W dniu 24 marca, gdy obchodzimy Narody Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod okupacją niemiecką, warto wspomnieć i o złej woli wielu komentatorów polskich zasług w ratowaniu Żydów. Zasmucającym przypadkiem jest np. numer 15 rocznika „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, wydawanym przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów, a konkretnie głęboko nieuczciwie brzmiący artykuł Alicji Podbielskiej „Święta rodzina z Markowej: kult Ulmów i polityka historyczna”.

Autorka postawiła sobie za cel udowodnienie, że rodzina Ulmów jest tylko cynicznie wykorzystywanym narzędziem, przekłamanym w jej opinii, w rękach złowieszczej i nacjonalistycznej polskiej prawicy, która próbuje zatuszować zbrodniczość narodu polskiego. Myślicie Państwo, że moja interpretacja wydaje się przesadzona? Wystarczy przytoczyć język Podbielskiej, używany w tekście, mało przypominający naukę, a bardziej realizację zamówienia ideologicznego, zgodnego z linią umniejszania zasług polskich i demonizowania postaw ludności w czasie okupacji. Autorka twierdzi, że Ulmowie zostali wybrano jako godny upamiętnienia przykład bohaterstwa ze względów… politycznych. Podbielską drażni, że rodzina z Markowej miała wiele dzieci, a dla badaczki dzisiaj (uwaga!):
jest to zjawisko nieporównywalnie rzadsze, pozostające jednak ideałem pronatalistycznego nacjonalizmu i faworyzowane przez Kościół katolicki, którego przedstawiciele stawiają Ulmów, rodziców sześciorga dzieci, za wzór współczesnym małżeństwom.
Autorka dość często używa nacechowanego ideologicznymi określeniami języka, w dodatku języka stygmatyzującego, oceniającego i deprecjonującego badaczy i środowiska upamiętniające Polaków ratujących Żydów. Tak Podbielska określa media mówiące o obrońcach Żydów:
W wypadku środków masowego przekazu uwzględniam ultranacjonalistyczne media katolickie i prawicowe, często internetowe, które jeszcze do niedawna można było uznać za znajdujące się na obrzeżach dyskursu (…).
Zresztą głównym zarzutem autorki do badań i upamiętniania Ulmów jest właśnie prawicowość.
W prawicowej polityce historycznej, której wystąpienie prezydenta było doskonałą egzemplifikacją
—pisze w jednym miejscu. Podbielska czasami wzbija się na wyżyny postponującej retoryki, zbijając w jednym zdaniu całą sekwencję subiektywnych ocen:
Obecnie w harmonii z antyelitarną, populistyczną retoryką PiS prawicowa polityka historyczna dowartościowała prowincję i klasę ludową.
W komentowaniu tekstu panu Alicji Podbielskiej trudno nie użyć słowa ojkofobia i polonofobia. Dla autorki bowiem wieloletnie badania, wydawanie źródeł, opracowania naukowe i inicjatywa budowy Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej są jedynie instrumentem, fałszem, spreparowanym z premedytacją oszustwem, w celu realizowania polityki historycznej. Badaczki nie interesuje prawda, fakty, autentyczna historia Ulmów, skupia się tylko na dyskursie, w oderwaniu od stanu badań. I niestety Podbielska fakty pomija albo o nich nie wie. Twierdzi na przykład, że mieszkańcy Markowej mordowali Żydów. Oskarża historyków o zatajanie prawdy, zwłaszcza w przypadku rzekomego morderstwa Żydów przez Polaków w Markowej, który miał się odbyć po rozstrzelaniu Ulmów przez Niemców. Tymczasem relacja, na której opiera się Podbielska, została już dawno zweryfikowana a dyskusja na ten temat odbyła się na łamach pisma „Więź” w 2011 roku. Mateusz Szpytma i Jan Grabowski polemizowali na ten temat i z wymiany zdań wyszło jednoznacznie, że ta teza o zachowaniach markowian nie ma podstawy w sprawdzonych źródłach.
ZOBACZ TAKŻE: Mocna odpowiedź IPN na manipulacje GW o Polakach Ratujących Żydów
