Dotychczasowa kampania wyborcza pokazuje tak naprawdę jedno - dopiero (wciąż potencjalna) druga tura w wyborach prezydenckich pozwoli schorowanej polskiej demokracji złapać głębszy oddech. I choć nie wyleczy wszystkich jej wad, to wszyscy zatroskani o państwo - włącznie z wyborcami Bronisława Komorowskiego - powinni trzymać kciuki, by do niej doszło.

Dlaczego? Przynajmniej z pięciu powodów.

Po pierwsze - dogrywka prezydencka zmusi Bronisława Komorowskiego do większej niż zazwyczaj aktywności, dzięki czemu obywatele niezainteresowani polityką poznają głowę państwa. Komorowski był przez pięć lat swojej prezydentury mocno odgrodzony od rzeczywistości. Doskonale widać to w kampanii - hasła o nieumytych nogach, ciupagach, ssanych palcach i smerfach nie idą w parze z wizerunkiem męża stanu. Mówiąc wprost - są żenujące.

II tura wyborów zmusi urzędującego prezydenta do dalszej podróży po Polsce, do odsłonięcia siebie i swojego otoczenia, do wypowiedzi, wizyt i zabrania stanowiska w wielu sprawach. Komorowski kojarzący się do tej pory z nieprzeszkadzającym notariuszem rządu będzie musiał pokazać swoje oblicze. Na tym wyborcy mogą tylko zyskać.

Po drugie - dzięki prezydenckiej dogrywce poznamy poglądy głównych kandydatów i zobaczymy ich realne starcie. Dopiero druga tura zmusi Bronisława Komorowskiego do stanięcia twarzą w twarz z konkurentem i zmierzenia się z konkretnymi zarzutami. Dopiero wówczas będziemy mogli się dowiedzieć, jaka jest wizja potencjalnej drugiej kadencji, jakie pan prezydent (ale i jego główny konkurent) mają stanowisko w sprawach przyjęcia euro, wojny na Ukrainie, zaangażowania militarnego, aktywności w polityce zagranicznej, rozbrojenia demograficznej bomby i wielu innych tematów.

Realny, bezpośredni spór między kandydatami może być bardzo ciekawy i zmusi tak Andrzeja Dudę jak i Bronisława Komorowskiego do konkretnego wyjawienia swoich poglądów, które do tej pory często ukryte są pod maską poprawności i okrągłych zdań.

O ile bowiem kandydat PiS jest przyciskany przez nieprzychylne sobie media (by przypomnieć „akcje” TVN ws. in vitro i wysyłania polskiej broni na Ukrainę), o tyle polityk, na którego postawiła Platforma unika trudnych pytań. Do rangi symbolu powinna urosnąć ucieczka Bronisława Komorowskiego przed pytaniami od reportera wPolityce.pl. Podobnie zachowuje się otoczenie prezydenta, z prof. Nałęczem na czele, konsekwentnie odmawiając udzielenia wywiadów. Sam prezydent w ciągu pięciu lat swojej kadencji nie zorganizował w pełni otwartej (na której wszystkie redakcje mogłyby zadać pytanie) konferencji prasowej. Tak nie funkcjonują zdrowe demokracje.

Proszę odwrócić sytuację i pomyśleć nad „polskim piekłem” (copyright by prezydent Komorowski), które rozpętałoby się, gdyby Andrzej Duda z uporem maniaka unikał reporterów TVP, TVN czy „Polityki”. Ten wręcz przeciwnie - zaprasza niechętne sobie redakcje na pokład. Druga tura wymusi zmianę na Komorowskim i w tej kwestii.

Po trzecie - po prostu będzie ciekawiej. Druga tura dostarczy przede wszystkim prezydenckiej debaty (a może i szeregu debat) dwóch głównych kandydatów. Zależeć na tym powinno tak stacjom telewizyjnym (choć propozycja z Woronicza wskazuje, że jest inaczej), jak i portalom, gazetom i tygodnikom. Smutno byłoby patrzeć, gdyby okazało się, że do reelekcji wystarczą Platformie i Komorowskiemu rytualne pohukiwania na opozycję - a do tego sprowadza się główny przekaz kampanii urzędującego prezydenta.

Ciekawiej będzie też w samej kampanii, która - co pokazuje historia - rozkręca się pod koniec pierwszej tury, ale tempa nabiera przede wszystkim wtedy, gdy w zawodach pozostaje dwóch najpoważniejszych rywali.

Po czwarte - poznamy prawdziwą skalę niechęci społecznej wobec tych rządów i przekonamy się, czy istnieje szklany sufit PiS. Nie ma co kryć; ewentualna druga tura będzie plebiscytem za lub przeciw dotychczasowej polityce Platformy Obywatelskiej, której jednym z symboli jest właśnie Bronisław Komorowski. Dopiero wynik drugiej tury pokaże, czy poparcie społeczne wśród obywateli jest wystarczające, by ten mandat przedłużyć.

Powie ktoś - mówi to również wynik pierwszej tury. Niby tak, ale bez wyjścia prezydenta z medialno-politycznej ochrony i zejścia do „politycznego piekła” obraz nie będzie w pełni wiarygodny. Jeśli okaże się, że Komorowski podoła wyzwaniu, pokona Dudę w debacie i zaprezentuje wizję Polski, którą „kupią” wyborcy - paradoksalnie wówczas jego mandat będzie silniejszy niż przy prześlizgnięciu się już w pierwszej turze.

Po piąte - ukrócimy bezkarność rządzącego układu (w wersji light - jego patologicznej części). Jeśli łapówkarskie stawki wynoszą w niewielkim Piasecznie 600 tysięcy złotych, to strach zapytać o to, co dzieje się w Warszawie. Jeśli czołowi politycy z dużą dozą prawdopodobieństwa mogą być szantażowani poprzez nagrania i wojnę służb, to trzeba zapytać o samodzielność ministrów przy podejmowaniu decyzji. Przyzwolenie na przedłużenie tych rządów już w pierwszej turze spowoduje wzruszenie ramionami i poczucie bezkarności.

To zresztą clou wszystkich tych pięciu punktów. Jeśli Bronisław Komorowski nie zostanie zmuszony do większego wysiłku, do zetknięcia się w debacie z konkurentem i nieprzychylnymi mediami, jeśli ugruntuje się przekonanie o nienaruszalności dzisiejszego układu rządowego, wreszcie jeśli wyborcy nie dostaną szansy na prawdziwe poznanie kandydatów, to może okazać się, że 11 maja obudzimy się w zupełnie innej Polsce. A patologie naszej demokracji tylko się pogłębią.

Potencjalna II tura pozwoli na postawienie tamy. Jak dużej i jak bardzo skutecznej? To pytanie pozostaje otwarte. Dodatkowe 14 dni kampanii z pewnością ubarwiłyby naszą polityczną rzeczywistość.

Tekst ukazał się na portalu wPolityce 14 marca 2015r

Pin It