Bezczynność jest matką wszelkiego zła. Solon
Pod koniec października 1917 r. delegacja piotrogrodzkiego zrzeszenia skupiającego w swych szeregach oficerów armii carskiej spotkała się z reprezentantami rosyjskiego Rządu Tymczasowego. Przedstawiciele wojskowych stwierdzili, że w samym Piotrogrodzie znajduje się grubo ponad tysiąc oficerów i co najmniej drugie tyle zawodowych podoficerów, którzy na rozkaz legalnych władz gotowi są do rozprawienia się z demolującymi kraj bolszewikami. Kiereński stwierdził jednak, że przyjęcie takiego rozwiązania wiązałoby się z rozlewem krwi i – zdaniem jego rządu – postępowaniem niezgodnym z zasadami demokracji. Oficerowie kręcąc nosami rozeszli się po kwaterach.

Kilka dni później terror bolszewicki rozlał się po całej Rosji…
28 stycznia 2024 r., Bydgoszcz, hotel Holiday Inn, godzina 12:00. Duża sala na poziomie -1. Ludzi setki. Radosna i jednocześnie poważna atmosfera. Flagi, transparenty, wiara, nadzieja… Starsze panie, starsi panowie, osoby w kwiecie wieku, ale również ludzie urodzeni pod sam koniec ubiegłego tysiąclecia. Jest dobrze. Czekamy. Słychać równe oddechy zebranych. Raz, dwa, trzy… Wreszcie! Wchodzą. Mariusz Błaszczak w towarzystwie m.in. Ł. Schreibera. Zaczyna się. Tłum nadstawia ucha… Hymn. Po twarzach obecnych widać oczekiwanie. Na naładowanie akumulatorów, na wsparcie, na uzyskanie nowych informacji. Wreszcie… Na podzielenie się przez parlamentarzystów planem działania na najbliższą przyszłość. Taaa...
    Piii, szszszsz, bziiiii… Tak działa mikrofon znajdujący się w rękach posłów. Połowa sali domyśla się tylko o czym mowa. Kilkadziesiąt osób zgromadzonych w korytarzu (bo nie dało się wcisnąć do głównego pomieszczenia) nie słyszy nic. Znów: piii, szszsz, bziiii… Słychać coś tam, coś tam. Jakaś starsza pani znienacka wybucha: „Proszę o ciszę, bo zupełnie nic nie słychać”. Po apelu przebijają się pojedyncze słowa. Maciek… Tusk… Prokuratura… Sprzeciw… Ludzie starają się wyłowić sens. Ale to trudne, bo grupki funkcjonariuszy największej partii opozycyjnej skupiły się po rogach locum i szumią. Pszsz, pszsz, pszsz… Panie i panowie. Starsi i młodsi. W garniturach i garsonkach. Jakby zupełnie nie zainteresowani spotkaniem. Pszsz, pszsz, pszsz… Masakra! Staram się wyłowić cokolwiek z opowieści posła Schreibera i posła Błaszczaka, lecz próżny trud. Czuję się niczym pasażer na dworcu w latach osiemdziesiątych, kiedy to za żadne skarby nie dało się zrozumieć komunikatów pani dyspozytorki. Jednym słowem: porażka! Mam w sobie wielkie pokłady cierpliwości, lecz wszystko ma swoje granice. Wychodzę. Z relacji uzyskanych od Koleżeństwa, które dotrwało do końca imprezy wiem, że spotkanie przypominało na 100% wiec wyborczy. A więc, opis sytuacji (rzecz jasna subiektywny), trochę narzekań i apeli. Jakich? Ano polegających na tym, że uczestnicy „wiecu” (?) powinni przygotować się do… naklejania plakatów i roznoszenia ulotek podczas najbliższej kampanii wyborczej. Żadnych planów. Żadnego nakreślenia działań na najbliższą przyszłość. Zero zachęcenia do stawienia zdecydowanego poru. Nic! Prawdziwe jaja…
     Tak sobie myślę, że największa partia opozycyjna, na której spoczywa obowiązek kontrowania durnych i niebezpiecznych zamierzeń obecnej władzy powinna „sprzedawać” obywatelom nadzieję. Ba! I nie tylko, bo zobowiązana jest także do zaprezentowania perspektywicznych zamierzeń. To sprawy tajemne i potrzebują ciszy? Jasne. Trzymajmy je w tajemnicy tak długo aż staną się za lat trzysta doskonałym źródłem do dziejów polskiej głupoty i polskiego imposybilizmu. To nie tylko moja opinia, ale takie głosy płyną wartkim strumieniem ze środowisk doświadczonych w walce z totalitarną władzą. O co chodzi? A choćby o to, że pierwszoplanowi politycy opozycji zachęcą ludzi do podjęcia trudu organizacji. Bodaj w ten sposób, iż w każdym z miast wojewódzkich wesprą kilkadziesiąt osób gotowych pełnić dyżury pod instytucjami wolnej Rzeczypospolitej. Zorganizują im za pieniądze partyjne transport, kamizelki, ciepłe napoje… Krótko mówiąc zarządzą: Bydgoszcz – ochrania TK we wtorek, Białystok – w środę, Zielona Góra – w czwartek, Rzeszów – w piątek, Katowice – w sobotę… A pod Prokuraturą Krajową będą dyżurować ochotnicy z: Łodzi, Wrocławia, Gdańska, Olsztyna, Lublina, Kielc, Głogowa, Kalisza, Sieradza, Inowrocławia, Koszalina, Torunia… Itd. I to nie koniec! Bo np. osoba pokroju M. Błaszczaka zawiadamia obecnych, iż w dniu (strzelam) 5 lutego o godzinie 17:00, umocowane w prawie władze TVP będą podejmowały próbę wejścia do bezprawnie zajętych pomieszczeń tej instytucji. Zwrócą się rzecz jasna do odpowiednich służb, lecz oczekują, że w tym dniu i o tej godzinie zjadą się z całej Polski wolontariusze chcący być świadkami tego wydarzenia. I takich komunikatów oczekiwali zebrani. Wiem co mówię, bo rozmawiałem z wieloma osobami na ten temat. Tak czują: Staszek, Zdzisław, Halinka, Artur, Piotr, Jurek, Waldek, Sławek, Tomasz, Michał, Renia, Darek, Ryszard, Beatka… A jak było w praktyce? Zonk! Po stokroć : zonk!
Wiem, odezwą się głosy, że przesadzam. Że tak nie wolno. Że prawo. Że musimy być inni. Że Jaś i Małgosia… Bzdury! Nie namawiam do działania wbrew prawu. W żadnym razie. Nie namawiam do stosowania przemocy. W żadnym razie. Nie rzucam się na główkę do pustego basenu. W żadnym razie. Piszę tylko o tym, że ciągłe wycofywanie się na „z góry upatrzone pozycje” to głupia strategia. Co tam… Strategia samobójcza. Tak myślę, tak czuję i tak o tym piszę. Moje prawo! Z drugiej strony zastanawiam się, czy też te moje monity (jako sympatyka ZP) mają jakikolwiek sens skoro formacja dysponująca milionami złotych i tysiącami działaczy nie potrafi na spotkaniu ze zwolennikami w ponad trzystutysięcznym mieście zadbać o tak prozaiczną kwestię jak nagłośnienie. W tym samym czasie gangsterzy rozpirzają nam Ojczyznę w drobiazgi. To wstyd. To żenada. Ech… A może faktycznie to tylko dziwna zabawa tzw. klasy politycznej i wszystkim tym, którym naprawdę zależy pozostaje tylko…

 Tekst ukazał się na Sakin24.pl 28 stycznia 2024r

Pin It