Relacja została zweryfikowana, nie zawiera potwierdzonych informacji, inne źródła mówią, że to nieprawdziwe. nie było mordów w Markowej!!! Sprzed 9 lat w Więzi, dyskusja miedzy Szpytmą a Grabowskim, w której Grabowski nie był w stanie udowodnić mordu w Markowej, którego sprawcami mieliby być Polacy. Tak pisał Mateusz Szpytma w numerze 10(636) „Więzi”:
Chciałbym tylko zaznaczyć, że mord opisywany przez Erlicha miał miejsce nie w Markowej (jak niektórzy mogliby wnioskować), lecz w sąsiedniej Sieteszy i najprawdopodobniej w innym okresie niż zabójstwo Ulmów. Według mojej wiedzy takie zdarzenie mogło mieć miejsce, ale raczej dwa lata wcześniej – w 1942 r., gdy odbywały się „polowania na Żydów” (tego zdarzenia dotyczy także prawdopodobnie jedna ze spraw tocząca się przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie w 1950 r.). Nie znalazłem dotychczas potwierdzenia informacji o mordzie w tym okresie.
Grabowski też takiego potwierdzenia nie znalazł, a jednak Podbielska temat przemilcza.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że Podbielska po prostu realizuje zadanie: zdeprecjonować pamięć o Ulmach. Nasz szacunek i podziw dla Józefa i Wiktorii Ulmów jest dla niej, i dla całego Centrum Badań nad Zagładą Żydów, jedynie powodem dla pogardy, drwin. Nasza pamięć się nie liczy. Umniejszana jest też pamięć tych Żydów, którzy uznają Ulmów za bohaterów. Dla autorki ich opowieść o Holokauście jest mniej ważna, bo to są „rytualne zapewnienia”:
W wypadku historii o pomocy, rola „dobrego Żyda” polega przede wszystkim na rytualnym podkreślaniu wdzięczności wobec Polaków. „Dziękuję Polakom za to, że żyję […]. Pani Helena Cwynarowa była dla mnie jak matka. Przeżyłem wyłącznie dzięki niej i wielu anonimowym POlakom”. (…) Nigdy nie będzie w stanie im wystarczająco podziękować i „wciąż czuje wyrzuty sumienia, że wyjechał bez pożegnania”. Zapewnia, że pomoc i współczucie znacząco przeważały nad wrogością. „To Markowa powinna stać się symbolem zachowań Polaków wobec Żydów. Ja jestem żywym przykładem, że tragedia w Jedwabnem stanowiła margines zachowań Polaków w czasie okupacji”.
U Podbielskiej, co zresztą widac u prof. Grabowskiego, Barbary Engelking, Anny Bikont, o Janie Tomaszu Grossie nie wspominając, są więc dobrzy i źli świadkowie Holokaustu. Ci „niewłaściwi” pamiętają pomoc Polaków. Ci „słuszni” Polaków oskarżają.
Zastanawia też osobliwy warsztat autorki omawianego tomu. Gdy nie może ona znaleźć żadnych nadużyć w pracach naukowych czy nawet w publicystyce - jak to ona podkreśla - „prawicowej”, zaczyna cytować szeroko pojęty internet. Raz przytacza twitta Rafała Ziemkiewicza, a innym razem anonimowy komentarz na forum strony internetowej wolna-polska. To już urąga elementarnej przyzwoitości - przecież w milionach wypowiedzi publikowanych w internecie można znaleźć absolutnie dowolną opinię, a potem dopasować ją do własnej tezy. Tylko co to ma wspólnego z nauką?
Nie mam wątpliwości, że pani Podbielska uzyska za tego typu prace uznanie tu i teraz. Zapewne i granty, możliwość kwerend archiwalnych i nieskrępowanych publikacji - bo tak karty rozdaje teraz mainstream. Co będzie jednak, jeśli dziurawy jak sito warsztat Grabowskiego i Grossa przestanie być na topie międzynarodowego uznania? Gdy zmienią się polityczne interesy mecenasów Centrum Badań nad Zagładą Żydów? Przecież gdyby z tego artykułu usunąć opinie, inwektywy i zbitki propagandowe w stylu „pronatalistycznego nacjonalizmu” zostanie tylko kilka przypadkowych cytatów.
Może jednak ważne jest jedynie to, że autorce teza zgadza się z misją i osobistymi niechęciami? Nauka, zdaje się, weszła na inny poziom…

autor: Jakub Maciejewski

Tekst ukazał się na portalu wPolityce 24 marca 2020r

Pin It