Na początku tego miesiąca rządząca koalicja PO-PSL odrzuciła projekt ustawy, która podniosłaby kwotę wolną od podatku PIT dla wszystkich Polaków. Za podwyższeniem tej kwoty były wszystkie kluby opozycyjne: PIS, SP, TR, SLD.Platforma usiłuje się ostatnio głupio tłumaczyć, że podwyższenie kwoty wolnej od podatku oznaczałoby "konieczność likwidacji większości ulg i zwolnień podatkowych" ze względu na "gigantyczną wyrwę budżetową"; że będzie popierać wszystkie projekty, które poprawiłyby sytuację polskich rodzin, oraz, że złożony przez opozycję projekt nic realnego w tym kierunku by nie zrobił, a jedynie miał "nośny tytuł".

Wszystko to są bezczelne kłamstwa. I w tej notce - która jest moją osiemdziesiątą na tym blogu - zostaną obalone.

Zacznijmy od tych ostatnich. PO kłamliwie twierdzi, że podniesienie kwoty wolnej od podatku nie uczyniłoby nic realnego dla poprawy sytuacji polskich rodzin, a jedynie miało chwytliwy tytuł.

Dlaczego jest to kłamstwo?

Dlatego, że podniesienie kwoty wolnej od podatku po prostu uczyniłoby coś bardzo konkretnego dla poprawy sytuacji polskich rodzin: pozostawiłoby więcej pieniędzy w ich kieszeniach. Państwo zabierałoby im mniej, niż dotychczas, więc polskie rodziny miałyby więcej pieniędzy do swojej dyspozycji. To jest aż tak proste!

Wtedy polskie rodziny, ubodzy Polacy, mniej potrzebowali by rozdawnictwa państwowego, a więcej polegaliby na samych sobie, bo mieliby więcej pieniędzy do własnej dyspozycji.

Podniesienie kwoty wolnej od podatku, a zatem pozostawienie więcej pieniędzy w kieszeniach obywateli, jest ZAWSZE korzystne dla nich i dla gospodarki. Ale szczególnie potrzebne jest w krajach takich, jak Polska, gdzie wystepuje ogromne rozwarstwienie społeczne - wąska, uprzywilejowana elita opływająca w dostatki i cała rzesza ludzi żyjących lub wręcz wegetujacych od pierwszego do pierwszego.

I tak właśnie krajem jest Polska. Politycy obecnej koalicji rządzącej, podobnie jak ich poprzednicy, zabierają pieniądze (w formie podatków i parapodatków) nawet ludziom żyjącym na lub poniżej progu minimum do biologicznego przeżycia... które to minimum oni sami ustalili na poziomie 6,5 tys. zł (kwota wolna od podatku od 2008 r. pozostaje niezmieniona na poziomie 3091 zł - nie podwyższono jej nawet dla uwzględnienia inflacji, co w praktyce oznacza, że kwota ta maleje).

Drugie kłamstwo PO w tej sprawie brzmi: "będziemy popierać wszystkie projekty realnie zmierzające do poprawy sytuacji polskich rodzin..."

Jest to kłamstwo, zważywszy na to, co robi koalicja rządząca od momentu objęcia przez nią władzy. Ich działanie jedynie POGORSZYŁY sytuację polskich rodzin w każdym aspekcie.

Bezrobocie nieustannie od 2007 r. rośnie, mimo, że młodzi Polacy ciągle emigrują za granicę (gdyby nie to, byłoby jeszcze wyższe, na poziomie ok. 20%). Skutkiem tego coraz trudniej jest znaleźć pracę, a jeszcze trudniej - przyzwoicie płatną, pozwalającą na życie na godnym poziomie, pracę. Znamienny ten fakt odbija się na losach całego społeczeństwa. Bezrobotni i ich rodziny żyją w nędzy, bo nie mają z czego się utrzymać, i muszą imać się wszelkich zajęć. Ci, którzy pracują na stanowiskach niższych niż wyższe szczeble kierownicze, są praktycznie niewolnikami swoich prawcodawców, od których słyszą "rób, co ci każę, za takie zarobki, jakie ci daję, bo na twoje miejsce jest 10 chętnych".

Podatki nieustannie idą w górę, a kwota wolna od podatku, jak wspomniałem, jest zamrożona (nie jest nawet indeksowana do inflacji), co sprawia, że rzeczywista wysokość podatku PIT, jaki płacimy, wzrasta z roku na rok. W konsekwencji coraz mniej pieniędzy zostaje w naszych kieszeniach, bo politycy rządzącej koalicji zabierają nam coraz więcej.

Nieustannie rosną ceny - szybciej, niż nasze zarobki. Wskutek tego coraz mniej możemy sobie kupić za tę niewielką ilość pieniędzy, którą politycy nam pozostawili w naszych kieszeniach. W tej sytuacji nie ma nawet żadnego znaczenia to, że nasze nominalne zarobki wzrosły od 2007 r., ponieważ coraz mniej możemy sobie kupić za nasze pieniądze - a TO jest prawdziwą miarą zamożności społeczeństwa.

Krótko mówiąc, sytuacja polskich rodzin pod rządami obecnej koalicji systematycznie się pogarsza.

