Artysta, dziś słowo dwuznaczne...

Dawno temu ludzie o doskonałej biegłości warsztatowej i potrafiący jej używać do przekazu treści, symboliki itp nie byli zwani artystami a po prostu biegłymi rzemieślnikami. Cieszyli się i podziwem i szacunkiem i bywało pozycją społeczną. Dziś ci koncesjonowani nazwą artyści wcale nie koniecznie automatycznie cieszą się podziwem, szacunkiem i pozycją społeczną.
Zapanował galimatias nazewniczy. I nie sądzę by była to nowość. Pozwolę sobie zauważyć, że już dawno, bo w czasach renesansu rozpoczęły w tym zakresie zmiany w postawie i świadomości swej wyjątkowości o wręcz narcyzmu tych osób. Chyba dobrym skrótem z naszego kręgu byłby przykład zestawienia postaw Wita Stwosza i Bartolommeo Berrecciego. Przełom XV w i XVI w Sarkofag Kazimierza Jagiellończyka z jego dosłownie portretową postacią (sarkofag jako jedyny Katedrze Wawelskiej był wykonywany za życia króla) do lat 70 - tych XX w był tylko przypisywany Stwoszowi.

Oto w trakcie prac konserwatorskich, w niedostępnym miejscu na tumbie, odkryto gmerk rzemieślnicy autora. Autor się schował. Minęły tylko nieco ponad dwie dekady od wykonania sarkofagu i już autor Kaplicy Zygmuntowskiej umieszcza napis wskazujący jego osobę jako wykonawcę dzieła w samej latarni kopuły czyli operując sferą symboliki – w miejscu co najmniej godnym, rzucającym się w oczy – sytuując swą osobę aż między aniołami w sferze niebiańskiej. Mamy tu świadectwo skoku zmian w podejściu wykonawcy dzieła do swej roli. To zmiana w kierunku pojęcia – artysta. Upływa jeszcze ok ponad 250 lat a Mozart jest traktowany jako dworak, choć sam sobie zdaje sprawę ze swej wyjątkowości.
Proszę wybaczyć ten powyżej czysto amatorsko pokazany ciąg przykładów jednak jak sądzę przybliża on możliwy opis faktu, że samo określenie artysta ukształtowało się dopiero w powiedzmy, XIX wieku, ale zostało to poprzedzone zmianami podejścia do człowieka o wyjątkowych umiejętnościach i umyśle.
Cały czas jednak działał wymóg posiadania tych cech podstawowych . Rzemiosła i Myśli.
Zauważam, że opisanej ewolucji postawy twórców od właśnie XIX w – po Rewolucji Francuskiej unieważniającej wszystko co w sferze wartości było wcześniej ważne, fundamentalne, zaczęły towarzyszyć skutki innego procesu. Chodzi mi o współoddziaływaniu zbitki rozważań nad dylematem sztuka dla sztuki czy sztuka dla odbiorcy, z uznaniem, że ludzi obdarzonych określeniem artysta dość luźno obowiązują przyjęte normy społeczne – wręcz prawo. Może być on, a właściwie prawie powinien być stawiany ponad – prawo, normy więzi społeczne i wręcz przyzwoitość, choć z tą to zwłaszcza ostatnio są poważne problemy. By było mało – w miarę postępu procesów rewolucyjnych czyli wprost zmian już wprost politycznych, nastąpiło zwiększanie roli finansowania artystów przez budżet państwa czyli za pośrednictwem decyzji czysto urzędniczo – politycznych co stało się narzędziem uzależnienia artystów i …dyspozycji tym mianem. Ci o warsztacie i talencie nie mają pojęcia. Mamy oderwanie wyniku działalności człowieka nazwanego artystą od odbiorcy. Precyzyjniej – nie kupującego ów wytwór, a szerzej - właśnie - odbiorcy. To w degeneracji prowadzi do jakoby dopuszczalności przekraczania norm społecznych i wręcz prawa przez każdego ogłoszonego artystą i oderwania działalności człowieka określonego mianem artysty od słów warsztat i przekaz myśli. Pojawia się wydźwięk niby satyrycznej piosenki – śpiewać każdy może jeden lepiej drugi gorzej. I tak to z wyroku urzędnika lub mediów, ma się uznać artyzm twórcy, jego dzieła i prawo do stawania go ponad prawem w ramach tzw. wolności wypowiedzi - oczywiście – artystycznej. To słowo klucz zwalniający z obowiązku dysponowania warsztatem i czasem nawet etyką
Znamy to dziś jako narzędzie represji wobec niepoprawnych.
Ten mój oczywiście absolutnie amatorski wywód jest tylko próbą wyjaśnia sobie dlaczego i jak mogła powstać, usankcjonowana wsparciem państwa udzielanego za pośrednictwem gremiów koteryjno-urzędniczych, postać Artysty Niekwestionowanego Ten – podobnie jak w nauce – naukawcy spychają na bok do samej roboty – naukowców - prawdziwych z krwi i kości. I tak w sprawach artystycznych, goście bez warsztatu i jedynie z myślą niesamodzielną za to politpoprawną a usłużną spychają na margines ludzi o biegłości warsztatowej i posiadających skłonność do samodzielnej wypowiedzi Straszne – ci dziełem niosą treść.
Hybrydy też działają w najlepsze.
I tak, trudno zaprzeczyć istnieniu wręcz toksycznych społecznie figur jakby wyjętych spod działania prawa i przyzwoitości pod hasłem wypowiedzi koniecznie – artystycznej.
Wszystko co powyżej napisałem jest tylko próbą jakiegoś zrozumienia jak się to stało, że mamy do czynienia z tym, co widzi gołym nieuzbrojonym okiem zwykły człowiek – nobilitacją figur, które aż się proszą o zawołanie – ludzie – król jest nagi – pozbawiony szat, na które decyzją koterii i urzędników wydaje się poważne środki finansowe. Czy trzeba przywoływać przykłady „iventów” za które zwykły obywatel trafił by co najmniej przed Sąd za naruszenie wielu paragrafów, byle ten był Sądem, a nie zbrojnym ramieniem koterii. Wystarczy szata Artysty, by płazem uchodziło poniżanie uczuć religijnych (byle nie islamu bo ten Sądów już nie potrzebuje – sam takie sprawy załatwia i to definitywnie) plucie wulgaryzmami, niszczenie mienia nawet obraza Państwa i Munduru itp.
Musi się w końcu postawić pod rozwagę czemu służy to sankcjonowanie demolki wymogu związku umiejętności warsztatowych z posiadaniem przez twórcę dzieła własnej myśli czyli nie spłaszczonych poprawnością polityczną zwojów kory mózgowej.
To proszę Państwa Artystów, wasi odbiorcy ludzie, zwykli ludzie, widzą a wy się dziwicie, że wasz byt jest zależy od urzędnika i koterii. Wiadomo jest to wygodne ale czy godne słowa Artysta?
Onegdaj artyści kiwali się nad absyntem rozważając dylemat sztuka dla sztuki – i co im wyszło?
Te myśli przyszły mi do głowy w związku z wynurzeniem pani Holland.
Wszak szkoda debat o przekazie a nawet przyzwoitości warsztatowej
Jaki kuń je każdy wi – mówiąc klasykiem.
Po prostu – nie ma nad czym dyskutować tylko obrońcom „dzieła” podpowiedzieć – użyjcie własnego rozsądku.
I rozważcie słowo artyzm i artysta.

Dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 25.09.23
..

PRZECZYTAJ

 📝 Najnowszy artykuł
17 Lipca 2024

To republikanie są dziś lewicą

Trumpowy kandydat na wiceprezydenta USA J.D. Vance jest symbolicznym domknięciem trwającego od lat procesu, w którym amerykańscy republikanie stają się lewicą socjalną. Demokratom zaś pozostaje rola obrońców neoliberalnego status quo.
Fundamentalna zmiana w amerykańskiej polityce
W nadchodzących dniach usłyszycie pewnie wiele na temat J.D. Vance’a. Nasz liberalny komentariat będzie się starał wtłoczyć go w znane

...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 56 sekund.)


17 Lipca 2024

To republikanie są dziś lewicą

(335) Rafał Woś

Trumpowy kandydat na wiceprezydenta USA J.D. Vance jest symbolicznym domknięciem trwającego od lat procesu, w którym amerykańscy republikanie stają...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 56 sekund.)


17 Lipca 2024

ANALOGIA Amerykańska sędzia tłumaczy Bodnarowi i Tuskowi. Kolejne wielkie zwycięstwo Donalda Trumpa przed sądem

(377) Dariusz Matuszczak

Sędzia federalna z Florydy Aileen Cannon oddaliła oskarżenia prokuratury wobec Donalda Trumpa o nielegalne, niewłaściwe przechowywanie tajnych...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 5 minut i 23 sekundy.)


16 Lipca 2024

Światło nadziei, które wychodzi z polskiego Sejmu. „Wygląda na to, że ktoś gorąco modlił się o to głosowanie”

(401) Goran Andrijanić

Od ubiegłego piątku możemy czytać w polskich mediach analizy i komentarze po głosowaniu w Sejmie, na którym Koalicji 13 grudnia nie udało się...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 1 minuta i 29 sekund.)


15 Lipca 2024

Niemcy czerwienią się ze wstydu. Upokorzenie na oczach całego świata

(290) Dariusz Dobek

Gdyby już blisko 300 lat temu Niemcy nie ukuli terminu "schadenfreude", musiałby on powstać najpóźniej pod koniec czerwca br. Nie ma bowiem...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 6 minut.)