Przed prawie dziesięciu laty dosyć nieopatrznie zaangażowałam się w politykę na lokalnej scenie. Namówiona przez dzisiejszego ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego zostałam członkiem Koła Europejskiego Platformy Obywatelskiej w Krakowie. Podeszłam do tematu bardzo poważnie, bowiem chciałam na temat PO napisać pracę doktorską na UJ u prof. Marka Bankowicza.

Archiwizując swoje teksty z lat 2005-2007 natknęłam się na ogromnie dużo materiałów, analiz porównawczych związanych z ówczesną PO w Krakowie. Kolega, właściciel dużej firmy wydawniczej zainspirował mnie do napisania książki na ten temat, bowiem ? na moje ogromne szczęście ? do napisania doktoratu nie doszło. Tym, którzy mi w tym ?pomogli? składam tą drogą szczere serdeczne podziękowania. W książce będzie też zamieszczony gratulacyjny list e-mailowy, w tej sprawie, rzekomo wysłany z terenu Rosji, a po bliższej analizie okazało się, że z ?Krakowa. Dzisiaj prezentuję moją analizę wyników wyborów do Sejmu w 2005r. Przy czytaniu proszę koniecznie wziąć pod uwagę, że pisałam ten tekst z pozycji bardzo zaangażowanego członka PO w Krakowie.

Jak odbieram wynik krakowskiej PO w wyborach do sejmu w 2005r?

Analiza wyników wyborów parlamentarnych w okręgu wyborczym obejmującym nie tylko miasto Kraków, ale i sąsiednie trzy powiaty: miechowski, olkuski, krakowski nie jest łatwa. Jedno jest widoczne: w 2005r na PO padło ponad   50% głosów więcej aniżeli w 2001r. Oddane ponad 120 tys. głosów (przy 78 tysiącach w 2001) jest niewątpliwym sukcesem. Również oddane głosy na Jana Rokitę (72 tys.) imponują. To jego najlepszy rezultat wyborczy w Krakowie, od kilkunastu lat.  Jeszcze dwa słowa o konfrontacji na linii Rokita ? Ziobro. Totalne nieporozumienie. Informacje prasowe o ?wyborczej klęsce? Rokity z Ziobro były przesączone wyraźną złośliwością i w niczym się mają do rzeczywistości. Bo jak tu porównywać wyborczy wynik drugiej osoby w mało spójnej wewnętrznie i rozdyskutowanej partii, z rezultatem lidera krakowskiej listy PiS, który, tak na dobrą sprawę, jako poseł przez minioną kadencję nic dla Krakowa nie robiąc, w niczym sobie nie mógł zaszkodzić. W PiS nie było publicznej dyskusji o krakowskiej liście kandydatów, nie było na nich zmian. W przeciwieństwie do PO ludzie się nie obrażali, nie skakali sobie do oczu. Był rozkaz i ?realizacja. To do PiS, zachęcony perswazją pewnego radia, przeszedł elektorat określany mianem ?moherowych berecików. Ten elektorat posłusznie zagłosował na pierwszego na liście. Trafiło na Ziobrę, stąd taki jego wynik.   Do tego doszła nieprzyjemna kampania wyborcza tej partii skierowana przeciwko PO. Elegancka Platforma w swojej kampanii nie atakowała PiS-u bo przecież razem miano tworzyć rząd. Tymczasem po stronie przyszłego koalicjanta wszystkie skrupuły poszły w kąt i rozpoczęła się reklamowa realizacja słynnego hasła: ?zatopić platformę?. Zaskoczona PO nie potrafiła odpowiedzieć tym samym. No i jeszcze dochodzą do tego wcześniej wspomniane powiaty, gdzie, gdy już głosowano na prawicę, to w większości wybierano PiS, czyli de facto Ziobrę. Po wyborach jeden z internautów zwrócił uwagę, gdzie byłaby krakowska PO, gdyby Rokita ( o czym się mówiło) wybrał start do sejmu z Warszawy.  

Problemy z listami zaczęły się już wczesną wiosną, gdy można było się spodziewać wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Była ustalona procedura powstawania listy, poprzez wybór kandydata przez macierzyste koło, krakowski zarząd, zarząd regionu i zarząd krajowy. Wszystko miało być jasno i przejrzyście. Jako legalistka wierzyłam, że tak będzie. A jak było? Pierwsze projekty list pojawiały się w Gazecie Wyborczej. Padały różne nazwiska i rozpoczynała się dyskusja na redakcyjnym forum. Z tej wiosennej debaty symptomatyczne były skargi jednych na drugich. Młodzi skarżyli się do przewodniczącego partii Donalda Tuska, że są pomijani, innym nie podobały się proponowane kandydatury, słowem już wtedy był zamęt, który ujawnił dwa obozy w krakowskiej PO. Jeden to grupa ludzi dawnej Unii Demokratycznej skupieni wokół posła Tomasza Szczypińskiego a drugi to byli członkowie Stronnictwa Konserwatywno ? Ludowego, gdzie prym wiódł przewodniczący PO w Krakowie, Zbigniew Fijak.

