Lepiej późno niż wcale, ale przy moim, nie chwaląc się, wieku dopiero od kliku lat szczególnie doznaję tego, czego właściwie najpierw nie zauważałem, potem odkładałem na później a w końcu właśnie na starość już od dłuższego czasu dotkliwie doceniam
Piszę to właśnie dlatego by młodzi – być może – pominęli te moje wcześniejsze etapy i skorzystali być może z tej informacji Chodzi mi o to, co niegdyś treściwie kładli mi do głowy śp Rodzice a też i dobitne powtarzał Stryj.
Mówili Oni - rozmawiaj z nami póki możesz. Jak nas nie będzie, już nie będziesz mógł.

Szczera prawda choć żadne odkrycie ale zawsze jest zaskoczeniem, że jest prawdą.
W miarę upływu czasu kolejne śmierci, kolejne odejścia dowodzą mi prawdziwości tego zdania i dostarczają poczucie strat nieodwracalnych.
I nie mówię tu tylko o osobach bliskich z relacji rodzinnych choć dziś i nawet te ze zniszczenia wspólnoty stołu przechodzą z porozumienia myśli i przekazu doświadczeń na powiązania raczej bytowe i interesów czy zależności. wzajemnych
W przypadku moich rodziców już tylko mogę się domyślać i składać ze strzępów to co Oni doświadczyli – jaką przeszli drogę i przed czym mnie – nas – ochronili, co na dali co zawdzięczamy. A mogłem się tego dowiedzieć, choć przyznać muszę, że z racji czasów czyli i wprost bezpieczeństwa jako dzieci i potem młodzież byliśmy chronieni przed dostępem do informacji stąd realia – bywa – w życiu dojrzalszym nas jednak zaskakiwały Mój Ojciec wtedy jeszcze jako młody chłopak, w całej rodzinie ocalałej dzięki wprost powiem – pełnej świadomości swego Ojca zwiewał na piechotę przed hałastrą rewolucyjną – z terenów zaboru rosyjskiego. Czyli właściwie emigrant i to z rodziny na poły prawosławnej. Mama – po szkole ss Nazaretanek Już można sobie wyobrazić kłopoty startowe ich związku. W 1938 r – On młody prawnik po aplikacji – Ona usamodzielniony (w rozumieniu tamtych czasów) zawodowo lekarz. Piękne nadzieje i perspektywy. Rok, tylko rok i On wychodził siwy wydobyty z Montelupich – cała okupacja i potem start na nowo ale – szybko się okazało jak systematycznie byli grabieni jako wrogowie ludu. Znów dołek. Mama okaleczona wypadkiem, Ojcu po zmianach w palestrze – pozostała znów gleba. Po 56’ tym zaśniło Mu się zakładanie Zespołów Adwokackich i tak dotrwał do starości. Stryj – dziś swą twórczością dopiero odkopywany po zapisie cenzorskim z 1960 r – tak młodzieży tak to działa do tych czasów. Ta wspaniała twórczość jest wydobywana właściwie dzięki osobistej pasji Jego wnuka. A mogłem z Nimi rozmawiać – a pytania i problemy do skomentowania byłyby liczne. Choć złamana przez obu totalitarystów wiara Ojca w prawo – zgasiła Go zawodowo. To już wtedy widziałem. A Mama to dla nas trwała w kieracie pracy ograbiana systematycznie przez komuszą administrację Dziś to wiem ale nie po detalach.
Inne rodziny też doświadczały podobnych rzeczy.
Kolejno odchodzili z mojego życia ludzie którzy mogli by dużo powiedzieć i których brakuje. Normalnie do rozmowy. Od naszego drużynowego – któremu w 1957 r zaśnił się skauting a zamordowanego przez NN czyli bezpiekę co zakończyło nasz skauting czy pana Stanisława Rybickiego – dla mnie wtedy tylko harcerza – dziś wiem – bliskiej wraz z żoną osoby księdza Karola – nam znanego jako św Jan Paweł II . Zaoszczędzę wyliczanki następnego ale muszę powiedzieć łańcucha tworzonego latami aż po wyrwę jakiej doznałem śmiercią dr S. Bielawki, czy red M, Białeckiej – a też i wspaniałego inż.W. Zawiślaka i całkiem niedawno mgr inż. A. Ossowskiego. Do tych to często bym dzwonił i pytał o opinie czy ich punkty widzenia. Wyrwa odejścia A. Ossowskiego jest zresztą też dotkliwa dla znacznie szerszego grona osób ze świata nie krakówka a Krakowa.
W tym też kontekście – i po to piszę ten tekst – jest dla mnie znacząca śmierć Pani redaktor, muzyka, b. radnej dzielnicowej – Grażyny Zamorskiej. Poznanej wcale nie tak dawno – dopiero lat może kilkanaście bo przy okazji szumnie zwanego okrągłym stołem – cyklu spotkań związanych z lokalizacją spalarni odpadów .
To była końcówka mojej działalności w Polskim Klubie Ekologicznym a owe spotkania zsumowały mi wszystkie możliwe kombinacje wokół słowa eko z którymi miałem do czynienia przez wtedy ok 30 lat. Po tych spotkaniach skonkretyzowałem sobie jak z dobrych zamysłów na początku można ukręcić cokolwiek a wspólnie z Jej mężem powiedzieliśmy sobie że jedną wielką korzyścią tego Stołu było to że się poznaliśmy. Tak to była wartość i początek wymiany myśli i to wcale nie w jednomyślności – wręcz bym powiedział – w znaczących nieraz różnicach.
I tak Grażynę Zamorską sobie osadzam w pamięci.
Na trwałe.
Nie opisuję tego co tylko utwierdziło moje doświadczenia i opinie odnośnie nie tylko spraw związanych z owym Okrągłym Stołem ale też na temat kompletnego wykoślawienia pięknej wszak idei samorządności lokalnej. Jej doświadczenia złożone z moimi już pozwalają chyba na lokalne ale pewne uogólnienia i powiedzenia – nie ma i nie będzie realnej samorządności bez przeorania tego co wyrosło – tak jak i w PKE – na entuzjazmie dobrych chęci.
Grażynie to zawdzięczam i Jej mężowi choć nie sądzę byśmy siedzieli na dosłownie tej samej ławce przekonań.
I też chętnie bym z Nią porozmawiał.
Czego nikt z nas nie może wykluczyć. Bo takie jest życie z czego młodzi nie zdają sobie sprawy. Wiedzą ale tylko teoretycznie.
Nie – to dotyczy wszystkich.

Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 22,07,.21

 

 

 

 

Pin It