Notice: Undefined offset: 1177 in /home/krakgi/domains/krakowska.biz/public_html/libraries/src/Access/Access.php on line 608

Notice: Trying to get property 'rules' of non-object in /home/krakgi/domains/krakowska.biz/public_html/libraries/src/Access/Access.php on line 608

Notice: Undefined offset: 1177 in /home/krakgi/domains/krakowska.biz/public_html/libraries/src/Access/Access.php on line 613

Notice: Trying to get property 'rules' of non-object in /home/krakgi/domains/krakowska.biz/public_html/libraries/src/Access/Access.php on line 613

Lech Wałęsa jest dziś ikoną i symbolem. Jednak nie symbolem niezłomnego działacza opozycji demokratycznej ale walki z PiS-em i Jarosławem Kaczyńskim. Dlatego wszelka dyskusja na temat jego współpracy z SB nie ma już najmniejszego znaczenia. Ludzie pod sztandarami „walki o demokrację” chcą aksjomatycznego symbolu – bezdyskusyjnego arbitra, który oznajmi, głosem niepodważalnym że PiS i Jarosław Kaczyński nie mają prawa sprawować władzy którą uzyskali w demokratycznych wyborach.

Dlatego im większa i bardziej szokująca prawda o Lechu Wałęsie ujrzy światło dzienne tym większą aureolę będzie miał Wałęsa wokół swojej głowy. I trzeba się z tym po prostu pogodzić, bo z fanatyzmem nikt jeszcze nie wygrał.

 „Wy nie wiecie jak daleko oni zaszli” – mówił prezydent Wałęsa podczas nocnej narady z 4 na 5 czerwca 1992 roku.  Kulisy tych wydarzeń możemy obserwować w obrazach  filmu „Nocna zmiana”, ukazującego archiwalne nagrania z początku 1992 roku, kiedy Lech Wałęsa dokonywał zamachu stanu na rząd RP gdy sejm przegłosował uchwałę o ujawnieniu listy Tajnych Współpracowników – w tym teczki TW „Bolek”. Jeśli więc obalenie demokratycznego rządu z powodu ryzyka ujawnienia listy Tajnych Współpracowników, to nie jest dowód na konsekwencje współpracy z SB, to naprawdę nie wiem czy dyskusja na ten temat ma w ogóle jakikolwiek sens.

Jestem,  podobnie jak pewnie wielu wyborców prawicy, po prostu zaszokowany skalą agresywnego i chamskiego fanatyzmu nienawiści wobec PiS-u jaki wylał się z wielu moich znajomych po tym jak Platforma Obywatelska przegrała wybory. Wiedziałem oczywiście, że będą spory, że będą zarzuty i głód rozliczania władzy po ośmiu latach ciasnej poprawności. Ale nie sądziłem, że z dnia na dzień, bez zmrużenia okiem  pojawią  się publiczne oskarżenia o faszyzm, totalitaryzm, stalinizm czy represje nie ustępujące działaniom SB w najczarniejszym okresie PRL-u. Kompletnie się tego nie spodziewałem, tym bardziej że zaczęło się niemal na następny dzień po wyborach. Nie widzę podstaw do takich oskarżeń, nie potrafię ich zrozumieć, dlatego wiem ze przyczyny tej agresji nie leżą w świecie rzeczywistym, ale w przerażających wręcz pokładach pogardy i nienawiści jaką zasiano w emocjach tych ludzi. To dlatego takie słowa jak faszyzm czy nazizm nie wydają im się przesadzone – bo choć nie pasują do realiów to są zgodne z natężeniem ich emocji.  Starając się, mimo określonych poglądów politycznych,  pielęgnować w sobie jakieś pokłady obiektywizmu, byłem naszykowany na dyskusję, na kompromisy i argumenty. Widząc że sam nie jestem zachwycony niektórymi, choćby personalnymi  decyzjami nowej władzy. Ale jak pewnie większość ludzi takich jak ja, zostałem zalany błotem setek chamskich memów z powstałych specjalnie w tym celu portali Sokzburaka, nielubię PiS-u i wielu innych, nieprawdziwych informacji wrzucanych po prostu garściami przez portale Wyborczej czy Natemat czy hasłami o „mściwym kuduplu” po których wyje entuzjastycznie gawiedź na ulicach. I to przy obligatoryjnym rzecz jasna paradygmacie „walki z hejtem”.

Z dnia na dzień zamiast dyskutantów stanęły przede mną chamskie hasła z internetowych memów. Hasła z którymi nie da się dyskutować, kłamliwe, demagogiczne, fałszywe w swoich intencjach. Jeśli w jakikolwiek sposób wymagające to tylko w kategoriach pracy  nad kontrolą własnych emocji.

Dokładnie taką formą „dyskusji” była dla mnie demonstracja KOD w geście solidarności z Lechem Wałęsą. Przed czym demonstrowali „obrońcy demokracji”? Przed ujawnieniem prawdy historycznej? W polskim modelu lustracji istnieje dowolność oceny – ale nie dowolność ukrywania dowodów. Nikt nie zabrania tym ludziom pozytywnie oceniać faktu czyjejkolwiek współpracy z SB. Ale są wściekli że dokumenty te ujrzały światło dzienne  i domagają się aby – w imię demokracji – prawdę tą zablokować. Tylko dlatego że Lech Wałęsa w III RP był wręcz sztandarowym przeciwnikiem Jarosława Kaczyńskiego, dlatego wszelkie fakty niekorzystne dla Wałęsy jedynie pogłębiają w nich nienawiść do szefa PiS-u. Mimo, że człowiek ten z ujawnieniem tych materiałów nie miał kompletnie nic wspólnego, bo i mieć w żaden sposób nie mógł.  

