felekZnów sobie o mnie przypomnieli, zwłaszcza jedni i ci chcą mnie zagłaskać za moje zresztą pieniądze. To gazetka miejska. Drudzy wydają swoją gazetkę ale nie za moje pieniądze i piszą rzeczy oczywiste ale co najmniej ukrywane przez tych pierwszych, za to wyraźnie wspierając moje myśli i elementarną wiedzę w sprawach, o których obie te gazetki opowiadają. To gazetka inicjatorów zorganizowania Referendum w sprawie odwołania obecnego Prezydenta i jego de facto – popleczników - RMK

Tę pierwszą wydaną jakby za moje pieniądze (cząstkowo, bo via kasa Miasta) ale bez pytania mnie o zgodę, znalazłem drogą jakby oficjalną - w skrzynce pocztowej. Tą drugą – już wcześniej sam wziąłem na ulicy od pana w niebieskiej kamizelce.
Treść tej oficjalnej brzmi - jak wspaniale jest w Krakowie po dwuletnich rządach ośmiogwiazdowca. Wobec tego co widzę i doświadczam w realu nie ulega najmniejszej wątpliwości, że reklamówka wypełnia znamiona świetnie opisane w anegdocie z czasu Stanu Wojennego. Wedle niej – w kryzysie zaufania społecznego – Generał W. Jaruzelski prosił Pana Boga by dał mu moc uczynienia czegoś, po czym ludzie by mu uwierzyli. Cud! Powiedział Pan – będziesz mógł chodzić po wodzie suchą stopą. Niedzielne popołudnie – deptak nadwiślański pełen ludzi – a tu sam Generał stąpa po wodzie. W tłumie zaś rozniosła się natychmiast wieść – patrzcie on nawet pływać się nie nauczył.
Ta anegdota wyjaśnia – wyczynami władz Krakowa została już przekroczona czerwona linia, po której o jakiejkolwiek ich – nie tylko ośmiogwiazdkowca - wiarygodności można zapomnieć. Jak się skończy a właściwie jako zostanie rozegrane Referendum – stało się już prawie nieistotne, choć sam fakt jego skuteczności - czyli udziału – ma wielkie znaczenie. Wystarczy samo to, jak masowo ludzie wyrazili swą opinię żywiołową chęcią złożenia podpisu.
Czas wygłupów – akcji na dachu magistratu, malowania na czole i totalnego automatycznego i bezmyślnego posłuszeństwa wobec bujd zieloności i poprawności politycznej, braku wizji Krakowa wobec jego wartości, klimatu i co ważne i nośne - powinności wobec Polaków – już się skończył. Reklama i chwalba nie przykryją tych pustostanów myśli. Wszak np. Wawel wykupywał i potem remontował i odnawiał cały Naród nie z nakazów a z poczucia patriotyzmu.
Każda decyzja powinna być poprzedzona nie tylko analizą jej wpływu na życie mieszkańców ale i rozsądkiem. To Miasto ma być dla mieszkańców a nie kłopotem i przeszkodą dla światłych wyczynów władców.
Dam tylko dwa przykłady, które mnie dotykają osobiście a są zapewne tylko jednymi z wielu. Takie jednak doświadczenia decydują o sposobie przyjęcia treści każdej z tych gazetek przez każdego samodzielnie myślącego mieszkańca.
Pierwszy przykład to owa nieśmiertelna już Strefa Czystego Transportu i w ogóle podejście do spraw z przedrostkiem ego – sprowadzonych już do bałwochwalstwa wobec zieloności, walki z rozsądkiem a tak naprawdę pod dyktando wszelakich interesów. To pozwala np. – i nie tylko - na panoszenie się interesów deweloperki nad środowiskiem i warunkami życia mieszkańców. Umotywuję swą opinię. Jestem jednym z wielu założycieli Polskiego Klubu Ekologicznego (1980r). Ten, z później nazwanego Kołem w AGH, rozrósł się do struktury ogólnopolskiej. Po tym co się stało z wcześniejszymi założeniami i w obliczu siły wyczynów lewactwa po hasłem eko – rozwiązaliśmy to nasze Koło. Ręce opadają wobec porównania tego od czego zaczęto, z tym co dziś się robi. Hasła chwytliwe – realizacje co najmniej groźne i szkodzące tak środowisku naturalnemu jak i ludziom. Niemniej – po tym, co doświadczyłem na tej niwie w działalności społecznej i też zawodowej, każe mi wciąż zadawać pytanie, o dziwo jakoby teoretycznie najważniejsze dla ekoentuzjastów. Skierowane jest ono – na ustalenie choćby tylko jednego fragmentu z głównego katalogu zasad. Brzmi ono jako warunek wyjściowy oceny każdej działalności człowieka – popartą jak dane rozwiązanie, urządzenie, technologia, zarządzenie, prawo itd. wpływa na zachowanie równowagi między z interesami środowiska naturalnego i stanem bytowym człowieka. W pełnej, a nie fragmentarycznej ocenie globalnych zysków i strat w środowisku. Człowiek jako istota, ze swym istnieniem a więc i działalnością w danej cywilizacji jest wszak częścią środowiska. Tymczasem eko – za przeproszeniem