Dość często możemy się przekonać o specyficznym poczuciu bezpieczeństwa prezentowanym oficjalnie przez Niemców. Dopiero co dowiedzieliśmy się właśnie o wielkim zagrożeniu, które miała spowodować projekcja filmu „Smoleńsk”. Miała się ona odbyć w jednym z berlińskich kin, ale się nie odbędzie. Okazuje się, że trzeba było przepędzić filmowych intruzów z Polski z uwagi na bezpieczeństwo widzów. Jak zawiadomiono, obraz jest kontrowersyjny, a w Niemczech za kontrowersjami się nie przepada, to jasne.

Wszak to państwo zgody i wszelakiej harmonii, więc najmniejsza nawet dawka mogąca spowodować zakłócenie pracy umysłu wyćwiczonego w wykonywaniu zajęć prostych, a zalecanych przez zwierzchników, to coś, przed czym bronić się trzeba ze wszystkich sił. Zatem decyzja o zakazie pokazu jest ze wszech miar nie tylko słuszna, ale wręcz ideologicznie sprawdzona na przestrzeni wielu dziesięcioleci, a nawet w okresie znacznie dłuższym.

Jakże wyświetlać coś, co zostało już dawno wyświetlone, właściwie prawie natychmiast po katastrofie. Niemców wciąż obowiązuje owa słynna iskrówka posłana z centrali PO do swoich posłów w godzinę lub dwie po tragedii. Objaśnił nam ów fakt generał, śp. Sławomir Petelicki, który – jak wiadomo – w bardzo krótkim czasie, jako jeden z wielu popełnił samobójstwo. Liczba seryjnych samobójców, którzy mieli jakieś wiadomości o katastrofie jest już tak samo przerażająca, jak liczba smoleńskich ofiar. Niemcy wierzą jednak w sms wysłany z najbliższego otoczenia dzisiejszego przewodniczącego z Brukseli.

W Niemczech znowu bardzo się dba o rozterki obywatela, a właściwie, by obywatel nawet się do nich nie zbliżył. Po co zakłócać mu spokój durnymi wiadomościami o gwałceniu kobiet, w szczególności niemieckich, a w jeszcze większej szczególności przez islamskich uchodźców. Nic takiego się nie zdarzyło, a gdyby nawet, to po prostu niewiasty muszą być bardziej przewidujące. Nie powinny się zbyt często uśmiechać, zalecana jest wstrzemięźliwość w dobieraniu strojów, które mogą być zachętą dla mężczyzny, wprawdzie pełnego kultury, ale ciut innej.

Niemiecka społeczność została też na czas powiadomiona o pięknym, przejrzystym i wymagającym wsparcia wspólnym, rosyjsko - niemieckim projekcie bałtyckiego rurociągu. Został już nawet rozbudowany, a w kolejce czeka realizacja następnej nitki. Protesty państw bałtyckich, w szczególności Polski nie mają nijakiego sensu, bo w Berlinie o tym wiedzą najlepiej.

A zestrzelenie holenderskiego samolotu pasażerskiego? Dajcie spokój. Codziennie tyle ludzi ginie w wypadkach samochodowych, więc po co ta wrzawa! A w tym kontekście stawianie jakichkolwiek pytań o Smoleńsk zakrawa na zwykłą prowokację. Na dodatek przygotowaną przez mało demokratyczne państwo, w którym partia zdecydowanie wygrywająca wybory chce się czymś różnić od poprzedników. Przecież w demokratycznej Europie, działającej pod przewodnictwem demokratycznym Niemiec, nie ma takiej potrzeby. Wszak idzie o bezpieczeństwo.

Tekst zamieszczono na portalu wPolityce 30 października 2016r

Pin It