„Komorowski wygrał debatę” czytam dziś w większości mediów rządowych. „PiS już przegrał, został rzucony na kolana” dodają ludzie z obozu władzy i niektórzy (ci co zwykle) z naszej strony. Oglądałem tę debatę i o ile rację można przyznać obserwatorom, którzy twierdzą, że nie była pasjonująca, że Duda w paru momentach był zbyt spokojny, zbyt powściągliwy, że nie przywołał ważnych tematów (np. ProCivili) to twierdzenie, że Komorowski to wygrał wydaje mi się jakąś straszliwą niedorzecznością.

Czym wygrał? Tym że od początku zachowywał się tak jak podrzędny kacyk z bantustanu, który jest panem życia i śmierci swoich poddanych? Że zaczął (i skończył) kompletnie bez kultury, że zmaterializował wszystkie najgorsze wyobrażenia o sobie z I części kampanii (skrajna buta, arogancja, narcyzm, cynizm, niesłuchanie innych, nieustanne ciosy poniżej pasa, ciągłe odwracanie pojęć, nieopisana bezczelność - czyli to wszystko za co tak nie lubimy PO), że jest jak mrożkowski  cwany Edek i że z przegranej w I turze jego sztab nie wyciągnął żadnych wniosków (poza jednym - jeszcze więcej agresji)? To ma stanowić o wielkim sukcesie? Teraz okazuje się nawet, że i te jego „ciosy” nie tylko łamały standardy cywilizowanej debaty, ale były też najzwyczajniejszymi w świecie kłamstwami. Strona www z której prezydent w zmanipulowany sposób czerpał „wiedzę o przeciwniku” okazała się zresztą projektem suto dotowanym przez publiczne i międzynarodowe instytucje a w jej władzach zasiada prezydencka córka. Kłamstwo jako źródło sukcesu? Tego cywilizowane państwa jednak nie znają.

Nie podzielam wizji świata w której debata jest jedynie cynicznym teatrem a znaczenie ma tylko to kto lepiej wypadnie w oczach spindoktorów i znudzonych, żądnych krwi analityków. Jednak przerywający, wchodzący w słowo, skrajnie niemerytoryczny, wymachujący pięścią a momentami bezczelnie łżący Komorowski był po prostu słaby. To, że łobuz wpada do sklepu i łokciami dobija się do kasy by ukraść z niej pieniądze nie znaczy, że ”wygrywa”, nadal jest tylko tanim bandziorem. Komorowskiemu udało się prostacko przekrzyczeć przeciwnika, tylko czy dla rzesz niezdecydowanych wyborców coś z tego wynika? Ci co przed I turą widzieli go jako żenującego aroganta i na przykład poparli Kukiza tylko się upewnili w swoich przekonaniach, wyborcy którzy od kandydatów oczekują ostrej walki po trupach (a oni przecież i tak od dawna głosują na PO) co najwyżej umocnią się w takim przekonaniu i tyle, nie ma mowy o żadnych nowych głosach. PO traci poparcie systematycznie, od lat (co zresztą widać z wyborów na wybory) nie dlatego, że jest za łagodna i zbyt merytoryczna, przeciwnie. Władza jest obecnie na takim etapie, że czy tego chce, czy nie chce odrzuca ją większość społeczeństwa. Agresja, pogarda, oszczerstwa nie są (i nie staną się już raczej nigdy) dobrą bronią do odwojowania dawno utraconych przez nią pozycji. Nie było to nawet zwycięstwo pyrusowe.

Artkuł ukazał się na Salon24 w dniu 18 maja 2015r

Pin It