felekMogłoby się wydawać, że rozważania w tej sprawie jakie podjął Edward Brożek są przedwczesne. Piszę tak, choć uznaję, że ma on rozeznanie w sprawach krakowskich, a w tym odnośnie myślenia politycznego i działania otoczenia obecnego Prezydenta Krakowa. Tu wyraźnie rozróżniam – choć oczywiście nie rozdzielam odpowiedzialności za skutki decyzji osoby szefa od nazwijmy tej grupy – establishmentem lokalnej władzy. Tak nie tylko prawnie ale w mojej opinii jest też ściśle związane z mechanizmami działania całego otoczenia decyzyjnego.

Otóż zgadzam się - w rzeczywistości i w obecnej sytuacji - to ostatni dzwonek. Tak - ale = i tu się różnimy - nie na kawiarniane dyskusje personalne a na wybór jednej z dwu postaw.
Spróbuję to właśnie wykazać.
Na dziś mówmy o dwu postawach. Jedna głosi - jest dobrze, nie oczekuję, nie chcę zmiany prezydenta i jego ekipy. Druga prezentuje pogląd – oczekuję zmian.
W pierwszym dalej już nie myślimy bo po co i tak wiemy że jest ok.
W tym drugim przypadku warto sobie powiedzieć dlaczego uważam, że zmiana jest niezbędna, czego oczekuję. A na kogo = to dopiero moment zgłoszenia kandydatów będzie właściwą porą na dopasowanie kandydata do wyborczych oczekiwań, a te trzeba sobie - byle realnie, właśnie dziś skonkretyzować. Na to wcale niema już za dużo czasu. To budowa z pozyskiwanych informacji i na tym trzeba skoncentrować wysiłek. Wybór musi być przecież oparty o przemyślenie – co uważam za istotne w obronie interesu miasta, jego perspektyw czyli i przez to i realnie tylko przez to = wypełnieniu moich oczekiwań jako wyborcy. W tej kolejności warto sobie wypracować pogląd i oczekiwania a nie o to co mi się marzy. Sam koncert życzeń to nastawienie się na wpływ populizmu i stanie się przedmiotem gry cwaniaków politycznych – czyli przyjęciem roli figury pożytecznego naiwniaka. Chodzi o dojście do jakiegoś przymiaru, do którego potem będę mógł porównać deklaracje jakiegoś kandydata w zakresie zgodności, jego poglądów i ich osadzenia w realiach z oczekiwaniami wyborcy. W akcji wyborczej nie wolno się dać wpuścić w koncentrowanie się na detalach zarządzania i narzekanie. Trzeba wcześniej zobaczyć to, co jest dziś niewłaściwe, bo hamuje rozwój czyli powoduje brak perspektyw, stagnację. To nie takie proste gdyż nie wolno lekceważyć znaczenia samej dobrej organizacji pracy urzędu. Ta jednak nie może być z kolei mylona z nawet sprawnym działaniem, ale wzajemnych uzależnień i podchodów koterii. Dobre zarządzanie to nie samo administrowanie i umiejętność prowadzenia gier gabinetowych, sprawność wykorzystywania (czasem i celowo) pobudzanych konfliktów i przedmiotowego traktowania mieszkańca. Mistrzowie tej sztuki walki na ogół i to wolą wyborców są przyspawani do stołków. Tacy wolą leniwych wyborców, nie zastanawiających się nad własnym interesem. Wtedy w akcji wyborczej liczą na działanie bajek z tysiąca i jednej nocy. Ma być pięknie a będzie biznes koterii. Pytanie jakie patrzenie sprawy miasta i odpowiada, jakie reguły programowe a też jakie postawy ideowe będące busolą w decyzjach, uważam za ważne, a dziś są lekceważone. Należy mieć uzasadnienie jaką zmianę uważam za konieczną.
       Oczywiście rozeznanie w tych sprawach wymaga nie tylko zainteresowania ale i wysiłku. Jego podjęcie jest niezbędne jeśli oczywiście demokracja nie ma być farsą – teatrzykiem przedstawienia medialnego reżyserowanego przez politycznych cwaniaków. Ci tylko wobec myślącego wyborcy są bezsilni.
