Zbliża się ostateczne rozstrzygnięcie, kto zostanie Prezydentem RP. Na placu boju zostało 2 faworytów. Internet rozgrzał się do czerwoności, elektoraty obu stron prześcigają się w udowadnianiu, że ich kandydat jest lepszy. Widząc te próby, postanowiłem również i ja się wypowiedzieć w tej kwestii. Nie będę oryginalny mówiąc, że zagłosuję na mniejsze zło. Donald Tusk mówił niedawno, by głosować na większe dobro. Cóż, by być uważanym za dobrym, należy na to zasłużyć. Nie wystarczy do tego pustosłowie.

Żadnego z kandydatów nie nazwę dobrym kandydatem, choć Andrzeja Dudę głównie za działania Jego zaplecza politycznego w zakresie działań na rzecz zaostrzenia ustawy aborcyjnej. W całości winy obecnemu Prezydentowi przypisać nie można, jednak na pewno bardziej stanowcza postawa byłaby w moich oczach korzystniejsza. Jest jednak bardzo dużo różnic, które powodują że zestawiając obu kandydatów, znaku równości w żaden sposób postawić nie można.

Najważniejszym powodem, dla którego swój głos oddam przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu, jest kwestia światopoglądowa. I bynajmniej nie przesłoni mojej decyzji lawirowanie kandydata KO, mające na celu zdobycie również prawicowych wyborców. Nie przesłoni również to, że kandydat de facto dążący do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, jest nagle przeciwko temu procederowi. Nie przesłoni deklaracja, że weźmie udział w Marszu Niepodległości, gdy ma się na sumieniu bardziej skupianiu na (w porównaniu do Marszu Niepodległości) niszowej paradzie równości. Więcej o kwestiach światopoglądowych mówi mi zdziwienie (!) Pani Trzaskowskiej, że Kościół nie chce opowiedzieć się za liberalizacją aborcji (ciężkie jest to do zrozumienia, by takie rzeczy od Kościoła wymagać, jednak ostatnimi czasy byliśmy świadkami tylu dziwnych rzeczy, że nic już nie powinno zaskakiwać). Prezydent Andrzej Duda w kwestiach światopoglądowych jest konsekwentny zarówno w toku prezydentury, jak również prowadzonej obecnie kampanii wyborczej, jasno te poglądy wyrażając.

Nie jest to oczywiście jedyna różnica. Ponieważ jednak nie jestem fanem długich tekstów (im krótszy tekst, tym większa szansa że czytelnik doczyta go do końca), w tekście tym, przedstawię tych różnic tylko kilka.

Wiarygodność. Andrzej Duda nie zrealizował wszystkich obietnic wyborczych. Pomijając truizm, że Prezydent ma ograniczone możliwości zmiany prawa, część obietnic niespełniona została moim zdaniem słusznie (vide ustawa frankowa, gdzie cały naród miałby płacić za to, że ktoś nie przemyślał jak powinna wyglądać umowa kredytowa). Prerogatywy Prezydenta polegają głównie na wyrażaniu zgody bądź odrzucaniu ustaw, przedłożonych przez parlament. Jednak widząc kierunek działania Prezydenta i Jego zaplecza (co nie jest bez znaczenia, będąc w partii politycznej na swoje barki również nakłada się sukcesy i porażki partii macierzystej) ciężko powiedzieć, by ta grupa zdradziła ideały swoich wyborców. Inaczej wygląda to w sytuacji kontrkandydata. Osobiście, jako głosujący na PiS również w wyborach parlamentarnych, jestem umiarkowanie zadowolony (umiarkowanie, gdyż spodziewałem się więcej, niemniej sam fakt że nie jest gorzej, jest jakąś zaletą). Pytanie natomiast do wyborców PO, czy ich ideały (tej części elektoratu, która akurat te ideały posiada), są właściwie reprezentowane przez ich reprezentantów? Czy zupełnie odmienne stanowiska w zakresie imigracji (najpierw pełne poparcie, później twierdzenie, że mowa była tylko o kobietach z dziećmi), związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych, aborcji, stosunku do prawicy, czy podejścia do populizmu (chęć przeznaczenia pieniędzy z projektów infrastruktury do kieszeni wyborców przy jednoczesnej krytyce 500+ jako rozdawnictwa) – są tym, czego oczekują.

