felekO tej bitwie, o wcześniejszych nieskutecznych próbach podejmowanych przez kolejno zmieniające się oddziały aliantów, o końcowym sukcesie Polaków a zwłaszcza o jego korzeniach wywodzonych z nadziei żołnierzy, że to jest kolejny etap walki o powrót do Ojczyzny, (stary to numer, na który Polaków zawsze można nabrać – patrz Jałta), o determinacji Polaków a nawet o wyglądającej na bajkę, choć jednak prawdziwą historią niedźwiadka Wojtka - napisano sporo.

Mam nadzieję, że pamięć o tym boju będzie trwała i to nie tylko jako o jakimś epizodzie a będzie przechowywana jako powszechnie znana w jej prawdziwym kształcie i szerszym znaczeniu. To jednak pole dla historyków i zapisu świadectw.
Chciałbym tu jednak opowiedzieć Państwu o dwóch faktach właściwie skojarzeniach, które powracają mi na myśl za każdym razem, gdy jest mowa o tej bitwie. Nad oboma warto może choć chwilkę się zatrzymać i dlatego je przywołam.
Jeden to opis czynu i rzetelności pracy a drugi docenienie.
Pierwsze – jest związane ze spotkaniem na gruncie zawodowym z uczestnikiem samej bitwy.
Jako już nie taki znów najmłodszy inżynier, a było to w już ładne parę lat po studiach, wykonując pewne badania w Walcowni w Czechowicach – Dziedzicach, spotkałem Głównego Technologa tego zakładu Pana inż. Eugeniusza  Iwanowa. Już wiedziałem (w tych czasach – początek lat 70 tych - była to wiedza przekazywana prywatnie), że był w wojsku Andersa i że jest to niezwykle życzliwy człowiek, znakomity i światły fachowiec i można liczyć na Jego pomoc. Sprawdziło się co do literki i to też żywym i fachowym zainteresowaniem meritum mojego problemu. Później spotkałam się z Nim kilkukrotnie. Razu pewnego wspominając to, co przeżył w tej konkretnej bitwie zahaczył o postać M. Wańkowicza jako reportera opisującego bitwę. Powiedział wtedy coś, co chyba obecnym dziennikarzom – reportażystom jest zupełnie obce. Tak, pan M. Wańkowicz rozmawiał z nami – gdzie tylko kogoś napotkał - i pilnie słuchał i notował nasze opowieści. Z samego dystansu czasu już przeszłego - a i czasem z przekory, z fantazji może i fanfaronady chłopcy opowiadali Mu różności. Zresztą kto tam nie był pod ogniem i to w tym miejscu, to nie wie co oznacza to, co potem się nazywa bohaterstwem, to i chłopcy coś Mu tam opowiadali, czasem w emocji i z pola swego widzenia wręcz mieszali fakty z wyobrażeniami i chęciami. Każdy widział co innego z innego miejsca, miał inne doświadczenia i nie musiał nawet kłamać by dla słuchacza powstała mieszanka. I proszę sobie wyobrazić jak powiedział Pan Inżynier Iwanow, że słuchający reporter nie tylko potrafił doskonale odcedzić z tych opowieści obiektywną prawdę, musiał nawet porównywać choćby to gdzie kto i kiedy mógł a kiedy nie mógł być, co mógł zrobić a czego zrobić nie miał szans. Mało tego, pytania kierowane do następnych rozmówców były powiązane z tym co wcześniej usłyszał, czyli pracę analizy materiału pan Wańkowicz wykonywał na bieżąco.
I – jak ocenił inż J. Iwanow - napisał żywą prawdę.
Wiem, że dziś o Wańkowiczu różnie czasem mówią – ale ta opowieść jest świadectwem Jego fachowości i przyjęcia dosłownie zawodowego obowiązku szukania prawdy. Dziś dziennikarz zastanawia się co i czy może pisać coś niezgodnego z politpoprawnością. I bywa za to nagradzany – ściślej – demoralizowany osadzeniem na stanowisku. Wańkowiczów już jakby brakowało – ale nie dziwmy się – nie do końca wina to tylko samych dziennikarzy. Opis rzeczywistości i faktów już nie potrzebuje jak widać weryfikacji
I drugie co mi zawsze i przy wielu okazjach przychodzi na myśl. Nie jest to związane bezpośrednio z bitwą a z losem tych żołnierzy. Jak zostali docenieni.
To los następnego obok Andersa wspaniałego dowódcy Polskiego Wojska na Zachodzie. Myślę o Generale S. Maczku Dowódca do dziś pamiętany jako wyzwoliciel – dowódca wojsk pancernych – który przeszedł cały szlak bojowy jak taran. Odznaczony też i Legią Honorową a w północnych częściach krajów leżących na zachód od naszej granicy na Odrze w wyzwalanych miastach są Jego pomniki. A po wojnie? Amnezja zachodu taka jak u Brytyjczyków po bitwie o Anglię. Nawet gorzej bo haniebnie. Nie tylko pozbawiono Generała - jak całe nasze Wojsko - udziału w Paradzie Zwycięstwa, ale też pozbawiono Go nawet praw kombatanckich przynależnym oficerom alianckim i potem na życie zarabiał jako magazynier i barman. Wiedział co w wymarzonej Polsce Go czeka – i przyjął los „wdzięczności” Przynajmniej przeżył a nie tak jak Ci, których pognało do Polski – co to ginęli w kazamatach bezpieki.
