Od chwili, gdy obecna większość sejmowa (KO, Trzecia Droga, Nowa Lewica) ogłosiła umowę koalicyjną padło na jej temat wiele komentarzy, odnośnie jej ogólności. Ale ową ogólnością powinni się martwić nie tylko wyborcy, którzy na te partie oddali głos, oczekując realizacji zapowiedzianych programów. Martwić się powinni głównie współkoalicjanci KO, którzy tak naprawdę nie do końca wiedzą na czym stoją, a umowę już podpisali.
Wyborcy partii opozycyjnych dostaną przede wszystkim igrzyska i program rozliczeń PiS. Ten fragment umowy koalicyjnej jest akurat najbardziej konkretny. Zapowiada m.in. pociąganie do odpowiedzialności konstytucyjnej polityków PiS i powołanie komisji śledczych oraz likwidację szeregu instytucji państwowych. Owo „polowanie na czarownice” to na razie najsilniejsze spoiwo nowej parlamentarnej większości.

Strajk Kobiet i środowiska feministyczne demonstrują swoje niezadowolenie z powodu pominięcia w umowie koalicyjnej kwestii aborcji, ale te środowiska mają na razie uspokoić dwa projekty ustaw poselskich zgłoszone przez Nową Lewicę, w których jest mowa o depenalizacji za pomoc w aborcji i o liberalizacji przepisów aborcyjnych. Niebawem o ich losie zadecyduje sejmowa większość. Jeśli chodzi o kwestie personalne umowa zawiera obsadę funkcji marszałka Sejmu (rotacyjnie Szymon Hołownia i Włodzimierz Czarzasty) i prezydium Sejmu. I na razie tyle. Współkoalicjanci na konferencji tłumaczyli, że nie ma powodu, by na razie prezentować skład rządu, bowiem to się stanie, gdy Donald Tusk będzie zabiegał o wotum zaufania dla swojego rządu.
W jakiej dziś sytuacji są współkoalicjanci? W takiej, że wszystko jest na przysłowiową „gębę”. W mediach trwa giełda nazwisk do obsady kolejnych resortów, przy czym te nazwiska i resorty wciąż się zmieniają. Jednak niewiele wiadomo w sprawie sekretarzy i podsekretarzy stanu i w wielu innych, szczegółowych kwestiach, np. dotyczących spółek skarbu państwa. Choć politycy w mediach bardzo często i chętnie mówią o tym, że nie chodzi o stanowiska, a dobro kraju, to jednak trzeba dużej naiwności, by w to wierzyć. Wiadomo bowiem, że partie dotychczasowej opozycji, a dzisiejszej większości, przez dwie kadencje były odsunięte od wpływów i stanowisk, a ludzi i struktury trzeba zwyczajnie „nakarmić”. Owo zapowiadane przez dzisiejszą większość „odpolitycznienie” będzie się w istocie sprowadzało do zamiany ludzi związanych z obozem dotychczas sprawującym władzę na ludzi związanych z obecną sejmową większością. I to też nie jest żadna tajemnica, ani powód do zdziwienia.
W tym miejscu warto przypomnieć, że wspólna lista partii opozycyjnych przed wyborami nie powstała nie tylko dlatego, że niektórzy liderzy tych partii uważali, że na tym stracą, ale także z powodu wątłego zaufania polityków do Donalda Tuska, który słynie z tego, że często nie dotrzymuje słowa. Ryzykiem wspólnej listy było to, że mniejsze partie zostaną zmarginalizowane i stracą stan posiadania z poziomu klubów do poziomu kół. Wspólnej listy nie było, wszystkie partie dotychczas opozycyjne mają swoje kluby, ale liderzy partii opozycyjnych znaleźli się w podobnej sytuacji, która wynikałaby z jednej listy, czyli karty rozdaje największy gracz. W tym przypadku Koalicja Obywatelska i jej lider Donald Tusk. A ponieważ niewiele zapisano w umowie koalicyjnej, wszyscy muszą polegać na słowie lidera.
Przykład niemiecki
Warto przypomnieć zawartą w Niemczech w 2018 roku umowę między dwoma partiami chadeckimi (CDU i CSU) i socjaldemokratami (SPD), która liczyła 179 stron i czternaście rozdziałów. Umowa opisywała nie tylko cele rządu, sposób współpracy między partiami koalicyjnymi oraz plan działania w sferze gospodarczej, społecznej i międzynarodowej. Zawierała ona również bardzo dokładny podział resortów (i wpływu na inne instytucje) między trzy partie. Tego nie zawiera umowa zawarta pomiędzy KO, Trzecią Drogą, a Nową Lewicą, a koalicjanci Tuska wciąż nie do końca wiedzą na co właściwie mogą liczyć poza ogólnie zarysowaną liczbą resortów.
I tak może się okazać, że np. Lewica będzie twarzami żyrowała radykalne posunięcia liberalne niewiele z tego mając. A Władysław Kosiniak-Kamysz może dać twarz rozbrojeniu polskiej armii, zaś szerzej PSL i Lewica dadzą twarze likwidacji programów społecznych czy wsparcia dla seniorów lub likwidacji wolnych niedziel w handlu. Wydaje się, że w tych ryzykach połapali się przedstawiciele partii Razem, którzy nie zdecydowali się wystawić nikogo do rządu, choć zapowiadają poparcie rządu Donalda Tuska. Być może przyszli koalicjanci powinni o tym pomyśleć i dążyć do zawarcia bardziej szczegółowego porozumienia, choć na to, po podpisaniu umowy koalicyjnej, która bardziej przypomina forsowany przed wyborami pakt sejmowy, zawierający wolę współrządzenia, może być już zwyczajnie za późno. A po przegłosowaniu wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska tym trudniej będzie forsować własne postulaty programowe i kadrowe.
Obok różnic programowych problemy kadrowe mogą być więc źródłem potężnych napięć w przyszłej koalicji rządzącej. Dopóki sejmową większość łączy umowne „osiem gwiazdek” i nienawiść do PiS, koalicja będzie współpracować. Jednak na jak długo wystarczy tego paliwa? Na pół roku, na rok? Niebawem się przekonamy. .

