Wśród ludzi, którzy głosowali na Prawo i Sprawiedliwość, zdarzają się także głosy przestrzegające: my głosowaliśmy na was, ale na Boga – nie wchodźcie w buty Platformy, bo to jest najważniejsze. Nie wchodźcie w buty Platformy, bo to was zgubi. Przestrzegają przed czymś, co można nazywać ogólnie pychą, zadufaniem w sobie, nonszalancją czy pokazywaniem, że to my jesteśmy "tą władzą” i basta.

Jeżeli jest prawdą, że Kamila Andruszkiewicz, żona wiceministra cyfryzacji, została mianowana prezesem jednoosobowego zarządu państwowej Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu, gdzie roczne wynagrodzenie zarządu wynosi 175 tys. zł, to mamy do czynienia nie z jedną parą butów, ale całym sklepem obuwia. W dodatku takim, w którym głosy przestrogi giną w czeluściach półek i są ledwo słyszalne gdzieś w kątach zaplecza.

Mimo, że od lat jestem zwolennikiem PiS, nie jestem ślepym i bezkrytycznym wyznawcą "jedynie słusznej" polityki made in Nowogrodzka. Wystrzegam się też politycznych przepowiedni, chociaż - jak dotąd - ważąc fakty, dosyć trafnie przewiduję konsekwencje bieżących wydarzeń politycznych. Nietrafionymi analizami wybrukowane jest piekło politycznych przepowiedni, a zapowiedzi kolejnych przełomów, ostatecznych klęsk i nieodwołalnych upadków złośliwie wypominane są każdemu domorosłemu futurologowi. Niemniej jednak takie analizy warto robić z dużym wyprzedzeniem: ryzyko nietrafienia z polityczną prognozą jest dość wysokie, ale tym większa za owe ryzyko premia. Cóż nam bowiem po prognozach, które spełniają się w momencie ich wypowiadania? Wtedy przestają być przecież prognozami przyszłości, a stają się zwykłym opisem tego, co jest. Nie będę po raz kolejny przynudzać o tradycyjnych już pretensjach do PiS w kwestiach komunikacji społecznej, żenująco słabej TVP pod wodzą sabotażysty Kurskiego, czy nadmiernej wyrozumiałości rządzących wobec jawnych prób destrukcji państwa, bo to głos wołającego na puszczy - pora spojrzeć na partię Jarosława Kaczyńskiego z punktu widzenie świadomego wyborcy, który od wyborów 2019 widzi postępujący regres całej Zjednoczonej Prawicy.

Jawi się bowiem dziś PiS, a przykład pani Kamili Andruszkiewicz tylko mnie w tym utwierdza, jako partia, która nie tylko sama weszła w buty PO z 2014 roku, ale której te buty zdają się jak najbardziej pasować. Tak jak Platforma zdziwiona była brakiem wdzięczności ludu za najdroższe w świecie stadiony i autostrady, tak PiS dzisiaj dziwi się, że lud nie jest dostatecznie wdzięczny za 500+. Euforii nie było po wyborach 2019 , bo spodziewano się jeżeli nie większości konstytucyjnej, to przynajmniej solidnej wygranej. Tymczasem byle Gowin może wywrócić łajbę "kapitana" Kaczyńskiego - coraz bardziej zresztą dryfującą, niż podążającą jakimś określonym kursem. Dziwna kampania pozostawionego samemu sobie Andrzejowi Dudzie, pokazała, że okrągłe slogany o jedności bloku ZP dla działań pro-polskich i pro-społecznych, to takie same "prawdy", jak nieudolne maskowanie słabości opozycji, w ustach polityków PO. Platforma była kiedyś święcie przekonana, że zaspokajając część infrastrukturalnych aspiracji Polaków, może już tylko zając się administrowaniem - dziś PiS, po kilku mocnych ruchach socjalnych nagle uznaje, że wszystko, co najważniejsze się już udało. I teraz wystarczy tylko nową, sprawiedliwszą i bardziej dostatnią Polską zarządzać. Co prawda, coś tam słychać o "ofensywie programowej" na jesień - ale nie czarujmy się: jakiś nowy proch trudno będzie wymyślić, zwłaszcza w dobie po gospodarczym lockdownie.