Dziś młody troglodyta popisuje się pluciem na pomnik innego człowieka z kręgosłupem. Człek – jeśli go tak nazwać – już zniewolony do ogłupienia i okorowania z pamięci o przeszłości i nie znający słów – zachować się jak trzeba. On ich po prostu w swym prymitywizmie nie rozumie. Jandzie leją - przynajmniej tak twierdzi – na głowę a ja mówią im nalali – do głów. Kto i po co oraz jak – należy dogłębnie przeanalizować. Może i przebaczyć ale nie zapomnieć.
Idealny wzór niewolnika nie znającego nawet pojęcia – godność i powinność nie mówiąc o trudnych słowach Polska, Ojczyzna czy patriotyzm o wierze nie mówiąc.
Co jak co, ale Ci żołnierze bijący się pod rozkazami Andersa czy Maczka mieli te słowa we krwi. On ich nawet nie zna, uważa, że jest nowoczesny postępowy i bez obciążeń.
W obu pokazanych tu myślach powracających jak przy wielu okazjach memento –zawiera się nauka i dla nas i dla tych co po nas.
Jaka?
Jest w nich wspólny mianownik – odwołanie się do prawdy i faktów. Wańkowicz o nie się troszczył jak w przypadku generałów - dziś ważniejsze od uznania i uhonorowania prawdy staje się często poprawność – to co się opłaca politycznie. A uznanie i gra fair jest dobra dla naiwnych – co wykazują ich losy powojenne.
Popatrzmy i tak oglądajmy obecne relacje „na żywo” z miejsca zdarzeń składane przez dziennikarzy, których z niekompetencji i poprawności politycznej w ogóle nie interesuje prawda. To widzę jako całkiem dziś realny problem życia publicznego. Czy symboliczny Kowalski – dostaje obraz prawdy czy też kreację wedle słynnych już słów prof. Kleibera – kto płaci ten wymaga. I czy ma narzędzia obrony przed manipulacją na swą niekorzyść?
W końcu też, zastanówmy się nad granicą pomiędzy koniecznością wiary, że tam gdzie należy, mamy obowiązek zachować się jak trzeba – a jednak brakiem umiejętności jakiejś obrony przed traktowaniem takiej postawy jak głupoty czy naiwności do wykorzystania.
Warto znać i prawdę i swą wartość.
Realną – a nie dmuchaną. Tak więc nie dla tej jednej podłości a dla stawiania tamy dla traktowania ludzi jak idiotów - to co ostatnio nałgał Pan Trzaskowski w trakcie wideokonferencji w PE - powinno zostać publicnzie i z nagłośnieniem pokazane jako nawet nie pajacowanie a wprost szkalowanie Polski dla własnego prywatnego (oby tylko) interesu. Jak? Zderzeniem z udokumentowaną prawdą i w procesie – nawet przy tych Sądach jakie są. Bo w procesie mają przynajmniej szanse ujrzeć światło dzienne udokumentowane fakty czyli prawda, Nawet jak Sąd odrzuci dowody to przynajmniej będzie można pokazać co i kto odrzucił jako udokumentowaną prawdę. Ta też się sama nie przebija tak jak ta o obu Generałach.
Tak to przeplata się dziś z przedwczoraj i z przywołaniem prawdy.
A jak wiadomo – słowa - prawda nas wyzwoli - są niewygodne, co stanowi chyba dość oczywisty powód obecnych ataków na św. Jana Pawła II i ludzi wiary.
Przy okazji zauważmy co pociąga za sobą słowo – wyzwalanie. Wyzwalanie następuje od czegoś albo od kogoś. Od tych, którzy zniewalają lub chcą zniewolić – lub pozwalają na zniewalanie kłamstwem.
Dodajmy dziś przypadającą miesięcznicę i zauważmy ile się leje na Tych którzy mimo wszystko w warunkach nie mających najmniejszych analogii w świecie katastrof dochodzą do udokumentowanej prawdy. Rosjanie chyba nie mogą się nadziwić – że na nic chytrość i propaganda a nawet agentura wpływu.

I to wszystko można zobaczyć na marginesie maków na Monte Cassino/
Do ważnego symbolu urasta to, że i Generał wyraził wolę by Go złożono wśród swoich żołnierzy.
Dziś dostałem SMS z sondą czy dom J, Kaczyńskiego jest zasadnie pilnowany.
Ponoć tylko 35 % odpowiedzi twierdzących. Czyli pozostałym 65 % - tom podoba się los Pana Rosiaka, ataki fizyczne na – właściwie wszystko co uosabia sobą obronę tego wszystkiego za co też ginęli młodzi ludzie pod Monte Cassino czy w Powstaniu Warszawskim
To powinno też zastanowić
Stoimy przed ścianą – oby nie pod – ścianą.

 

Feliks Stalony- Dobrzański
Kraków 10.05.21

 

Pin It