felekTak dla zdrowia rozsądku i dobra środowiska, warto jak sądzę zatrzymać się nad akcją pt Strefa Czystego Transportu. (SCT) w Krakowie – choć nie tylko Krakowa takie pomysły się imają. Do tej pory milczałem sądząc, iż na dalszej drodze procedowania ktoś zauważy to co tu opiszę jako ewidentne absurdy i braki logiki tej Uchwały RMK. W sumie jest to jednak dobry przykład mówiąc najdelikatniej mało sensownego powoływania się na dobro środowiska. Po co – to już inna kwestia i nie ma potrzeby grzebać się w domysłach, choć na pierwszym planie można postawić automatyzm politycznej poprawności, chęć stanięcia w pierwszym szeregu walki o – co?

Chyba to, co jest ogłoszone jako poprawne i chwalebne. Tak dalece, ze aż do szkodzenia środowisku – jak to w wielu przypadkach ma miejsce.
Oto Wojewódzki Sąd Administracyjny unieważnił ową Uchwałę – lecz powołując się na formalistykę a nie istotę sprawy i zrobił to tak na chwilę . W takim razie spróbuję tu pokazać – bo warto – istotę sprawy.
Należy zacząć od spraw ogólnych i to odnosząc się do wstępu w treści Uchwały, Brzmi on dosłownie
W celu ograniczenia negatywnego oddziaływania emisji zanieczyszczeń z transportu na zdrowie ludzi i środowisko ustanawia się Strefę Czystego Transportu w Krakowie (zwaną dalej SCT), obejmującą drogi, których zarządcą jest Prezydent Miasta Krakowa.
§ 2. SCT zostaje ustanowiona na czas nieoznaczony, itd -

Oczywiście same słowa brzmią pięknie. Dalej tylko szczegóły kogo owa SCT ma dotyczyć no i katalog zakazów itd.
Mowa o dbałości o stan i potrzeby środowiska, w którym człowiek i jego potrzeby są częścią składową całości. Stąd już dawno (1992 r – prehistoria) za podstawę właściwego zabiegania o stan środowiska przyjęto zasadę utrzymania w życiu i w jego rozwoju równowagi pomiędzy tymi dwoma składowymi – środowiskiem naturalnym (flora fauna zasoby) i człowiekiem. Tak się nazywa konieczność realizowania rozwoju (nie regresu) w sposób zrównoważony. O zasadach z tego wynikających mówi Zasada Zrównoważonego Rozwoju.(ZZR) Ta stawia jako podstawę prawa przyjęcie, że realizacja priorytetu potrzeb czy wymogów którejkolwiek ze stron relacji należy uznać (podkreślmy - w podstawie prawa i działań) za szkodzące środowisku jako całości. Przykład nieliczenia się z wpływem na środowisko brutalną industrialną i antropopresją (Huty bez filtrów, więcej stali i betonu to postęp itd) dziś znajduje swą odwróconą symetrię w bełkocie i w skutkach wprowadzania rozwiązań opartych na ekoreligii – wręcz można ją tak nazwać - marginalizującą potrzeby człowieka. Wedle tych koncepcji wprost- depopulacja (jak delikatnie nazywają techniki eliminacji człowieka) jest konieczna dla … stanu środowiska. Często działania są oparte nie o wiedzę i rzetelne (niby świętość – naukowe) porównanie argumentów, a o aksjomaty. Przykładem może być np. przyjęcie, że następuje globalne (to słowo też jest ważne) ocieplenie i że to działalność człowieka w Europie i wynikająca zeń emisja CO2 – jest temu winna. To obowiązuje bez poważnego rozważenia argumentów, które temu zaprzeczają. W tym konkretnym przypadku, wręcz można wykazywać, że pobudzanie tych haseł swoistej ekowiary jest służebne celom interesów gospodarczych i politycznych. A że jest zabójcze gospodarczo (a ożywcze biznesowo i ideologicznie dla innych) skutki idee fix Fit for 55 – są tu dobrym przykładem – gołym okiem widać.
     Konsekwencją wymogu szukania wspomnianej równowagi są następujące elementy;
*Konieczność rozpatrzenia jak dane rozwiązanie techniczne, produkt, prawo itd. oddziałują na środowisko w pełnym okresie jego używania lub stosowania. Klasyka to elektromobilność czy np. OZE wiatrowe. Zachwyt nad przyjaznością dla środowiska samochodu elektrycznego (jeszcze zwanego zeroemisyjnym) powinien być zestawiony w rachunku z nie tylko większym - z uwagi na straty przesyłu - zapotrzebowaniem na wytworzenie energii (czyli i emisję i skutki środowiskowe w innym miejscu) lecz też z innymi kosztami środowiskowymi. w tym i energetycznymi pozyskania i wykorzystania np. Li i potem „utylizacji” i wymiany akumulatorów oraz ze skutkami monopolizacji stosowania tych technologii. Zwracam uwagę, że samo słowo utylizacja choć jest używane obiegowo oznacza utylizuję czynię użytecznym a nie anihiluję (np.). Nie na darmo też dziś Niemcy, po nierealistycznym czysto propagandowo ideologicznym zachłyśnięciu się wiatrakami, chcą z nas (traktując Polaków jak ciemny lud) zrobić miejsce odbioru nie tak łatwych w „utylizacji” skrzydeł, ratując też przed plajtą stosowne firmy a za składowanie odpadów przez wieki będziemy jeszcze płacili – bo składowisko to zanieczyszczenie środowiska. Należy też mówić o kosztach środowiskowych przywrócenia do stanu wyjściowego samego obszaru i natury terenów ferm wiatrowych – a te wszak nie są wieczne. Tym samym trybem i do tego samego celu zdąża obłęd śladu węglowego – w dużej części nakierowany na atak podstaw bytowych (przemysł i rolnictwo) człowieka. Znów mamy brak równowagi zaspokojenia elementarnych potrzeb jednej strony, kosztem udzielenia priorytetu drugiej.
Przytoczyłem tu tylko wybrane przykłady inicjatyw i działań niby ekologicznych (w domyśle mających być dobrych dla środowiska), które jak można wykazywać są niezgodne z teoretycznie i praktycznie właściwym podejściem do dbałości i środowisko.

