Jak informowało dzisiaj polskie radio24.pl, „wypłynęły” utajniane wcześniej dokumenty, jakie w 2008r dotarły z Moskwy, z polskiej ambasady, do naszego ówczesnego rządu, który tworzyła koalicja PO-PSL. Jak pamiętamy Donald Tusk na stanowisku premiera, w ramach naprawy stosunków miedzy Polską, a Rosją nawoływał do współpracy i naprawiania kontaktów „z taką Rosją, jaka ona jest.” Otóż w owych wspomnianych dokumentach nasi woskowi dyplomaci sugerują, że Rosja postawiła warunki naprawy współpracy z nowym polskim rządem, o co zabiegał rząd D.Tuska, powołany po wygranych wyborach parlamentarnych w 2007r, polegające m.in. na tym, by rząd neutralizował negatywne wobec Rosji, cyt z notatki: „ wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, które niekiedy stają się powodem poważnego rozdrażnienia Moskwy.

W celu ich neutralizacji możliwe byłoby na przykład kontroświadczenie Donalda Tuska albo półformalne sygnały ze strony MSZ i rządu, że nie będą się podobnymi wypowiedziami kierować". Czyli chodziło o to, że strona rosyjska chciała mieć gwarancje, że nasz ówczesny rząd będzie marginalizował polskiego prezydenta, który Rosji wyraźnie przeszkadzał. A śp. Prezydent Lech Kaczyński przeszkadzał Rosji m.in. tym, że mocno krytykował jej imperialistyczną politykę i sprzeciwiał się planowanej budowie Nord Stream z góry przewidując, do czego ten rurociąg będzie potrzebny. Jakże w świetle ujawnionej notatki logiczniej wyglądają teraz zachowania rządu D.Tuska wobec Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który musiał walczyć o możliwość uczestniczenia w ważnych zagranicznych spotkaniach, w których były omawiane ważne sprawy dotyczące Europy i samej UE, co do których Prezydent mógł i chciał mieć własne zdanie, a jego stanowisko mogło mieć niebagatelny wpływ na podejmowane decyzje. Administracja Prezydenta musiała wykłócać się o miejsca w samolocie, który dowoził na różne spotkania polską delegację, o „krzesła przy stole”, czyli o miejsca przy stołach konferencyjnych, na których mógł siadać Prezydent, itp., itd. Czym się to wszystko skończyło, wszyscy wiemy, ale nie wszyscy wyciągnęli z tego odpowiednie wnioski, które nasuwają się same.
Uległość ekipy Donalda Tuska wobec „obcych”, jest dla wielu tak widoczna, że tylko wyraźni polityczni ignoranci tego nie zauważają. Dosyć oczywistym jest, że powinniśmy dobrze żyć z naszymi sąsiadami, ale to nie oznacza, że mamy być na ich usługi wedle ich życzenia. Współpraca z Moskwą wygląda, jak wygląda, z powodów wiadomych, ale koalicja PO-PSL ma też swoje „zasługi”, co do współpracy naszymi partnerami z zachodu, szczególnie tymi z Niemiec i samej UE. Tu również „różowo” środowisko naszego byłego premiera i jego koalicjantów nie ma czym się chwalić, tu też liczy się przede wszystkim polityczna solidarność lewicowo- liberalnych partii, a interes własnego państwa i społeczeństwa jest marginalizowany. Ta uległość wobec „obcych” skutkuje dzisiaj wstrzymaniem polskich należności, jakie winna jest nam Unia, a co jest uzasadniane „przestępstwami”, jakich Polska nie popełnia, a które na użytek chwili są w UE wymyślane, co dzieje się na sugestie płynące z polskich środowisk opozycyjnych, zbliżonych do PO. I będzie to wymyślane tak długo, póki w Polsce nie zmieni się rząd, na taki, który UE, czyli Niemcom, będzie odpowiadał.
Co z tego, co powyżej wynika? Jak widać, raz przyjęta strategia, że musi się zadowalać oczekiwania silniejszych, ważniejszych, bogatszych państw, głęboko tkwi w świadomości niektórych polityków i być może u nich tego zmienić się już nie da. Najwyższy czas, by zniknęli oni z naszej sceny politycznej i ustąpili miejsca swoim następcom, ma nadzieję, że rozsądniejszym.

Tekst ukazał się na Salon24.pl 12 maja 2022r

 

Pin It