Obecna szarpanina – tak to trzeba nazwać - trwa zwłaszcza na płaszczyźnie moralnej i gospodarczej i koncentruje się w istocie podstaw naszej niezależności państwowej i duchowej. Druga jest ważniejsza stanowiąc klucz do pierwszej czyli wolności politycznej. To, co robią tak naprawdę atakujący podstawy państwowości, powinno w pełni uzmysłowić z jakimi analogiami z historii mamy realnie do czynienia. Dziś, teraz, nie kiedyś tam. Ciarki powinny przechodzić po plecach, każdemu kto jako tako zna historię i realia.

Któż by chciał stać się bezwolnym przedmiotem w rękach następnych – może nawet nie zbrojnych ale tym razem politycznych i gospodarczych okupantów? Warto pamiętać czym dla nas zawsze kończyły się gry w pełni analogiczne do tych, których jesteśmy świadkami.
Powiedzmy sobie otwarcie – bo warto wskazać do czego owa szarpanina mająca robić wrażenie różnic politycznych się sprowadza i do czego ma doprowadzić.
Wcześniejsze pokolenia to ćwiczyły a te, które zrozumiały wartość Rodziny i triady Bóg Honor i Ojczyzna – krwawo - ale jednak wychodziły na niepodległość. Inne pokolenia – to lekceważące – godziły się na zniewolenie.
Formalnie jestem człowiekiem techniki a nie historykiem tak więc mówię tu tylko o tym co odczuwam. Dodam do tego tylko osobiste skojarzenie i przykład, który mi się nasuwa jako krakusowi wychowanemu dosłownie u stóp Wawelu. Dla wielu osób wizytujących Kraków – to miasto jest zbiorowiskiem czasem dziwnych – bo co w nich takiego można widzieć - zabytków – które można sobie ewentualnie oglądnąć jak tysiące podobnych a nawet piękniejszych na całym świecie i zająć się częścią rozrywkową. To na ten kierunek „misji” Krakowa jego włodarze go dziś kierują. Pandemia obnażyła jego realną wartość. Jednak mimo wszystko dla wielu, Kraków nie wiecznie otwarty (teraz akurat pandemicznie półzamknięty) super pub i jak ostatnio wprost się to nazywa w materiałach pewnej fundacji – miejsce atrakcyjnej i inspirującej pracy dla pań. Dla tych Kraków to nadal prawie sacrum Ojczyzny - nawet z Jej ołtarzem Konfesją św. Stanisława - i miejsce zagęszczenia świętych i wielkich. Świadectwo ale nadal tylko przeszłości. Niech im będzie, może zaważą w końcu, że i ogromnego potencjału myśli ku przyszłości. Mało kto zauważa związku z tym co jest zapisane z przeszłości z tym co decyduje o przyszłości.
Wawel, to nie jakaś wielka mityczna góra a miejsce gdzie się po prostu chodziło. Czasem do kolegi, który tam mieszkał koło Baszty Sandomierskiej a czasem jak do parku, raz by pobaraszkować po zakamarkach a raz by spotkać księdza K. Figlewicza, który zawsze coś w Katedrze pokazał, cos opowiedział,. Nie zapomnę jak ks. K, Figlewicz (dopiero później się dowiedziałem, że wadowicki katecheta św. Jana Pawła II) jak nas, młodych chłopaków używając ogromnego klucza wprowadził do Kaplicy Zygmuntowskiej i o niej opowiadał prawie w tonie plotkarskim wyjaśniając symbole. I nas to naprawdę porywało i zapadło w pamięć. Teraz już do Katedry nie da się wejść o ot tak sobie, nawet zatrzymując się przed konfesją tam, gdzie św. Jan Paweł II okazał wręcz światu co znaczy modlitwa i skupienie. Tłumy i nigdzie wejść się nie da ot - tak sobie. Inne miejsca Wawelu niewiele się w tym zakresie różnią,
To co z młodych lat mi zostało w pamięci – to, to, że zawsze w katedrze jest miejsce, które przy każdej bytności przyciągało zwłaszcza gdy komuna dopiekała. Bo w miarę dorastania tą szarość i represyjność wobec swobody myślenia i mówienia odczuwało się coraz silniej. Miejsce się narzucało bo wychodząc z Katedry, Kaplica Świętokrzyska – z pomnikiem b-pa Kajetana Sołtyka na samym jej froncie sama stawała przed oczami. Pomnik tuż obok wspaniałego Stwoszowskiego nagrobka Kazimierza Jagiellończyka twórcy podstaw wielkości Państwa. Opowieść, że Polska będzie wolna gdy orzeł – symbol Polski – wzniesie się z trumny – której wieko na pomniku właśnie odrzuca przemawiała. Biskup odrzucał niewolę i śmierć Państwa. stał się kwintesencją oporu a potem tragedii zsyłki, fiksacji (wcale nie pewne czy rzeczywistej czy ogłoszonej jako pretekst do wyłączenia Go z życia publicznego) i braku pogodzenia się z upadkiem Ojczyzny. Dzis też mamy ogłaszanych oszołomami Czyż nie? Pomnik wydawało się - rzecz trzeciorzędna wśród świadectw w Katedrze jednak w czasach ciemnej komuny czyli dla nas okupacji sowieckiej i jej polskojęzycznych służb, stał się pamiątkę– może kiedyś, może Polska będzie wolna. No i niby mamy to kiedyś. Tyle, że orzeł jakoś się nie wzniósł. Taka wolność na pół gwizdka z agenturą i zaprzańcami na karku,
Po wyczynach dzisiejszej neotargowicy i burzycieli cywilizacji – których biskup nie mógł sobie chyba nawet wyobrażać, akurat ten pomnik i to w tym miejscu i formie staje się na swój sposób i aktualny i stanowi ostrzeżenie oraz memento. I dziś stanowi pomoc dla oceny skutków płomiennych antypolskich występów w PE i różnych dziwolągów włącznie z pomysłami zmian językowych i pojęciowych, postulatów równouprawnienia prusaków i pcheł, fizycznych ataków na Kościół, wiarę, obrzędy, zasady i pamięć. Lud ma nie wiedzieć, nie pamiętać, zająć się mierzwą co to całą dobę sączy całą swą prawdę
Polecałbym spacerek po Krakowie – śladem takich właśnie świadectw. Zaczynając od okna w budynku pod adresem ul Franciszkańska 3, stojąc w sąsiedztwie witraża patrzącego na świat Stwórcy. Dawcy wiary zasad i wszystkiego tego z czym to lewactwo tak wakczy. Autorstwa mocarza ducha patriotyzmu.
Czyż nie wynika z tego też program dla rozwoju Krakowa ?
Rozwoju trwałego choć jak widać rządzącemu lewactwu niemiłego.
Upominam się o takowy – i pytam co w tej sprawie robią Radni związani deklaracjami z fundamentami.
Mają trzy miejsca do rozmyślań Konfesja, Sanktuarium św Jana Pawła (dziś duszonego w rozwoju projektem pól golfowych! Zauważają to?) i w końcu ten pomnik biskupa w i to gdzie – w kaplicy Świętokrzyskiej gdzie mamy sarkofag nie byle kogo dla Polski - Kazimierza Jagiellończyka
Na dodatek to miejsce łączące tradycje chrześcijaństwa wschodu i zachodu.
To tylko taki dodatek na dziś.

Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 26.03.21

Pin It