            Przed jesienną kampanią wyborczą dyskusja wokół listy kandydatów PO do parlamentu rozgorzała na nowo. Ustalono, że odpowiedzialnym za jej kształt będzie tylko Donald Tusk. I znów nie wiem w jakim stopniu te ustalenia były przestrzegane w Krakowie. Zdrowy rozsądek podpowiada, że było to niemożliwe, bowiem trudno sobie wyobrazić, aby przewodniczący analizował wszystkie nazwiska na listach z całej Polski, szczególnie te z dalszych miejsc. W jaki sposób powstała krakowska lista nie jest do końca dla mnie jasne, tym bardziej, że na już ogłoszonej liście 26 kandydatów do sejmu dokonane zostały zmiany. Słusznie zaprotestowała krakowska radna, znana i poważana w mieście, dr Małgorzata Jantos, która znalazła się dopiero na 15 miejscu listy. W proteście zrezygnowała z kandydowania a na jej miejsce umieszczono Jerzego Fedorowicza, radnego Małopolskiego Sejmiku. Inna zmiana na 21 miejscu w niczym nie zaważyła na późniejszym wyniku. Listę otwierał poseł Jan Władysław Rokita, 2-gi: poseł Tomasz Szczypiński, 3-ci: Paweł Węgrzyn, 4-ty: Andrzej Jaszczyk, 5-ta: Barbara Bulanowska, 6-ty: Jacek Krupa, 7-ma:Katarzyna Matusik-Lipiec, 8-my:Marek Lasota, 9-ty:Janusz Chwajoł, 10-ty: Ireneusz Raś, a na ostatnim 26-tym miejscu Krzysztof Kiciński.   Przedwyborcze sondaże dawały PO 5-6 mandatów i problemem był ich podział. W takiej sytuacji tradycyjnie nasila się rywalizacja wewnątrz listy. Wiadomo było, że Rokita jest poza zasięgiem, że Szczypiński zdobędzie mandat, ale kwestia pozostałych mandatów była otwarta. Miała rozstrzygnąć kampania. Dla mnie zagadkę stanowił okupujący miejsce czwarte Andrzej Jajszczyk. Na internetowym forum, szybko się dowiedziałam, że jest to profesor telekomunikacji z AGH i że jest bezpartyjny. Internauci z lekka podkpiwali z tej kandydatury, pisząc, że nie ma on najmniejszych szans bo jest osobą zupełnie nieznaną. Kilkakrotne wpisy kandydata, pod własnym nazwiskiem, upewniły mnie, że to może być dobra kandydatura. Na jego stronie internetowej przeczytałam teksty, które pokazały, że Jaszczyk ma mądre i przemyślane koncepcje jak trzeba zorganizować polską naukę, aby była konkurencyjna w świecie. Tutaj Jajszczyk jest bezwzględny: trwający okres parafeudalny musi się natychmiast zakończyć. Postulował daleko idące zmiany w systemie funkcjonowania uczelni, awansowania kadry naukowej, koncentracji badań naukowych tak, aby nie marnować środków. Moim zdaniem Jaszczyk dostał swoją szansę zaistnienia w polityce, tak aby mógł zostać wykorzystany przez Rokitę przy tworzeniu rządu. Już dużym sukcesem Jajszczyka było przebicie się ze swoimi koncepcjami do opinii publicznej, głównie w dyskusjach internetowych. Budującym był sam fakt, że w tych dyskusjach nie pisano o wyborach i o kandydowaniu profesora, spierano się natomiast z jego koncepcjami. Uważam, że wyborczy rezultat Jaszczyka (1052 głosy), osiągnięty bez śladu najmniejszej kampanii, dał mu pełne prawo do prób realizacji swego programu. Oczywiście wszystko po części się zmieniło z powodu wyniku wyborów, ale dla mnie prof. Jajszczyk jest niewątpliwie drugim (po wyniku Jana Rokity) pomyślnym rezultatem tych wyborów. No bo generalnie nie ma się z czego cieszyć. To znaczy ilość zdobytych mandatów była zgodna z przewidywaniami, ale część ich zdobyły nie te osoby które powinny.

Szczypiński został wybrany, ale jego słaby wynik przyjęłam z dużym rozczarowaniem.