 Tekst ukazał się na portalu wPolityce.pl 21 listopada 2023

PRZECZYTAJ

 📝 Najnowszy artykuł
10 Czerwca 2024

Tusk konsumuje i chińska strategia PiS-u

W poniedziałek rano znane były oficjalne wyniki: KO -37,06 proc. (21 mandatów) ; PiS – 36,16 proc. (20 mandatów) – niecały 1 punkt procentowy różnicy. To amatorka firmy Ipsos ze swoim exit pollem w wieczór wyborczy. Oto kilka spostrzeżeń świeżo po wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Firma badawcza Ipsos odpowiedzialna za exit poll powinna zapaść się pod ziemię po kompromitującej wpadce stawiającą pod znakiem zapytania zatrudnienie jej

...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty.)


10 Czerwca 2024

Tusk konsumuje i chińska strategia PiS-u

(332) Sławomir Jastrzębowski

W poniedziałek rano znane były oficjalne wyniki: KO -37,06 proc. (21 mandatów) ; PiS – 36,16 proc. (20 mandatów) – niecały 1 punkt procentowy...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty.)


07 Czerwca 2024

NASZ WYWIAD. Szeremietiew: To jest nieprawdopodobnie silne uderzenie w żołnierskie morale. Chcą z Polski zrobić państwo upadłe

(378) Robert Knap

„Armia w takiej sytuacji zwyczajnie nie istnieje, rozsypuje się. Wierzyć się nie chce, że w III Rzeczypospolitej Polskiej mogło dojść do takiej...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 4 minuty i 47 sekund.)


06 Czerwca 2024

NASZ WYWIAD. Kamiński: Mamy do czynienia z tępą, nadgorliwą działalnością prokuratury. Tusk i Kosiniak-Kamysz kłamią

(498) Robert Knap

„To jest uderzenie w nasze bezpieczeństwo i za to ponoszą odpowiedzialność ci prokuratorzy i politycy, którzy doprowadzili do takiej sytuacji” -...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty i 42 sekundy.)


06 Czerwca 2024

Premierze, albo dymisje, albo przyznanie się do kłamstwa. Czy Donald Tusk wiedział o zarzutach dla żołnierzy, gdy robił spektakl na granicy?

(659) Marek Pyza

Donald Tusk jeździ po terenach przygranicznych, ściska się z żołnierzami i strażnikami granicznymi, wygłasza tyrady o państwie stojącym za nimi...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 1 minuta i 46 sekund.)