zideologizowani – zieloni potrafią na przykład poważnie mówić, że depopulacja czyli eliminacja człowieka jest dobrem dla – czego? Dla środowiska. Za to doskonale znał i stosował zasady oraz rozsądek w połączeniu ze swą głęboką wiedzą łączoną z praktyką jeden z najważniejszych ludzi jakiego mam w swej pamięci z tych troszczących się o stan przyrody i środowiska - śp. prof. J. Szyszko. Ten choćby pracując i na stanowisku ministerialnym a także naukowym, na rzecz dobrostanu Puszczy Białowieskiej nie na darmo był traktowany jak wróg przez ekobiznes a za nim przez zaczadziałych w niewiedzy i ślepym pędzie za polipoprawnością pożytecznych w entuzjazmie i niewiedzy. Dlaczego? To oczywiste - pokazywał to co nie było politycznie poprawne za to raziło wiedzą i rozsądkiem. Warto takie rzeczy rozważyć przed przyjęciem etykietki oszołom często przyklejanej jako trucizna umysłu.
Wracając do takich rzeczy jak SCT czy elektromobilność.
Z punktu widzenia przytoczonego wcześniej pytania należy się dowiedzieć czy przed decyzjami i wprowadzaniem i to jako prawnie obowiązujących rozwiązań jak choćby te dwa, jakoby wielce korzystne dla środowiska, ktokolwiek wykonywał bilans - pełny a nie cząstkowy – ich wpływu na straty środowiska. Wprowadzenie rozwiązania musi być wszak poprzedzone porównaniem efektów spodziewanych i udokumentowanych wiedzą, a nie interesami polityków, ze stanem jakim był wcześniej. I tak – taka elektromobilność, przecież też oznacza zapotrzebowanie na energię – tyle, że generowaną gdzie indziej, przetwarzaną, przesyłaną (straty) – czyli pytajmy jak wygląda całkowity bilans emisji choćby tylko w tym zakresie. Emisji tu, w Krakowie, z zasilania autobusu „zeroemisyjnego” na Alejach niby nie ma, ale jest ona ulokowana gdzie indziej. Co do mechanizmu zauważmy też co oznacza handel uprawnieniami emisyjnymi – ten przecież nie zmienia globalnej sumy emisji. Do tego, w przypadku bałwochwalstwa wobec samochodów elektrycznych dodajmy energię konieczną do otrzymania np. litu potrzebnego do akumulatorów, koszty środowiskowe tych procesów czy też koniecznych wymian i to sporych zespołów akumulatorowych w trakcie całego okresu technicznej sprawności pojazdu. O kosztach środowiskowych i monopolu w zakresie dostępu do choćby np. litu jeśli przy nim jesteśmy i, nie wiedzieć dlaczego tak określanej, utylizacji złomowanych akumulatorów, jakoś się nie mówi – określając elektromobilność jako coś bezwzględnie chroniącego środowisko. Warto postawić problem jak taka pełna ocena wpływu na środowisko ma się do podobnej, zrobionej dla - przykładowego – o tej samej konstrukcji samochodu z napędem diesla albo np. dwutaktu, choć te ostatnie technicznie nie są już zbyt udoskonalane. To samo ze SCT. Pięknie – czysto, ale jak się to ma nie tylko do faktycznej obniżki poziomu emisji w mieście i jakie skutki przynosi i to nie od wczoraj radosna tfurczość (to nie błąd literowy) w zakresie zmian organizacji ruchu jak w miasteczku komunikacyjnym wymuszających krążenie pojazdów po ulicach. Były takie badania wykonane w PK – wykazujące, że ważniejsze składowe niskiej emisji generowanej ruchem samochodów nie pochodzą głównie ze spalin a od ścierających się opon i klocków hamulcowych oraz okładzin sprzęgieł. Ale to zakopana historia – lepiej wszak o takich rzeczach nie mówić – grunt to SCT. Tak więc nie tylko z punktu widzenia interesów środowiska SCT nie wygląda na sprawę przemyślaną – raczej wygląda na działalność zmierzającą do przyzwyczajania ludzi do urzędniczej samowoli.
A na szczyty Ziemi zlatują się samolotami, z których emisja to dopiero jest jakby już nieistotna.
Przecież w tym samym mechanizmie kapral przyucza rekruta – wy Kowalski będziecie tymi widłami, przenosili ten piach, z tej kupy, do południa i tak jest ćwiczony mieszkaniec Krakowa takimi pomysłami jak owa SCT. Dlatego się lud buntuje a światła władza się dziwi. Jest przecież tak wspaniale jak mówi pierwsza gazetka – operująca zresztą też obietnicami projektowymi. To też już było razy 100.
Drugi przykład wręcz modelowo pasujący do racjonalności a nawet konieczności inicjatywy referendalnej. To hotel Miastoprojekt zwany obiegowo z racji Inwestora – De Niro. Rzecz już była opisywana – ale w skrócie.
