Kiedy Jarosław Gowin występował z Platformy Obywatelskiej, na konferencji prasowej oświadczył, że PO nie realizuje już swego programu i nie mógł w niej dłużej pozostawać, gdyż byłoby to niezgodne z jego sumieniem. Dodał, że doszedł do momentu, w którym lojalność wobec rządu Donalda Tuska stałaby w sprzeczności z lojalnością wobec Polaków. Poseł zapewnił, że nadal będzie walczył o swoje wartości jako parlamentarzysta niezrzeszony. Zapowiedział, że w ciągu miesiąca poinformuje, z kim i jak chce zmieniać Polskę. Jak dalej potoczyły się losy Jarosława Gowina, wszyscy doskonale wiemy.

Nie budzi większych wątpliwości stwierdzenie, że polityczne ambicje lidera "Porozumienia" są duże. Może nawet tak duże, że jego zwyczajnie przerastają. Znam takich, którzy głęboko wierzą, że w jego garderobie od dawna gotowy jest kapelusz przyszłego lidera prawicy - całej prawicy, nie tylko "pisowskiej". Być może powierzając Gowinowi stanowisko ministra i wicepremiera, PiS popełniło poważny błąd. Kaczyński przezornie, swojemu potencjalnemu następcy powierzył resort pozornie dosyć neutralny, oddzielający sferę polityczną, w której obu panów dzieli najwięcej, ale Gowin - po nie do końca udanych dla PiS wyborach 2019 - dostał spore pole, na którym może demonstrować swoją niezależność i odrębność od większości PIS z Kaczyńskim na czele.

No i znalazł sobie wicepremier Gowin okazję: wybory prezydenckie na tle pandemii koronawirusa i wycia opozycji. Według wczorajszych informacji jaką miała pozyskać stacja RM, Jarosław Gowin miał odrzucić ultimatum Jarosława Kaczyńskiego: "albo poparcie wyborów korespondencyjnych , albo wyrzucenie Gowina i jego ministrów z rządu". Dziennikarz RMF Patryk Michalski, miał ustalić, ze Jarosław Gowin poinformował już polityków swojego ugrupowania, że "liczy się z wyrzuceniem z rządu, ale tym razem - zagwarantował swoim posłom - że zdania nie zmieni".

Głosowanie korespondencyjne to dobre rozwiązeanie, ponieważ przełożenie wyborów to prosta droga do chaosu. Oznacza jeszcze większą agresję i nienawiść opozycji, zaostrzenie politycznej wojny i rozkręcenie spirali emocji do maksimum. I to w czasach pandemii, która dramatycznie przybiera kierunek najgorszy z możliwych, bo prognozy ekspertów optymistyczne nie są. Zawirowania w ustabilizowanym politycznie obozie patriotycznym. grozi przekreśleniem całego pięcioletniego dorobku prawicy i w konsekwencji zohydzenie Polakom polityki do reszty. Chyba, że o to Gowinowi chodzi? Na zgliszcza - zamiast Tuska na białym koniu - wjedzie Gowin ww antywirusowej maseczce? Tylko na czym? Na ośle? Politycy opozycji już zacierają ręce na woltę Gowina i otwarcie mówią, że jest szansa na koniec koalicji, a " rewolucja Kaczyńskiego dobiega końca dzięki Jarosławowi Gowinowi”.

Osobiście wątpię, czy Gowin powtórzy swoje słowa z konferencji prasowej sprzed lat, że (tym razem) PiS nie realizuje już swego programu i nie mógł w niej dłużej pozostawać, gdyż byłoby to niezgodne z jego sumieniem. Stałby się politycznym zombie, bo otoczenie Budki i Kidawy wykorzystałoby Gowina "doraźnie", wyłącznie jako narzędzie do wywrócenia politycznego stołu, a dla całej prawicy byłby jak trędowaty. No chyba, że przygarnie go Kosiniak i inny zombie - Kukiz. Gowin chyba aż tak głupi nie jest i jednak pamięta o trochę już przykurzonym kapeluszu w garderobie.

Ale widać przy tej okazji, że człowiek może wyjść z Platformy, Platforma natomiast z człowieka nie wyjdzie nigdy. Sedno polskiego piekła - ot co.

Tekst ukazał się na Salon24.pl w dniu 3 kwietnia 2020

 

Pin It