- Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 6 minut.
Lewica, zwłaszcza doktrynalna, w tym też podszywający się po nią manipulatorzy polityczni, od czasu do czasu najwyraźniej uznają, że wzbudzanie takiej wojenki jest dobrym i wielofunkcyjnym narzędziem wpływania na elektorat. Zajmuje ona opinię publiczną i chowa przed ludźmi posunięcia dla nich szkodliwe. Ta wojna jest toczona zawsze na polu emocji a nie rzeczowych i prawnych argumentów. Argumenty – są niewygodne – a prowokowanie emocji przez stronę nie uznającą zasad stawia w trudnym położeniu stronę broniącą zasad, swych wartości i do nich się stosującą. Każda manipulacja staje się możliwa.
Co prawda skutki skrywanych posunięć ludzie – kibice wojenki - odkrywają ale po niewczasie, jednak jak dowodzą kolejne wybory amnezja – zwłaszcza wobec emocji – dopada wielu..
Również powodowane wojenką podzielenie społeczeństwa, wzmacnia własny bezrozumny a doktrynalny beton.
Dziś na tapecie do przykrycia mamy imigrantów i szaleństwo zielonego ładu i to na tle powszechnie popieranego protestu Rolników. Zauważmy jak za sprawą walki o Krzyże te problemy zeszły na drugi plan. Oczywiście co tym razem jest jeszcze skrywane – listę można sobie typować a możliwości obecnie rządzących w tym zakresie już zostały wykazane. Nie publicystyką a rezultatami widocznymi w gospodarce i nie tylko.
Zarażeni, antypośizmem, póki sami nie doświadczą co narobili, byle dowalić tym co to wicie rozumicie – nic nie pomoże, a bywa, że ci nawet wszystko wyjaśnią – to PiS-u wina.
Oczywiście – temat walki z Krzyżem, u każdej nie tylko koniecznie wierzącej osoby, byle świadomej czym był i jest Krzyż dla naszego istnienia jako suwerennego państwa wywołuje odruch chęci reakcji. Osoba wierząca, wie też jaką wartość niesie pamięć o pełnym treści wezwaniu św. Jana Pawła II „brońcie mi tego Krzyża”
Jasne jest, że nie wolno, milczeć i to doskonale wiedzą manipulanci oraz wrogowie Polski. Tych można bez pomyłki wskazać, bo te figury powtarzają się już od wieków. Wiedzą, że Krzyż i wiara są podstawą siły Polski i Polaków to zawsze chcąc burzyć – też w nie uderzają. I niestety zawsze znajdują swych pomocników. Ci potem są jako przeżuci i zużyci – wyrzucani w niebyt, choć liczą na splendory i kasę, to inna sprawa, lecz dla Polski źle się to kończyło. Milczeć nie wolno – i reakcja w sprawie Krzyża - być musi, a prowadzący takie wojny z wiarą, na tym opierają swe nadzieje, licząc na emocje – bo te są naturalne.
Dziś, w argumentacji powoływanie się na prawo i nawet Konstytucję jest właściwie bez sensu. Argumentacja ma trafić do gości, którzy codziennie i rutynowo łamią prawo a Konstytucję moderują uchwałami, wedle tego jak im wygodnie albo na nią nawet nie zważają. Trybunał Konstytucyjny tez jest dla nich nieważny – bo wszak Pani Ursula mówi, że właśnie trwa naprawa praworządności w Polsce co jest traktowane jak wykładnia.
Już samo to powinno każdemu dużo mówić.
Nie ma co liczyć na skuteczność racjonalnej argumentacji, bo ta po prostu się nie liczy wobec zupełnie innego celu – patrz wyżej. Skoro argumenty dziś używane w dobrej wierze i nadziei na racjonalną rozmowę – są jak się to mówi – psu na budę, to może trzeba inaczej do sprawy podejść.
Reakcję i to inną jakościowo, proponuję kierować nie do samych animatorów sprawy, wszak dla nich argumenty nie mają najmniejszego znaczenia, a do szerszego ogółu wspierającego atakujących Krzyże. Niech to ci ludzie przynajmniej zobaczą, w co są wrabiani, wprost - jak i do czego są używani. Niech to w nich kiełkuje. Nawet na przyszłość – bo cykliczność akcji Hejże na Krzyż jest pewna. Można więc i należy reagować spokojnie, nie emocjonalnie bo na to liczy ich szefostwo. Nie używając – bo wyższe racje - bo Polska a przechodząc na płaszczyznę prostej logiki, generalnie znów wedle recepty św. Jana Pawła II z nierzetelnymi nie podejmować w ogóle dyskusji – swoje robić Omijając standardowo używane argumenty, że wolność wyznania, że Konstytucja, że Konkordat – itd., które choć są słuszne i oczywiste, to schodząc z emocji, należy do grupy wsparcia sztabu atakujących wyjść z logiką opartą na tym, co dla tych jest wklejone jako politpoprawne. To jest wszak fundamentem – postępu, nowoczesności, naukowości i co tam jeszcze jest serwowane jako jedynie słuszne. Weźmy pod uwagę, że organizatorzy obecnej wersji wojny o Krzyże mają nawet nie ukrywane poparcie nadzwyczajnej kasty i oczywiście głównego zainteresowanego słabą Polską czyli ekonomii UE.
Zapytajmy więc co może zadziałać na ten doktrynalny trzon wiernych pod wodzą sztabu ataku na Krzyż tak, by coś w nich zaiskrzyło.
