No i doczekaliśmy się. Przedstawiciel czerwonego, uwłaszczonego establishmentu poparł przedstawiciela establishmentu, który go uwłaszczył. Nastąpiło symboliczne zlanie się w jedno komunistycznych beneficjentów magdalenkowej III RP z beneficją różową  michnikowsko agenturalną. Choć na dobrą sprawę, kto wie, kto tu komu naprawdę rozdawał Polskę, bezpieka styropianowej agenturze czy agentura bezpiece?!

W każdym razie przekaz jest jeden; nie ma już miejsca w którym stał styropian, jest tylko miejsce w którym stało ZOMO.

Prezydent Bronisław Komorowski, potrzebujący wsparcia i nowych pomysłów na dwutygodniową kampanię jak kosmonauta tlenu, własnoręcznie wycelował  dubeltówkę pod tytułem Kwaśniewski i dał  ognia z obu rur w swoją szeroką, włodarską pierś. Jak bowiem nazwać zgodę na to aby przedstawiciel tego wszystkiego co swego czasu było najgorsze i z czym walczył(?)  młody Komorowski, teraz obejmował swoistym, komunistycznym  patronatem jego prezydenturę, Jak to jest możliwe, że, w tym kontekście  uprawnionym się stało zacytowanie ostatnich akapitów Folwarku zwierzęcego Orwella. Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.

Komorowski wziął się pod rękę z chorobą filipińską i charkowską, z fałszywym magistrem i byłą nadzieją wszystkich młodych i starych komunistów. Prezydent Bronisław za furdę uznał przeszłość swego obecnego protektora, jego związki z Kulczykiem, ukraińskimi oligarchami czy z Nursułtanaem Nazarbajewem – satrapą Kazachstanu. Bowiem kiedy ciśnienie po za systemowej prawdy i groźba PiSowskiej nawałnicy mieczy wisi nad prezydenckim pałacem, to człowiek, o przyzwoitości specyficznej, chwyta się wszystkiego, co wystaje. Nawet jeśli wystaje Kwaśniewskiemu. I taka jest jedyna konkluzja. Innej nie będzie.

Tekst ukazał się na Salon24 w dniu 12 maja 2015r

Pin It