** Ważnym wymogiem jest, by decyzje i działania w zakresie realizacji rozwoju w sposób właśnie zrównoważony były zawsze oparte o najlepszą dostępną wiedzę i wprowadzane po oglądnięciu problemu w świetle krytycznych i wieloźródłowych rozważań prowadzonych na gruncie najlepszej dostępnej wiedzy.
*** w świetle poprzedniego punktu należy zupełnie inaczej patrzeć na rolę ekologicznych - tak się nazywających – NGO. Tym często przyznaje się im rangę ekspertów, choć stowarzyszenie społeczne wcale nie musi dysponować gruntowną wiedzą na tym poziomie. Ta więc do informacji, że aż 50 NGO popiera SCT powinno być podane jakie to one są – bo ich wykazu nie ma.
Sam ten fakt wymagałby rozwinięcia.
Oczywistym jest, że głos społeczny jest i ma być ważny – niemniej ten, jak i każdy inny ma swoją rolę i swój zakres kompetencji. NGO to w pierwszym rzędzie sygnał o polach negocjacyjnych i źródłach informacji – bo te też wyznaczają potrzeby człowieka jako podmiotu w poszukiwaniu wspomnianej równowagi. Prowadzenie – a tak jest w zwyczaju - jakiś okrągłych stołów i to z klakierami, tylko po to by się owe tzw konsultacje odbyły, bo tak wymaga prawo i posiadanie podkładki, jest bez sensu. To z kolei stawia pytania o wagę głosu społecznego w zastosowaniu danego rozwiązania. Odpowiedź możemy znaleźć analizując strukturę i cele choćby eko-NGO. I tak, w naszym przypadku SCT sama informacja o wsparciu projektu przez znaczną liczbę NGO raczej nie powinna nikogo uspakajać bez przeglądu choćby prowieniencji i dokonań tychże. Podkreślam - NGO – to nie tylko źródło informacji o nastrojach i potencjalna droga wymiany poglądów lecz też mogą być potraktowane jako źródło informacji rzeczowych pomijanych przez ekspertów powołanych w sprawie. Tak przecież bywa. Jednak samo społeczne poparcie sprawy musi być powodem do bardzo krytycznej analizy a nie bezkrytycznej jej chwalby i do używania tegoż poparcia jako argumentu będącego przeciwwagą dla rzeczowej argumentacji, której należy oczekiwać.
Nie wolno tu też pominąć do dziś niedookreślonej roli tzw NGO jako najtańszych lobbystów.
Po tym co zostało powiedziane uruchommy tą wiedzę do treści samej Uchwały NR C/2707/22 RADY MIASTA KRAKOWA z dnia 23 listopada 2022 r. w sprawie ustanowienia Strefy Czystego Transportu w Krakowie.
Cel – obniżenie niskiej emisji itd. jest jasny – i któż by był mu przeciwny.
Uchwała jednak na gruncie najlepszej wiedzy uzyskanej w rezultacie porównania różnych informacji, powinna nade wszystko mieć podstawę w informacji jak, dlaczego i w jakiej skali ilościowej, wprowadzenie tego rozwiązania spowoduje ów oczekiwany efekt – poprawę jakości środowiska. W tym zakresie Uchwala nie wskazuje podstaw, za to ma cały katalog (z załącznikami w liczbie 3) postanowień jak i w jakim zakresie, jakimi sposobami będzie ona egzekwowana. Dalej nie wiadomo po co realnie nie deklaratywnie – bo ma być pięknie. Uchwała koncentruje się tylko na sprawach wykonawczych i restrykcyjnych a kwestię wskazania konkretnego a nie ogólnikowego celu kompletnie pomija. Każdy by chciał być zdrowym i żyć co najmniej długo tak więc i chęci obniżenia poziomu zanieczyszczeń nie można zaprzeczyć. Tylko czy rozwiązanie SCT – ten efekt i jaki przyniesie? To powinno być podane choćby oszacowaniem stanu przed i po wprowadzeniu owej strefy. Skoro to nie jest jakoś udokumentowane, to znaczy że zamiar jest czysto poprawnościowo polityczny lub wręcz lobbystyczny.