W terenie zamkniętego naturalnie obszaru enklawy miasta (ok 3 km 2 szpital, duża Przychodnia, ekspozytura UMK Wojewódzki (nie Gminny czy Zwierzyniecki Urząd Pracy, trzy stadiony sportowe, dwa sklepy wielkopowierzchniowe, 3 duże hotele, hostele itd ) mało? Dziś – tylko dwie nitki ulic z początków XX w przenoszą ruch z Mostu Zwierzynieckiego i Węzła Autostradowego w kierunku Błoń i w północne części prawie milionowego miasta. Inwestycja to pod pierwotnym hasłem założenie konferencyjno – hotelowe, zlokalizowane na obszarze dwóch dawnych budynków biurowego i nazwijmy to mu służebnego. Teren otoczony zabudową willową. W ciągu miesiąca od uprawnomocnienia się pierwszego pozwolenia na budowę, jego rozszerzającymi zezwoleniami urzędników, inwestycja rozrosła się do rozmiarów 1000 - ca miejsc konsumpcyjnych, 100 apartamentów, czterech kondygnacji podziemnych i „aż” 70 miejsc parkingowych w parkingu podziemnym.
Jako mieszkaniec parokrotnie zadawałem – i nie ja jeden – pytanie czy przed udzieleniem zezwoleń rozpoznawano obecny stan sytuacji w przepływie pojazdów w dzielnicy i w zakresie możliwości parkingowych. I drugie pytanie jak wygląda oszacowanie zmian w tym zakresie po uruchomieniu inwestycji. Czy udzielając zezwoleń w obecnym kształcie – wzięto pod uwagę to, co już powoli jest realizowane – wykup i zajmowanie budynków i działek okalających całą inwestycję w obrębie kwartału ulic, co wprost oznacza perspektywę dalszego ograbiania okolicznych mieszkańców z ich elementarnych potrzeb i - środowiska. Odpowiedź – milczenie albo wprost – nie wiem.
Dziś inwestor ma zezwolenia, a mieszkańcy go nie muszą i nie obchodzą.
Powiedzmy wprost – ta władza – urzędnik, jest a może nawet już nie być ale skutki zostają. Samym wydaniem papierka, nie ten urzędnik a miasto przejęło obowiązek dbania o mieszkańca – i go ignoruje. Władza mówi sobie – mieszkaniec ma się przyzwyczaić albo – jak się nie podoba to wynosić.
Stąd moje pełne poparcie dla akcji referendalnej.
I proszę nie myśleć – że ot tak sobie mówię o sprawie lokalnej.
Grozę pokazuje to, co może dotknąć każdego i wszędzie a co pokazuje też ciąg dalszy.
Czy naprawdę ludzie odpowiedzialni za sprawę w UMK nie zdawali sobie i nie zdają sobie sprawy co sprowadzają na mieszkańców i to nie tylko tej ograniczonej przestrzeni miasta a i szerzej? Nie sądzę – lecz wiedzą, że właściwie są bezkarni.
Warto za to zauważyć jaką techniką posługuje się decydent uciekając na wszelki wypadek od odpowiedzialności. Mieliśmy próbę skierowania protestu w kwestię apelu (jakoby społecznego) do inwestora by uszanował zabytek modernizmu i to wtedy, gdy ten „zabytek” już zgodnie wszak z zezwoleniami został w obrębie ścian zewnętrznych dosłownie wybebeszony do spodu a nawet głębiej. Ciekawą jest ścieżka dalszej ucieczki przed koniecznością rozwiązywania problemów – bo to po udzieleniu zezwoleń powtórzmy leży po stronie miasta. Władze do tego zostały wybrane, a nie do tańców na dachu i poprawnościowych iventów.
Następnie został przedłożony inny pomysł – zablokowania jednej z wspomnianych nitek komunikacyjnych utworzeniem na jej końcówce terenu zielonego – tak przypadkiem faktycznie służebnego frontowi inwestycji. Skoro pojawił się protest – to pojawił się piękny inny pomysł ustanowienia Parku Kulturowego. Tak jakby jeszcze było co chronić, ale zawsze będzie można powiedzieć – nic nie możemy zrobić, nic zmienić – bo Park, kultura i w ogóle, co chyba miało chyba tłumaczyć niemoc działania władców. Nie da się rozwiązywać szamba, do którego wmanewrowano mieszkańców - i już
Znów sprzeciw – to pada następna propozycja poszerzenia owej nitki wylotowej i uczynienie z niej ciągu dwukierunkowego. Przetłumaczmy to na realia. Kamienic nie da się przesunąć a zresztą i tak te się stykają podwórkami takich leżących w równoległej ulicy. Poszerzenie jezdni to zwężenie chodników (koszty – już po stronie miasta czyli i mieszkańców) likwidacja a nie dodanie miejsc parkingowych (tu co najmniej 100), podwojenie ruchu samochodowego w ulicy zabudowy z XIX/XX w (czyste eko antysmogowe) o znacznym utrudnieniu – nie mówiąc o prawie już czasem uniemożliwieniu jakiś warunków życia. Jak się to ma do haseł – miasto dla mieszkańców i zielono mi – nijak. Mówmy o tresurze mieszkańców do zgody na samowolę urzędniczą i uległości wobec wymyślnych zasad poliprawności. Tego samego cyklu - konia z rzędem na przykład – temu kto wyjaśni cyrk z nadaniem Odrze osobowości prawnej inaczej jak przez utworzenie jakiejś tarczy ochronnej dla interesów sąsiadów czyli Niemiec a nie żadne eko itd. Czysta ściema obliczona na to, że ludzie nie myślą samodzielnie. Historia jednak nauczyła Polaków w tym zakresie dużo co wcześniej czy później udowadniali czynami.