Długo się zastanawiałam nad wyborczą porażką P. Węgrzyna. Widziałam duży rozmach w kampanii: bardzo dużo plakatów, bilbordy w dobrych miejscach, reklamówki telewizyjne? Moim zdaniem na przegraną Węgrzyna złożyło się kilka czynników. Po pierwsze zupełnie nieczytelne hasło, że opracował program komputeryzacji kraju. Kraj jest przecież w znacznej mierze skomputeryzowany i taki centralny program jest bez sensu. Drugim błędem była realizacja reklamówki telewizyjnej, gdzie o programie komputeryzacji mówił, niekorzystnie wyglądający na zbliżeniu europoseł Sonik. Sztab Węgrzyna nie potrafił też przekonywująco zainspirować internetowej debaty na jego temat. Skoro Węgrzyn zebrał najwięcej podpisów pod programem PO 4 x15 to właśnie się prosiło, aby mówić, że poprzez obniżkę podatku VAT z 22 na 15% potanieją: rachunki telefoniczne, benzyna, gaz, energia elektryczna itd?I byłaby to prawda, która zarazem wytrąciłaby argumenty ?lodówkowej? reklamówce PiS-u. Nie pochwalałam również samochodowych reklam Pawła Węgrzyna. Jeden z internautów napisał, że był wściekły widząc ciężarówkę z podobizną Węgrzyna jeżdżącą w którąś z niedziel obok Błoń. Klasyczna antyreklama i to dość kosztowna. Jednak uważam, że bardzo źle się stało, że Pawła Węgrzyna nie będzie w sejmie.

            Spodziewałam się też lepszego rezultatu Barbary Bulanowskiej. Jej kampania prowadzona była spokojnie z godnością i szacunkiem dla konkurentów. Może tylko ulotka była napisana zbyt skomplikowanym, nieco bizantyjskim, językiem. Nie zauważyłam śladu najmniejszych napastliwych ataków na nią w internecie, ale nie widziałam też żadnej skoordynowanej i systematycznej akcji jej zwolenników. Uważam, że sejmowy mandat Bulanowskiej się zdecydowanie należał.

            Jacek Krupa to samorządowiec. Uzyskał mandat w sposób zaskakujący, ale zasłużony i bezdyskusyjny. Zaowocowała opinia dobrego gospodarza zarówno na stanowisku burmistrza Skawiny jak i starosty powiatu krakowskiego.

            Kolejna przegrana to Katarzyna Matusik-Lipiec. Jej wyborczy rezultat, wobec dużego rozmachu w kampanii, to znaczące niepowodzenie. Ale mankamenty jej kampanii były widoczne gołym okiem. Pierwszym błędem była wiara kandydatki w swój urok. Stąd zlekceważenie swojej podobizny na wyborczym plakacie. Zdjęcie było niedobrane, szczególnie fatalna była fryzura. Zrobienie sobie zdjęcia na reklamę własnej osoby to ciężka praca dla kilku osób w studio fotograficznym. Tymczasem Matusik ? Lipiec wzięła jakieś przypadkowe zdjęcie z wycieczki i ?dała je na plakat i na bilbordy. Następny błąd w jej kampanii to wyborcza ulotka. Pomieszała na niej rzeczy mądre i niepotrzebne. Jeden z inernautów też na to zwrócił uwagę na forum w Gazecie Wyborczej. Poparcie kolegów z PO, przewodniczących rad z innych dzielnic, nic nie wnosiło. Pani doktor z hospicjum napisała ładną opinie, ale czy musiała to być akurat osoba z hospicjum? Zdjęcie z dziećmi było ładne, ale te dzieci były chyba nieco za duże? Brakowało mi też zdecydowanej walki ludzi  z jej sztabu (podobno licznego), na napastliwe zarzuty w internecie dotyczące jej charakteru i życia prywatnego.   Niektóre z nich kwalifikowały się do doniesienia do prokuratury, nawet w trybie wyborczym. Policja ma metody zlokalizowania komputera z którego takie brednie są pisane. Dlaczego tego nie wykorzystano? . Nie widziałam jej telewizyjnych reklam, ale nie sądzę aby jej przysporzyły na tyle głosów, że wygrałaby z J. Fedorowiczem. Również wcześniejsze szukanie ?na siłę? popularności medialnej poprzez wątpliwej jakości akcje (jakieś rondo im. ofiar 11 września, protest w konsulacie niemieckim w sprawie Polaków na Białorusi) nie do końca dawały dobre świadectwo jej politycznej dojrzałości. Śledzę działalność Matusik ? Lipiec z sympatią, ale w przypadku jej osoby widzę, że na poselski mandat było u niej za wcześnie.

