Unia Europejska odmawia nam środków rozwojowych, karze za domniemany, negatywny wpływ na czeskie środowisko kopalni w Turowie. Unia zabrania nam reform sądownictwa, narzuca obowiązek akceptowania małżeństw homoseksualnych, wspiera antyrządową i antynarodową opozycję totalną i dąży do obalenia legalnie wybranego rządu. Unijni komisarze i urzędnicy nasilają anty polską narracja, a parlament europejski zamiast wspierać Polskę bardziej troszczy się o prawa obywatelskie muzułmańskich emigrantów usiłujących, za białoruską inspiracją, nielegalnie przekroczyć polską granicę. Wszystko to przypomina powolne podgrzewanie wody w garnku, w którym siedzi żaba, rzecz jasna w roli żaby występuje Polska.

Wzmaga się nacisk Unii Europejskiej na Polskę, tak samej Brukseli jak i poszczególnych państw, takich jak Niemcy, Holandia, Austria, Szwecja, a ostatnio także Czechy - nasz, ponoć dobry, partner w Grupie Wyszehradzkiej. Jedyną odpowiedzią na to, co się dzieje są bliżej nieokreślone działania dyplomatyczne, których skuteczność trudno dostrzec. W takiej sytuacji, jak się wydaje, powszechnym odczuciem przeciętnego Polaka jest to, że zbieramy cięgi niczym pierwszoroczniak od starszych i doświadczonych w szkolnych bojach. Kopią nam tyłek, a my stoimy wypięcia w kącie i zbieramy cięgi. Nieistotnymi w tej sytuacji są zapewnienia rządowej wierchuszki, że tak się wcale nie dzieje, skoro odczucia narodu są takie, a nie inne, a skutki działań rządowych przypominają letnią, morską bryzę, a nie walnięcie ciężkim łomem w tych, którzy szkodzą Polsce, czego oczekiwaliby obywatele.

Stanowczość to nie jest coś, czego trzeba by się wstydzić. Mówi się, że dobra dyplomacja dzieje się za społeczną kurtyną, a decyzje polityczne podejmowane są w zaciszu gabinetów ale, do cholery, jeśli nic się nie dzieje, albo systematycznie wycofujemy się z raz podjętych, twardych decyzji, naród ma prawo sądzić, że polityka i dyplomacja nie są prowadzone wcale lub prowadzone są nieudolnie przez ludzi pokroju ministra Szymańskiego będącego ponoć wartością dodaną polskiej polityki i dyplomacji z tym tylko, że nikt nie potrafi powiedzieć na czym ta wartość dodana polega. Dowalają nam z każdej strony, a nas tylko szczęka boli i spychani zostajemy coraz bardziej w narożnik zwany lekceważeniem. Jedna odpuszczona i niepoparta silną i bezwzględną reakcją pociąga kolejne ataki instytucji unijnych i nieżyczliwych sąsiadów nawet tych pośledniego autoramentu jak choćby Czechy, państwo, które taka Turowie ją Kołomyję zafundowały by innemu sąsiadowi dostałyby takie bęcki, że zapomniałby jak się nazywają.

Ilość ataków na Polskę, dzięki braku należytej reakcji rządu Mateusza Morawieckiego, przypomina z jednej strony polowanie z nagonką, a z drugiej, poprzez ich mnogość, zaczyna coraz bardziej znieczulać nasze środowisko polityczne, przypominając sytuację powoli gotowanej żaby, która za chwilę stanie się obiadową przystawką. Brak agresywnych i twardych odpowiedzi polskich władz na ataki wewnętrznej opozycji i zewnętrznych wrogów pokazuje jak bardzo pochyłym drzewem się staliśmy i że nawet europejscy słabeusze stali się dla nas wyzwaniem. Mam nadzieję, że tego typu refleksje nawiedzają także premiera Morawieckiego?!

Opublikowano: na Salon24.pl 4 października 2021,

 

Pin It