Ambicja. Drugi najpoważniejszy mój zarzut w stosunku do PO i Rafała Trzaskowskiego. Mimo bycia zwolennikiem CPK, jestem w stanie zrozumieć krytykę tego projektu. Jednakże dobór słów wypowiedzianych przez Rafała Trzaskowskiego (po co nam CPK, jak mamy lotnisko w Berlinie), świadczy o całkowitym braku ambicji (i ignorancji, jeśli już mowa o lotnisku w Berlinie, to finalny port ma być oddany ok 10 lat po terminie, i już w momencie otwarcia byłby on za mały, gdyby nie wybuch pandemii. Jeśli już mamy podróżować przez Niemcy, bo tutejsi politycy uznają to za wygodniejsze dla Polaków, niż podróż przez Warszawę - swoją drogą ciekawe, czy wygodniejszy jest również lot do Azji przez naszego zachodniego sąsiada - to głównymi niemieckimi hubami są Frankfurt i Monachium). Słowa te nie mogą dziwić, jeśli wywodzi się z partii, dla której ciepła woda w kranie to szczyt ambicji. Niedługo po tych "projektach" do władzy doszedł PiS i okazało się, że można próbować uniezależnić się od monopolu rosyjskiego gazu czy ropy, czy że można próbować zbudować lotnisko na potrzeby Polski (żeby unaocznić dlaczego ten projekt to żadna przesada należy zwrócić uwagę, że obecne Okęcie jest już za małe, a ponad dwukrotnie mniejsza od Polski Holandia posiada ponad trzykrotnie większe lotnisko od największego lotniska w Polsce). Czy to rzeczywiście, jak twierdzą sympatycy opozycji, taka megalomania?
Ekonomia. Rząd PiSu bardzo często krytykowany jest za rozdawnictwo. Różnego rodzaju "autorytety" (nie wiem, czy mogę tego słowa użyć skoro udowodnili, jak bardzo się mylili) wieszczyło rychłe bankructwo Polski, zubożenie społeczeństwa i wszystko co najgorsze. Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Społeczeństwo nie zubożało, wręcz przeciwnie, skrajne ubóstwo wśród dzieci zmniejszyło się o ponad 90%, PKB (od którego zależna jest również wysokość emerytur) wystrzeliło do góry, bezrobocie spadło, Państwo z roli importera stało się eksporterem. Widząc te dane, niesprzyjający władzy szybko "puścili" w obieg "newsa", że 500+ pobiera tylko patologia (co jednak jest trudne do obrony, gdyż nieporównywalnie liczniejsza niepatologia pobierająca 500+ widzi po sobie i niepatologicznych znajomych, że te 500 zł trafia przede wszystkim do innych grup), że ludzie przestają przez to pracować (co też prawdą się nie okazało, widząc dane przedstawiające liczbę etatów w gospodarce za rządów PiS i za rządów opozycji), czy w końcu, że to nasze pieniądze (doskonale tę logikę obnażył tekst znaleziony w miediach społecznościowych: skoro to nasze pieniądze, to co się działo z nimi za rządów PO-PSL?). Ale to nie wszystko: za rządów PiS prócz tego, że budowane są autostrady i drogi ekspresowe (tak, jak działo się również za rządów PO), Polska wydając również olbrzymie pieniądze na programy społeczne (przy czym nie ze wszystkimi się zgadzam, vide 300+ moim zdaniem mieści się w 500+, i osobnego programu do tego nie potrzeba, podobne zdanie mam w stosunku do 14 emerytury, gdyż maksymalnie 13 emeryturę jeszcze zrozumieć jestem w stanie), odkupuje sprywatyzowane wcześniej "zdrowe" przedsiębiorstwa (zamiast prywatyzować tego co zostało, jak czynili poprzednicy), zmniejsza jednocześnie dług w relacji do PKB, zmienia na korzystniejszą dla Państwa strukturę zadłużenia (zmniejszając znacząco zadłużenie zagraniczne, bardzo często notowane w walutach obcych, co jak pokazał przykład frankowiczów, może być bardzo zgubne). To za PiSu udało się również pierwszy raz w historii III RP nominalnie zmniejszyć zadłużenie (licząc rok do roku). To za PiSu WIG osiągnął najwyższy poziom w historii, a oprocentowanie obligacji (zadłużenia) osiągnęło najniższe poziomy. Wreszcie to za PiSu rosyjski monopolista zwrócił Polsce ponad 6 mld zł nadpłaty za zbyt wysokie ceny surowca, podczas gdy za czasów rządu PO-PSL, w 2010 r., polski rząd umorzył rosjanom ok. 1,2 mld złotych zadłużenia. Otwatym pytaniem pozostaje, gdzie podziały się podatki wpłacone przez obywateli za rządów PO-PSL. Bowiem w tych czasach, Państwo nie miało tak wielkich obciążeń socjalnych, prywatyzowano niemal wszystko, co było można, prócz dróg ekspresowych (które budowane są też obecnie) innych wielkich inwestycji infrastrukturalnych nie prowadzono, a deficyt budżetowy (licząc zarówno procentwo, jak również nominalnie),był dużo wyższy niż obecnie. (!)

