Czyż jest coś bardziej rozkosznego dla silnego męża niż zemsta? Attyla, wódz Hunów

Z zaciekawieniem zapoznałem się wczorajszego wieczora z filmową wersją raportu Podkomisji Smoleńskiej. To było dla mnie ważne doświadczenie. Z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że jeśli ustalenia zaprezentowane w produkcji nie są konfabulacjami lub motywowana politycznie nadinterpretacją faktów, to mamy do czynienia z zaczynem poważnego kryzysu. Po drugie, z pewnością nie jest tak jak twierdził na naszym forum - z typową dla swych wystąpień trupią dezynwolturą - bloger @Amstern, iżby nikogo w Polsce nie interesowały już kwestie związane z wydarzeniami smoleńskimi.

Kilka milionów widzów jednoznacznie i dobitnie temu przeczy. Mogli przecież emocjonować się na innych kanałach nadludzkimi wyczynami Jasona Stathama lub popisami kabareciarzy. Wybrali jednak inaczej. Jest jeszcze coś…
Starożytni Rzymianie ubierali życiowe spostrzeżenia w zgrabne sentencje. Jedna z nich brzmi: „Is fecit, cui prodest” („Ten uczynił, kogo korzyść”). Zwykle, a może prawie zawsze, jest to prawdą. Przykładając tę mądrość do wydarzenia smoleńskiego z 2010 r. można by śmiało, bo z bardzo dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że w odebraniu życia 96 Polakom maczali swe palce nasi odwieczni nieprzyjaciele, czyli Rosjanie. Być może. Kilka aspektów uprawdopodabnia takie przypuszczenie. Ot, choćby remont samolotu prezydenckiego w Samarze, przerażające kierowanie polskiego aeroplanu ku zagładzie poprzez kłamliwe komunikaty „jesteście na kursie i na ścieżce”, przetrzymywanie wraku na terytorium Rosji… Na pierwszy rzut oka winni są Moskale, albo panujący u nich przysłowiowy bajzel. No dobrze, ale czy taki wniosek jawi się jako jedyny? Sądzę, że nie. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, iż ówcześni przywódcy Polski, w tym przede wszystkim L. Kaczyński, byli wprawdzie postrzegani jako przeciwnicy Moskwy, ale również jako wrogowie wpływowych i określonych sił wewnętrznych w samej Polsce. Jakich?
Być może niewielu z nas pamięta o pozostających w cieniu, lecz niezwykle istotnych poczynaniach tzw. pierwszego rządu PiS. Jedną z fundamentalnych zmian dokonanych przez ówczesną ekipę rządową było przeprowadzenie procesu likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI). Od czasu do czasu coś się o tym wspomina, ale percepcji opinii publicznej umykają takie fakty jak te, o których wspomniano w dokumencie o nazwie „Raport o działaniach żołnierzy i pracowników WSI” z 16 lutego 2007 r. W nim to znalazły się m.in. takie zarzuty:
- nielegalne źródła finansowania (przemyt sprzętu elektronicznego, przejmowanie majątków zmarłych Polaków za granicą, sprzedaż broni terrorystom arabskim oraz afera FOZZ),

- penetracja rosyjska (kadry zdominowane przez osoby szkolone w radzieckich akademiach KGB i GRU),

- zaniechania kontrwywiadowcze względem radzieckich, a później rosyjskich służb specjalnych (libacje z udziałem agentów KGB, tolerowanie szpiegostwa oraz działań agenturalnych spółek polsko-rosyjskich),

- współpraca z byłymi funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa (obejmująca m.in. nielegalny handel bronią, rozbudowę sieci agencji towarzyskich i przedsiębiorstw ochroniarskich, gromadzenie kompromitujących informacji umożliwiających szantażowanie biznesmenów, polityków i prawników),

- inwigilacja środowisk politycznych (rozbijanie partii politycznych pozostających w latach 90. w opozycji do ugrupowań postkomunistycznych, inwigilacja partii politycznych, organizacji społecznych i mediów),