To co powyżej napisano, mówi też, że samo kąsanie po kostkach, wyszukiwanie afer dmuchanych, półprawdziwych lub wręcz kreowanych, zarzutów nie uwzględniających realiów – nie odnosi się do meritum wyboru, jest tylko dowodem na prowadzenie akcji – idę po fotel. Nad takim, kandydatem nawet – a zwłaszcza gdy - w swe działania włożył dużą kasę, spory wysiłek i pracę nad anty wizerunkiem obecnego Prezydenta nie powinno się zatrzymywać. Motyw – idę po fotel –w działalności publicznej dyskwalifikuje. Logika przecież podpowiada, że skoro taki ktoś już siądzie wygodnie w fotelu prezydenckim, będzie chciał sobie odebrać „zainwestowaną” kasę. Dyskwalifikacja oczywista.
Rutyna administrowania jest działaniem hamującym rozwój oparty o nawet zupełnie oczywiste aktywa miasta. Blokuje wypełniani ważnych zadań Krakowa choć te są aktywami i źródłem interesu każdego mieszkańca poprzez interes ogółu. Rutyna nie skłoni do wysiłków w kierunku odejścia od lekceważenia lub wręcz ślepoty na potencjał rozwojowy miasta. Dziś na dodatek dochodzi zacietrzewienie ideologiczne używane jako narzędzie. Takie coś przestaje być fikcją. Rosja tego dowodzi.
Jak każde miejsce na ziemi też i Kraków ma swą specyfikę, a jej zrozumienie oraz – ważne – powiązanie z rolą miasta na mapie Polski, stanowi o fundamentach rozwoju. By rzecz przybliżyć powiedzmy sobie też wprost, że gdy właściciel czegokolwiek myśli, że np. firmą, hutą albo nawet drobnym zakładem wytwarzającym cokolwiek, może dobrze kierować mając na względzie strategię i perspektywy rozwoju, ktoś. kto o działalności podstawowej nie ma zielonego pojęcia, to jest w błędzie. To musi przynieść co najmniej kłopoty. A miasto jest też organizmem gospodarczym. Kraków ma zarabiać na tym, czym jest wiele bogatszy od innych miejsc. Rezygnacja z tych aktywów – jest niedopuszczalna. I tak dziś popatrzmy na skutki realizacji w Krakowie koncepcji przekształcenia go w piwny pub Europy i samo to wystarczy. Też sam pomysł opierania się z powodów ideologicznych (innych nie widzę) o zaprzeczanie wartościom patriotycznym, ich niszczeniu jako wartości państwowej, w końcu rezygnacja z tego, że Kraków jest wprost miastem świętych – i to bez względu na to czy się jest osobą – jak się to potocznie mówi wierzącą lub niewierzącą – stanowi barierę rozwojową. Bezrozumny i nawet sprawny administrator jej nie pokona.
Ogólnie - osoba aktualnie urzędująca, jako kandydat, zawsze ma za sobą poparcie machiny urzędniczej i siłą rzeczy twarz medialną. Wobec takiego, kandydat ujawniający się jako wcześniej mało lub wręcz nieznany może tylko składać solenne opowieści i obiecanki. W tym sensie już dziś należy promować medialnie nawet grupę potencjalnych kandydatów nawet ich tak nie nazywając. To ma być promocja innego myślenia o mieście. To co innego jak szczypanie po nogawkach w stylu pana Łukasza Gibały. On chyba tego nie wie ale swymi działaniami podbudowuje Pana Prezydenta jako skutecznie rządzącego. Po co i z jakim celem – jakoś umyka.
Na czas wyborów mamy mieć jasno sprecyzowaną linię racjonalnego podejścia do spraw Miasta.
