Przedstawiciele niektórych europejskich państw korzystają z okazji, by okrutnie przez historie potraktowana Polska znajdowała się dalej w sytuacji państwa drugiej kategorii, dostarczyciela taniej (chociaż dobrze wykształconej) siły roboczej. Przy pomocy sztucznych zarzutów, wypracowanych latami i wmawianych jakby to były prawdy absolutne, stwarzają sytuację, w której Polska miałaby się bronić jako państwo nie przestrzegające praworządności, jako państwo zatruwające klimat.

Te dwie grupy zarzutów, to największa hucpa, to największy przekręt, to największa niesprawiedliwość, jaka nas spotyka ze strony besserwisserów z zachodniej Europy.

Na temat tych dwóch podstawowych zarzutów w stosunku do Polski napisałem setki artykułów (także na tym portalu); teraz tylko w skrócie. Polska ograniczyła emisję CO2 jak żaden europejski kraj. Polska w liczbach bezwzględnych emituje CO2 znakomicie mniej od D, E, I, GB, a w odniesieniu do powierzchni kraju np czterokrotnie mniej od państw Beneluksu. W odniesieniu do powierzchni zalesienia, tylko Szwecja ma lepsze wskaźniki. A "kary" za emisję CO2 ponoszą tylko Niemcy (elektrownie na węgiel brunatny) i my. Emisja (o wiele większa) pochodząca z komunikacji, hodowli, czy tzw. komunalna nie powoduje konieczności zakupów kretyńskich "pozwoleń na emisję CO2". Podpisanie Pakietu ENERGETYCZNO-klimatycznego przez D. Tuska w 2008 r. usankcjonowało ten stan rzeczy. Skutkuje to teraz prawie podwojeniem cen energii elektrycznej, czyli utraty jakiejkolwiek konkurencyjności przez nasze zakłady produkcyjne i utratę miejsc pracy. Prezydent Sarkozy, który dobrotliwie poklepał DT za ten podpis później "wygadał się", że ów pakiet, to największe zwycięstwo "starej" Unii nad nowo przyjętymi państwami. Warto było jednak uzyskać to klepnięcie (co tam zubożenie kilku pokoleń Polaków).

Polska "przestała być" praworządnym państwem (oczywiście w ocenie jej wrogów) w chwili, kiedy "Dobra Zmiana" zaczęła wprowadzać pewne elementy demokracji przy powoływaniu władz sędziowskich. Idzie tu o tryb powoływania Krajowej rady Sądowniczej, w którym wprowadzono system proponowania członków tej Rady przez sejm (ale wskazanych przez organy sędziowskie). Z proponowanych przez Sejm na członków KRS sędziów - ostatecznie nominuję prezydent. Przedtem prezydent nominował sędziów do KRS proponowanych wyłącznie przez organy sędziowskie. Była to praktycznie kooptacja. Wg retoryki "znawców " prawa nastąpiło "upolitycznienie" powoływania KRS. Niektórzy są nawet skłonni nie uważać jej za legalny organ sądowniczy. W rzeczywistości jest to jeszcze nieśmiałe przywrócenie praworządności poprzez wprowadzenie elementu demokratycznego do trybu wyłaniania władz sądowniczych. Drugą sprawą "bolącą" społeczeństwo sędziowskie i dające pretekst do zarzutu łamania praworządności jest powołanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Sędziowie (nawet "milcząca większość") niechętnie to widzi, określa jako zamach na sędziowska niezawisłość. Tymczasem to jest organ SN złożony z sędziów i nie ingerujący w wyroki, tylko orzekający w sprawach łamania prawa przez sędziów. WSZYSCY (począwszy od sapera) odpowiadają za swoje czyny. Jedyną grupą społeczną (szlachetną kastą, jak sami się określili), która była bezkarna, to sędziowie. Ponadto są w dalszym ciągu powoływani dozgonnie i w trybie, który dopiero ostatnio zyskał przymiot prawie demokratycznego.
Krótko mówiąc, te zmiany dotyczące wymiaru sprawiedliwości w Polsce są jeszcze zmianami kosmetycznymi, a już wywołują wściekłą reakcję nie tylko wspomnianej kasty, ale tych międzynarodowych sił którym absolutnie nie zależy na intersie Polski, one maja swoje międzynarodowe korporacyjne interesy całkowicie sprzeczne z naszymi.
Ideałem byłoby zrównoważenie trybu powoływania władz sądowniczych z trybem powoływania pozostałych dwóch filarów władzy, czyli wybieranie sędziów w wyborach powszechnych na kadencje. Oczywiście kandydaci musieliby spełniać wszystkie kryteria zawodowe. Wówczas nie byłaby nawet potrzebna ani KRS, ani Izba Dyscyplinarna SN. Suweren (naród) sam dokonywał by odpowiedniej weryfikacji przedstawicieli tego filaru władzy.

 

"Zachód" Europy otrzymał ogromną finansową pomoc w postaci "Planu Marshalla; Polska została zniszczona przez Niemcy ograbiona przez ZSRR, utraciła "Zastaw Spiski" (winna Austria i Słowacja), "Sumy Neapolitańskie" (winna Hiszpania), "Sumy Bayońskie (Francja). Dzieła sztuki zagrabione przez Szwecję w czasie potopu. Nikt nie myśli oddać czegokolwiek. Niemcy też nie chcą słyszeć o reparacjach. Bogate państwa Europy nie muszą być Polsce wdzięczni, że ratowała je przed Islamem (teraz go sami zaprosili) i przed komuną. Jednak są wyżej wymienione długi wymierne

Wspomnę tutaj o zagrabionych przez komunę ogromnych środkach wypracowanych przez inż. Zglenickiego, który był człowiekiem nr jeden przy wydobywaniu ropy naftowej w Baku i z Morza Kaspijskiego, wtedy, kiedy w tym rejonie wydobywano 70 % wydobycia światowego (ufundował słynne "Kasy Mianowskiego").

Reasumując, to co dzieje się teraz na spotkaniu Rady Europejskiej to wielka hucpa i po prostu skrajna niesprawiedliwość i brak jakiejkolwiek solidarności w ramach UE. Polscy żołnierze walczący we Francji, broniący Anglię, wyzwalający Włochy , Holandię, Belgię, nie pytali, czy coś na tym zyskają; oni walczyli ze wspólnym wrogiem. Teraz niestety trudno dopatrzyć się jakiejś wspólnoty w ramach UE. Jeżeli będzie tak dalej, jeżeli Polska będzie miała sztucznie zawyżoną cenę energii elektrycznej, to wkrótce korzyści z przynależności do tej organizacji będą mniejsze niż straty. Pozostaje nam Polexit...

Tekst ukazał się na Salon24.pl 19 lipca 2020

 

Pin It