Na ten pomysł zrobienia dobrze urzędnikom z dodatkowym obciążeniem warunków bytowych – bo nawet już nie komfortu mieszkańców – sprzeciw. Nie? – to pada następna propozycja – tym razem - oczywiście społeczna. Objęcie całej enklawy (z wyjątkiem pasa przy Wiśle – to taka dweloperska ciekawostka) opieką konserwatorską czy jej fleksją. Może by to było nawet i dobre, bo pomagałoby bronić się przed wyczynami i światłymi inaczej koncepcjami inwestorów. Wszak jeszcze podwórka nie są zabudowane a parę pomysłów już się ujawniło. Jednak pojawiają się dwa elementy A/ Jeden – jedynowładztwo i to praktycznie jednego urzędnika nawet nie pochodzącego z wyboru. Skutki takich rozwiązań widzimy na każdym kroku. Mamy nie tylko opisywany tu hotel ładnie zwany jako inwestycja - remont, czy praktyczny zakaz docieplenia kamienicy (a jakże – mimo eko) z roku 1930 – co skutkuje rachunkami za media. B/ Drugim jest kluczowa sprawa – podobnie jak i w poprzednich niby propozycjach zrobienia dobrze mieszkańcom by uniknąć odpowiedzialności za podjętą decyzję, to przy tym rozwiązaniu brak powiedzenia rzeczy podstawowej. Jest chyba oczywiste, że jako warunek wstępny powinno być powiedziane - w taki a taki sposób, takimi działaniami, najpierw zapewniamy kompensatę wzrostu ruchu i uzupełniamy stosownie liczbę miejsc parkingowych wywołanych działaniem inwestycji po jej uruchomieniu, stworzymy warunki by dalsza działalność i jej rozszerzanie przez inwestorów uwzględniała potrzeby i warunki życia mieszkańców.
W tym zakresie – milczenie społecznych inicjatorów – kto tu kogo buja.
Patrząc szerzej na sytuacje tej części miasta trzeba zauważyć, że takie 49 ha wolnego terenu Błoń w świetnej, dobrze skomunikowanej lokalizacji to prawie grzech. Oczywiście z punktu widzenia biznesowego. Takie Oleandry – o czym w Polsce się nie wie – już są na widelcu i o z dzielną pomocą zdeklarowanych obrońców Pamięci i Niepodległości. Nie takie cuda Kraków już widział.
Kto ma oczy ten widzi a inwestycja, o której tu była mowa leży w ścisłym otoczeniu Błoń. Dziś powiem – gdzie jest napisane, że ex Hotel Cracovia ma być nienaruszalnym świadkiem czasów gierkowskiego blichtru. Stadion klubu o tej nazwie dziś wydaje się być nienaruszalny, ale ani to pewne bo już jedna batalia o to już była, a jest pociągające to, że dalszy ciąg tej pierzei oraz całe Błonia mogą być użyteczne inaczej.
A mieszkańcy? Któż każe im się upierać z mieszkaniem w tym miejscu.
Powstają i pozostają dwa pytania?
Pierwsze o docelową funkcję miasta – co to - jakieś świadectwo przeszłości, historii, pamięci patriotyzmu – to wszak takie nienowoczesne.
To kwestia, którą warto dać pod rozwagę każdemu wyborcy w tym i na ten czas po referendum – bez względu na jego rezultat. Nie mówimy tylko o Referendum a o perspektywach rozwojowych czyli istotnym interesie Miasta czyli jego mieszkańców.
Odnosząc się do samego referendum i tego co nam mówi zestawienie wspomnianych na wstępie gazetek warto powiedzieć. Najwyraźniej nadszedł czas, iż to mieszkańcy już tak przeszkadzają włodarzom, że ci używają pieniędzy z odchudzonej do granic kasy miasta do propagandy i obrony fotela.
Na czas przed w trakcie i po referendum w kontekście nieuchronnych, wcześniejszych lub późniejszych wyborów - zapytajmy w czym leży interes – powiedzmy wprost – Miasta. Czy w realizacji pomysłów Niemców z czasów okupacji zabudowy Błoń i utworzenia tu specjalnej dzielnicy dla elity, przejęcia biznesowego każdego skrawka miasta – czy w realizacji roli jaką Kraków miał odwiecznie – i co najbardziej niebezpieczne dla współczesnych agresorów – funkcji materialnego świadka do którego zjeżdżała się jak do źródła cała Polska jeszcze w czasach zaborów. Dziś są inne czasy, ale to tylko zmienia formy tej powinności Miasta wobec każdego Polaka.
Rozważmy – miasto świadek podstaw i świętych, w którym właśnie Oleandry już zostały sprowadzone do poziomu mitu a nie materialnego dowodu.
Tego wątku nie rozwijam – choć zachęcam do samodzielnego rozważenia takich spraw w kontekście post referendalnym lub przed wyborczym.

Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 28.04.26 r

PRZECZYTAJ

 📝 Najnowszy artykuł
01 Maja 2026

Dwie gazetki

felekZnów sobie o mnie przypomnieli, zwłaszcza jedni i ci chcą mnie zagłaskać za moje zresztą pieniądze. To gazetka miejska. Drudzy wydają swoją gazetkę ale nie za moje pieniądze i piszą rzeczy oczywiste ale co najmniej ukrywane przez tych pierwszych, za to wyraźnie wspierając moje myśli i elementarną

...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 10 minut i 25 sekund.)


01 Maja 2026

Dwie gazetki

(95) dr inż. Feliks Stalony - Dobrzański

Znów sobie o mnie przypomnieli, zwłaszcza jedni i ci chcą mnie zagłaskać za moje zresztą pieniądze. To gazetka miejska. Drudzy wydają swoją gazetkę...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 10 minut i 25 sekund.)


23 Kwietnia 2026

Nagroda Glówna Powiatu Krakowskiego dla Czeslawa Dźwigaja

(207) Jacek Balcewicz

W środę 22 kwietnia 2026 roku w Oranżerii Dworu w Tomaszowicach miała miejsce już 13. Gala Nagród Starosty i Powiatu Krakowskiego. Z rekomendacji...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 26 sekund.)


01 Marca 2026

Hotel De Niro – sprawa nie taka znów lokalna

(1165) Feliks Stalony - Dobrzański

Wydawać by się mogło, że mówimy o sprawie lokalnej tyle, że z dużą kasa wykładaną przez inwestora w tle. Jednakowoż widząc to, co się podziało i...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 7 minut.)


06 Lutego 2026

Doigrał się. "Czarzasty już dobrze wie, że czas jego błazenady się skończył, prąd odłączony i za chwilę padnie na deski"

(761) Jerzy Szmit

Włodzimierz Czarzasty - co trzeba stale powtarzać - syn komunistycznego aparatczyka, a w końcu i prokuratora, zawsze był bezczelny, hardy i butny....
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty.)


Cookies user preferences
We use cookies to ensure you to get the best experience on our website. If you decline the use of cookies, this website may not function as expected.
Accept all
Decline all
Analytics
Tools used to analyze the data to measure the effectiveness of a website and to understand how it works.
Google Analytics
Accept
Decline
Unknown
Unknown
Accept
Decline
Save