śmieszne a nie żałosne wyczyny - tak zwanych z rozpędu – kabaretów a w istocie troglodytów kulturowych?
Nie tylko całe życie Pana Władysława Zawiślaka – od 12-tego roku życia po te 98 lat – jakoś podsumowane symbolicznie pogrzebem – wyraźnie powiedziało – co naprawdę jest ważne w człowieczeństwie bez splendorów i koturnów. Oczywiście z kolejnych formalnych awansów otrzymywanych w wielu zakresach, Pan Władysław się cieszył ale szybko odkładał je na półkę – nie były dla niego celem a tylko miłym zdarzeniem.
Był na emeryturze więcej niż żyje większość Tych, którzy przyszli na Jego pogrzeb. Bywa, że w po takim czasie przebywania na marginesie aktywnego zawodowo życia, ludzie - nawet o osobach wielkich formalnie pozycji – po prostu zapominają. On jednak cały czas nie przejmował się nie koncentrował uwagi na upływie czasu - pytał co mam do zrobienia co mogę zrobić, zainicjować komu i co przekazać. To właśnie ten pogrzeb udowodnił i zostało to wyrażone w homilii – że żył dla drugich i wedle czytanej Janowej ewangelii wskazówką „Jam jest drogą i życiem ..” wykazując codziennością co te słowa praktycznie dla Niego oznaczały. Nie były fikcją, pustosłowiem. Stara dobra przedwojenna formacja.
A dziś? Nie popadajmy w rozpacz.
Czy młodzież przychodzi samorzutnie do tak wiekowego człowieka, jak ten chłopak – wtedy ośmioklasista, podejmujący temat spraw podziemia wojennego i powojennego - by słuchać i pieczołowicie rejestrować co ten stary człowiek ma do opowiedzenia? Czy nawet spotkanie w małej grupie – którego byłem świadkiem – z młodzieżą – nastolatkami, którzy przyszli na to spotkanie choć organizacyjnie nikt nikomu nic nie kazał nie jest optymistycznym dowodem, że jest żar, który można i trzeba pielęgnować? Proszę mi pokazać kogoś kto ma taki dar kontaktu ze samrkaterią – tak się Ich nazywa – nie zawsze słusznie bo z młodzieżą. Warunek tylko jeden by zobaczyli że są jakieś wartości, że jest realne życie a nie tylko świat wirtualny i nastawiony na konsumpcję. W czasie tego spotkania, o którym mówię zrozumiałem, że ten kontakt Pana Władysława z młodzieżą wynika z mówienia świadectwa, w nim prawdy, poważnego a nie mentorskiego traktowania paronasto nawet letniego młodego człowieka. Rozmawiał z Nimi bez koncentrowania się na swoich przeżyciach – one były dodatkiem i pokazywał – dlaczego tak trzeba.
Sam pogrzeb wykazał jaki jest przekrój wiekowy ludzi, którzy cenią sobie to co Im mówił i przekazywał Pan Władysław.
Po tylu latach – gdy Jego równolatkowie umierają w zapomnieniu – ten człowiek nie zajmujący nigdy żadnych formalnie wysokich stanowisk – miał na swym pogrzebie asystę kilkunastu Pocztów Sztandarowych harcerskich, kombatanckich, Solidarności i przepiękną homilię świadka Jego postawy życiowej i jakości ducha. Nie można mówić o banalnym, rutynowym wydarzeniu. Pogrzeb po śmierci to rutyna mówienia rzeczy upiększających. A cóż zrobić jeśli każde słowo ma pokrycie w całym długim życiu – tylko powiedzieć, to prawda.
Mam nadzieję, iż ten tekst jest jakimś uzupełnieniem wszelkich obszerniejszych opisów tego co robił Pan Władysław. Uzupełnieniem – ale i być może pomocą w przyjęciu Jego życia – jako daru, przesłania – pomocy dla następców.
Pogrzeb w małej podkrakowskiej wsi Bibice – tuż przy wyjeździe na Warszawę To okolica bliska samemu Wyspiańskiemu. Ten – pamiętajmy – też miał aberrację (z dzisiejszego punktu widzenia) pracy pro publico bono - był przecież Radnym Miejskim. Dziś na Skałce – a wtedy – gość siedzący na sąsiednim krześle.
I postać Pana Władysława Zawiślaka pokazuje, że niezwykli są na ogół – i na co dzień - zwykli
W tej łączności miejsca znajduję pewną, choć luźną ale chyba zasadną symbolikę – mając przekonanie, że duch myślenia o sprawach polskich właściwy Stanisławowi Wyspiańskiemu był obok głębokiej ale nie dewocyjnej wiary też jakimś wzorcem, światełkiem pomocnym w życiu Pana Władysława Zawiślaka. Zaznaczam – chodzi tylko o wspólnotę postaw w codzienności i podejścia do spraw Polskich
Na pewno powinno się zapamiętać postać, świadectwo jak i inicjatywy Pana Zawiślaka. Warte są tego, mają swój ładunek. Że nie zauważany – to już nie Jego wina – pozwalam sobie tylko to powiedzieć. Z tego krótkiego czasu współpracy z Nim mogę przytaczać konkretne przykłady. A że dziś polityka i życie społeczne mniej opiera się na racjach merytorycznych i wartościach a raczej na rodzaju hałaśliwego marketingu - tym gorzej dla życia społecznego.
Podobna opinia byłaby też ważnym zapisem z życia Pana W. Zawiślaka.

  • 20201011zaw1
  • 20201011zaw2
  • 20201011zaw3
  • 20201011zaw4
  • 20201011zaw5
  • 20201011zaw6
 

Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 10.10.20

 

 

Pin It