Na tym tle kuriozalnie wygląda zarówno pominięcie pytania dlaczego to niby ma nastąpić dyskryminacja mieszkańca Miasta, który znajdzie się w strefie i będzie zmuszony do pozbycia się posiadanego środka transportu. Innymi słowy mowa o przerzuceniu kosztów wprowadzenia rozwiązania na wybraną grupę mieszkańców. Idąc do absurdu - należałoby zgodnie z ZZR - oczekiwać, że po wprowadzeniu strefy, wszyscy mieszkańcy Krakowa via budżet miasta powinni zafundować mieszkańcom strefy stosowną kompensatę za pozbycie się posiadanego „niewłaściwego” (przeniesienie źródła zanieczyszczeń lub jego likwidacji) i zakupu nowego środka transportu wraz z utworzeniem warunków do jego używania. Tak by było w przypadku samochodów elektrycznych bo te, narzucane strefą, wymagają dostępności punktów ładowania. Mało, tego ten sam mieszkaniec, wedle Uchwały już bez przeszkód będzie się mógł poruszać po mieście arteriami – a to w nich panuje największy ruch, największe okresowe korki a więc i prawdopodobnie największe parcjalnie zanieczyszczenie. Strefa ma być ratunkiem ale arterie niech dalej sobie emitują.
      Na tle tego pomysłu strefy, musi się podnieść skutki środowiskowe w tym zwiększenie zanieczyszczeń komunikacyjnych działalnością urzędniczą w zakresie zmian organizacji ruchu, kumulacji remontów, sposobu ich realizacji. Polecam choćby kumulację szczęścia na Zwierzyńcu. Tu mieszkańcy i emisja z krążących samochodów się już nie liczą.
Tak nawiasem w tym wszystkim można zobaczyć myśl ex policjanta przyzwyczajonego, że ten w kontakcie z obywatelem ma z definicji rację. To działa na szkodę mieszkańca gdy ów policjant staje w pozycji kogoś, kto ma służyć mieszkańcom. On tego nie wie – uważając się nadal za siłę sprawczą szczęśliwości wszelakiej.
I tak w Krakowie mamy jakby miasteczko komunikacyjne a nie układ komunikacyjny przyjazny środowisku wedle wspomnianej wcześniej zasady.
Jako zastanawiający należy też ocenić fakt zakwestionowania przez SA Uchwały ze względów formalnych, bez podniesienia tego najważniejszego – wskazania, braku wykazania, że wprowadzenie SCT da i jaki udokumentowany efekt i jak wygląda bilans zysków i strat z tego - jak na to wygląda - czysto propagandowego zamiaru. Tu ZZR już ma nie działać a obowiązywać nakaz polit-eko-poprawności. Przekładając na nowe – stosujemy prawo ale tak ja MY go rozumiemy a nie jakieś zasady i instancje do tego powołane. Jak te nie pasują to je likwidujemy. W naszym przypadku - ZZR
Tak nawiasem załączniki do Uchwały (3) to gąszcz szczegółowych dopuszczeń, warunków – itd. pełne pole do popisu dla stosowania restrykcji.
Nie ma co się tym zajmować. Wszak oprócz ogólnikowej wstępnej deklaracji że SCT ma na celu poprawę itd. to nie wiadomo czy (skoro np. arterie – główne źródła tego rodzaju zanieczyszczeń - są wyłączone, ze SCT !) w ogóle i w jakiej skali owa poprawa ma spowodować.
Całość wygląda na tworzenia urzędniczego pola do wykazania się działalnością i skutecznością dla służb.
Pod hasłem eko oczywiście.

Dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 28.01.24 r

Pin It