Otóż działa ich prawie świętość – nazywa się ona Polityczna Poprawność. Murzynek Bambo wykreślony – bo dyskryminujące a to samo już pachnie kryminałem itd. Lista pojęć normatywnych a nienormalności dla normalnych ludzi, jest długa. Patriotyzm a nie internacjonalizm to prawie faszyzm. Albo konstrukcja - prawa kobiet. Co to takiego, może to być, przy podejściu, że bycie kobietą to nie takie znów pewne i stałe Zostawmy te dywagacje
W końcu - dla politpoprawnych – Państwo wyznaniowe – okropność. Wyznanie ma być tylko zamknięte i cytat – opiłowywane. Konkordat to prawo ale takie jak je my – Gender, Zielone lewactwo rozumiemy.
Innymi słowy, można zaproponować taką oto logikę dla polipoprawnych dla których państwo wyznaniowe jest nie do przyjęcia – wprost kryminał. Ta logika może trafi do jakiejś przynajmniej części grupy lewicowego a już pewniej lewicującego elektoratu, dla którego poprawność jest dobrem najwyższym. Wszak te grupy stanowią bazę dla animatorów walki z Krzyżem. O ile w sztabie tego ataku w sposób oczywisty nie można liczyć na dobrą wolę, to nie można zakładać, że cała reszta tego towarzystwa nie ma skłonności do w miarę własnego myślenia przynajmniej w ramach wdrukowanego im w świadomość kodu „Politpoprawność ponad wszystko”.
Oto jeden z lewicowców pan P. Ikonowicz, w sprawie posunięcia Pana Prezydenta Miasta Stołecznego, użył w jakimś programie w TV mniej więcej takiej oto retoryki. Cytuję z pamięci. Pan Trzaskowski zrobił to, co zrobił, bo ma obowiązek doprowadzić do laicyzacji przestrzeni publicznej.
Jaki w tym jest haczyk?
Mówmy językiem dostępnym ludziom niewierzącym – jak się ich popularnie - a uważam błędnie - nazywa. Niech mi wierzący w Pana Boga wybaczą.
Tak więc zarówno pogląd, że Pan Bóg jest, jak i pogląd, że Pana Boga nie ma, opierają się na czystej, każdej innej ale - wierze. Jeśli już, to ewentualnie osoby wierzące mogą wyciągać argumenty znane z filozofii i teologii na istnienie Boga i też dodawać udokumentowane doświadczeniem cuda. W sumie jednak i w ocenach takowych, można rzecz i tak sprowadzić do słowa - wierzę – nawet gdy badacze różnych specjalności rozkładają ręce by móc powiedzieć, że obraz Człowieka z Całunu Turyńskiego jest uczyniony ręką ludzką. Tego zrobić nie sposób. Również na pytanie skąd się wziął pierwszy atom, z którego powstał wszechświat – wierzący, że Pana Boga nie ma - mają tylko jedną odpowiedź – brzytwa Ockhama. Klasyką jest u nich też odpowiedź na pytanie dlaczego (np.rośnie kwiatek) – opowiadaniem – jak się to dzieje via całe mądrości botaniki. Jednak opowieść jak się coś dzieje, wcale nie udziela odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się dzieje i tak jest.
Cokolwiek by więc nie powiedzieć – w sumie - tak pogląd, że Pan Bóg jest, jak ten, że Pana Boga niema polegają na wierze, są wiarą, że tak właśnie jest jak się przyjmuje Czyli – powiedzmy wprost – są dwie religie i o dziwo ze swymi obrzędami nawet. Wiara np. chrześcijańska i równoległa wiara laicka.
W tym świetle cóż oznacza przyjęcie „obowiązku laicyzacji”. To nic innego, jak uznanie obowiązku wprowadzenia, zmuszenia ludzi wierzących do przyjęcia innej rzekomo już państwowej innej wiary - laickiej. Laicka ma być religią państwową, a ta pierwsza jakby nienaukową (taka konstrukcja jak światopogląd naukowy – cóż to takiego?) na razie dopuszczalną, ale tylko do użytku w domu lub świątyniach o charakterze katakumb
W tym świetle Państwo ma być państwem wyznaniowym. Proste? Z obowiązującym nie islamem nie religią Wyznania Mojżeszowego czy chrześcijańską a – laicką.
I jak też w tym świetle wyglądają promocje innych wiar np. w nadnaturalną liczbę płci Tu już mowa o zbliżaniu się do Krainy Folwarku Zwierzęcego niejakiego Orwella – tam też byli równi i równiejsi – co wprost już dowodzi, że i ta laicyzajca jest instalowaniem Państwa wyznaniowego. I co? Jakoś to niepoprawnie wygląda.
Wychodzi na to, że na gruncie politycznej poprawności, Pan Trzaskowski nie może wprowadzać urzędowej laicyzacji czyli urządzania Państwa wyznaniowego tyle, że nowej instalowanej właśnie wiary – laickiej
Pokazuję tu jednak inną możliwą argumentację która powinna trafić do jeszcze zdolnych do odejścia od kalki narzucanej im na wzór Orwella
Tak już na marginesie dla gości typu pana Nitrasa dodam, że Chrześcijaństwo ma jakieś 2000 lat, komunizm od jego początków dajmy mu 200 lat a po idiotyzmach biznesowej ideologii Zielonego Ładu i Płonącej Planety (termodynamicznie skazanej na schładzanie) już się chwieje. Długo kona, lecz tym razem to wygląda na rodzaj samobójstwa ideologii
Przypomnę też, że chrześcijaństwo ma w swych korzeniach grupę 12 tu i nie pomogły Pochodnie Nerona. I dziś chrześcijanie są na całym świecie mordowani i prześladowani – co na to polityczna poprawność. Spoko - i jak na tym tle wyglądają wynurzenia Pana Nitrasa zapowiadającego wprost dyskryminację i to jednej wiary – katolickiej? Warto przyłożyć do wzorca politpoprawności.
Feliks Stalony-Dobrzański Kraków 20.05.2024 r