Prócz niewyobrażalnej agresji, którą do kampanii wprowadza opozycja (i tyczy się to nie tylko elektoratu zagłuszającego wystąpienia Prezydenta, niszczącego plakaty wyborcze, czy kolportującego fake newsy dotyczące PiSu i Prezydenta na portalach społecznościowych, ale również sztabu wyborczego, atakującego fizycznie polityków Zjednoczonej Prawicy czy ludzi krytykujących działania opozycji), i próby chęci przypodobania się elektoratom od lewicy do prawicy (co już pokazuje że mamy do czynienia z albo bezideowcami chętnymi wyłącznie zdobyć władzę, albo kompletnie niewiarygodną grupą, próbującą niemal być Żołnierzami Wyklętymi im. Armii Ludowej), sztab Rafała Trzaskowskiego w ogóle nie chwali się własnymi dokonaniami (czy powodem tego jest fakt, że mając powyższe na uwadze, własne dokonania stawiają opozycję w złym świetle? Pamiętając, jak przedstawiano w TVP objęcie za rządów PO-PSL rotacyjnej -a więc takiej, w której po kolei każde państwo taką funkcję pełni, bez żadnych innych kryteriów poza byciem członkiem UE - Rezydencji Rady UE, gdzie "udowadniano" tym pozycję Polski w Europie.
Na koniec: zaskakujące dla mnie jest, że część wyborców Konfederacji chce głosować na Rafała Trzaskowskiego, z którym nic ich na dobrą sprawę nie łączy. Ani z Rafała Trzaskowskiego wolnościowiec (to za rządów PO-PSL podwyższano podatki, to Rafał Trzaskowski chce pieniądze z inwestycji przekazywać wprost do kieszeni grup wyborców), ani osłabienie PiSu nie wzmocni Konfederacji. Nie ma co się oszukiwać, aparat medialny wspierający PO jest tak potężny, a zagraniczne nurty tak niekorzystne, że po dojściu do władzy PO (a to oni są następni w kolejce), pozycja Konfederacji jeszcze się osłabi. Oczywistym jest, że PiS nie gra uczciwie wobec Konfederacji, próbując tę formację marginalizować, jednakże naiwnością jest sądzić, że po dojściu do władzy przez PO marginalizacja będzie mniejsza, albo przeciwnik łatwiejszy do pokonania. Nie, będzie prawdopodobnie na odwrót.
Niech podkreśleniem, jak mało argumentów po swojej stronie posiadają zwolennicy opozycji będzie fakt,że chyba najczęściej powtarzanym zarzutem w stosunku do PiS, jest niski poziom telewizji. Sam nie jestem wielkim fanem TVP, jednakże wychodzę z założenia, ze nawet jeśli w tej materii coś nie podoba, mam mnóstwo innych kanałów telewizyjnych, a nawet mogę telewizor wyłączyć. W przypadku podnoszenia przez PO podatków, tak łatwo tego problemu rozwiązać się nie dało.

Na koniec plotka: po przegranych wyborach PiS rozpisze nowy wybory parlamentarne widząc, że w sytuacji niepiśmiennego prezydenta, Sejm będzie de facto wydmuszką. A te, prawdopodobnie przegrane, wybory parlamentare, dosięgłyby wszystkich. Widząc dokonania rządów PO-PSL, prócz oczywistego usunięcia programów socjalnych wprowadzonych przez PiS (być może nie od razu, jednak po jakimś czasie byłoby to możliwe, argumentując to pustkami w kasie zostawionymi przez poprzednio rządzących), bardzo prawdopodobym byłoby również zwiększenie bezrobocia (bądź co bądź pieniądze z programów sojalnych wykorzystywane są również w gospodarce, generując dodatkowe miejsca pracy) i ogólne pogorszenie zamożności Polaków.

Tekst ukazał się na Salon24.pl 5 lipca 2020r

 

Pin It