- wpływ na kształtowanie opinii publicznej (umieszczenie 58 agentów i tajnych współpracowników w kierownictwie TVP, dążenie do przejęcia kontroli nad stacjami lokalnymi, wpływ na dziennikarzy zajmujących się przetargami),

- nielegalny handel bronią (sprzedaż broni terrorystom z Jemenu, przemyt broni dla grup mafijnych w Estonii, załatwianie za łapówki pozwoleń na sprzedaż broni, pranie brudnych pieniędzy pochodzących z handlu bronią i narkotykami),


- ingerencja w rynek paliwowo-energetyczny (udział w tzw. mafii paliwowej, wprowadzanie agentów do spółek petrochemicznych, zaniechania wobec planów przejęcia polskiego przemysłu petrochemicznego przez spółki rosyjskie).


Ba, to nie wszystko! „Ujawniono kilka przypadków szpiegostwa w tej służbie specjalnej, skazano kilku żołnierzy – agentów wywiadu. Zarząd Kontrwywiadu UOP ujawnił szpiegostwo żołnierzy WSI na rzecz Federacji Rosyjskiej, zostali skazani na ok. 5 lat więzienia. Pokazuje to brak należytej kontroli własnych żołnierzy przez WSI. Przez cały okres funkcjonowania WSI ta instytucja nie złapała żadnego szpiega FR.”


Włos się jeży na głowie. Okazuje się przecież, że jedna ze służb ( i to ta chyba najważniejsza) mających dbać o bezpieczeństwo Polski i Polaków po roku 1989 przez lata pozostawała w rękach środowisk związanych formalnie i prywatnie z sowieckim okupantem. Co więcej, z zaszczytnej formacji uczyniono swoisty gang (oczywiście nie w całości), który mając w nosie interesy swej Ojczyzny, skoncentrował się na zapewnieniu jego członkom dostatniego życia. Nie powinno zatem dziwić, że „pierwsze PiS”, działające jeszcze faktycznie według patriotycznego azymutu, dokonało rękoma A. Macierewicza i z poparciem braci Kaczyńskich reformy wojskowych służb specjalnych. Podobnie nie powinno zaskakiwać, że pewna część WSI przyjęła te zmiany wrogo. Nie tylko ze względów politycznych, które tak wyraźnie podkreślił gen. Dukaczewski wspominając o otwieraniu szampana po porażce PiS, ale przede wszystkim z powodów egzystencjonalnych. Odsunięcie od koryta, pozbawienie wpływów, odebranie immunitetu na nietykalność, brak adrenaliny… I co ważne „rebelianci” znaleźli wyraźne poparcie wśród części polityków, którzy według niektórych dziennikarzy śledczych utrzymywali zażyłe kontakty z tajnymi wojskowymi służbami…
Osobiście mam wielki szacunek dla munduru. Z powodów zasadniczych oraz rodzinnych. Nie wyobrażam sobie, iżby polski oficer lub żołnierz mogli sprzeniewierzyć się przysiędze i podejmować działania szkodliwe dla swych rodaków i swej Ojczyzny. W życiu bywa jednak różnie. I nie jest to li tylko przypadłość doskwierająca narodom pozostającym przez lata pod przemożną opresją wrogich potęg. Także w krajach prawdziwie niepodległych zdarzały się przypadki wypowiedzenia posłuszeństwa demokratycznie wybranym władzom przez służby specjalne; cywilne i wojskowe. Np. przez OAS czy zweryfikowanych negatywnie funkcjonariuszy STASI. W związku z tym, na miejscu osób odpowiedzialnych za wyjaśnienie tzw. Tragedii Smoleńskiej, skierowałbym wzrok w kierunku ludzi noszących do niedawna polskie mundury oficerów WSI.
Czy wyzwanie to zostanie podjęte? Chciałbym aby tak się stało. O prawdziwych intencjach zaświadczą jednak dopiero czyny. Będę się temu przyglądał, bo to dla mnie, poza wszystkim innym, sprawa honorowa.

Tekst ukazał się na Salon24.pl 11 kwietnia 2021r

 

Pin It