Wychodzą więc na ulicę żeby zabronić mówić i pisać prawdę o jakimś okresie działalności zawodowej byłego szefa „Solidarności”. Domagają się aby ją przemilczeć – „w imię demokracji”. Lustracja mimo, że nie przewiduje żadnych konsekwencji za dawną współpracę z SB, w swojej istocie wymaga jednak oczyszczenia i zadośćuczynienia w postaci deklaracji prawdy. Przyznanie się do winy, czasem bardzo trudne,  oczyszcza i samo w sobie jest zadośćuczynieniem. Taka jest dzisiaj moralna istota lustracji. Choć demonstranci przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości nie oczekują tego ani od Lecha Wałęsy ani od nikogo kto stanie po ich stronie. Kolejnych, wykluczających się wzajemnie  oświadczeń byłego prezydenta nie mają nawet zamiaru słuchać, wiedząc że są w widoczny sposób groteskowe. W swojej walce odrzucają więc wszelkie zasady.

Ocena działalności Lecha Wałęsy to rzecz indywidualna, i nikt nie narzuca przecież obowiązujących definicji. Tym bardziej że osobowość byłego szefa „Solidarności” i jego autorytarne decyzje a nierzadko też nagłe zwroty – zaskakujące zapewne po obu stronach ówczesnej barykady, to zagadnienia tak zagadkowe, że trudno o jednoznaczne oceny.

Ale, mimo wszystko trudno nie zauważyć, że im więcej niekorzystnych faktów wychodzi na jaw, a nade wszystko im więcej wyjaśnień samego Wałęsy okazuje się nieprawdą tym większy podziw i uznanie zyskuje on wśród aktywistów i sympatyków KOD.

Poza wspólnym wrogiem jakim jest PiS i Jarosław Kaczyński, światłych obrońców demokracji z Lechem Wałęsą łączy bowiem jeszcze jedno – megalomania.

Jedni uważają się za intelektualną, mentalną i kulturową elitę narodu – zbiorowy społeczny nośnik cech i walorów w oczywisty sposób predestynujący ich do sprawowania władzy na wszystkich poziomach państwa. Władzy odebranej im bezzasadnie przez „pisowski motłoch”.

Nic więc dziwnego ,że jak nikt rozumieją samotnego geniusza, który sam pokonał komunizm. Pana Lecha z bloku na gdańskiej Zaspie, który prowadził ciągłą grę z machnia bezpieki w celu ostatecznego obalenia systemu komunistycznego w tej części Europy. Wbrew „solidaruchom” którzy mu przeszkadzali, wbrew „małym ludziom” którzy nie rozumieli jego geniuszu.

Któż więc tak jak aktywiści KOD-u potrafi dziś zrozumieć że Lech Wałęsa po prostu musi kłamać? Dla dobra wspólnego, dla dobra Polski.

Elita musi pozostać elitą – symbole muszą pozostać symbolami. Wbrew wszystkiemu. Tak rodzi się hipokryzja – jako narzędzie w dominacji politycznej.  Każdy bowiem popełnia błędy, ale tylko hipokryta nigdy się do nich nie przyzna. I tylko hipokryta jest zdolny o swoje błędy oskarżyć tego kto mu je wytknął.

Zresztą słuchając przemówienia Henryki Krzywonos – Spychalskiej nie można mieć żadnych wątpliwości ze dla tych ludzi nie istnieje cos takiego jak granice przyzwoitości czy uczciwości w debacie. Krzywonos – Spychalska powie dokładnie wszystko co będzie się opłacać jej formacji politycznej, dokładnie tak jak Lech Wałęsa. Aż trudno uwierzyć że posłanka PO Henryka Krzywonos – Spychalska, stawiająca dziś publicznie „Solidarność” jako społeczny ruch walczący „z tym kurduplem” i ruch przeciwstawiający się politycznie partii Prawo i Sprawiedliwość to ta sama osoba, która w trzydziestą rocznicę porozumień sierpniowych zakasała kiecę i w uniesieniu oburzenia zarzucała Jarosławowi Kaczyńskiemu upolitycznianie Solidarności. Tak działa hipokryzja.

Przeszłość Wałęsy nie ma więc kompletnie żadnego znaczenia – liczy się tylko wspólny cel – odzyskać władzę i dominacje w społeczeństwie. Dlatego jestem przekonany że dalsza debata publiczna na temat teczek TW „Bolek” jest po prostu szkodliwa. Jego dalszym skutkiem jest tylko to że depozytariuszem insygniów Solidarności został założyciel ruchu wyznawców potwora spaghetti a ikoną niezłomności człowiek który nie potrafił się rozliczyć przed swoimi współpracownikami z tego że za pieniądze na nich donosił a symbolem związku kobieta która członkiem Solidarności nie była chyba nawet jednego dnia. Odpieprzmy się więc od Lecha – bo szkoda symboli – a im więcej uwagi wokół tych ludzi, tym więcej  będą w stanie utytłać w błocie. 

Tekst ukazał się na Salon24  1 marca 2016r

Pin It