            Bardzo solidnym kandydatem był Marek Lasota. Osiągnięty wynik budzi szacunek. Widać, że procentują: działalność w sejmiku oraz publikacje na podstawie materiałów z IPN. Gdyby tak jeszcze nie było nadmiaru gorliwości w sprawie o.Hejmy. Ale popełniono elementarny błąd w układaniu listy: po co z Olkusza startował na odległej pozycji wicestarosta powiatu Jerzy Górnicki? Jego dwa tysiące głosów dodane do czterech tysięcy Lasoty dawały mandat dla jednej osoby z powiatu olkuskiego.

            Sądziłam, ze Janusz Chwajoł osiągnie lepszy wynik. Kampanię miał profesjonalną, plakat wyborczy b. ładny, reklamy telewizyjne solidne. Brakowało w jego przypadku szerszej znajomości kandydata czego jednak nie daje działalność w korporacjach zawodowych. Szkoda ?

            Dziesiąty na liście kandydatów PO Ireneusz Raś zdobył mandat. Moim zdaniem mało zasłużenie, ale zwycięzców się nie sądzi. Mandat ten powinien przypaść Kicińskiemu lub Węgrzynowi. Błędem było wstawienie Rasia na listę PO, ale zawdzięcza to podobno wstawiennictwu Gołasia u Rokity. A przecież kilka miesięcy temu został usunięty z PiS-u. Zgadzam się z powszechną opinia internautów, że główny wpływ na jego wybór miał brat, jeden z najbliższych współpracowników abp Dziwisza. Sama kampania Rasia była intensywna: duża ilość plakatów i ?.nieco irytujące telewizyjne reklamy. Mnie osobiście denerwowały jego wiecznie otwarte usta. Ale nie można Rasiowi odmówić sprytu. Już rok temu miasto zostało zasypane jego plakatami z informacją, że mija właśnie połowa kadencji ?Rady Miasta Krakowa, gdzie Raś jest radnym.

            Następny mandat do którego mam nieco wątpliwości, to wynik Jerzego Fedorowicza z 15 miejsca. Powtórzę to co w przypadku Rasia: Mandat ten powinien przypaść albo Kicińskiemu albo Węgrzynowi. Fedorowicz dostał się na listę z odwołania po rezygnacji M. Jantos. Publiczne zarzuty o nepotyzm w kierowanym przez niego Teatrze Ludowym widocznie potraktowano jako mało istotne. Dodatkowo   Fedorowicz kilka miesięcy temu był jeszcze we Wspólnocie Małopolskiej i dla PO w Krakowie nie zasłużył się niczym. Natomiast b. szybko potrafił zadbać o to, aby zostać członkiem Honorowego Komitetu Wyborczego Donalda Tuska.

            Na końcu mojej oceny wyborów mogę tylko współczuć K. Kicińskiemu. Kto mu zabrał mandat już pisałam. Czy Kiciński zrobił wszystko aby odnieść sukces? Nie jestem do końca przekonana. Pamiętam jakiś chybiony happening po którym internauci zaczęli się go czepiać. W dyskusji na internetowym forum stawiano mu zarzuty, że dobrał sobie złych ludzi do sztabu. Były też opinie, że w Szpitalu im. Rydygiera pod jego kierownictwem nie najlepiej się dzieje.

            Ogólnie patrząc wyszło na jaw, że listy były zrobione fatalnie. Zagrały małe interesiki, podchody, ambicje i ambicyjki, a zabrakło troski o dobro partii. Zaowocowało to tym, że połowa kandydatów na liście PO w Krakowie nie osiągnęła nawet tysiąca głosów, a siedem osób miało wynik skandaliczny, czyli poniżej 500 głosów. Z przykrością muszę napisać, że krakowska PO do tych wyborów była zupełnie nieprzygotowana. Był podobno jakiś sztab, ale ?aby miał jakiś wpływ na wyborczy wynik- powinien działać kilka miesięcy wcześniej i przewidywać wszystkie sytuacje. Koordynować poczynania poszczególnych kandydatów i ich sztabów, oraz egzekwować wcześniejsze ustalenia. Ale, jak się orientuje, nie było żadnych ustaleń. Procedura ustalania listy wyborczej do sejmu też nie została zachowana. I nie może tak być, że nikt za to nie poniesie  odpowiedzialności. Chciałabym poznać opinię na temat przebiegu wyborów od A.Grada, Z.Fijaka, J.Krzyworzeki oraz od osób kandydujących i przewodniczących ich sztabów wyborczych. Gdybym miała takie informacje to opracowałabym zbiorczy raport na ten temat . Może wnioski w nim zawarte pozwoliłyby nam uniknąć błędów przy następnych wyborach.

Następne fragmenty książki będą ukazywać się sukcesywnie.