Tusk wrócił do polskiej polityki, ale w zupełnie innym stylu, niż wszyscy się spodziewali. Nie przyjechał tu na przysłowiowym białym koniu, co zapowiadano przez długi czas, a co miało być jego tryumfalnym powrotem i zapowiedzią szybkiego pokonania PiS. Tym razem nie było tłumnych powitań, nie było wiwatów, jak to przed laty inscenizowano, kiedy Tusk maszerował między szpalerami zorganizowanej publiki, idąc pod „wolne sądy”, bądź do wcześniej „ustawionych” uniwersytetów, które zapraszały go do wygłaszania (nie)sławnych wykładów. Wtedy szumnie przyjeżdżał, ale po każdej wizycie coraz mniej szumnie wyjeżdżał, jako że nawet politycy opozycji, nie tylko z PO, zauważyli, że nie bardzo pomaga, a wręcz szkodzi.

Pamiętacie Państwo, jak opozycyjni politycy tłumaczyli się z oklaskiwania Tuska i jego protegowanego, niejakiego Leszka Jażdżewskeigo, po „wykładach” na poznańskim uniwersytecie? Tamten wykład na dłużej unieszkodliwił Tuska w doradzaniu opozycji, a niektórzy ze znanych polityków, ciągle mówimy o opozycji, urządzali sobie z Donaldinio, nazwijmy to delikatnie, „żarciki”. Bo czymże Tusk mógł zaimponować po tym, jak porzucił własny kraj i partię, której był współzałożycielem i jak ośmieszał się swoimi wystąpieniami, które miały tylko jeden cel, podkopywać autorytet polskiego państwa? Pamiętacie, jak wygrywał głosowania, które przesadzały o jego szefostwie w Radzie Europejskiej? Tamte głosowania były tak samo obiektywne, praworządne i demokratyczne, jak obecne przejęcie przez Tuska PO. Zrobił coś istotnego w Brukseli, co byłoby zapamiętane w Europie i w Polsce? Ktoś ze zwykłych obywateli unijnych państw kojarzy Tuska z jego inicjatywami, które dla Unii mają znaczenie? Tusk, to urodzony lawirant, który pewnie nigdy nie zaznał porządnej pracy, a na pewno nie, jako polityk, bo o jego własnych inicjatywach, które by wcielił w życie, jakoś nie było słychać.
Co się takiego stało, że, pomimo wszystko, Tusk już teraz, błyskawicznie, znowu przejął Platformę? I, że zrobił to tak pokrętnie, „bez żadnego trybu”, wbrew statutowi PO? I, co najdziwniejsze, nikt w PO, oprócz nieśmiałego niezadowolenia Rafała Trzaskowskiego, nie próbował się Tuskowi przeciwstawić. Akcja Tuska przejmowania PO bardziej przypomina brutalną pacyfikację instytucji i organizacji, jakiej dopuszczają się dyktatorzy reżimowych państw, które stają im na drodze utrzymywania władzy. Dlaczego akurat teraz Tuskowi zamarzył się powrót do Polski, skoro jeszcze tam, w Brukseli, była „fucha”, wprawdzie skromniejsza, niż poprzednia, ale była? Przecież Tusk zachęcany do startu w prezydenckich wyborach 2020r wykręcał się swoją misją, którą rzekomo miał do spełnienia w Europie, a teraz tę misję porzucił? A może ten nagły powrót, jak i wcześniejszy wyjazd do Brukseli, to ciągle ta sama misja, okiełzywanie niepokornej Polski, która jest „solą w oku” zdemoralizowanych „elit” współczesnej Europy? Co może o tym świadczyć? A chociażby oświadczenie samego Tuska, że jego przekazywanie EPL-u w nowe ręce potrwa wiele miesięcy. To będzie doskonały pretekst, by jeździć „w te i wewte”, na konsultacje, a może i po wytyczne, do Brukseli i nie tylko, a przy okazji pobierać podwójne apanaże, które ubogacą jeszcze unijnego emeryta, którym Tusk pewnie jest już od jakiegoś czasu. Czy Tusk, gdyby nie miał unijnego wsparcia, w nalocie na PO, odważyłby się na taki, mocno niedemokratyczny i niepraworządny manewr, jakim jest ustanowienie się go na po. przewodniczącego zarządu partii?
Co takiego decydenci PO usłyszeli od Tuska, że pokornie wykonali jego zalecenia, m.in. wykopali z zarządu jedyną kobietę, jaka tam była, rozpirzyły stary zarząd i utworzyli nowy, „by było, jak było”? Na wschodzie opornych straszy się wyjazdem „na białe niedźwiedzie”, koloniami karnymi, więzieniem, a czasami i czymś gorszym, a u nas? Platformerskie elity usłyszały, że Tusk przyjeżdża z tajną misją przywrócenia starego porządku w Polsce, bo inaczej Unia coś Polsce „obetnie”, np. unijne fundusze, a ich samych, przy pomocy Tuska, odetnie od korytka, do którego się dopchali? Tusk miał takie argumenty, że już po tygodniu wszystko PO-ustawiał, uPO-rządkował i tak się tym zmęczył, że … poszedł na urlop? „Jaja, jak berety” zrobił sobie Tusk z demokracji, praworządności, solidarności z dawnymi kolegami, a i ze zwykłej, swojej, kultury osobistej, o czym świadczą jego spotkania z dziennikarzami, którzy zadają mu niewygodne pytania, na które on nie ma dobrych odpowiedzi. Chciał Tusk Polski, to ją ma, ale niekoniecznie to jest ta sama Polska, która kiedyś kłaniała mu się w pas, a tuzy ówczesnego dziennikarstwa zadawali mu przyjazne pytania, na które mógł sobie swobodnie odpowiadać. Takiej Polski już nie ma i, jak mawia pan Havranek, „uż sa to nevrati”, o czym Tusk szybko się przekona. I szybko przekonają się o tym wszyscy, którzy go poprą. Tusk na tej zawierusze, którą wywołał, niewiele starci, jak przegra, on już się dorobił, ale ci, którzy pomogli mu w organizowaniu zadymy mogą stracić wszystko i zostaną bez szans na odrobienie tych strat.

Tekst ukazał się na Salon24.pl 7 lipca 2021r

 

Pin It