Niczym królik z kapelusza został dziś wyciągnięty kolejny wynik badań opinii publicznej owej sondażowni. Śledzę regularnie wszystkie badania opinii publicznej, ale generalnie uznaje to za stratę czasu. Pisałem już, że wszystkie sondaże innych ośrodków robione na zlecenie: TVP, TVN, też i „Rzeczpospolitej” różnią się od tych, które są przeprowadzane z ich własnej inicjatywy, o kilka procent na niekorzyść PiS-u.

Pokazuje to moment ostateczny – kolejne wybory. Ale to, co wyprawia od dawna CBOS woła o pomstę do Nieba. Czytając komentarze internautów po każdorazowym popisie tego rządowego ośrodka badań opinii publicznej stwierdzam, że 90 procent z nich nie wierzy w nie, a połowa w ramach swoich internetowych wpisów używa w stosunku do podanego przez CBOS wyniku inwektyw. No bo jak można skomentować inaczej 63 procentowe poparcie dla Bronisława Komorowskiego, kiedy trzy dni wcześniej wg innego badania miał tylko 59 procent zwolenników. Z kolei według dzisiejszego Millward Brown dla „Faktów” Komorowski 47%, Duda 26%. Dane te obnażają jakość pomiarów rządowo-prezydenckiej pracowni. W dodatku „rewelacje” CBOS-u pojawiają się zawsze w newralgicznych momentach, na ogół kiedy „coś już poważnie nie idzie” według myśli partii rządzącej i jak się dziś okazało również prezydenta. Dla kogo jest organizowana ta propagandowa hucpa, skoro co raz więcej ludzi traktuje prognozy CBOS-u jak ścierkę do podłogi? Otóż potrzebna jest ona prorządowym prezenterom oraz politycznym komentatorom. Zawsze na „pasku” w spolegliwych telewizjach można pokazać – O! Popatrzcie! Sondaż mówi co innego. W dodatku kreuje się wygodny pretekst do zadania pytania „i co to dało skoro sondaż CBOS-u” pokazuje to kompletnie inaczej ”.

Ciągle się dziwię, że reakcje opozycji i dziennikarzy są zbyt mało adekwatne, kiedy z ust prowadzącego pojawia się liczbowy argument Centralnego Ośrodka Badań Społecznych. Poruszenie tematu CBOS należy kwitować uśmieszkiem i krótkim komentarzem w stylu „pomówmy lepiej o czym innym, ponieważ ustosunkowywanie się do tego jest zwykłą stratą czasu i zajęciem nie godnym człowieka posługującego się zdrowym rozsądkiem”. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta „propagandowa agitka” jest finansowana z naszych pieniędzy. Przypomnijmy czym jest ten twór zwany „cebosem”.

Powstał w stanie wojennym, zorganizowany przez doradcę Jaruzelskiego płk Stanisława Kwiatkowskiego. Wyjaśnianie kim był Stanisław Kwiatkowski nie ma żadnego sensu, podobnie jak nie ma sensu pisanie kim był jakiś tam major Czesław Tapir z Podstawowej Organizacji Partyjnej Ludowego Wojska Polskiego. Po kilku mutacjach, które CBOS przeszedł za III RP ostatecznie stał się fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów – obecnie Ewa Kopacz. W składzie Rady (organ zarządzający) znajdują się m.in. Paweł Lisiewicz, jako przedstawiciel Prezydenta, Iwona Sulik (reprezentuje Sejm) - była rzeczniczka prasowa Ewy Kopacz, która z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego otrzymała Brązowy Krzyż Zasługi za działalność na rzecz rozwoju Telewizji Polskiej, czy znany ze swojej gorliwości w obronie polityki Platformy Obywatelskiej Radosław Markowski, jako przedstawiciel Prezesa Rady Ministrów. Całe to towarzystwo manipuluje w najlepsze za pieniądze podatnika twierdząc, że „używają innej metodyki badań, aniżeli pozostałe sondażownie”. Ta cała „metodyka” interesuje mnie jako obywatela tyle, co zeszłoroczny śnieg, skoro wyniki kompletnie nie przystają do realiów. Czas skończyć z tym sondażowym bełkotem w wykonaniu tej „spolegliwej pracowni” i zacząć wreszcie, za każdym razem, mając ku temu okazję, reagować na hasło „CBOS” niczym przysłowiowy pies Pawłowa na ukrop, który mu uczony wylewał na grzbiet raz na jakiś czas.

Czekam na sondaż, który pokaże, że mam minus 5 procent poparcia, a Bronisław Komorowski 110 procent — skwitował ostatnie „rewelacje” CBOS kandydat na prezydenta Andrzej Duda. I miał świętą rację.

 

tekst ukazał się na portalu wPolityce 17 lutego 2015r

Pin It