Coraz bardziej zatem PiS przypomina schyłkową Platformę z roku 2014. Po klęsce Mieszkania+ oraz zawieszonej (?), nieudolnie robionej reformie sądów coraz bardziej widać, że, tak jak PO kilka lat temu, tak teraz PiS nie za bardzo ma pomysł na siebie samego. Co jednak najważniejsze, coraz bardziej widoczna jest rosnącą nadzieja wyborców totalnej opozycji oraz – co dla PiS najgorsze – zniechęcenie i zawód u wyborców prawicy. To nie tak miało wyglądać: miało być chwytanie wrogów za gardło, a jest wręcz śmiesznie i groteskowo - vide zachowanie przestraszonej i grzeczniutkiej policji na zadymach bojówek lgbt. O nieporadności prokuratury wobec funkcyjnych PO i licznych afer z czasów rządu Tuska, nie chce mi się pisać. Tak normalne państwo nie działa. Mimo przejęcia przez PiS parlamentu, Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury i prezesów sądów, nikt z owej skorumpowanej PO jakoś nie poszedł siedzieć. Zatem dla prawicowego elektoratu, PiS z partii nadającej ton polityce staje się już tylko mniejszym złem i partią gardłujących nieudaczników, którzy nie tylko sądów, UE, czy Tuska nie potrafią załatwić, ale nawet doprowadzić do końca tak prostej sprawy jak dekomunizacja ulic.
Tak samo jak Platforma po odejściu Tuska kompletnie utraciła moc nadawanie tonu medialnej narracji, tak teraz PiS od kilku miesięcy jest wciąż w medialnej defensywie i wciąż się musi tłumaczyć. Ale tłumaczenia i tak są mętne i mało jednoznaczne - tak samo też jak Platforma w ostatnim roku rządów – zamiast uczciwie wyjaśniać własne afery – wekslowała temat na afery PiS-u, za które nijak nie potrafiła nikogo ukarać, tak teraz cała narracja PiS i telewizji Kurskiego opiera się głównie o platformerskich grzechach sprzed lat. Ukarano tak naprawdę Bogu ducha winnego Kuchcińskiego, tymczasem chętnie usłyszałbym o tym, co za uszami ma Szumowski i - choćby - po co państwu Fundacja Agencji Rozwoju Przemysłu z panią Andruszkiewicz na czele. Niestety - Z TVP Info się nie dowiem, a TVN - nie wierzę.

Na koniec zostawiłem sobie dosyć kontrowersyjną tezę: czas Jarosława Kaczyńskiego minął. Jarosław Kaczyński nie widzi bowiem "oczywistych oczywistości", zatem zamiast zająć się zmianą wizerunku partii i porządkowaniem szeregów – za pomocą Sasina – zajął się wycinaniem z gospodarki ludzi Zbigniewa Ziobry. Kurski zajął się "wycinką" medialną i mamy to, czego za wszelką cenę należało unikać. Nie ma co kryć, że polityka w umyśle szefa PiS, to walka o kontrolę nad własnym obozem i własną partią, co zawsze było ważniejsza od jakichkolwiek wyzwań związanych z ekonomią, polityką zagraniczną czy faktycznym reformowaniem państwa, które polega na naprawie instytucji, a nie na zastępowaniu w fatalnie działających instytucjach "nieswoich ludzi” ludźmi "swoimi”. Po to tylko, by uzyskać złudne poczucie absolutnej osobistej kontroli nad państwem, podczas gdy w rzeczywistości "wola polityczna” anachronicznego już chyba przywódcy, grzęźnie w sieci klientelizmu. Klientelizmu, z którym Kaczyński całe życie walczył i go nienawidził. Nie ulega wątpliwości, że Kaczyński jest jedynym w Polsce politykiem, który na to miano zasługuje. Ale za bardzo wszystko polityzuje. Wyraźnie widzimy, że wola polityczna stoi w hierarchii przed prawem i procedurami. Z tego wynika pogarda dla procedur, zabójcza dla polskiej demokracji i polityki. Dzisiaj jednym z najważniejszych pytań jest to, jaką on ma wizję polityki i czy jest to wizja na najbliższe przynajmniej lata.

Obawiam się, ze nie - współcześnie władza w sensie jej sprawowania jest rozmyta, trzeba umieć się poruszać w rozmaitych nowych strukturach instytucjonalnych. Kaczyński nie potrafi się w tym poruszać, to geniusz jednej szachownicy. Jeżeli - jak wróbelki ćwierkają - Ziobro powoli przymierza się pójść "na swoje", co przy wsparciu Dudy, który - znów wróbelki - ma Nowogrodzkiej ( i Kurskiego) serdecznie dosyć, to jest szansa na PiS w wersji 2.0, co wydaje się być jedyną szansą na utrzymanie faktycznie "dobrej zmiany" i wyjście z dosyć ponurego sklepu z obuwiem. Inaczej wybory 2023 będą kuriozalne, bo wyborcy tacy jak ja, nie odważą się na głosowanie za kimkolwiek ... bo wszystko już było, albo jest do niezaakceptowania.

 Tekst ukazał się na Salon24.pl 29 sierpnia 2020r

 

Pin It