Jako objawy źródeł dzisiejszych problemów mogą być wskazane sprawy z dziedziny planowania przestrzennego, ślepego wręcz odruchowego bezmyślnego posłuszeństwa wobec zielonej poprawności politycznej, uporczywa walka z pomnikami ofiar komunizmu czy AK, podejście do znaczenia Sanktuariów i to o zasięgu światowym (patrz funkcja projektu pól golfowych na tzw Białych Morzach), podejście do spraw Stadionu Wisły czy Domu im Józefa Piłsudskiego itd. Te sprawy często się łączą.
Z jednej strony sprawy o których piszę można by było widzieć jako ogólniki, niemniej suma tego, co z mieszkańcem i Krakowem wyczynia aktualny układ biznesowy - antyprogramowy – nie pozwala uważać, że jest wszystko ok.
         Wymieńmy więc może zasadnicze aktywa miasta – dziś bywa – nawet omijane.
Są nimi:
a/ dziedzictwo przeszłości w tym depozyt świadectwo kontynuacji państwowości Polski i doświadczenie wielowiekowego współistnienia różnych kultur,
b/ za tym idą ślady materialne i możliwości ich wykorzystania,
c/ nie tylko wielowiekowa ale i obecna koncentracja ośrodków wiedzy właściwie w każdej dziedzinie wiedzy i praktyki, a szansą jest wykorzystania tego z udziałem Miasta. Jasne – że tu szumnie zwana Konstytucja dla Nauki w wykonaniu pana Gowina to kapitalnie utrudnia – lecz w pokonywaniu tych utrudnień też leżą szanse. Tu i teraz nie przekładam tych słów na przykłady ale podpowiem tyle, że w tym zakresie Kraków korzystał wszak odwieczne,
d/ przełożenie na konkrety tego, że Kraków jest miejscem, które najkrócej można określić jako miasto świętych. Za tym idzie istnienie w nim Sanktuariów o zasięgu światowym a także pamięci świętych mniej znanych powszechnie a których droga życiowa i dokonania mają znaczenie uniwersalne,

To są te tylko narzucające się pola szans rozwojowych Krakowa.
Sądzę, że to co tu zostało napisane pozwoli każdemu wziąć pod uwagę czy wręcz wypracować jakieś swoje kryteria – byle je potraktować poważnie.
Wiem jedno, obok wszystkiego jako wyborca, muszę brać pod uwagę wiarygodność. Albo komuś wierzymy albo nie – ale nie wolno tej wiary opierać na wizerunku a zobaczyć ją w czynach i otoczeniu takiego kandydata.
Trudno – demokracja wymaga i tego wysiłku czyli braku zgody na bycie popychadłem.
Czasy komuny dały nam niestety dawkę przekonania, że tzw ichniejsza demokracja i wolność są dane – ale przez jakiegoś demiurga. Na przykład Stalina. Rosja dziś jest potwornym w wykonaniu przykładem utrwalenia tego przekonania w istocie opartego na fundamentach cywilizacji turańskiej My jesteśmy osadzeni w cywilizacji łacińskiej – i tego się trzymajmy – bo bez jej wartości dawno byśmy byli albo Landem albo Republiką albo na Syberii skąd z trudem ale konsekwentnie powracał i mój pra i dziadek.
I w tym leży najogólniejsza rzecz do zmiany – powrót w realiach zarządzania sprawami miasta do zasad cywilizacji łacińskiej. To powiedzenie wywoła oburzenie zwolenników obecnego stanu rzeczy, jednak gdy się zastanowić – taka jest prawdziwa oś koniecznej zmiany.
I wierzę, że to akurat ludzie wiedzą – co widać skalą reakcji na falę uchodźców a nie nachodźców.
To też stanowi informację potrzebną przy wyborach.
Przykład tego co przeżywa każdy Warszawiak na skutek działalności pana Trzaskowskiego powinien coś podpowiedzieć i w sprawie zasad i w sprawie wiarygodności. Same deklaracje były. I się zmyły. Mówimy o wykorzystaniu potencjału miasta dla jego mieszkańców i dla perspektyw rozwojowych,
Kraków jest wart ochrony przed takimi wyczynami.

dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 20.04.22

Pin It