I wreszcie trzecie kłamstwo, od dawna już głoszone przez obecną koalicję rządzącą i kolejnych jej ministrów finansów: że rzekomo nie możemy sobie pozwolić na podwyższenie kwoty wolnej od podatku, bo państwa po prostu na to nie stać. PO twierdzi, że wymusiłoby to likwidację większości ulg podatkowych albo pogłębiłoby deficyt budżetowy.

Ze wszystkich trzech wymienionych kłamstw PO, jest to kłamstwo najbezczelniejsze. Jest ono całkowitym fałszem z dwóch powodów.

Po pierwsze, absolutną nieprawdą jest, jakoby podwyższenie kwoty wolnej od podatku oznaczałoby konieczność pogłębienia deficytu budżetowego lub podniesienia podatków w innych sposób. To jedynie pokazuje fałszywą i jednocześnie zbankrutowaną (dosłownie i ideowo) filozofię rządzenia obecnej koalicji: "nie możemy wam zabierać mniej, bo inaczej musielibyśmy wam zabierać mniej w inny sposób."

Czy widzicie Państwo, jak głupia (i fałszywa) jest to wymówka?

Podwyższenie kwoty wolnej od podatku (lub jakakolwien inna obniżka podatków) oznaczałaby natomiast konieczność czegoś innego. Czegoś, czego obecna koalicja rządząca (podobnie jak wszyscy jej poprzednicy) nie chce absolutnie uczynić.

Obniżenia wydatków państwa (czyli wydawania naszych pieniędzy przez polityków tejże koalicji rządzącej).

Państwo polskie istotnie ma gigantyczny deficyt budżetowy... ale nie dlatego, że płacimy zbyt niskie podatki, tylko dlatego, że politycy lekką ręką wydają grubo za dużo pieniędzy. Naszych pieniędzy.

Tylko w ciągu dwóch lat 2011-2013 koalicja PO-PSL zwiększyła wydatki państwa o aż 72 mld zł! Czyli już 3 lata po wybuchu kryzysu, zamiast oszczędzać, wydawała pieniądze jak szalona!

Co gorsza, politycy obecnej koalicji rządzącej wydają już tak dużo pieniędzy i tak bardzo zadłużają Polskę, że de facto wydają już nawet pieniądze ludzi, którzy się jeszcze nie narodzili!

Albowiem nie ma szans, aby żyjący Polacy - nawet kilkumiesięczne niemowlęta - spłacili do końca życia ten ogromny, bilionowy dług, który w ich imieniu zaciągnęli politycy, zwłaszcza PO i PSL. Jeszcze dzieci dzisiaj nienarodzone będą musiały go spłacać.

Przypominam, że długi, które pozostawił po sobie Gierek, polscy podatnicy spłacali przez ponad 30 lat. A obecna koalicja rządząca zadłuża Polskę szybciej niż Gierek!

(Swoją drogą, dużo się w Polsce mówi o "ochronie prawa dzieci nienarodzonych do życia", ale prawie nikt nie mówi o ochronie dzieci nienarodzonych przed zachłannymi politykami, którzy chcą te dzieci ograbić z ich pieniędzy - mimo, iż te dzieci jeszcze nawet się nie narodziły. Polska ma już jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Europie - może teraz zajmijmy się ochroną dzieci poczętych przed politykami, którzy chcą je wywłaszczyć, zanim się jeszcze narodzą?)

Drugi i najważniejszy powód, dla którego twierdzenie Platformy "nie możemy sobie pozwolić na obniżkę podatków" jest kłamstwem, jest taki, że mówimy o pieniądzach podatników - na które my, podatnicy, ciężko zapracowaliśmy - czyli o NASZYCH pieniądzach, a nie o pieniądzach państwa (które nie ma żadnych własnych pieniędzy).

Cała ta dyskusja toczy się o to, czy politycy powinni, czy też nie powinni, zabierać podatnikom mniej pieniędzy przy użyciu aparatu państwowego zwanego fiskusem.

Chodzi o to, czy państwo będzie, czy też nie będzie, dalej nas wywłaszczało z naszych włąsnych, ciężko zarobionych pieniędzy tak bardzo, że kwota nie podlegająca opodatkowaniu jest mizernie niska na poziomie 3091 zł (a wszystko inne jest celem dla chcących nas ograbić polityków).

Więc to nie jest kwestia tego, czy państwo może sobie na to pozwolić, czy nie - bo to nie są pieniądze państwa, tylko nasze. Oddanie nam NASZYCH pieniędzy i zmniejszenie długów, które w naszym imieniu zaciągają politycy, jest ich psim obowiązkiem.

I nie jest prawdą, że obniżka podatków oznaczałaby konieczność bolesnego cięcia wydatków w tak ważnych sferach, jak obrona, bezpieczeństwo wewnętrzne, służba zdrowia, czy edukacja.

Oznaczałaby natomiast konieczność ograniczenia lub nawet całkowitego zaprzestania praktykowanego przez wszystkie rządy po 1989 r., a zwłaszcza przez koalicję PO-PSL, rozdawnictwa pieniędzy podatników celem kupowania głosów wybranych grup społecznych. Oznaczałaby koniec możliwości kupowania przez polityków sobie głosów za nasze pieniądze.

Tym bardziej należy to uczynić.

 

Tekst ukazał się na Salonie 24 w dniu 26 lutego 2015r